Relacja ze spotkania z Davidem Strathairnem – Dobry aktor, ciekawy człowiek

Kategoria: Wydarzenia

David Strathairn9 lutego, kilkanaście minut po godzinie 12.00 w hotelu Sheraton w Warszawie odbyła się konferencja prasowa z udziałem Davida Strathairna, który dzień wcześniej przyleciał do Polski, by promować film „Good Night, and Good Luck”. Spotkanie poprowadził Jacek Żakowski, który powiązał przedstawioną w filmie sytuację z tą, która ma miejsce obecnie w Polsce – gdy z powodów politycznych program Jacka Fedorowicza został zdjęty z ramówki TVP.

David Strathairn rozpoczął swoją wypowiedź od stwierdzenia, iż intencją twórców filmu było ukazanie perspektywy czasowej od lat pięćdziesiątych do chwili obecnej. Zamierzeniem reżysera filmu, George’a Clooneya, nie było stwierdzenie, czy rację ma McCarthy, czy Murrow, lecz rozpoczęcie dyskusji. Sztuka ma być komentarzem do sytuacji panującej w danym kraju i czasie. Aktor stwierdził, iż „w latach pięćdziesiątych telewizja była niemowlęciem, które rozwinęło się w niesamowity sposób”. Film ten nie jest wyłącznie moralitetem, obrazującym konflikt dwóch osobowości: polityka-bydlaka z dobrym dziennikarzem, lecz również „filmem o szarości”, który nie ocenia, kto miał rację, pokazuje wątpliwości małżeństwa dziennikarzy, którzy nie wiedzą, czy bronią słusznej strony i dlaczego tak naprawdę to robią. „Good Night, and Good Luck” opisuje natomiast metody, jakie stosowano, by kontrolować opinię publiczną, oraz to, jak Edward R. Murrow – bohater filmu, grany przez Strathairna – walczył o realizację fundamentalnych praw: 1. oskarżenie to nie dowód, 2. każdy ma prawo do obrony przed oskarżeniem, 3. sprzeciw nie jest oznaką nielojalności.

Współcześnie dziennikarstwo pozostaje pod ogromną presją: stanowisko zajmowanie w każdej sprawie przez stację jest w rzeczywistości narzucone przez jej sponsorów i dominującą opcję polityczną. Właściciele telewizji stoją przed dylematem, czy promować rzetelne i obiektywne dziennikarstwo, czy nastawioną na łatwy zysk rozrywkę. Wiedzą, iż mają w rękach IV władzę, ogromna siłę, która wpływa na świadomość milionów ludzi. Z wielką ostrożnością podchodzą więc do wszelkich głosów niezależnych, nie udzielając im praktycznie żadnego wsparcia. Murrow powiedział kiedyś, że „Najciemniejszym dniem dla amerykańskiego dziennikarstwa będzie ten, gdy ludzie, którzy mają pieniądze, podyktują rytm dyskusji i wymiany idei”.

Good Night, and Good Luck

W odpowiedzi na pytanie zadane przez Jacka Żakowskiego, David Strathairn powiedział, iż wielu ludzi – nawet w USA – nigdy nie słyszało o Murrowie. Natomiast, jak się okazało w czasie promocji filmu, w każdym kraju odbierano go bardzo osobiście – włoscy dziennikarze uważali, że opowiada o Berlusconim, a australijscy – o głowie rządu tego kraju, Johnie Howardzie, odnosząc treść „Good Night, and Good Luck” do ogólnokrajowej debaty na temat legislacji, która ogranicza prawa człowieka. Ogromne zainteresowanie obraz Clooneya wzbudził też wśród młodych dziennikarzy. Pytali, co mogą zrobić, by przywrócić to, o co walczył Edward Murrow. Podsumowując ten wątek, aktor przytoczył słowa komentatora politycznego Helen Thomas: „Dostaje się wiadomości, o jakie się prosi. Kiedy szukasz rozrywki, dostajesz ją. Jeśli pojawi się chęć uzyskania obiektywnej informacji, to dziennikarze jej dostarczą”.

