X-Men 2 (X 2) – Homo sapiens vs. Homo sapiens superior

Kategoria: Recenzje
X-Men 2
X-Men 2
X-Men 2

Wyobraźcie sobie, że gdzieś wśród nas mogłyby ukrywać się istoty potrafiące mrugnięciem powieki burzyć budynki, bez trudu czytające nasze myśli, zdolne wpływać na pogodę bądź wysysać z nas energię życiową. Jak byście się czuli? Zapewne bylibyście bezradni i przerażeni, nie wiedząc, czy napotkany na ulicy przechodzień nie jest czasem jednym z „odmieńców”. Tych „normalnych” zapewne byłoby jednak więcej, próbowaliby dostosować „dziwnych”, mutantów, do swoich norm, skatalogować ich i napiętnować. Pomyślcie jednak, co by się stało, gdyby „oni” byli równie nieprzyjemni dla nas, jak my dla nich. Co by było, gdyby spróbowali wykorzystać swoje moce, żeby zagarnąć to, co do nich należy, a może nawet znacznie więcej. Co wtedy? Niewykluczone, że jedynym rozwiązaniem byłyby oddziały złożone z podobnych „odmieńców”, którzy z sobie tylko znanych powodów próbowaliby nam pomóc.

Pierwszy „X-Men” był jednym z prekursorów w dziedzinie adaptacji komiksów. Nie mam oczywiście na myśli, że jego twórcy wykazali się szczególnym nowatorstwem, postanawiając przenieść historie obrazkowe na duży ekran. Pod tym względem byli „spóźnieni” już o kilka dekad. Jednak jako jedni z pierwszych wykazali się zrozumieniem potrzeb rynku, na który przeznaczali ten film. Mało kto przed nimi za najważniejszy cel stawiał sobie sprostanie wymaganiom czytelników komiksów, którzy przecież mieli być odpowiedzialni za znaczną część przyszłych zysków. Dzięki temu powstał film, który z komiksem łączyło coś więcej niż tylko tytuł i imiona głównych bohaterów. Oczywiście twórcy i tak musieli historię dopasować do potrzeb tej części widowni, która z komiksem nie miała za wiele do czynienia, ale obyło się bez drastycznych zmian.

Tak jest: to zadziwiające i wręcz nieprawdopodobne, ale od czasów klasycznych filmów o Supermanie – nie mających już, tak na marginesie, zbyt wiele wspólnego z dzisiejszym wizerunkiem tej postaci – praktycznie nie został przed „X-men” stworzony film będący wierną adaptacją komiksu o superbohaterach. Nawet dzieła Tima Burtona, choć niewątpliwie znakomite i pełne charakterystycznego dla opowieści o Batmanie mrocznego klimatu, nie miały wiele wspólnego ze swoimi komiksowymi odpowiednikami. I o ile w rękach twórcy tak wybitnego jak Burton to podejście owocowało znakomitym produktem, tak już całej rzeszy innych projektów nie można nazwać nawet poprawnymi. Z tego powodu adaptacje komiksów zarówno w oczach czytelników historii obrazkowych, jak i przeciętnych widzów stały się synonimem filmowej szmiry.

X-men 2
X-men 2
X-men 2

Trzeba było poczekać na to, żeby do głosu dopuszczeni zostali młodzi twórcy, tacy jak Bryan Singer i Sam Raimi aby zmieniony został wizerunek superbohatera w kinie. Odważyli się oni podjąć próbę oddania na ekranie ducha komiksu, co miało się okazać istotnym wabikiem przyciągającym do kin wiernych fanów komiksów. Tytuły takie jak „Spider-Man 2”, „Punisher” czy też „bohater” tej recenzji, „X-Men 2” są już produktami nie wstydzącymi się swego rodowodu. W zasadzie nie powinno dziwić, że dopiero sequele filmów „X-Men” i „Spider-Man” w pełni usatysfakcjonowały widownię. Wszakże w pierwszych częściach twórcy wciąż musieli zachowywać pozory, że filmy te są autonomicznymi tworami. Dużo czasu ekranowego zabierało opowiedzenie historii poszczególnych bohaterów, pokazanie, jak stali się superbohaterami. Wszystko to nudziło czytelników komiksów, znających te historie od lat. Dopiero przy kręceniu sequeli reżyserzy byli wolni od tej „jazdy obowiązkowej” i mogli skupić się na esencji komiksu superbohaterskiego, czyli niesamowitych pojedynkach w walce o obronę świata/wielkiego miasta/całej ludzkości/miejscowego pubu oraz na zawiłych relacjach pomiędzy głównymi bohaterami.

