![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jackson, stolica stanu Mississipi, głębokie Południe, najbardziej konserwatywna część USA, znana z nietolerancji rasowej i niechlubnej działalności Ku Klux Klanu, lata 60, okres przed zabójstwem prezydenta Kennedy’ego. Choć niewolnictwo dawno już zniesiono, momentami wydaje się, że tu czas się zatrzymał – jak w „Przeminęło z wiatrem”, nieśmiertelnej Biblii Południa autorstwa Margaret Mitchell, młode mężatki prześcigają się w wydawaniu przyjęć i went dobroczynnych, myśląc wyłącznie o toaletach i koafiurach. Na potęgę rodzą dzieci, ale ich wychowaniem zajmują się czarnoskóre służące. Są w każdym domu – nie tylko zastępują dzieciom matki zajęte życiem towarzyskim, ale także gotują, sprzątają, robią zakupy.
Stanowią tanią siłę roboczą – za swą pełną poświęcenia pracę zarabiają grosze, a ich rodziny żyją w nędzy. Nie mają czasu i możliwości, by wychowywać własne potomstwo, którym musi zająć się rodzina, ale przybiegają na każdy płacz małej Skeeter, Jolene czy Mae Mobley. Bardzo często zresztą w domach wymuskanych „białych pań” dzieci te są jedynymi przyjaciółmi służących. Tylko one, niedotknięte jeszcze rasowymi uprzedzeniami, widzą w Murzynkach ludzkie istoty, nie zaś wyłącznie sprzęty kuchenne, które nic nie czują, albo wręcz inną, zwierzęcą rasę. Czarnoskóre służące na każdym kroku spotykają się z miażdżącą pogardą, są upokarzane i obrażane. Nie mogą nawet korzystać z tych samych toalet, przecież przenoszą różne choroby. Nieludzkie traktowanie znoszą jednak cierpliwie, bo przez lata zdążyły już przyzwyczaić się do pokory i uległości. Na co dzień zakładając maskę służalczej uprzejmości (Tak, proszę pani. Nie, proszę pani), dają upust swym prawdziwym uczuciom wyłącznie we własnym gronie podobnie poniżanych, równie czarnych przyjaciółek.
W filmie Tate’a Taylora, urodzonego zresztą w tymże Jackson, wyraźnie widać, że społeczność miasta dzieli się na dwa całkowicie różne, nierówne światy: z jednej strony rezydencje z kolumienkami i zadbane trawniki, z drugiej ubogie chatki, w których kilkoro czarnoskórych dzieci śpi razem w jednym łóżku, a ich matki, choć ciężko pracują, nie mają pieniędzy, by posłać je na studia – jedna z drugoplanowych bohaterek, Yule Mae, musi wybierać, który z jej bliźniaków ma kontynuować naukę, choć obaj są jednakowo zdolni, tylko dlatego, że „biała pani” odmawia jej zaliczki w postaci drobnej sumy, by wystarczyło na czesne dla obu synów.
Świat białych i świat czarnych to przestrzenie obce i wrogie – połączy je dopiero Eugenia Phelan, zwana „Skeeter”, jedyna z dobrze urodzonych panien z Południa, której nie zależy na znalezieniu męża i jak najszybszym urodzeniu mu co najmniej dwójki dzieci. Ma wyższe aspiracje – chce pisać. I to do renomowanej gazety nowojorskiej. Na razie, co prawda, pracuje w lokalnym piśmie i prowadzi „Domowe porady pani Myrtle”, choć sama ma niewielkie pojęcie o gotowaniu i sprzątaniu. Przeczuwa jednak, że tuż pod jej bokiem drzemie niezwykle ciekawy, dotychczas niepodejmowany temat – służące… Złożona ze szczerych wywiadów książka ukazująca prawdę o ich życiu wstrząśnie nie tylko stanem Mississipi, ale stanie się wręcz jedną z cegiełek budujących społeczną rewolucję.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Skeeter absolutnie nie jest jednak wyrachowaną karierowiczką, w której ludzkie uczucia rodzą się dopiero później. Panna Phelan po prostu różni się od swych rówieśniczek i koleżanek – brak jej uprzedzeń i rasowej nienawiści, choć wychowała się w tym samym Jackson. W czarnoskórych pomocach domowych widzi ludzi, kobiety, nie zaś nieczułe przedmioty. Wciąż pamięta swą ukochaną nianię, staruszkę Constantine, która nauczyła ją pewności siebie i pozwoliła uwierzyć we własne możliwości. Być może, gdyby nie Constantine, Skeeter nie byłaby tą osobą, którą jest dzisiaj.
