![]() |
![]() |
![]() |
Czy można zmusić kogoś do miłości? Przekonać do siebie za pomocą groźby, prośby, perswazji? Obudzić uczucie w dziewczynie, która dotąd żyła w zupełnie innym świecie i kompletnie nie zauważała obsesyjnego zainteresowania swoją osobą, nie dostrzegała, że jest śledzona, a każdy jej krok pieczołowicie zapamiętywany…?
Freddy’ego i Mirandę dzieli przepaść. On jest skromnym, nieśmiałym urzędnikiem pocztowym, wyalienowanym ze społeczeństwa kolekcjonerem motyli. Nie potrafi nawiązać kontaktu z ludźmi, stanowi przedmiot szyderstwa i docinków tych wszystkich, którzy instynktownie wyczuwają jego odmienność. Do złudzenia przypomina Normana Batesa z pamiętnej „Psychozy” – taktowny, starannie ubrany i skromnie uczesany młody człowiek, pod którego układną fryzurką kłębią się demony niespełnionych, niebezpiecznych marzeń i obsesyjnych, niezdrowych pragnień.
Freddy Clegg to klasyczny socjopata – nie umie żyć w społeczeństwie, świadomie wybiera samotność, nie pojmuje też istoty relacji międzyludzkich. Porywa z ulicy i więzi w piwnicach zabytkowego wiejskiego cottage’u (który w burzliwych czasach rewolucji Cromwella pełnił rolę schronienia dla katolickich księży) uroczą i wrażliwą Mirandę, studentkę Akademii Sztuk Pięknych. Uśpiona chloroformem budzi się w ponurym lochu, z którego jednakże czyjaś troskliwa ręka starała się uczynić przyjemny pokoik młodej kobiety. Wszędzie porozstawiane nastrojowe lampki otulają przerażoną twarz dziewczyny ciepłym światłem, obok łóżka leżą ulubione albumy o sztuce, podłogę wyściełają barwne dywaniki.
![]() |
![]() |
![]() |
Wszystko to ma uprzyjemnić pobyt w tym miejscu, przymusowe uwięzienie skończy się bowiem dopiero wtedy, gdy studentka odwzajemni obsesyjną miłość młodego urzędnika. Freddy myśli, że to możliwe – ba, jest wręcz przekonany, że tak się stanie, gdy tylko Miranda bliżej go pozna. Nie dopuszcza do swojej świadomości faktu, że kobieta nie jest gościem, tylko więźniem i tak też się czuje, że cały czas będzie różnymi sposobami dążyła do uwolnienia się, a jej uczucia do niego będą obrazowały narastający lęk, a nie rodzącą się miłość…
Pomiędzy dziewczyną i socjopatą zaczyna toczyć się fascynująca, psychologiczna rozgrywka. Klimat osaczenia stopniowo narasta. O nie, nie zobaczymy tu krwi, przemocy fizycznej, agresji ani wymyślnych tortur – Freddy nie da się ponieść emocjom, zresztą nie ma wcale sadystycznych skłonności, niemal przez cały czas będzie wspaniale opanowany i uprzedzająco uprzejmy, nawet, gdy Miranda bardzo go zdenerwuje…
Pomimo to ten młody, bezduszny i beznamiętny człowiek budzi autentyczną grozę – jest jak maszyna, automat, jak przybysz z kosmosu. Jest nieludzki, pewne spektrum doznań pozostanie dla niego zawsze obce. Po prostu z takim defektem już się urodził… Miranda rozpoczyna od nieskrywanej wrogości i wzgardy, przechodzi przez etap błagań i próśb, chwyta się każdej deski ratunku, próbuje uwieść swego porywacza, udaje wreszcie, że odwzajemnia jego miłość. Powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że być może nigdy już nie odzyska wolności… Freddy uważa, że każdy człowiek urzeczywistniałby swoje najskrytsze marzenia, gdyby tylko mógł. On może: ma środki – dysponuje ogromną fortuną, którą wygrał w losowaniu totalizatora sportowego. To stąd ten piękny dom, furgonetka…
![]() |
![]() |
![]() |
Bawi się w Boga, uprzedmiotawia Mirandę pozbawiając ją wolności i czyniąc z niej obiekt swoich pragnień. Myśli o niej jako o najpiękniejszym motylu ze swej kolekcji, pragnie zawłaszczyć jej piękno i wdzięk, stać się ich absolutnym właścicielem.Film stanowi przejmujące studium osobowości socjopaty, bada też skomplikowaną relację pomiędzy katem i ofiarą. Dla uwięzionej w mrocznych lochach Mirandy Freddy jest przede wszystkim porywaczem, ale też niepostrzeżenie staje się jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym, kimś, na kogo odwiedziny się czeka…
Powoli upływają dni znaczone kolorowymi kwadracikami na drzwiach tego osobliwego więzienia. Dziwna więź pomiędzy katem a jego ofiarą pogłębia się. Dużo rozmawiają i rzeczywiście siebie poznają. Okazuje się wówczas, jak wielka przepaść ich dzieli. Fredy jest konserwatywny, zasadniczy, do przesady pruderyjny. Nie potrafi zrozumieć przesłania „Buszującego w zbożu”, abstrakcyjne obrazy Picassa to dla niego brednie, bo przecież ludzie tak nie wyglądają.
