![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Kino to ciekawy wynalazek. Oddzieleni od przedstawianego świata bezpieczną ścianą ekranu, możemy bezkarnie odwiedzać miejsca, których inaczej nie mielibyśmy szans zobaczyć, możemy też przyglądać się życiu ludzi, których na naszej drodze raczej byśmy nie spotkali. Kino to nie tylko wynalazek ciekawy, ale także czasami diabelsko przewrotny – potrafi tak sugestywnie wciągnąć w swą grę iluzji, że na czas seansu narzuca nam całkiem obce reguły gry, każąc np. kibicować przestępcy lub wręcz nakłaniając widza do identyfikacji z nim.
Taką właśnie perspektywę przyjmuje „Prorok” Jacques’a Audiarda, obsypane deszczem nagród tegoroczne objawienie francuskiego kina. Na wydarzenia patrzymy tu z punktu widzenia Malika El Djebeny, 19-letniego drobnego przestępcy pochodzenia arabskiego, który za napaść na policjanta trafia do więzienia na 6 długich lat. Od samego początku razem z nim zostajemy brutalnie wrzuceni w opowieść; reżyser celowo i świadomie skraca bezpieczny dystans pomiędzy widzem – obserwatorem a bohaterem – uczestnikiem wydarzeń, co sugestywnie podkreśla praca kamery, która jednocześnie staje się jakby przerażonym okiem Malika, w bliskich planach, zbliżeniach, szczegółach i fragmentach oglądającym nową rzeczywistość, w której przez najbliższe lata przyjdzie mu żyć.
Już pierwsze sceny dobitnie uzmysławiają bohaterowi, że w więzieniu bezpowrotnie stracił swą podmiotowość – tu jest tylko przedmiotem. Musi się rozebrać, poddać rewizji i strzyżeniu. W przeświadczeniu, że jest tylko pionkiem, który inni mogą dowolnie przestawiać na szachownicy swoich planów, będą starali się utwierdzić Malika także inni więźniowie, z szefem korsykańskiej mafii, Césarem, na czele.
Oszołomiony chłopak błyskawicznie zostanie postawiony w sytuacji bez wyjścia – Korsykanie potrzebują zlikwidować Reyeba, grubą rybę muzułmańskiego gangsterskiego półświatka, paranoicznie ostrożnego Araba, który na nieszczęście El Djebeny zagadał do niego pod prysznicem. Małolat szybko staje przed brutalnie prostym wyborem: albo ty zabijesz jego, albo my zabijemy ciebie. Chłopak jest przerażony – nie jest mordercą, nigdy nikogo nie zabił, wcale nie chce tego robić…
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Więzienie to jednak nie miejsce na dylematy etyczno-moralne, nie mieszczą się też one w brutalnie realistycznej stylistyce filmu, dlatego też zamiast kontemplacyjnych scen ukazujących mentalne szamotanie się w pułapce bez wyjścia, widzimy drastyczną „krótką piłkę” – cięcie żyletką, fontanna krwi, zaskoczone spojrzenie ofiary i po wszystkim…
Takie poprowadzenie historii sugeruje paradoksalnie swoistą bierność Malika wobec wydarzeń – choć działa, jest jednocześnie jakby wyłączony z możliwości podejmowania decyzji, po prostu bez sprzeciwu poddaje się otoczeniu i okolicznościom. „Prorok” nie jest bowiem filmem psychologicznym – to kino społeczne, zatem od Jednostki przewrotnie ważniejszy jest piętnowany System (tu: penitencjarny), który determinuje jej działania, odbierając tym samym moc sprawczą (można nawet zaryzykować stwierdzenie, iż pomiędzy więźniami, którzy wpłyną na późniejszą demoralizację Malika, a tymże systemem jest w „Proroku” postawiony znak równości). Wszystko, co wydarzy się później, czyli zawrotna więzienna kariera całkiem w amerykańskim stylu „od pucybuta od milionera”, również stanowi potwierdzenie tej gorzkiej prawdy.