O „Przeminęło z wiatrem” wspomniałam na początku nieprzypadkowo – „Służące” na wielu płaszczyznach współgrają z tym klasycznym dla Południa literacko-filmowym punktem odniesienia. Jest to jednak korespondencja a rebours – Margaret Mitchell utrwalając mit Południa po prostu opisywała znaną sobie rzeczywistość, w której czarne służące-mamki nie były niczym niezwykłym, natomiast Tate Taylor kilkadziesiąt lat później pragnie pokazać prawdziwą twarz streotypu dobrotliwej, pełnej wewnętrznej siły, wciąż uśmiechniętej Mammy, dla której największym szczęściem jest dbanie o wygodę rodziny, w której służy. Skeeter i rola, jaką odegra w konserwatywnym środowisku młodych mężatek przywodzi zatem na myśl Scarlett O’Harę – panna Phelan w podobny sposób jest „inna”, chce być niezależna i myśli samodzielnie, szokuje i wywołuje skandal, buntując się przeciwko wszechobecnemu fałszu i hipokryzji salonów. Podczas gdy bohaterka Margaret Mitchell myślała jednak wyłącznie o sobie i walczyła z zakłamaniem w imię własnej, osobistej prawdy, Skeeter – jako jedyna – myśli o Nich, tych, za którymi poza nią nie ujmie się nikt, a jej walka z kłamstwem ma podłoże społeczne.
Odwróceniem stereotypu Mammy jest filmie Aibileen, subtelnie, w stonowany sposób zagrana przez Violę Davis, cicha i skromna, lecz jednocześnie pełna godności. Aibileen nauczyła się skrywać swe uczucia, wydaje się spokojna i nieporuszona, jej cierpienie zdradza jednak spojrzenie pełne udręki i głębokiego, gorzkiego, życiowego zmęczenia. Aibie ma oczy zaszczutego zwierzęcia. Ma oczy służącej…
Mimo wewnętrznego wypalenia po niedawno przeżytej osobistej tragedii wciąż potrafi kochać – los małej Mae Mobley odrzuconej przez niedojrzałą matkę obchodzi tylko ją. To ona, nie matka, powtarzając słowa jak afirmacyjną mantrę uczy pulchną i niezbyt urodziwą dziewczynkę, że jest piękna, mądra i niezwykła. Relacja pomiędzy Abbie i córeczką pani Leefolt stanowi zresztą powtórzenie związku, który łączył Skeeter i Constantine. Również i to nawiązanie nie jest przypadkowe – pomost w czasie rozciągnięty pomiędzy dwiema służącymi i dwiema dziewczynkami z Jackson służy uogólnieniu, podkreśleniu roli, jaką wobec zaniedbanych przez matki białych dziewcząt pełniły pogardzane czarne służące, bezlitośnie potem odrzucane…
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
To właśnie Aibie pierwsza zacznie szczerze opowiadać Skeeter o swoim życiu, o służbie, nadziejach, marzeniach, upokorzeniach i cierpieniu. Wkrótce dołączy do niej impulsywna, żywiołowa i pełna energii Minny, uosobienie dumy czarnej kobiety. Ona z kolei wiele wspólnego ma z zadziorną Sofią, graną przez Oprah Winfrey w „Kolorze purpury” Stevena Spielberga (oba filmy łączy także motyw solidarności czarnoskórych kobiet). Grająca ją Octavia Spencer jest absolutnie niesamowita, kradnie film reszcie koncertowej obsady. Minny i Aibileen są przyjaciółkami, ale różnią się jak ogień i woda. Aibie jest introwertyczna, stonowana, Minny zaś pełna ekspresji. Chodzi szybko i energicznie, ma zamaszyste gesty i bogatą mimikę, a wyraziste spojrzenie jej wielkich, okrągłych oczu na przemian odzwierciedla dumę, godność, gniew, wyższość, ironię i pogardę dla białych.
