Święci z Bostonu (The Boondock Saints) – Święci od morderców

Kategoria: Recenzje
The Boondock Saints
The Boondock Saints
The Boondock Saints

Oglądając wieczorne wiadomości można dojść do wniosku, że poziom naszej cywilizacji sięgnął dna. Gwałty w szkolnych klasach, rodzice znęcający się nad swoim potomstwem, bezkarni gangsterzy panoszący się na ulicach, pedofile zdający się czyhać na dzieci w pozornie najbezpieczniejszych miejscach. Zapewne niejednemu czytającemu te słowa przynajmniej raz w życiu zamarzyło się dokonanie na kimś samosądu. Ile razy słyszeliśmy z ust innych opinie, że gdyby tylko była taka okazja, z przyjemnością zrobiliby z bandytami porządek. Oczywiście są to najczęściej puste słowa, które nie przekładają się na czyny, a większość z tych osób przy spotkaniu z elementem aspołecznym zwyczajnie zeszłaby mu z drogi. Co stałoby się jednak, gdyby pewnego dnia jakiś szary obywatel naprawdę wypowiedział wojnę przestępczości?Dwaj bracia – Conner i Murphy MacManusowie żyją podobnie, jak inni Irlandczycy z ich dzielnicy. Na chleb zarabiają ciężką pracą w rzeźni, strawy duchowej dostarczają im wizyty w kościele, a po ciężkim dniu relaksują się w swoim ulubionym pubie, sącząc alkohol z przyjaciółmi. To ostatnie ma się jednak skończyć, ponieważ właściciel przypierany do muru przez rosyjską mafię zamierza zamknąć swój mały business. Nasi wschodni sąsiedzi wybierają jednak zły dzień na załatwienie z nim „interesów” i w dniu Św. Patryka dostają tęgi łomot od podchmielonych Irlandczyków, którzy z oddaniem bronią swojej oazy. Próba późniejszego wyrównania rachunków kończy się śmiercią Rosjan, która jednocześnie rozpoczyna nowy etap zwyczajnej dotąd egzystencji bohaterów. Od teraz ich życiowym celem staje się krwawa rozprawa z każdym przestępcą, jaki tylko będzie miał nieszczęście znaleźć się w zasięgu ich rewolwerów. Żeby było ciekawiej głoszą przy tym słowo Pana…

The Boondock Saints
The Boondock Saints
The Boondock Saints

Święci z Bostonu” to debiut Troya Duffy’ego i to od razu w podwójnej roli. Jako scenarzysty – i to na tyle obiecującego, że z marszu dostał do podpisania kontrakt na kolejne dwa filmy – oraz jako reżysera. Jego dzieło utrzymane jest w klimacie angielskich filmów o gangsterach spod znaku Guya Ritchie. Duchowo jest ono jednak spadkobiercą kinowego tasiemca z Charlesem Bronsonem, czyli „Życzenia śmierci”, w którym to spokojny obywatel rozprawiał się z przestępczością na swoim podwórku. Reżyser wcale tego nie ukrywa, a w dialogach puszcza nawet oko w kierunku źródła swej inspiracji.

Dużą przyjemność w obcowaniu z filmem powinni mieć miłośnicy komiksów. Widać, że Duffy świetnie rozumie tę specyficzną konwencję i zapewne niejedną historię obrazkową o samozwańczym obrońcy prawa i sprawiedliwości miał już w ręku (w filmie znajduje się nawet cytat z komiksu „Watchmen” autorstwa Alana Moore’a). Konstrukcja fabularna z całą pewnością niejednemu czytelnikowi rysowanych historii przypomni serię o ponurym pogromcy przestępców ukrywającym się pod pseudonimem Punisher.

