Blues Brothers (The Blues Brothers) – Men in Black

Kategoria: Recenzje
Blues Brothers
Blues Brothers
Blues Brothers
Blues Brothers

Saturday Night Live” to już niemalże żywa legenda, program, który trwale zapisał się w historii amerykańskiej telewizji. Jego początki bynajmniej nie były łatwe. W czasach, gdy media wizualne broniły się ze wszystkich sił przed transmisjami na żywo (co wynikało głównie z chęci odcięcia się od początków, w których niemalże wszystko było tak robione) namysł umieszczenia w porze największej oglądalności programu w czasie rzeczywistym wywoływał u prezesów stacji telewizyjnych nerwowy chichot. Pomysłodawca SNL musiał zaliczyć wiele wizyt w pokojach dyrektorskich, nim udało mu się nakłonić rezydenta jednego z nich do udzielenia zielonego światła jego projektowi. Szczęśliwie pomysł chwycił praktycznie od razu, w szczytowym okresie gromadząc przed odbiornikami rekordową liczbę widzów. Program istnieje po dziś dzień – już czwartą dekadę bawi widzów, za sprawą Internetu jeszcze skuteczniej docierając do odbiorców z całego świata. Pamiętający jego pierwsze lata zgodnie uważają jednak, że czasy świetności ma już dawno za sobą – z początkiem lat 90. rozpoczął się stopniowy regres SNL. Program niezmiennie pozostaje jednak kuźnią młodych talentów komediowych, które z czasem przeprowadzają się na duży ekran.Chevy Chase, Eddie Murphy, Mike Myers, Chris Rock, Adam Sandler… To chyba najgłośniejsze nazwiska komików, którzy swe pierwsze kroki stawiali właśnie w „Saturday Night Live”. Pierwszą niezaprzeczalną gwiazdą programu był Chase, który każdy odcinek rozpoczynał od bolesnych upadków z wysokości, po których wykrzykiwał słynne już słowa: „Live, from New York, it’s Saturday Night!”. Jednakże już wtedy czuł na swych plecach oddech dwójki uzdolnionych komików-przyjaciół występujących w prezentowanych w programie skeczach. Jeden z tych ekranowych żartów okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę i został popisowym numerem zabawnej pary. Chodzi, rzecz jasna, o Dana Aykroyda i Johna Belushiego, którzy zasłynęli jako Blues Brothers.

Cały pomysł umuzykalnionych braci ubranych na czarno wypłynął od Dana Aykroyda, zapalonego miłośnika gatunku, który wszystkich znajomych katował kolejnymi, kupowanymi hurtowo płytami z bluesową muzyką. Jedną z jego „ofiar” był John Belushi, zatwardziały heavy metalowiec, który pod wpływem przyjaciela przekonał się do czarnego brzmienia. Panowie szybko przeszli od słuchania muzyki do wspólnego jej wykonywania. I tak oto narodzili się Blues Brothers. Początkowo żartobliwy skecz prezentowany przed gronem znajomych, stopniowo ewoluował, zyskując aprobatę twórców „Saturday Night Live”, którzy w każdym programie dawali „braciom” na chwilę zabłysnąć. Nie trzeba było długo czekać, żeby potencjał tkwiący w pomyśle został wykorzystany przez Hollywood, które przyjęło Blues Brothers z otwartymi ramionami.

Blues Brothers
Blues Brothers
Blues Brothers
Blues Brothers

Fabuła filmu nie jest specjalnie wyszukana. Jake Blues po trzyletniej odsiadce wychodzi na wolność i doznając objawienia podczas kazania w kościele baptystów, postanawia wraz ze swoim bratem Elwoodem reaktywować zespół, którego przed laty byli liderami. Przyświeca im szczytny cel – zebranie funduszy dla sierocińca, któremu grozi zamknięcie z powodów finansowych. W osiągnięciu tego celu pomóc ma wielki występ, ale nim do tego dojdzie, trzeba będzie przekonać sceptycznie nastawionych do pomysłu byłych członków zespołu, rozwiązać kilka pomniejszych problemów i wystrzegać się ścigających braci Blues przedstawicieli policji drogowej, muzyków z podrzędnej kapeli country oraz oddziału neonazistów, którym zdążyli zaleźć za skórę.

Nadrzędnym celem przyświecającym twórcom „Blues Brothers” było oddanie swoistego hołdu czarnej muzyce. Wykorzystano tu najlepsze i najciekawsze kawałki, które nie tylko uatrakcyjniają film, ale i zachęcają widzów do samodzielnego sięgnięcia po większą dawkę bluesa. W okresie ekspansji muzyki disco z lat 70. i w przededniu kiczowatych piosenek pop z lat 80. Belushi i Aykroyd przypomnieli masowemu odbiorcy o istnieniu nieco zapomnianego już gatunku muzycznego. James Brown, jedna z muzycznych ikon pojawiających się gościnnie w filmie, przyznał po latach, że za sprawą „Blues Brothers” powrócił do łask słuchaczy, a jego kariera na nowo rozkwitła. W mniejszym bądź większym stopniu dotyczyło to także Caba Callowaya i Arethy Franklin, o której podobno biała widownia w przeważającej większości nawet nie słyszała przed premierą filmu. Z tego grona znakomitości jedynie chyba Ray Charles cieszył się niesłabnącą sławą i niezmiennie pozostawał rozpoznawalną osobowością.