Razem ze swą nową panią, Celią Foote, Minnie stanowi niezapomniany duet. Celię, mieszkającą we wspaniałej rezydencji, ale odrzucaną przez salonowe kółko wzajemnej adoracji, gra kolejna interesująca aktorka, znana z „Drzewa życia” Jessica Chastain. To zupełnie inna postać, zupełnie inaczej zbudowana kreacja, co dowodzi wielkich możliwości Chastain. Matka z filmu Terrence’a Malicka była bardziej archetypem, figurą kobiecej miłości i wrażliwości niż postacią z krwi i kości, Celia Foote jest z kolei niedoskonałą, lecz szczerą i dobrą kobietą „bez klasy”. Młode mężatki z Jackson uważają ją za białego śmiecia i nie mogą wybaczyć jej tego, że poślubiła Johnny’ego, byłego chłopaka ich nieoficjalnej szefowej, Hilly Holbrook, najgorszej, najbardziej zapiekłej w swych konserwatywnych uprzedzeniach i najbardziej nieprzejednanej z młodych, „białych pań”. Celia nie umie gotować i prowadzić domu, ubiera się niegustownie i wyzywająco, nie wie, co to elegancja i bez przerwy popełnia gafy towarzyskie, których ukoronowaniem staje się skandal podczas wydanej przez Hilly wenty dobroczynnej. Grając Celię, Jessica Chastain wyraźnie inspiruje się Marilyn Monroe, odtwarza jej styl pełnej zmysłowości zagubionej kobiety-dziecka, kobiety-lalki.
Skeeter, Abbie, Minnie, Celia… „Służące” to film kobiet. Mężczyzn tu prawie fizycznie nie ma na ekranie, a ci, którzy są obecni, to albo nic nie znaczący figuranci, jak William, mąż Hilly, albo dość płaskie, nieciekawe postacie jak Stuart, chłopak panny Phelan. Każda z bohaterek, nawet te, które pojawiają się tylko na chwilę jak Constantine, zyskuje natomiast rozbudowany, albo ciekawie zarysowany psychologiczny portret i jest doskonale zagrana. Każda jest inna, charakterystyczna, choć także zniuansowana i żadna nie jest nijaka, żadna nie jest jednowymiarowa. Nawet Hilly, czarny charakter, rasistka i zadufana w sobie hipokrytka, to także postać pełna życia. Nie wiemy, czy jest aż tak głupia, czy aż tak złośliwa. Wiadomo tylko, że nic jej nie pomoże….
Z doskonale napisanymi i zagranymi postaciami idealnie współgra scenariusz – kolejne sceny nie tylko w przemyślany sposób dookreślają postacie bohaterek, ale w dodatku zbudowane są z „małych” kulminacji, co sprawia, że film wciąż trzyma w napięciu, wciąż odkrywa przed nami nowe, interesujące fakty rozwijające tę historię, która w wyważonych proporcjach łączy tragizm pełnego bólu losu służących z odżywczym, ciepłym humorem.




















9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
takie sytuacje zdarzaja sie na poludniu USA, POLNOC JEST INNA, inna mentalnosc
menadzerow i bossow, poludnie to sredniowiecze w porownaniu z Nowym Yorkiem riverheadCytuj