Film rozpoczyna efektowna scena w Białym Domu. Tajemnicza postać w płaszczu przemyka korytarzami budynku, zauważona przez ochroniarza zrzuca okrycie, odsłaniając oblicze. Okazuje się, że mamy do czynienia z czymś podobnym do niebieskiego diabła z długim ogonem ze szpiczastą końcówką. Postać w brawurowy sposób przypuszcza szturm na pokój owalny, w którym zabarykadował się prezydent wraz z ochroną. Pokonując tabuny ochroniarzy, wykazuje się imponującą zręcznością oraz umiejętnościami teleportacji na krótkie dystanse i dociera do swojego celu: osoby, którą – jak się ma okazać – chce zabić. W decydującej chwili zostaje jednak wypłoszona – ochroniarz rani ją strzałami z pistoletu i zmusza do ucieczki. Zdarzenie to daje prezydentowi pretekst do podjęcia ostrych działań przeciwko mutantom. Rozpoczyna się trudny okres dla szkoły Charlesa Xaviera, ponieważ teraz jej wychowankowie stają się celem dla jednostki rządowej.

X-Men 2
X-Men 2
X-Men 2

Już od pierwszych scen wiadomo, że film będzie dużą gratką dla miłośników komiksu. Nightcrawlera – bo to on jest owym tajemniczym zamachowcem – przeniesiono na ekran najlepiej, jak to było możliwe. Jego wygląd, zachowanie, zwinność i wizualizacja teleportacji są dokładnie takie, jakie mogliby sobie wymarzyć fani. Będą oni z resztą mieli okazje rozpoznać jeszcze wiele innych znanych już z kart komiksu twarzy. Co więcej, do żadnej z nowo wprowadzonych postaci praktycznie nie można mieć zarzutów, czego nie można było powiedzieć o bohaterach z pierwszej części. Oczywiście najciekawszy pozostaje Wolverine, który od dziesiątek lat magnetyzuje kolejne pokolenia „komiksiarzy”, a teraz zabrał się za podbijanie serc miłośników kina. Hugh Jackman wydaje się stworzony do tej roli, ma w sobie pierwotną drapieżność i zwierzęcość, a jednak daje się odczuć, że za tą groźną otoczką skrywa się wrażliwa osoba. Cyclops, choć przedstawiony nieco ciekawiej niż w pierwszej części, wciąż pozostaje postacią mało wyrazistą, wręcz nudną. O wiele więcej miejsca poświęcono tym razem Storm. Zapewne znaczący wpływ miał na to fakt, że odgrywająca ją Halle Berry od czasu poprzedniej części weszła w posiadanie „złotego rycerza”. Wyszło to jednak filmowi na zdrowie, bo marginalizowanie tej jakże ciekawej postaci niezwykle mnie raziło. Wśród nowych interesujących bohaterów znaleźli się władający ogniem nastolatek zwany Pyro oraz żeński odpowiednik Logana, czyli Lady Deathstrike. Również Icemanowi poświęcono tym razem znacznie więcej uwagi, wreszcie dając mu możliwość wykazania się w boju. Na drugim planie przewija się cała galeria postaci, których przeciętny kinoman może nawet nie zanotować w pamięci. Będą one natomiast stanowiły miły „smaczek” dla czytelników komiksu. Mamy przecież Jubilee, Collosusa, Shadowcat, Siryn, a naprawdę uważni widzowie wychwycą nawet wzmianki o synie Richardsów – czyli bohaterów niedawno goszczącego na ekranach „Fantastic Four” – Franklinie, o Moonstar, a nawet o bardzo popularnej postaci zwanej Gambitem. Sądzę, że nie jestem jedyną osobą liczącą na jego nieco większy udział w przyszłych częściach.

