W jakich okolicznościach dostała Pani rolę Heidi? Byłam w domu Yakimy Canutta, legendarnego szefa kaskaderów. Cały dzień spędziłam w basenie kręcąc „Ironside” i złapałam straszny katar. Gościem był również John Wayne. Mężczyźni zaczęli grać w pokera. John bez przerwy nazywał mnie „Małą Damą” i chyba myślał, że jestem tam od podawania drinków. Z oślim uporem domagałam się przyjęcia do gry. Nauczyłam się grać w pokera na planie – na zapałki. Wayne ewidentnie uważał, że jestem nieco zarozumiała i nie wiem, gdzie jest moje miejsce. No i pokazałam mu – przegrywając wszystkie pieniądze - co sprawiło, że przeziębienie jeszcze się pogorszyło. Nieszczęśliwa, poprosiłam Yaka o zamówienie taksówki. Kiedy na nią czekałam, powiedział mi o tym wielkim filmie wojennym, do którego przygotowania trwały w Anglii oraz, że jest tam rola, która by mi pasowała. Doradził mi, bym zadzwoniła do reżysera, Briana Huttona i powołała się na niego. Brian powiedział, że spotka się ze mną w Londynie. Poleciałam tam i okazało się, że jestem jedną z 300 dziewczyn ubiegających się o rolę. Weszłam jako pierwsza i ją dostałam. Jaka panowała atmosfera na planie? Kogo wspomina Pani najmilej? Atmosfera była wspaniała! Wszyscy dobrze się dogadywali. Pojawił się Alistair MacLean i rozmawialiśmy o pisaniu. Odwiedziła mnie także Elisabeth Taylor i starała się wybadać, czy to prawda, że między mną a Richardem działo się coś nieprzyzwoitego. Clint świetnie się bawił ciągle wycinając mi różne numery, a Mary Ure marzyła, bym była w innym filmie – o ile nie na innej planecie. Jaka jest Pani ulubiona postać w filmie? Heidi. A którą scenę uważa Pani za najlepszą? W barze, kiedy miałam dać Richardowi po twarzy. Pamięta pani jakąś zabawną scenę, jaka przydarzyła się na planie? Cóż, troche przesadziłam, kiedy poprosiłam, by pozwolono mi prowadzić sanie i jednocześnie zrobić reportaż z planu. Koniom zdawało się to podobać i zaczęły jechać coraz szybciej i szybciej. Właśnie zmierzały w stronę wzgórz, kiedy udało mi się je zatrzymać. Wydało mi się to dość zabawne. Opiekun koni nie przestawał mnie przepraszać. Myślę, że była to sytuacja, która mogła go kosztować pracę. Czy w czasie kręcenia filmu pojawiły się jakieś niezwykłe, ciekawe pomysły na nowe sceny, które z jakiś powodów nie doczekały się realizacji?
Jak układała się Pani współpraca z Richardem Burtonem, wielką gwiazdą kina tamtych lat? Czy jego obecność była w jakiś sposób krępująca? Nie przypominam sobie, aby tak było. Z tego co pamiętam, wszyscy się dobrze dogadywaliśmy. Z wyjątkiem... no wiesz kogo. Naprawdę uderzyła Pani Burtona w twarz? Jaka była jego reakcja? No więc miałam naprawdę go uderzyć, ale po kilku próbach zdecydował, żeby zrobić to jednak za pomocą sztuczki z kątem kamery. Jakimi osobami byli Richard Burton i Clint Eastwood prywatnie? Richard bardzo zaangażowany, ale uprzejmy. Clint dokładnie taki, jaki jest w filmie. Jak wiadomo na planie pojawiła się Elizabeth Taylor? Była miłą osobą? Czy jej obecność wpływała pozytywnie bądź negatywnie na Burtona lub resztę ekipy? Elizabeth była OK. Trochę zgrywała wielką gwiazdę – no ale była wielką gwiazdą. Pomimo faktu, że była bardzo podejrzliwa co do relacji między mną a Richardem, nie była nieprzyjemna. A Richard wcale nie pomagał nakręcając ją przez traktowanie mnie, jakby coś między nami było. Ale pozwoliła mi przymierzyć jej słynny diament Kruppa, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle nosiła go na planie. Chyba, że chodziło o podkreślenie mojego niskiego miejsca na firmamencie gwiazd. Nie umiem powiedzieć, czy jej obecność miała negatywny lub pozytywny wpływ. Richard zdawał się pić więcej, kiedy ona tam była. Oboje potrafili strzelić sobie kielicha lub dwa. Czy jest Pani w pełni zadowolona z roli jaka Pani przypadła? Nie żałuje Pani, że nie rozbudowano jej bardziej, przykładowo o obecny w książce romans z porucznikiem Schafferem? Oczywiście, że żałuję! Powinna być rozwinięta. Niestety Mary Ure – główna aktorka – tak nie uważała. Wydawało mi się, że mam jeszcze wiele do zrobienia, kiedy nagle znalazłam się w samolocie zmierzającym do Londynu.
I tak i nie! Osiągnęłam nieco wyższy status. Dzięki temu trafiłam do horrorów - za co jestem bardzo wdzięczna. To co powinnam była zrobić, to wrócić do Hollywood i trochę bardziej się postarać. Ale w tym czasie przeprowadziłam się już z córką do Anglii i obie byłyśmy tym zachwycone. Zostałam więc z Londynie, choć brytyjski przemysł filmowy wtedy upadał. Co Pani myśli o filmie z perspektywy lat i w porównaniu do dzisiejszych filmów akcji? Czy wydaje się Pani, że rozrywkowe wartości „Tylko dla orłów” wciąż mogą urzekać publiczność? Wydaje się, że „Tylko dla orłów” można co tydzień zobaczyć na jakimś kanale. Zarówno w USA jak i w Anglii. Więc musiał przetrwać próbę czasu. Ostatnio widziałam odnowioną wersję na dużym ekranie w Holandii i uważam, że niektóre sceny są magiczne. Grała Pani w wielu filmach. Jakie różnice można zauważyć między tym, jak kręci się filmy współcześnie, a właśnie wtedy, kiedy kręcono „Tylko dla orłów”? To zależy od budżetu filmu. Przy obrazie takim jak "Tylko dla orłów" jest się rozpieszczanym do granic możliwości. Zagrałam małą rolę w filmie pt. "Minotaur" w Luksemburgu w lutym. Bardzo dobrze się mną opiekowano. Samochód na zawołanie, Sheraton, wspaniałe jedzenie. Jedyną różnicą było to, że wszystko działo się w większym pośpiechu. A to niedobrze dla takiej małej starowinki jak ja. Tłumaczenie z angielskiego: Anna Adamczak - Gilderoy | |||||||||||||||