Oprócz tego w filmie przewija się w trzecioplanowych rolach cała plejada znakomitości ze świata show-biznesu. Mamy mini-występ Johna Lee Hookera, epizod Twiggy (nieco zapomnianej już super-modelki, pierwszej w historii światowej mody), Franka Oza (tak, tego od głosu i animacji Yody z „Gwiezdnych wojen”) oraz młodego Stevena Spielberga w roli urzędnika podatkowego. A przez cały film bohaterów prześladuje niczym mroczne fatum Carrie Fisher, czyli nie kto inny jak księżniczka Leia Organa.

Jednakże to nie aktorskie i muzyczne osobistości są największą gwiazdą filmu, ale sama muzyka. Jest ona w tym filmie wszechobecna, niemalże w każdej sekundzie pobrzmiewa z głośników, czy to w trakcie sekwencji musicalowych, występów scenicznych bohaterów, czy też podczas licznych instrumentalnych suit towarzyszących wydarzeniom. Przeważa oczywiście muzyka bluesowa, z naciskiem na uwielbianego przez Aykroyda i Belushiego rythm’n’bluesa, ale oprócz niej mamy także okazję posłuchać nieco gospel, coveru „Jailhouse RockElvisa Presleya, a nawet country. Dwójka aktorów do spółki z reżyserem na tyle dobrze dobrała kawałki, że ani przez chwilę nie odczuwamy przesytu i monotonii. Co więcej, widz najchętniej sam dołączyłby do muzycznych pląsów w takt wpadających w ucho utworów.

Blues Brothers
Blues Brothers
Blues Brothers

Nie tylko jednak muzyka stanowi o sile tego filmu. Nie do przecenienia jest konsekwentne budowanie wizerunku postaci wykreowanych przed dwójkę aktorów. Poczynając od wyglądu (czerpiącego inspirację z okładek jazzowych z lat 50.), czarnych kapeluszy, garniturów i Ray Banów na nosach, rolexów na rękach, starego policyjnego dodge’a ochrzczonego mianem bluesmobila, poprzez zachowanie i styl bycia. Jake i Elwood są archetypicznymi bluesmanami, fizycznie i mentalnie twardo osadzonymi w stylistyce tej muzyki. Zostaje to doprawione sporą dawką antyspołecznej, zbuntowanej natury bohaterów oraz ich niezaprzeczalną więzią i wzajemnym zrozumieniem bez słów. Na genialność ich kreacji składają się najdrobniejsze gesty i szczegóły, które dostrzegamy podczas kolejnych seansów. Imiona wytatuowane na palcach, nierozstawanie się nawet podczas snu (czy też podczas nocnych eskapad samochodem) z czarnymi okularami i garniturami, wystawianie ręki przez okno podczas skręcania samochodem (światła sygnalizacyjne, rzecz jasna, mają zepsute), szowinistyczne traktowanie kobiet oraz zdawkowe dialogi zawierające maksimum treści w minimum formy. Reżyser do spółki z aktorami wykreował spójny świat, do którego w jakiś przedziwny sposób nawet odrealnione motywy idealnie pasują nie powodując u widza zgrzytania zębami. Bohaterowie wychodzą z kolejnych zamachów na swoje życie, niewzruszenie podnosząc się za każdym razem z ziemi (czy też gruzów budynku), sprawiając wrażenie nieco znużonych całym tym panującym wokół zamieszaniem.

A z tym wiąże się ostatni ważny element filmu, o którym jeszcze nie wspomniałem, czyli pierwszorzędny humor. Nie są to zdecydowanie żarty oparte na paplających bez opamiętania bohaterach, zarzucających widza słowotokami. Również błazenady nie doświadczamy w dużym natężeniu. Co nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy niejednokrotnie wybuchali śmiechem obserwując przygody dwójki bezczelnych, ale jakże rezolutnych braci. Zawdzięczamy to przede wszystkim barwnym osobowościom głównych aktorów, żartom sytuacyjnym, nierzadko opartym na absurdzie i przerysowaniu, błyskotliwym dialogom i niezliczonym innym drobnym elementom wywołującym uśmiech na naszych twarzach.

„Blues Brothers” jest filmem pozornie wyeksploatowanym przez widza do cna. Nawet jednak gdy na samą myśl o ponownym seansie ziewamy z nudów, wystarcza nieroztropnie poświęcić mu pięć minut, żeby znowu bez reszty wsiąknąć w tę kapitalną opowieść. Po raz kolejny zakochać się w muzyce i bohaterach oraz odkurzyć zalegające na półkach czy twardym dysku płyty bluesowych artystów. Ma on tylko jedną poważną wadę – znacznie przyspiesza pojawianie się zmarszczek w okolicach ust.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Blues Brothers
Oryginalny tytuł: The Blues Brothers
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 133 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:

Montaż:
Obsada:
Jake Blues
Elwood Blues
Wielebny Cleophus James
Curtis
Ray
Pani Murphy
Policjant Mount
Camille Ztdetelik
Tom "Bones" Malone
Szef nazistów
Ocena:  9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!