Zabójstwo (The Killing) – Dobre lepszego początki

Kategoria: Recenzje
The Killing
The Killing
The Killing

Stanley Kubrick to wielki artysta – słowa te z większym bądź mniejszym przekonaniem padają z ust wielu kinomanów. Co ciekawe, na taką markę zasłużył sobie zaledwie kilkoma filmami, niezaprzeczalnie znakomitymi i wymienianymi jednym tchem podczas wszelkich dyskusji o tym reżyserze, ale jednak dającymi się zliczyć na palcach jednej ręki. Oprócz tego mamy jeszcze w jego filmografii kilka tytułów ponadprzeciętnych oraz grupę filmów, o których wspomina się rzadko – produkcje zapomniane, często nie znane nawet ze słyszenia widzom zapatrzonym w twórczość reżysera. To głównie wczesne filmy, nakręcone ponad pół wieku temu, przestarzałe już pod wieloma względami twory, na których czas odcisnął swoje piętno. Zalicza się do nich chociażby „The Killing”.Pomysł na scenariusz został zaczerpnięty z książki Lionela White’a „Clean Break„, traktującej o napadzie na kasę wyścigów konnych. Jest to historia grupy mężczyzn przygotowujących się do śmiałego rabunku w biały dzień, którego owocem ma być, bagatela, jeden milion dolarów (wówczas zawrotna kwota). Plan całego przedsięwzięcia dopracowano w najmniejszych szczegółach, skład ekipy starannie przemyślano i powzięto jak najwyższe środki bezpieczeństwa. Jednakże najlepszy nawet projekt musi dopuszczać ewentualność nieprzewidzianych wydarzeń losowych. Jak się szybko okaże, problemy z samą kradzieżą wydają się banalne w porównaniu z tym, co następuje potem…

„The Killing” jest tytułem wartym uwagi z dwóch powodów. Po pierwsze, jako ukazujący wschodzący talent jednego z największych reżyserów w historii kina. Po drugie, jako źródło inspiracji dla innego błyskotliwego reżysera (czy komuś się takie stwierdzenie podoba, czy nie) stawiającego swoje pierwsze kroki w zawodzie prawie cztery dekady później. Wspomnianym twórcą jest nie kto inny jak Quentin Tarantino, a tytułem, którego scenariusz zainspirował film Kubricka, był jego reżyserski debiut – „Wściekłe psy”. I rzeczywiście, oglądając „The Killing” nie da się uniknąć skojarzeń (zakładając, że najpierw widziało się dziełko Tarantino, co jest wielce prawdopodobne). Żeby było jednak jasne, nie ma tutaj mowy o remaku czy plagiacie, obydwaj reżyserzy są artystami o odmiennej wrażliwości i tam gdzie Kubricka kończy, Tarantino w zasadzie dopiero zaczyna.

The Killing
The Killing
The Killing

Jakie jednak są wspomniane punkty styczne pomiędzy obydwoma filmami? Po pierwsze, rzecz jasna, wątek rabunku, w którym bierze udział grupa bohaterów. U Kubricka pojawia się motyw dwóch mężczyzn zakontraktowanych do mniejszej roli w całym przedsięwzięciu, których imion nie znają członkowie właściwej grupy – i vice versa. Temat ten u Tarantino został znacznie rozbudowany i zaowocował prostymi, ale jakże zapadającymi w pamięć pseudonimami. Po drugie sam napad, który zajmuje w obu filmach niewielką ilość ekranowego czasu. Kubrick większą uwagę przywiązuje do poprzedzających go przygotowań i późniejszych wydarzeń. U Tarantino w ogóle nie widzimy rabunku, dowiadując się o jego przebiegu jedynie z ust bohaterów. No i po trzecie, konstrukcja fabularna, o której szczególnie warto wspomnieć w kontekście podobieństw pomiędzy obydwoma tytułami. U Kubricka opowieść w kilku miejscach prowadzona jest achronologicznie, rzecz obecnie dosyć nadużywana i wyświechtana, wówczas jednak wielce oryginalna, wręcz wyznaczająca przyszłe trendy w kinematografii. Jaki to ma związek ze „Wściekłymi psami”, nie muszę chyba tłumaczyć nikomu, kto widział film Tarantino.

