Jak się później okazało, na okazję przyszło mi trochę poczekać. Zawsze znalazło się coś ciekawszego do roboty - wolałem zagrać w piłkę z kumplami, pojeździć na rowerze czy pobić się z bratem. Nadeszła jednak zima a mnie złapała tradycyjna coroczna grypa. Dostałem zwolnienie ze szkoły na tydzień. A jako, że rodzice pracowali, przez ponad pół dnia musiałem siedzieć sam w domu i jakoś sobie radzić. Jak nietrudno się domyślić, nuda dopadała mnie dość szybko, więc oglądałem różne nagrane rzeczy na video, nawet takie, które nieszczególnie mnie interesowały. Jednak szybko przypomniałem sobie o kasecie A5, wyjąłem ją z pudełka i włożyłem do magnetowidu marki Sanyo. Wtedy się zaczęło.
Panowie tymczasem wylądowali a tu żadnych Niemców wkoło. Tylko góry, ciemno, zimno, zawieje i zamiecie śnieżne. Ciekawostka: Spora część filmu dzieje się w nocy lub nad ranem, tymczasem zdjęcia były kręcone wyłącznie w dzień. Ekipa filmująca stosowała specjalne filtry, co powodowało, że obraz dawał złudzenie jakby akcja działa się w półmroku. Akcja rozwijała się dosyć długo, ale w tym przypadku nie było to dla mnie żadną wadą. Można było dokładniej poznać bohaterów, zacząć już podejrzewać co i jak. Zwróciłem też uwagę na jedno klimatyczne ujęcie, gdy zza towarowego pociągu wyłaniają się komandosi i w półmroku przemykają po obrzeżach Werfen.
Po chwili docierają do gospody „Zum Wilden Hirsch”. A ja się zakochałem. W knajpie niemieckich żołnierzy obsługiwała Heidi Schmitt - „bawarska róża”, jak nazwał ją Smith. Ta piękna, uśmiechnięta dziewczyna od razu zdobyła me serce nie tylko urodą, ale jak się później okazało, także sprytem i przebiegłością. Ideał po prostu. Ciekawostka: Wbrew temu, co przez długi czas myślałem, melodia jaką Smith gwiżdże Heidi pochodzi nie z wielkiego przeboju czasów wojny „Lili Marleen”, a z niemieckiej pieśni ludowej zatytułowanej „Lorelei”. Także w karczmie „Pod Dzikim Jeleniem” po raz drugi pokazał się major von Hapen. Wcześniej mignął przez moment podczas powitania generała Rosemeyera w Schloss Adler. Na samym początku wykazał się niebywale eleganckimi manierami. O tym, że to wyjątkowo szarmancki w stosunku do kobiet człowiek przekonała się Mary - „tajna broń” Smitha, która działała niejako poza grupą i bez wiedzy większości jej członków. Ale wracając do majora Gestapo, pomimo całego szacunku jakim obdarował brytyjską agentkę, od razu w jego oczach wyczytałem głęboko ukrytą podejrzliwość. Do dziś nie wiem, czy von Hapen już wtedy wiedział, że coś jest nie tak, że Maria Schenk (tak przedstawiła się Mary) nie jest tym za kogo się podaje. Później uwagę zwróciłem na słynną scenę w sali konferencyjnej, gdzie przy stole odkryto karty – kto jest kim i dla kogo pracuje. Zachwycił mnie popis aktorski Richarda Burtona, którego Smith z pewnością siebie graniczącą niemalże z brawurą, namieszał w głowach wszystkim... oprócz majora von Hapena, który w międzyczasie tam się pojawił. Prawdopodobnie mało kto zwrócił uwagę jak doskonale napięcie w tej scenie buduje muzyka Rona Goodwina. Głuche jakby nieco przytłumione uderzenia w kotły kojarzyć się mogą z przyspieszonym biciem serca. Wszyscy przy stole nerwy mają zszargane do granic możliwości. Nawet Schaffer pomimo pozornego spokoju przejawiał oznaki zdenerwowania. Jedynie nad wszystkim panujący Smith oraz major von Hapen, szczwany lis, zachowali zimną krew. Ależ żałuję, że nie rozbudowano jeszcze bardziej psychologicznego pojedynku między tymi dwoma. Nie zmienia to faktu, że te parę minut podczas których Smith stara się wmówić gestapowcowi, że siedzący przy stole planują przewrót w III Rzeszy to według mnie najlepsza scena mojego ulubionego filmu. Później lawina wydarzeń zaczyna przyspieszać. Smith zatrzymuje się między majorem Schafferem stojącym przy kominku a niemieckim oficerem. Ciekawostka: Jeśli się dobrze przyjrzeć, widać na ścianie cień Schaffera wyjmującego pistolet.