Również zarys psychologiczny bohaterów filmu idealnie wpisuje się w komiksową konwencję. Bracia MacMurphy pomimo pracy w rzeźni i wychowywaniu wśród irlandzkich emigrantów dość niespodziewanie dają się poznać jako poligloci, operujący wieloma językami. Do tego z zadziwiającą łatwością stają się mścicielami z wdziękiem i luzem radzącymi sobie z dowolną bronią palną. Jeżeli zdarza im się ucierpieć podczas walk z bostońskimi szumowinami, nie przejmują się tym specjalnie, wzajemnie dbając o przypalanie przy pomocy żelazka postrzałowych ran partnera. Rambo samodzielnie zszywający swoje ramię to przy nich zmaskulinizowana Doktor Quinn. No i w końcu niczym rasowi superbohaterowie mają swój charakterystyczny element, znak rozpoznawczy – w chwili dokonywania bezlitosnej egzekucji elementu przestępczego recytują irlandzką modlitwę.

The Boondock Saints
The Boondock Saints
The Boondock Saints

Żeby jednak było jasne, młody reżyser nie poszedł na łatwiznę i nie skopiował bezmyślnie pewnych idei i schematów przenosząc je w ramy innej historii. Jego film jest dziełem intertekstualnym, odnoszącym się do filmów i komiksów. Jednocześnie jednak wnosi sporo od siebie, jest jak powiew świeżego powietrza w skonwencjonalizowanym świecie opatrzonego motywu krwawej rozprawy z podziemiem przestępczym.

Przede wszystkim ważnym elementem jest tu humor, który rozładowuje napięcie, pozwala spojrzeć na historię z większym dystansem, a i reżyserowi umożliwia zamieszczenie w filmie kilku nieprawdopodobieństw bez obawy, że wywoła w ten sposób irytację bądź ironiczny uśmieszek u widza. Kolejną zaletą jest atrakcyjna dla oglądającego zabawa formą. Szczególnie zapadają w pamięć świetne sceny policyjnych retrospektyw, kiedy to wydarzenia z przeszłości obserwujemy w czasie teraźniejszym. Ukoronowaniem tych formalnych igraszek jest scena, w której Willem Dafoe wyobrażając sobie przebieg wcześniejszej rzezi dokonanej przez braci zostaje jednocześnie umiejscowiony w środku strzelaniny jako narrator, a zarazem czwarty – niejako duchowy – partner Świętych z Bostonu.

Skoro już przy scenach strzelanin jestem, nie mogę przemilczeć faktu, iż zostały one zaaranżowane i nakręcone z polotem, cieszą oko i ma się ochotę do nich wracać. Tak jest, widzowie rozmiłowani w stylistyce Quentina Tarantino, wirtuozerii scen akcji kina azjatyckiego i zabiegach formalnych produkcji Guya Ritchiego powinni obcując z tym tytułem poczuć się jak ryby w wodzie. A wisienką na szczycie tego smacznego ciacha jest przyzwoite aktorstwo, którego poziomu wprawdzie nie można zestawiać z moim prywatnym faworytem, jeżeli chodzi o kino sensacyjne, czyli genialną „Gorączką”. Jednak w porównaniu z wieloma innymi popularnymi filmami sensacyjnymi jest lepiej niż zadowalająco. Dafoe bawi się swoją rolą policjanta geja, a aktorzy wcielający się w rolę braci wzbudzają sympatię i lekki podziw, czyli z zadania wywiązali się znakomicie.

Duffy podchodzi do historii z dużym przymrużeniem oka i już od samego początku daje widzowi do zrozumienia, że śmiertelnie poważne traktowanie jego filmu jest z gruntu skazane na porażkę. Jeżeli tylko widz łyknie zamierzoną przez reżysera konwencję, zostanie w zamian obdarowany smakowitym kąskiem, mającym co prawda elementy łykowate, ale za to przyrządzonym na tyle ze smakiem, że szybko się o nich zapomina.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Święci z Bostonu
Oryginalny tytuł: The Boondock Saints
Kraj: USA
Kanada
Rok:
Czas trwania: 110 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Conner MacManus
Murphy MacManus
Paul Smecker
Il Duce
Rocco
Detektyw Dolly
Detektyw Duffy
Vincenzo Lipazzi
Szef
Monsignor
Ocena:  8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!