Zostawmy jednakże pyskatego ex-pracownika wypożyczalni video w spokoju i zobaczmy, jak dzieło jego starszego kolegi po fachu broni się w oczach współczesnego widza. Nie będę czarował i powiem szczerze, że nie każdemu przypadnie ono do gustu, szczególnie jeżeli darzy niechęcią kino starej daty. Film pod wieloma względami trąci już myszką, niektóre rozwiązania fabularne i scenograficzne – łącznie z finałem – zdradzają wiek tytułu i trzeba z pewną wyrozumiałością do nich podejść. Aktorzy, ich prezencja oraz maniera aktorska również są z zupełnie innej epoki. Także tempo opowiadania, łącznie z relacjonującym wydarzenia narratorem rodem z kronik kryminalnych, może nieco razić. Co jednak nie zestarzało się ani trochę, a wręcz wciąż cieszy oko, to kapitalne zdjęcia, w których Kubrick umiejętnie wykorzystał grę światła i cienia w ramach czarno-białej formuły filmu. Musiał przy tym zresztą stoczyć małą bitwę z operatorem – utytułowanym już fachowcem, mającym na koncie Oskary – który próbował naciągać jego zalecenia do swoich potrzeb, co szybko zostało ukrócone przez młodego reżysera, już wtedy charakteryzującego się niezłomną konsekwencją w realizacji własnej wizji.

Czy warto więc obejrzeć ten film? Jeżeli jest się miłośnikiem Tarantino, powinno się go zobaczyć dla samej przyjemności odkrywania nawiązań pomiędzy filmami. Jeżeli jest się miłośnikiem Kubricka, wręcz trzeba zobaczyć, jak stawiał w branży pierwsze kroki i rozwijał swój talent. Jeżeli jest się po prostu kinomanem, można. Nie jest to może kamień milowy kinematografii, ale daje pewne wyobrażenie o czasach, w których powstawał, tym bardziej, że jest dziełem niebanalnego twórcy. Zaznaczam jednak, że nie każdemu przypadnie do gustu i na ewentualne pretensje mogę zareagować jedynie wzruszeniem ramion.

Komentarz do artykułu “Zabójstwo (The Killing) – Dobre lepszego początki”

  • Bilej pisze:

    Napisałeś Krzysztofie, że twoim zdaniem The Killing miał wpływ na Tarantino przy kręceniu Wściekłych Psów. Być może po części jest to prawda, jednak Wściekłe Psy, są tak naprawde niemal scena po scenie reamakiem (chyba jednak plagiatem, aby być precyzyjnym)filmu Johna Woo „Lung fu fong wan” (City on fire)z 1987. Nazywanie Tarantino „błyskotliwym reżyserem” to moim zdaniem gruba przesada. Praktycznie wszystkie patenty jakie wykorzystał w swoich dotychczasowych filmach pochodza z kina eksploatacji lat 70(Może poza Jackie Brown) , starej wuxii, jaką ją robili Shaw Brothers, japonskich filmów z Toho i Toei, oraz włoskich filmów z Franko Nero. Tarantino poprostu przypomniał światu o tym, że kino klasy B naprawde może być interesujące.Jednak filmy, którymi się inspirował są zazwyczaj znacznie lepsze od efektów jego pracy. Szkoda, że wielu ludzi powierzchownie wielbi Tarantino będąc nieobeznanymi z korzeniami jego twórczości. Sukces Quentina polega na tym, że jego filmy wchodzą w główny nurt popkulturowej papki, a do ich zrozumienia nie jest potrzebna znajomość żadnego gatunku, jak to jest w przypadku ich pierwowzorów, osadzonych w konwencjach obcych dla przeciętnego zjadacza popcornu. Nie twierdze, że autor powyższej recenzji jest jednym z nich, ale moim zdaniem dopatrywanie się podobieństw w kontekście tych dwóch filmów jest mocno naciągane.  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Zabójstwo
Oryginalny tytuł: The Killing
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 85 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Johnny Clay
Fay
Val Cannon
George Peatty
Pan Grimes
Sherry Peatty
Mike O'Reilly
Nikki Arane
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!