Pęka skorupa jego opanowania i dystynkcji – Fredy wybucha, przemawia przez niego odwieczny żal dawnego proletariusza, ciężko pracującego drobnomieszczanina (bo był nim przecież, trawiąc swe dni przy niewielkim stoliku na poczcie, zanim udało mu się dostać swój prezent od losu) wobec elity intelektualnej, artystycznej młodzieży z dobrych domów. Chłopak wie, że nie pasuje do ich świata, że jego sztywność i konwencjonalność szybko stałaby się przedmiotem drwin. Tłumione urazy wybuchają falą gniewu i wyrzutów. Na moment opada maska – to nieśmiałość, kompleksy, brak poczucia własnej wartości ukształtowały chwiejną i patologiczną osobowość skromnego pana Clegga. Niebagatelną rolę odegrał też lęk przed kobietami. Jego przyczyną może być brak pewności siebie i niska samoocena, albo też coś więcej (subtelnie zasygnalizowana impotencja).
![]() |
![]() |
![]() |
Fredy zdolny jest porozmawiać z kobietą tylko wtedy, kiedy pozostaje ona w jego mocy, zdana na łaskę i niełaskę. Jego dwoista natura łączy dżentelmena z ograniczonym filistrem – jest uprzejmy, dystyngowany i pełen rezerwy. Pielęgnuje w sobie wyobrażenie o miłości idealnej, które przemocą chce wcielić w życie, zupełnie nie uwzględniając realiów.
Miranda odczuwa lęk, złość, niechęć, nienawiść… Nad tym wszystkim dominuje jednak poczucie bezsilności, utraty kontroli nad własnym życiem. Pozbawiono ją właściwej każdemu człowiekowi możliwości decydowania o sobie, ubezwłasnowolniono i uprzedmiotowiono. Stała się żywą zabawką w rękach szaleńca wiążącego z nią swoje plany, od których nie ma odwrotu. Nieszczęsna studentka ma wcielić się w rolę kobiety idealnej, ucieleśnić marzenia i sny o miłości socjopatycznego entomologa. Jej wdzięk i urok powoli gaśnie w zamkniętej piwnicy, bez wolności, światła i słońca. Zamienia się w martwe wspomnienie piękna do złudzenia przypominające kształt dawnego życia bezpowrotnie zamknięty w zasuszonych skrzydłach motyli umieszczonych pod szkłem gablotek.
To perwersyjna, przerażająca sytuacja – z jednej strony grzeczność, uprzejmość, brak przemocy fizycznej, nibynormalność, z drugiej: przemoc psychiczna, jakże upokarzające odebranie prawa do samodecydowania. Miranda ma pokochać całkiem obcego chłopaka, przy czym Freddy nie zadowoli się pozorami uczucia, żadnym okazjonalnym seksem – interesuje go wszystko, albo nic. Mówi, że kocha, ale jego miłość jest tak dziwna, jak on sam. To wyobrażenie uczucia raczej, ponury fantazmat miłości idealnej, który zrodził się w niezdrowym umyśle.
Coraz bardziej wciąga obserwacja tej wzajemnej psychologicznej zależności. Entomolog cieszy się, że wreszcie po długich podchodach udało mu się włączyć najpiękniejszy okaz do swojej kolekcji motyli. Uwięziona dziewczyna jak motyl szamoce się w swej pułapce. Jak to wszystko się skończy? Do głowy przychodzą różne warianty zakończenia, jeden mniej prawdopodobny od drugiego…
Chyba, że czytało się książkę Johna Fowlesa, wtedy zakończenie się zna… Traci się też poniekąd przyjemność oglądania – pamiętam, że kiedy pierwszy raz tuż po zapoznaniu się z ową książką obejrzałam film, byłam dość rozczarowana. Teraz, po latach, podobał mi się dużo bardziej. Terence Stamp i Samanta Eggar zagrali tu swoje życiowe role, doskonale oddając psychologiczne niuanse swych postaci, akcja toczy się niespiesznie, acz starannie.
Po premierze, w 1965 roku film ten nawet szokował, pisano o epatowaniu brutalnością – dziś odbiera się go jako klasyczny thriller w starym dobrym stylu, nie mający w sobie nic ze staroświeckiej ramoty (bo przecież pewne uczucia i odczucia, a także międzyludzkie interakcje pozostają niezmienne bez względu na czas), warto więc sobie „Kolekcjonera” przypomnieć lub po raz pierwszy go obejrzeć…


















8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Film kapitalny….chociaż w pewnym stopniu odstaje od debiutu Fowlesa. To bez wątpienia najlepsza rola Terenca Stampa. AmberCytuj