Audiard bezkompromisowo i brutalnie jak cięcie żyletką obala mit, że więzienie (nawet w cywilizowanym kraju) mogłoby kiedykolwiek kogokolwiek zresocjalizować. W myśl starego (i prawdziwego) przysłowia: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”, miejsce to może tylko i wyłącznie zdemoralizować, stanowiąc niezawodną i skuteczną wylęgarnię przestępców. A im ktoś inteligentniejszy i pojętniejszy (czytaj: im ma większy potencjał, który w innych okolicznościach mógłby wykorzystać w lepszym celu), tym szybciej i łatwiej się uczy. „Prorok” to także przecież ironiczna i cynicznie przewrotna pochwała ludzkiej inteligencji definiowanej tutaj jako umiejętność dostosowania się do każdej sytuacji, mentalna elastyczność. Owszem, aż kusi, by na film Audiarda spojrzeć także z nieco innej strony – jako na typową „opowieść o bohaterze”, pasjonującą i wciągającą historię o jednostce wrzuconej w niesprzyjające okoliczności, w których – wbrew rozlicznym przeszkodom – stara się ona ocalić (i odnaleźć) swoje „ja”, swoją tożsamość. Tak też można, tym bardziej, że Audiard stawia w „Proroku” na behawioryzm – nie ocenia postępowania Malika, poprzestając na chłodnej, lecz wnikliwej rejestracji kolejnych etapów jego więziennej kariery, pozostawiając tym samym nam, widzom, możliwości różnorodnych ocen i odczytań.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Rezygnacja z psychologii na rzecz socjologii jest tu jednak zarysowana tak silnie, że nie sposób jej zignorować, wystarczy tylko wsłuchać się w ironiczne podteksty, którymi Audiard nasyca swą opowieść niemal na każdym kroku. Gryząca ironia towarzyszy tu bowiem drapieżnemu realizmowi od samego początku, w którym Malik wydaje się być swoistym „everymanem” (to po prostu człowiek, mężczyzna, nic o nim nie wiemy, nie znamy jego wcześniejszej historii), sugerując punkt wyjścia: „wrzucimy typowego młodego chłopaczka w drastyczny świat więzienia i zobaczymy, jak sobie poradzi”.
Everyman szybko jednak okazuje się nie taki znowu zwykły – wyróżnia go ponadprzeciętna inteligencja wyrażająca się w znakomitym i perfekcyjnie przemyślanym działaniu. Ten arabski 19-latek jak mistrz szachowy stara się w myślach przewidzieć każde następne posunięcie swoich antagonistów i ich „akcję” wyprzedzić swą „reakcją”.
Ironia losu kryje się w tym, że dzięki swej inteligencji El Djebena z każdym swym (mądrym) posunięciem coraz bardziej i w sposób nieodwracalny wrasta w struktury przestępczego świata, z którego chyba już nie uda mu się wydostać, co sugeruje jednocześnie „zwycięskie” i ironicznie przewrotne zakończenie (jeśli w czasie seansu zdołaliśmy się z Malikiem utożsamić, wraz z bohaterem czujemy satysfakcję z tego, że udało mu się… no właśnie, co?).