Ciekawostka: I pal licho, że w rzeczywistości strzelanie z dwóch pistoletów maszynowych byłoby niemożliwe, gdyż wymagałoby nadludzkiej siły.
Ciekawostka: A jeszcze a propos Schaffera, wg autorów znakomitej witryny http://www.whereeaglesdare.com Clint Eastwood wcale nie zabija w tym filmie największej ilości wrogów w swojej karierze. Tu spod jego ręki pada 49 trupów, co daje „Tylko dla orłów” drugie miejsce. Zaszczytną pierwszą pozycję zajmuje 'Wyjęty spod prawa Josey Wales', w którym ginie 56 osób. Teraz wypadałoby wspomnieć o, według wielu, najbardziej dramatycznej scenie w filmie. Walka na dachu wagoniku kolejki górskiej istotnie sprawia, że widz siedzi na krawędzi fotela, ale pamiętam, że w mojej pamięci zapisała się czym innym. W pewnym momencie Smith wbija Berkeley'owi czekan w ramię. Był to dla mnie najbrutalniejszy moment w filmie, i jeden z najbrutalniejszych jakie do tamtej pory w ogóle widziałem. Choć prym w tej kwestii wiodła wtedy scena dekapitacji z „Omena”. Wrażenie robiły także błagania o litość Christiansena (Berkeley i Christiansen to oprócz Thomasa dwaj pozostali zdrajcy). Wcielający się w tę rolę Donald Houston robił to tak przekonująco, że przez jakiś czas było mi go nawet żal, chciałem żeby przeżył, mimo że we wcześniejszej części filmu okazał się niezłym łajdakiem. Szybko jednak podczas następnych projekcji wyzbyłem się tej uciążliwej i niewskazanej empatii. Ciekawostka: A sam pomysł z kolejką linową prowadzącą z zamku do miasteczka zainspirował także choćby twórców „Return to Castle Wolfenstein”, którzy bardzo podobny poziom umieścili w swojej grze.
Ciekawostka: Przyznam szczerze, że sprawdziłem odległość między Werfen a wszystkimi Oberhausen w Bawarii i jak się okazuje, do najbliższego miasta o tej nazwie Smith i reszta kompanii mieli około 170 kilometrów. Tak więc chodziło o jakieś nieokreślone, wymyślone przez scenarzystę Oberhausen leżące w pobliżu Werfen. Podobne chwyty stosował choćby Jack Higgins, u którego jeżeli akcja rozgrywała się w małym niemieckim miasteczku, to zawsze nazywało się ono Neustadt. Wracając jednak do ucieczki. Po drodze bohaterowie wysadzają w powietrze most, słupy telegraficzne z pomocą Smitha i spółki stają się zaporą skutecznie zatrzymującą na jakiś czas niemiecki pościg. Poza tym, już na samym lotnisku nasi bohaterowie sprawiają, że Messerschmitty w razie potrzeby gotowe na szybką i sprawną interwencję, stają się niezdatnym do użycia złomem. Wszystko to pośród ogłuszającego huku eksplozji, ognia i terkotu broni maszynowej. Po prostu miód na moje serce. A gdy nasi bohaterowie wsiedli już do samolotu i zdemaskowali dowódcę niemieckiej siatki szpiegowskiej w Wielkiej Brytanii mnie zrobiło się smutno. Smutno, że to już koniec tej wspaniałej historii. Wiedziałem jednak, że wrócę do niej jeszcze nie jeden, nie dwa i nie dziesięć razy. Do tej pory film zdążyłem rozłożyć już na czynniki pierwsze – teraz czas na wizytę w Schloss Adler, gdyż... Ciekawostka: Zamek ten rzeczywiście istnieje. Nazywa się Hochenwerfen i znajduje się w Austrii, w miejscowości... Werfen niedaleko Salzburga. Ponoć znajduje się tam knajpa „Zum Goldenen Hirschen”. Może spotkam tam wnuczkę Heidi... | ||||||||||||||||||||