Zombieland (Zombieland) – Podróż przez trupiarnię

Kategoria: Recenzje
Zombieland
Zombieland
Zombieland

Co prawda jeśli chodzi o najpopularniejszą odmianę nieumarłych w dzisiejszej popkulturze, to dziś absolutny prym wiodą wampiry, ale zombie w gruncie rzeczy też nie mogą narzekać na brak wzięcia. Na szczęście, z uwagi na zgniłe cielsko i nieatrakcyjny temperament, nie zagraża im zastąpienie romantycznych krwiopijców w roli nowych ulubieńców gimnazjalistek, a co za tym idzie, rozmaite filmy o żywych trupach wciąż mogą być fajne.

Na przestrzeni lat mieliśmy ich już zatrzęsienie: od poważnych, takich jak seria George’a Romero i późniejsze remaki nimi inspirowane, poprzez krwistą, prześmiewczą jazdę bez trzymanki w stylu „Martwicy mózgu” Petera Jacksona aż po spokojniejsze, całkiem inteligentne komedie – tu prym wiedzie brytyjski „Wysyp żywych trupów”. Tym razem debiutant Ruben Fleischer oferuje film, który pozornie można by uznać za amerykański odpowiednik ostatniego z powyższych tytułów, choć widz oczekujący rozrywki w podobnym stylu może się nieco rozczarować. Na wstępie trzeba bowiem zaznaczyć, że „Zombielandowi” brakuje swoistej finezji obrazu Edgara Wrighta i Simona Pegga, brakuje (co oczywiste) specyficznego brytyjskiego humoru – zastąpionego czymś prostszym, lecz trudno powiedzieć, że niesprawiającym frajdy. Fabuły starcza tutaj wyłącznie na początek. Oto mamy chłopaka (Jesse Eisenberg), który dzięki zestawowi żelaznych zasad przetrwał początkowe stadia apokalipsy (tej na całe szczęście nie oglądamy – w końcu ile można?). Przemierza on Stany, by dotrzeć do rodzinnego miasta, gdzie ma naiwną nadzieję zastać rodziców całych i zdrowych. Spotyka przekozaka nad przekozaki (w tej roli kozaczący jak zwykle Woody Harrelson), który znalazł życiowe spełnienie w mistrzowskim kasowaniu zombie. Dalej podróżują razem, przynajmniej dopóki jest im po drodze. Napotykają dwie sprytne siostry (Emma Stone i Abigail Breslin), które najpierw parę razy zrobią ich w jajo i zostawią na lodzie, ale w końcu cała czwórka oczywiście stworzy w miarę zgraną bandę. Wszyscy razem ruszą w drogę do Kalifornii, gdzie ponoć nie dotarła zaraza.

Zombieland
Zombieland
Zombieland

To w zasadzie tyle streszczenia, bo fabuła stanowi przede wszystkim pretekst do fajnej zabawy na ekranie i przed ekranem. Puryści gatunku zombie mogą być zbulwersowani, wszak podróż przez Amerykę opanowaną przez nieumarłych to w ogóle nie jest fajna zabawa – i poniekąd muszę przyznać im rację, ponieważ (w przeciwieństwie choćby do „Wysypu żywych trupów”, w końcu niby też komedii) film Fleischera słabo się broni stricte w ramach tej konwencji. Gdyby podejść do sprawy poważnie, nasza wesoła gromadka na pewno daleko by nie zajechała, a już na pewno nie dotrwała w komplecie do finałowej zawieruchy. Poza tym jak na produkcję o żywych trupach – do tego pod tytułem, który mógłby sugerować, że są one na każdym kroku – mało tu… żywych trupów właśnie. W gruncie rzeczy stanowią swego rodzaju dekorację, powracającą wtedy, kiedy to wygodne scenarzystom. Przede wszystkim zaś dostarczają bohaterom malowniczego mięsa armatniego.

Jeżeli jednak nie traktować „Zombielandu” jak czegoś, czym nie jest, powyższe fakty przestają być wadą. Mamy bowiem do czynienia z filmem autentycznie… fajnym. To chyba najlepsze słowo, które przychodzi do głowy. Jest bezpretensjonalny, żarty są niewymuszone i niemal w całości zabawne (choć nie należy oczekiwać salw śmiechu i łez w oczach), a malownicza eksterminacja kolejnych zombie – wprost radosna. Zapewne to ostatnie słowo w tym kontekście dziwi, a ortodoksyjnych fanów gatunku może nawet zdegustuje, ale co tam, „Zombieland” to film, który – jak to mówią – ogląda się „z bananem na gębie”. Owszem, trzeba przeboleć motyw przyspieszonego dojrzewania młodego bohatera oraz obowiązkowy, choć nienachalny wątek uczuciowy (rekompensowany jednakże urokiem Emmy Stone), ale daję słowo – to nie boli. Odrobinę nieco wymuszonej „głębi” i pocieszny morał przyjmujemy z pobłażaniem, bo to nie jest wysoka cena za półtorej godziny dobrej zabawy. Dzieło Fleischera to żadna rewelacja, żaden kandydat do miana pozycji kultowej (kolejna różnica względem „Wysypu…”), ale minęło trochę czasu, odkąd ostatnio widziałem film, który był równie… „fun”. I nic więcej – ot, po prostu.

PS. Cała recenzja za mną i ani słowa o rewelacyjnym epizodzie pewnego znanego aktora. Mogę sobie pogratulować. Podobnie jak temu aktorowi – przezabawnego występu.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Zombieland
Oryginalny tytuł: Zombieland
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 88 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Obsada:
Columbus
Tallahassee
Wichita
Little Rock
Ocena:  4/6
Oceń ten film na Filmaster.pl!