![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Mała dziewczynka biegnąca przez morze traw… Tak rozpoczyna się dwugodzinny triumf nieokiełznanej, mrocznej wyobraźni – opowieść o niezwykłej, ciemnowłosej, przepięknej niczym nieskazitelnie delikatna figurka z porcelany, kolejnej maleńkiej Alicji w Krainie Czarów. Alicja nosi tu wyszukane, dźwięczne imię Jeliza–Rose i jest córką narkomanów – groteskowej, odrażającej pary. Owi pogrobowcy epoki Flower Power egzystują na chwiejnym pograniczu jawy i narkotykowego snu, w który jakże chętnie i często uciekają od bolesnej rzeczywistości nowych czasów. Ojciec, potężny, zwalisty Noah wyglądający jak potomek Wikingów, nie przestaje marzyć o Jutlandii, dalekiej ziemi gdzieś na drugim końcu świata. Jej mapa wisi na honorowym miejscu niczym fetysz dodający siły do dalszego życia – nieżycia.
Podczas gdy rodzice dryfują sobie w niebycie, ich mała córeczka, dziesięcioletnia Jeliza–Rose wchodzi w rolę dorosłej opiekunki. To właśnie ona jest tą rozsądną, która powstrzymuje zaćpanego ojca przed kolejnymi lekkomyślnymi i wariackimi czynami – to także ona codziennie pieczołowicie przygotowuje mu codzienną dawkę narkotyku.
Widz czuje się w tym momencie zaszokowany, ale dziewczynka nie okazuje najmniejszego zdziwienia, w jej pięknych oczach nie pojawia się nawet cień dezaprobaty. To jej życie, jej świat, jedyna znana rzeczywistość towarzysząca małej Jelizie od dnia narodzin. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że dziewczynka jest dziwna. Skazana na samotność wymyśla sobie osobisty, surrealistyczny świat, w którym oderwane główki laleczek Barbie potrafią mówić własnymi głosami. Wyobraźnia Jelizy–Rose jest chorobliwa i nieco makabryczna, ale to właśnie ona pozwoli jej przetrwać trudne chwile w krainie traw. Inne, myślące normalnie dziecko z pewnością postradałoby tam zmysły, osłabło od własnego krzyku przerażenia…
Dziewczynce przyjdzie bowiem wystąpić w głównej roli w snutej przez nią dziwacznej, makabrycznej baśni, w której realna rzeczywistość złączy się w perwersyjnym splocie z wymyślnym światem fantazji rodem z sennego koszmaru albo kwasowego tripu. Małej Jelizie–Rose towarzyszyć będą rozkładające się zwłoki i zmumifikowane ciała, gadająca wiewiórka będąca głosem rozsądku, niesamowita Władczyni Dyń w żałobnej czerni, umysłowo chory kapitan łodzi podwodnej i jego odwieczny wróg, metalicznie połyskujący rekin – ludojad.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocean traw tak wysokich, że można w nich pływać odrealnia scenerię miejsca akcji – pustkowia zagubionego gdzieś w sercu Midwestu. Z owego morza wyrastają dwa samotne punkty – to dwa domy, jedyne na tej zapomnianej przez Boga i ludzi połaci. Wyglądają, jak żywcem wyjęte z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka (zresztą jest tu jeszcze jeden „smaczek” odwołujący się do tego filmu), jako żywo przywodzą też na myśl rodzinne gniazdo morderczych socjopatów z „Teksańskiej masakry piłą łańcuchową”.
Jeden z nich to dom babci Jelizy–Rose, do którego przywozi ją ojciec w boleśnie nieudanej próbie cofnięcia czasu, wejścia drugi raz do tej samej rzeki, schronienia się przed bólem świata w opiekuńcze matczyne ramiona. Matka jednak od dawna nie żyje, a piękny i młody Noah, który na starej fotografii sprawia wrażenie, jakby zamierzał podbić świat dziś jest niechlujnym, zaćpanym podstarzałym, przegranym hipisem. Dom, w którym się wychował i spędził młodość, zanim nie pognało go w szeroki świat, to teraz stara rudera z malowniczo odrapanymi ścianami, skrzypiącymi, połamanymi schodami, rozdartymi materacami, wypełniony żałosnymi szczątkami dawnym sprzętów. Już na pierwszy rzut oka to niezbyt właściwe miejsce dla dziecka, szczególnie tak wrażliwego jak Jeliza–Rose.
Dziewczynka jednak, przynajmniej pozornie, czuje się w oceanie traw jak rybka w wodzie. Codziennie wyrusza na samotne wędrówki poznając okolicę. Za każdym razem odkrywa coś nowego, interesującego. Jednego dnia jest to babciny strych pełen malowniczych rupieci, innego stary, spoczywający przy torach przeżarty rdzą, przewrócony autobus, w którym można huśtać się, kiedy obok przejeżdża pociąg. Kolejnego dnia dziewczynka zawiera znajomość ze Złą Wiedźmą tej okolicy – posągową, monumentalną kobietą w czerni, która skrywa twarz za gęstą woalką, prowadzi prywatną wojnę z pszczołami i – jakżeby inaczej – hoduje dorodne dynie, roślinny symbol od razu przywołujący stylistykę święta Halloween.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jej ponure domostwo w sąsiedztwie jest równie malownicze, jak dom babci Jelizy–Rose. Razem z Dell mieszka jeszcze ktoś – czwarty i ostatni bohater tej ponurej i fascynującej opowieści. To Dickens, brat wariatki, upośledzony umysłowo mężczyzna o mentalności dziecka. Pewnie dlatego to właśnie on stanie się jedynym powiernikiem-przyjacielem małej bohaterki zrządzeniem losu zagubionej gdzieś w krainie traw.
