![]() |
![]() |
![]() |
Kampania prezydencka ma się ku końcowi, prezydent elekt wydaje się mieć zwycięstwo w kieszeni. Kolejne 4 lata rządzenia jednym z najpotężniejszych krajów świata przed nim. Na 11 dni przed zakończeniem kampanii pojawia się jednak bomba, która skutecznie może go uziemić. Okazuje się nią oskarżenie o molestowanie seksualne, wysunięte przez nieletnią dziewczynkę, członkinię harcerskiego zastępu wiewiórek. Nie ma wątpliwości, że z chwilą, gdy ta informacja dostanie się do prasy, szanse na zwycięstwo spadną do zera. Chyba, że odwróci się uwagę mediów od tej sprawy czymś naprawdę spektakularnym. Na przykład…wybuchem wojny, powiedzmy w Albanii. Dlaczego akurat tam? A cóż wyborcy mogą wiedzieć o Albanii? Sama nazwa brzmi głupio, więc zapewne po jej mieszkańcach można spodziewać się najgorszego. Teraz pozostaje już jedynie odwracanie uwagi mediów do czasu zakończenia kampanii. 11 dni wydaje się jednak trwać całą wieczność, nie sposób przez tyle czasu przekonywać media o istnieniu wirtualnej wojny. Ale i na to jest sposób. Wystarczy zatrudnić do tego celu znanego producent filmowego. Któż inny lepiej zna się na robieniu porządnej fikcji jak nie on?
Manipulacja mediami, tworzenie dzisiaj jutrzejszych wiadomości, ogłupianie ludzi za pomocą telewizji – to problemy już nie raz poruszane w kinie. Niewiele jednak powstało filmów tak znakomicie kpiących z tej tematyki, jak film Barry’ego Levinsona. „Fakty i akty” jest niezwykle trafną satyrą na świat polityki. Satyrą, która zaczęła mieć znamiona filmowego proroctwa. Reżyser opowiada fikcyjną opowieść, szybko jednak okazuje się ona być bliższa rzeczywistości, niż mógłby początkowo przypuszczać. Najpierw mieliśmy seksualny skandal z Billem Clintonem, który wybuchł niemalże równo z premierą filmu. Ledwie ucichły echa „rozporkowej afery” z udziałem „prezydenta-saksofonisty” a już jego następca, „prezydent-kowboj” zdążył wszcząć konflikt, który zapewne wszyscy dobrze pamiętają – do dnia dzisiejszego jest weń zamieszany nasz kraj. Konflikt, który przez wielu uchodzi za równie wykreowany, jak ten który mogliśmy oglądać w filmie Levinsona. Gdy cyniczni filmowcy z nieistniejących ładunków atomowych czynią pretekst do rozpoczęcia całej akcji zbrojnej, zaczyna robić się naprawdę ciekawie, a widz zaczyna się nerwowo wiercić w fotelu. Osobom śledzącym wiadomości nie trzeba przypominać dlaczego. Bohaterowie filmu jednak mieli na tyle „przyzwoitości” (a w zasadzie to rozumu), że zdawali sobie sprawę z faktu, iż fałszywe informacje dotyczące laboratoriów atomowych, to już oszustwo zbyt dużego kalibru. Ograniczyli się więc do ładunków ukrytych w walizkach. No cóż, już przy okazji tragedii World Trade Center filmowcy mieli okazję się przekonać,że rzeczywistość potrafi przerosnąć fikcję.
![]() |
![]() |
![]() |
W trakcie oglądania filmu uczucie deja vu stale powraca do widza. Mydlenie oczu widowni za pomocą wojennych bohaterów (mniej lub bardziej zasłużenie) wynoszonych na piedestał, byle tylko było czym zapchać czas antenowy. Cynizm w podchodzeniu do ofiar ludzkich, które w zależności od potrzeb pomija się, bądź pokazuje w świetle jupiterów, aby podkreślić okrucieństwo przeciwnika. To wszystko mieliśmy okazję oglądać nie tak dawno temu w programach informacyjnych. Z tą „drobną” różnicą, że ofiary w konflikcie irackim nie były wirtualnymi postaciami bądź ucharakteryzowanymi aktorami. Niestety rzeczywistość raz jeszcze pokazała, że potrafi iść o krok dalej niż czyjakolwiek wyobraźnia, a człowiek dla zdobycia cennych surowców jest zdolny zachowywać się jeszcze bardziej okrutnie. Bo chyba już coraz mniej osób wierzy w to, że konflikt iracki był powodowany czymkolwiek innym. Pozostawmy jednak te dywagacje programowi „Co z tą Polską?” a sami skupmy się na filmie.