David Strathairn grywał dotychczas w bardzo wielu produkcjach niezależnych filmowców, którzy próbowali robić to, co George Clooney zrobił na ogromną skalę, czyli wyreżyserować film taki jak „Good Night, and Good Luck” i sprawić, żeby odniósł on komercyjny sukces. Aktor powiedział, iż „Hollywood zawsze wspiera faworytów, kocha wielkie gwiazdy, takie jak George”. Gdyby nie pozycja zawodowa (i towarzyska) Clooneya, nie byłby on w stanie wyprodukować filmu o Murrowie i „Syriany” – kolejnego filmu o tematyce politycznej, który wejdzie na polskie ekrany w marcu. „George – mimo wielkiego ryzyka – inwestuje swoje pieniądze i czas w filmy, w które wierzy. Dzięki jego zaangażowaniu powstają filmy wyjątkowe”.

David StrathairnNa spotkaniu nie mogło zabraknąć pytania o Oscary, jako że Strathairn nominowany jest do Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej w kategorii „pierwszoplanowa rola męska”. „W trakcie ogłaszania nominacji wracałem właśnie z Los Angeles do domu w Nowym Jorku. O tym, że jestem jednym z nominowanych, powiedziała mi na lotnisku żona”. „Good Night, and Good Luck” zdobył w sumie aż sześć nominacji. Choć, jak sam twierdzi, wszystkie produkcje nominowane w kategorii „najlepszy film” poruszają niezwykle ważną tematykę, to – jak z usmiechem stwierdził – nie ma wątpliwości, iż zwycięży obraz, w którym zagrał główną rolę. Jego zdaniem, jest on wyjątkową „perełką kinematograficzną”, gdyż świetny scenariusz został ciekawie wyreżyserowany, pięknie sfilmowany i uzupełniony doskonałą ścieżką dźwiękową. Docenia współnominowanych aktorów, przede wszystkim Heatha Ledgera za rolę w „Brokeback Mountain” i Hoffmana za idealne wpasowanie się w tytułową postać w filmie „Capote”. „Podczas gdy ja miałem zdjęcia archiwalne, biografie, teksty Murrowa, mogłem swojego bohatera zobaczyć, usłyszeć, przeczytać jego wypowiedzi, to Heath stworzył postać od zera”. Dodał też, że iż łatwiej było zagrać Trumana Capote’a, gdyż był człowiekiem wielowymiarowym, znaliśmy go nie tylko jako pisarza, ale też żyjącego w świetle jupiterów człowieka. Murrowa zaś widzimy takiego, jakim był w telewizji, nie znamy jego pozaekranowego „ja”.

David Strathairn gra w filmach od dwudziestu pięciu lat. Nominacja do Oscara jest dla niego wielkim wyróżnieniem, natomiast jego ukochaną postacią wciąż pozostaje szalony bezdomny z „City of Hope”. Ciężko mu ocenić, jak trudna była ta rola, gdyż „każdej postaci daje się tyle, że myślisz sobie, iż to właśnie ona była najtrudniejsza do zagrania, po czym każdej kolejnej daje się więcej”. Uważa jednak, iż rola w „Good Night, and Good Luck” wywarła wpływ na jego światopogląd. Murrow był „prostym człowiekiem, który przez całe życie pozostał wierny sobie, nie złamał się, ale zmarł jako człowiek smutny. Pomimo wszystkiego, czego dokonał, nie miał dość. Był perfekcjonistą”.

Tak obecny wraz ze mną na konferencji Koleś, jak i ja, byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni nominowanym do Oscara aktorem. Okazał się przesympatycznym i zabawnym człowiekiem, nie miał w sobie ani krzty gwiazdorskiej pozy. Oby więcej takich spotkań! Z niecierpliwością czekam na premierę filmu „Good Night, and Good Luck”, który pojawi się w 25 kopiach na ekranie polskich kin 24 lutego. Polskim dystrybutorem jest Kino Świat.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)