Tak jak Dickens posiada cechy dziecka, podobnie Jeliza–Rose ma w sobie coś z dorosłej kobiety. Jest nad wiek dojrzała, doskonale czuje się we własnym towarzystwie, nie umie się nudzić, inteligentnie i dorośle przystosowuje się do każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Dziewczynka wygląda jak niesamowita istotka – ubrana w kolorowe, hipisowskie fatałaszki, ozdobiona pierzastym, różowym boa znalezionym na strychu przypomina trochę Alicję ze starych rycin. Nosi staranny makijaż (również za sprawą babcinych kosmetyków), z uszminkowanymi ustami wygląda na poły niewinnie, na poły wyzywająco, nie ma w niej jednak nic wulgarnego.
Mała Jodelle Ferland o niesamowitej, gotyckiej, niepokojącej urodzie zagrała doskonale, potrafiła umiejętnie wydobyć najważniejsze cechy swojej bohaterki, ukazując tym samym pełnię tej złożonej postaci. Jej Jeliza schizofrenicznie rozdwaja swoją osobowość, przemawia różnymi głosami, w krainie fantazji czuje się jak w domu, ale przede wszystkim pozostaje dzieckiem boleśnie samotnym, opuszczonym i odrzuconym, choć tego na pierwszy rzut oka nie widać. Fakt ten ujawnia się tylko w kilku momentach – ulotny cień smutku w spojrzeniu, jakiś niekontrolowany gest…
Jednak już za chwilę wszystko powraca do surrealnej normy i dziewczynka na nowo nurkuje w świecie fantazji jak w morzu traw. Wypiera w ten sposób ze swojej dziecięcej świadomości pewien straszny, nieodwracalny fakt, z którym trudno jej się pogodzić. Tideland to opowieść o przejmująco barwnej samotności, ale także historia niespełnionych obietnic, straconych pragnień, które czas zamienia w pył i mgłę. Obok dominującego wątku dziewczynki mamy także w filmie smutną opowieść o jej ojcu – kiedyś piękny i młody, tryskający życiem wraz z upływem lat zamienił się w ludzki wrak, przedkładając fałszywą błogość narkotykowego snu nad swe dawne marzenia. Także kobieta, która kiedyś go kochała dzisiaj jest już tylko groteskowym i smutnym cieniem dawnej siebie…
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Przypomina się „Fear and Loathing in Las Vegas” – także i tutaj Gilliam rozlicza się ze zmarnowanymi, utopionymi w narkotykach ideałami epoki Flower Power. Tam mamy jednak więcej groteski, przeraźliwie śmiesznej jazdy bez trzymanki na diabelskim młynie, tutaj zaś jedynie gorzką nostalgię. Pomimo tej surowej oceny tamtych straconych lat, także i w tym filmie reżyser konsekwentnie ucieka się miejscami do stylistyki rodem z najbarwniejszych wizji, jakie mogą powstać w umyśle ludzkim po zażyciu LSD. Babciny salon wypełniony morską, zielonkawo-przejrzystą wodą, gadające laleczki, które nagle przekształcają się w miniaturowe ludzkie główki, Alicja z Midwestu wpadająca do króliczej nory i towarzyszące jej w locie na dół wirujące w powietrzu strzykawki – to tylko niektóre fascynujące, chorobliwie piękne obrazy wykreowane kamerą Nicoli Pecoriniego… Zdjęcia do „Tidelandu” przypominają nieco niedościgniony ideał, najpiękniejsze chyba (według mnie) filmowe zdjęcia wszech czasów, czyli rajską krainę z „Niebiańskich dni” Terence’a Malicka w obiektywie Nestora Almendrosa.
Alicja w Krainie Czarów, Dorotka w Krainie Oz – te dziewczęce bohaterki stanowią wzór dla postaci Jelizy – Rose, matrycę, którą Gilliam zanurzył w roztworze kwasu lizerginowego i osadził we współczesnym świecie. Także i ta opowieść (podobnie jak tamte) skrywa w sobie podwójne dno. Pobyt Jelizy – Rose w krainie traw można odczytywać jako historię o dorastaniu, wejściu w niebezpieczny, dorosły świat – dziewczynka w swojej teksańskiej Odysei pokonuje następne etapy Wtajemniczenia, poznaje kolejne tajemnice życia: Śmierć, Seks, Miłość. Wzbogacona o tę wiedzę będzie mogła otrząsnąć się chorobliwego czaru krainy snów i wrócić do normalnego świata…
Jest w tym filmie magia, która nieustannie przykuwa uwagę – śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z dziwniejszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam, co oczywiście oznacza, że reżyser nie proponuje widzom lekkiego, łatwego i przyjemnego seansu dla każdego. To w pewien sposób kino antyfamilijne, karmiące się fantazją i baśnią, ale niemiłosiernie odwracające schematy, starające się być tak dziwne i perwersyjne jak to tylko możliwe. Z pewnością wiele osób ten film odrzuci, wiele osób może zniesmaczyć, czy zaszokować (nietrafione zupełnie oskarżenie o ukazanie… pedofilii). Jest to raczej film z gatunku tych, w kontakcie z którymi trzeba wyraźnie określić swoje stanowisko – albo się go akceptuje, albo całkowicie odrzuca…
Jeżeli wybierzemy to pierwsze – czeka nas niezapomniana, dwugodzinna wyprawa do krainy mrocznej, chorobliwej, czasami perwersyjnej, nieokiełznanej i fascynującej wyobraźni, w towarzystwie małej, niezwykłej dziewczynki, dla której – jak głosi hasło reklamowe – owa wyobraźnia jest najlepszym placem zabaw…





















8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!