![]() |
![]() |
![]() |
Solidarność zawodowa to piękne i wzniosłe wyrażenie, które aż nadto często służy maskowaniu partactwa i nieuczciwości kolegów po fachu. Lekarze patrzący przez palce na błędy w sztuce towarzyszy w białych fartuchach, a czasem wręcz pomagający je maskować. Policjanci przy cichym bądź czynnym udziale ukrywający fakt łamania prawa przez swoich przyjaciół z komisariatu. Wyliczać można tu długo, któż z nas nie zna tego typu przypadków z własnego podwórka… Wspólne tuszowanie przewinień szybko zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, mimowolnie kreując kolejnych wspólników w zbrodni. Jedni w tym pomagają, inni, chociaż jedynie udają, że niczego nie widzą, dokładają tym samym cegiełkę do obronnego muru zbudowanego wokół czarnych owiec. Nieliczni uczciwi, niegodzący się na taki stan rzeczy, skazują się na społeczny ostracyzm, wrogość i brak szacunku wśród zawodowej braci. Filmów o tym zjawisku powstało już wiele (wystarczy wspomnieć „Serpico”, „Tajemnice Los Angeles” oraz „Dzień próby”), teraz swoje trzy grosze postanowił do tematu dołożyć niejaki Gavin O’Connor…
Prosta z pozoru zasadzka na lokalnego przestępcę kończy się małą jatką policjantów z Posterunku 51. Wydarzenie to wstrząsa ich kolegami, którzy za punkt honoru przyjmują odnalezienie bandyty odpowiedzialnego za tę śmierć. W tym celu utworzony zostaje oddział specjalny, na którego czele staje bliski kolega jednego z zabitych, Ray (Edward Norton). Szybko się okazuje, że niedoszły skazany dowiedział się o planowanej akcji wymierzonej w niego od znajomego policjanta, który jednak nie przewidział, że ten, zamiast czym prędzej uciekać, przygotuje zasadzkę na jego kolegów z pracy. Co gorsza, jest to jedynie czubek góry lodowej, a w zasadzie to kupy błota, jakim okazuje się cały Posterunek 51…
Jak już wspomniałem we wstępie, filmów o policjantach mających ręce splamione krwią i próbujących to ujawnić kolegach po fachu było już bez liku. Czy więc „W cieniu chwały” wnosi coś nowego do tego tematu? W gruncie rzecz biorąc – nie, ale na tle innych tytułów wyróżnia się przekrojowym spojrzeniem na problem, w dodatku unikając prostych podziałów na moralną czerń i biel (oferuje za to dużą dawkę niebieskiego, nie tylko za sprawą mundurów, ale i wykorzystanego filtra). W filmie praktycznie nikt nie jest naprawdę „czysty”. Jedni uprawiają przestępczy proceder, inni w tym pomagają, przełożeni patrzą przez palce i dopóki statystyki przestępczości są odpowiednio niskie, udają, że nie widzą problemu. A ci niesplamieni zbrodnią prędzej czy później pojawiają się w złym miejscu i czasie wchodząc w paradę mniej nobliwym kolegom i nie pozostaje im nic innego niż pójście w ślady swych półślepych przełożonych. O’Connor zdaje się mówić, że w tym fachu po prostu czasem trzeba zabrudzić sobie ręce, wszakże mało kto jest w stanie dźwigać brzemię wykluczenia z zawodowej społeczności i nosić piętno kapusia.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jak bardzo pogmatwane moralnie potrafią być relacje pomiędzy policjantami, reżyser pokazuje na przykładzie rodziny mocno osadzonej w tym zawodzie. Jest więc ojciec (Jon Voight), zasłużony już glina o szanowanym nazwisku, licznych znajomościach i poważnej słabości do alkoholu. Sam nigdy nie brał łapówek, ale również nikomu nie „bruździł”, a gdy trzeba było – krył swoich. Ścieżką ojca podążył najstarszy syn, Francis (Noah Emmerich), pnący się powoli po szczeblach policyjnej kariery i podobnie jak rodzic opierający się pokusie łatwej forsy, ale i nie utrudniający specjalnie życia podwładnym, którzy nie mają tak twardych zasad. Równie wzorcowym funkcjonariuszem jest najmłodszy syn, Ray (Edward Norton), który zatuszowanie nieprzepisowego użycia broni przez kolegę odchorowuje długotrwałym kacem moralnym i rezygnacją z pracy w terenie. Obrazu powiązań rodzinno-zawodowych dopełnia szwagier Jimmy (Colin Farrell). To jemu przypada rola czarnej owcy. Wraz z innymi kolegami z posterunku dorabia na boku, wplątując się w narkotykowy biznes i wykonywanie morderstw na zlecenie.
Reżyser daleki jest jednak od kreślenia jednowymiarowego podziału na wzorowe trio rodziny Tierneyów oraz skazę na jej honorze w postaci szwagra. Ojciec i jego najstarszy syn, chociaż sami nie łamią prawa, to jednak milcząco przyzwalają na to podwładnym, przyczyniając się tym samym do umacniania w kręgach policyjnych tabu łączącego się z różnymi przykładami czynów niegodnych tego zawodu. Natomiast Jimmy to człowiek o dwóch twarzach. Potrafi bez mrugnięcia okiem grozić niemowlakowi rozżarzonym żelazkiem i bez pardonu uderzyć w twarz jego matkę w celu nakłonienia jej męża do zeznań. Z drugiej jednak strony przejawia troskliwość i miłość w stosunku do rodziny. Ba, po uzyskaniu potrzebnych zeznań umie nawet zadbać o zdrowie o swej ofiary. I nie ma tu większego zgrzytu. Po prostu, stopniowo przekraczając kolejne rejony zakazane dla praworządnego policjanta, zagubił się, docierając w końcu do punktu, w którym brutalność i brak litości stają się ceną jego przetrwania i dobra rodziny, którą bardzo kocha. Jako najbardziej krystaliczna postać z całego tego towarzystwa jawi się więc rozpaczający po krzywoprzysięstwie Ray, który z lęku przed powtórną próbą, decyduje się na rezygnację z ukochanej pracy. I czyni całkiem słusznie, bo – jak się później okaże – tamto wydarzenie sporo nauczyło go o samym sobie i możliwościach własnej psychiki…
Nie jest to, niestety, w pełni przemyślany obraz zgnilizny trapiącej policję i wikłającej kolejnych krawężników i detektywów w sieć amoralnych postępków, które kolidują z ideałami, jakim teoretycznie winni służyć. Mniej więcej do 3/4 filmu jest to spójna historia, wprawdzie niespecjalnie oryginalna, a chwilami wręcz nużąca nietrafionymi obyczajowymi wątkami pobocznymi, ale jednak oferująca źródło do ciekawych przemyśleń i zapadające w pamięć sceny. Jednak zbliżając się do końca, film staje się coraz bardziej schematyczny, a co gorsza, dydaktyczny, racząc nas w finale nieznośną dawką wzniosłości i patosu.
Obejrzeć warto, bo mimo wszystko przez pierwszą połowę jest to opowieść dość bezkompromisowa i szczera, która jednak pod koniec traci siłę impetu i staje się nieznośnie idealistyczna, co rażąco koliduje z niejednoznaczną moralnie postawą większości bohaterów we wcześniejszych partiach filmu. Dlatego polecam raczej, by zaczekać na premierę DVD – wizyty w kinie i wydanych na bilet pieniędzy możecie pożałować.












6/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!