Możemy gdybać, że jeśli chłopak nie byłby aż tak sprytny, wówczas miałby przed sobą dwie drogi – albo by zginął (i tu czytelne przesłanie: w więzieniu można się tylko przystosować), albo… wyszedłby na ludzi. Przecież w zakładzie karnym jest szkoła, analfabeci mogą nauczyć się czytać i pisać, co bohater zresztą czyni, można też potem kształcić się dalej, zdobyć zawód, by po wyjściu z kryminału być kimś… Czy jednak na pewno? Audiard początkowo podsuwa nam taki właśnie tok myślenia, konstruując coś w rodzaju swoistej psychomachii, czyli symboliczną walkę przedstawicieli Dobra i Zła o przysłowiową duszę bohatera. Tym pierwszym miałby być Ryad, wzbudzający zaufanie, spokojny i zrównoważony Arab, którego Malik poznaje w szkole i który namawia naszego bohatera do nauki. Tym drugim jest oczywiście César, przestępczy korsykański boss, pod którego czujnym choć bynajmniej nie ojcowskim okiem, El Djebena zdobywa kolejne przestępcze szlify.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Owa psychomachia jest jednak tylko klasycznym zmyleniem tropów – za chwilę ustąpi miejsca gryzącej ironii, świetnie wpasowującej się w przesłanie, że państwo nie oferuje więźniowi żadnych szans poza więziennym doskonaleniem w jego przestępczym fachu. Ryad wychodzi, pracuje w warsztacie samochodowym i źle mu się wiedzie, kiedy zatem Malik proponuje mu interes, zamiast oponować i wygłosić odpowiednią do sytuacji umoralniającą przemowę, bez wahania wchodzi w lewy interes, podkreślając tym samym, że przestępca zawsze pozostanie przestępcą, potem zaś, choć w więzieniu wyglądał na przysłowiowego „jedynego sprawiedliwego”, ze zwierzęcą radością szaleje na Majorce z cycatymi pięknościami za pieniądze uzyskane ze sprzedaży narkotyków. Wniosek? Żadna resocjalizacja nie jest możliwa, więzienna szkoła to za mało…
W miarę rozwoju akcji mnożą się kolejne przykłady ironicznych paradoksów, mających w podtekście oskarżenie społeczne (choć do tak wyważonego tonu filmu „zaangażowane” słowo „oskarżenie” jakoś niezbyt pasuje – „Prorok” nie ma w sobie nic z idealistycznej agitki). Audiard celowo nie zarysowuje nam wcześniejszej historii Malika – nic o nim nie wiemy, nie wiemy, kim ani jaki jest – także dlatego, by podkreślić, że przed więzieniem był nikim, to kryminał go stworzył, a jego życie zaczęło się w celi. Nieprzypadkowo także tuż po przybyciu Malika do zakładu karnego z ust przedstawiciela personelu więziennego padają zdania: „Będziemy cię obserwować, zobaczymy, jak się przystosujesz”, nieprzypadkowo potem pracowników penitencjarnych (poza przekupionym strażnikiem, który pracuje dla Césara, a więc też w zasadzie jest przestępcą) wcale nie ma – więzienie jest królestwem więźniów, to oni tu rządzą, oni ustalają reguły gry.
I może w tej wszechogarniającej dominacji przestępczego zła tkwi odpowiedź – gdy otacza cię taki świat, trudno być innym. Kolejny ironiczny paradoks – do tego, by nie poddać się więziennemu złu nie jest potrzebna inteligencja, która przecież z definicji mieści w sobie przystosowanie, adaptację. Zamiast niej przydałby się tu kręgosłup moralny, odpowiednia, już ugruntowana hierarchia wartości. Problem w tym, że ludzie, którzy ją mają, raczej nie trafiają do więzienia. To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie…





















8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
prawda, film socjologiczny, co też sprawiło, że przykuty byłem przez cały czas filmu śledząc zależności wszelakie od tych oczywistych po te maluczkie.
Myślę, że jedynie czego tu brakuje to zaznaczenie, że bohater miał prócz inteligencji masę szczęścia, to zbieg okoliczności sprawił, że jego plan, właściwie to plany wypaliły, w sumie niewiele brakowało by potoczyło się zupełnie inaczej.
Piszesz także o psychomachii – dla mnie ta walka była do końca, z tym, że zło właśnie ironią się śmiało zwycięsko, ta szala mocno się przechyliła na tę stronę…albo jeszcze inaczej, niektórzy widzą w hasłach dobra i zła względność, tu ta względność także pasuje, bohater jest dobry, wykorzystuje bowiem wszystkie możliwości by przetrwać, by związać koniec z końcem, jest dobry dla siebie, a przecież możnaby zrobić cierpiętniczy film psychologiczny o motaniu się bohatera z decyzją o pierwszym zabójstwie(owe wahania były, ale krótkie), bo wybór przecież był tragiczny. kjukadufCytuj