Barry Levinson opowiadając historię bardzo zgrabnie lawiruje pomiędzy powagą a humorem. Chociaż mamy do czynienia z ewidentną satyrą i często uśmiech gości na naszych twarzach, to równie często mina potrafi nam zrzednąć. Reżyser nie pozwolił sobie, żeby jego historia była śmieszną komedyjką o zboczonym prezydencie, który wywołał wirtualną wojenkę aby zamaskować swoje postępki. Pod płaszczykiem humoru przemycono naprawdę ważny i jak widać, cały czas aktualny temat. Temat dotyczący szeroko pojętych mediów i tego jak daleko dziennikarze mogą się posunąć w kreowaniu wiadomości, oraz na ile zdają sobie sprawę z manipulacji, jakim mogą być poddawani. To już nie jest przekazywanie informacji, tylko kreowanie ich. W tym przypadku wyjątkowo nie obarcza się winą bezpośrednio dziennikarzy, ale odpowiedzialnych za to polityków i pracujących dla nich speców od PR. Film pokazuje jasno, że wszyscy odbiorcy informacji stają się marionetkami, które przyjmują za prawdę to, co widzą w telewizji. Rola tego medium jest naprawdę ogromna i obecnie decyduje ono w największym stopniu o tym, jak potoczy się historia. Politycy od dawna zdają sobie z tego sprawę, bo przecież za modernizację czego biorą się, zawsze w pierwszym rzędzie, dochodzące do władzy partie? Oczywiście od zmian personalnych w naszej kochanej Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, oraz zarządzie telewizji publicznej. Znaczącym jest fakt, że prasa nie jest już dla polityków tak istotna jak telewizja.
![]() |
![]() |
![]() |
To dzięki umiejętności korzystania z tego medium wygrywa się wybory prezydenckie oraz obsadza miejsca w sejmie i senacie. W przerażająco dużej mierze o wyborze decyduje szeroko pojęta „medialność” kandydata – jego urok osobisty i sposób, w jaki potrafi „sprzedać” wyborcom banały, którymi ich karmi. Wszakże, kto dzisiaj ma czas zapoznawać się z programami wyborczymi i czytać prasę z półki wyższej niż tabloidy? Nie liczy się prawda, a jedynie to, co wiedzą o polityku widzowie. Widzowie, którzy mają niestety bardzo krótką pamięć. Wystarczy zamydlić im oczy na jakiś czas. Zmienić przynętę i przebrać się w nowe szaty, bądź wysuwać na pierwszy plan nowe (, najlepiej młode) twarze, żeby raz jeszcze chwytali ten sam haczyk. Korzystając z tej wiedzy, bohaterowie filmu, niczym najznakomitsi gracze, przesuwają pionki na szachownicy – dziennikarzy, których wystarczy dobrze ustawić na planszy, żeby pozwolili zaszachować przeciwnika, czyli odbiorcę przekazu medialnego. Reżyser na tyle sprawnie opowiada swoją historię, że widz nawet nie orientuje się, kiedy przestaje być dla niego ważne to, na ile uzasadnione są oskarżenia wysuwane prezydentowi. Jest na tyle zaaferowany wirtualnym konfliktem i zafascynowany technikami stosowanymi przez bohaterów, że staje się mimowolnym kibicem trzymającym kciuki za sukces ich działań. Kiedy kontrkandydat wykazuje się niemniejszym cynizmem, wykorzystując tragedię małej dziewczynki do celów marketingowych, coś tak banalnego jak prawda przestaje mieć dla nas znaczenie.
Niewątpliwa zasługa w tym znakomitych aktorów, którzy nie przeszarżowali swoich ról. Stworzyli postacie z krwi i kości, po prostu znakomitych fachowców w swoich dziedzinach. Zdecydowanie najbardziej fascynującą personą jest producent filmowy, zagrany brawurowo przez Dustina Hofmana, którego słowa chłonie się jak gąbka wodę. Reżyser jednak nie poszedł na łatwiznę, nie pozwala sobie na tani happy end. Zakończenie jest dla widza niczym cios obuchem w głowę. Przypomina o tym, że dla bohaterów ludzkie życie (, jak wszystko inne), wliczone jest w koszta całego przedsięwzięcia. Finał pełen goryczy. Czy można jednak powiedzieć, że naprawdę nas zaskoczył?














8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!