X-Men 2
X-Men 2

Jednak cały ten inwentarz nie znaczyłby nic, gdyby nie potrafiono w interesujący i nie ocierający się o groteskę sposób przedstawić ich zdolności. Do drugiej połowy lat 90. filmy o mutantach nie miałyby racji bytu, ponieważ ówczesne zdolności panów od technik komputerowych nie sprostałyby zadaniu nakręcenia „wiarygodnego” filmu o grupie istot posługujących się najwymyślniejszymi ponadnaturalnymi mocami. Przecież nad każdym z bohaterów trzeba było pracować oddzielnie, przedstawiając jego unikalne zdolności. Dzisiejsze cuda techniki pozwalają nam zachwycać się widokiem Nightcrawlera przemieszczającego się w chmurze dymu, Cyclopsa wypuszczającego z oczu śmiertelnie groźne promienie, bawiącego się ogniem niczym niewinną zabawką Pyro oraz bez trudu wyginającego metale Magneto. Pod względem efektów specjalnych ten film zasługuje na ogromne pochwały.

Twórcy nie zignorowali również tak wszechobecnego w komiksie tematu tolerancji. Mutanci cały czas zmagają się ze świadomością, że ryzykują życie dla osób, które ich nienawidzą i najchętniej widziałyby ich martwymi. Bardzo ciekawie wypadają sceny w domu rodziców Icemana. Nieodparcie kojarzą się one z dramatami o budzącej się u młodych gejów świadomości, z obowiązkową sceną wyjawiania rodzicom prawdy o sobie i nieodzownego w takich chwilach pytania, czy ich pociechy próbowały przestać być homoseksualistami. Chociaż tym razem inna jest przedstawiana rodzicom informacja, ich reakcja pozostaje taka sama: desperacko próbują odrzucić rzeczywistość i nakłonić dzieci do bycia kimś, kim nie są.

Oczywiście „X-Men 2” to film rozrywkowy, więc temat ten, choć jest poniekąd motywem przewodnim zarówno filmu, jak i komiksu, nie zajmuje zbyt dużo czasu ekranowego. Nie ma co się oszukiwać: stanowi on jedynie pretekst do pokazania ciągu efektownych wydarzeń. Od takiej superprodukcji nie należy przecież wymagać tego, że zabierze znaczący głos w dyskusji o problemie tolerancji. Należy docenić to, że w ogóle o nim wspomina, nie sprowadzając fabuły komiksu jedynie do bezmyślnej „rozwałki”.

Bryan Singer udowodnił, że chociaż nigdy wcześniej nie miał do czynienia z komiksem, czuje jego specyfikę jak mało kto. Niestety wszystko wskazuje na to, że już nie zobaczymy kolejnej odsłony mutantów w jego wykonaniu, ponieważ postanowił zmierzyć się teraz z inną legendą komiksu, której imię padło już w tym tekście – z Supermanem. Jak w tym temacie sprawdzi się jego następca, przekonamy się jeszcze w tym roku. Trzymam za niego kciuki, ponieważ do mutantów mam ogromny sentyment. Wierzę, że trzeba by naprawdę się postarać, żeby zepsuć taki materiał.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: X-Men 2
Oryginalny tytuł: X 2
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 133 minut
Reżyseria:
Scenariusz:



Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:

Obsada:
Cyclops
Wolverine
Storm
Magneto
Profesor Xavier
Rogue
Nightcrawler
Mystique
Jean Grey
Iceman
Ocena:  9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!