![]() |
![]() |
![]() |
Wyobraźmy sobie klimat amerykańskich lat dwudziestych, głośno rozbrzmiewający, szaleńczy rytm charlestona, kobiety w charakterystycznych kapelusikach podrygujące na parkiecie, dodajmy bałkańską etnoegzotykę z rakiją, muzyką i ludowymi strojami na czele. Do tego jeszcze motyw konfliktów w byłej Jugosławii i powojenna trauma oraz klimaty naszej „Seksmisji”, czyli żonglowanie stereotypami związanymi z płcią. To nie wszystko, są i duchy oraz zaczerpnięty z realizmu magicznego motyw przenikania się świata realnego z nadprzyrodzonym, a także rubaszny, zaraźliwy humor karnawału na grobach. Film Uroša Stojanovicia przypomina olśniewający wizualnie patchwork, w którym wszystko jest możliwe – nawet gorąca scena erotyczna w karawanie na tle przesuwającego się krajobrazu jako żywo przypominającego widoki zza okna pociągu w „Draculi” Coppoli.
„Łzy na sprzedaż” to olśniewająca wizualnie, pełna efektów specjalnych serbska baśń dla dorosłych wyprodukowana przez Luca Bessona, z niezwykłą, porywającą muzyką Shigeru Umebayashiego oraz z przepięknymi zdjęciami Dušana Ivanovicia. Fabuła jest prosta – oto gdzieś daleko, zagubiona w górach, leży maleńka wioska Pokrp. Mieszkają w niej same kobiety – ich ojcowie, mężowie i synowie dawno zginęli na frontach pierwszej wojny światowej. Dzielnie dają sobie radę, ale nie przestają tęsknić za męskimi objęciami. Rolę namiastki mężczyzny z dużym poświęceniem próbuje spełniać przykuty do łóżka Dziadzia Bisa, zniedołężniały starzec – kiedy go jednak zabraknie, a chuć gorącokrwistych kobiet sięgnie apogeum, dwie siostry-płaczki, Ognjenka i Mała Boginja, zostaną wysłane na poszukiwanie mężczyzn. W tej niecodziennej wyprawie ma im towarzyszyć duch babci wezwany przez lokalną czarownicę, Zamnę.
Kolejne sekwencje tej barwnej opowieści niekiedy wręcz zapierają dech w piersiach – do moich ulubionych scen należy ta w karczmie, kiedy to kobiety po bałkańsku ekspresyjnie wyrażają swą rozpacz, upijając się rakiją, a potem sięgają po pajęczówkę, miejscowy odpowiednik tequili, tylko że zamiast robaka jest tu pająk, nasączający alkohol halucynogennymi właściwościami. Upojone pajęczymi wywarami mieszkanki Pokrp nareszcie mogą spotkać się ze swymi utraconymi mężczyznami, a karczma staje się na tę noc przestrzenią łączącą świat żywych i umarłych. Z grobów powstają upiory i tańczą ze swymi kobietami widmowy taniec niespełnionych pragnień i zniweczonych marzeń.
![]() |
![]() |
Twórcy filmu umieścili jego akcję w latach dwudziestych, oczywiste jest jednak, że tak naprawdę chodzi o ostatnie konflikty pomiędzy krajami byłej Jugosławii. Pokrp to Belgrad, w którym na jednego mężczyznę przypada siedem kobiet. „Łzy na sprzedaż” to poniekąd swoista baśniowa wersja motywów poruszanych wcześniej choćby w „Grbavicy” czy w „Życiu ukrytym w słowach”. Co prawda, nie ma tu tematu gwałtu ani podobnie drastycznych wątków, ale jest inny rodzaj kobiecej traumy – oto mężczyźni odeszli i już nigdy nie powrócą, a one muszą nauczyć się z tym żyć. W lamentach płaczek kryje się echo bałkańskiej tragedii ostatnich lat.
Ponieważ jednak ta stylistyka łączy śmiech i łzy, obok tematu poważnego można odczytać w tej opowieści również i mniej poważne. Chociażby takie, jak przewrotna zabawa płciowymi stereotypami. W jednej ze scen siostry usiłują schwytać żołnierza, przewracają go, a wojak z karabinem nieoczekiwanie okazuje się przebraną kobietą, która ze złością wykrzykuje: Musimy pilnować naszych mężczyzn, polować i bronić granic! Oni powinni tylko siedzieć w domu i płodzić dzieci! Także jednak i tu silne, pewne siebie i zdecydowane kobiety to pewien symbol – jak twierdzą twórcy filmu, poprzez takie ukazanie tej płci chcieli oni oddać hołd wszystkim Serbkom, które nauczyły się egzystować samotnie i wierzyć w siebie, które z mocą budują nowe, lepsze życie na gruzach starego.
![]() |
![]() |
![]() |
„Łzy na sprzedaż” są jednak przede wszystkim baśnią – stąd pewne uproszczenie historii i swoiste przerysowania dotyczące na przykład motywu chuci kobiet (trochę nieprzyjemnie zatrąca on stereotypem, że każdej babie potrzeba do szczęścia chłopa, nieważne, jaki by był, byle był). W ostatecznym rozrachunku, jak to w baśniach bywa, jednak i tak najważniejsza okazuje się miłość, a film przybiera wymiar hołdu złożonemu uczuciu. Troszkę to naiwne, eksponowanie bałkańskiej egzotyki momentami zatrąca o etno-kicz, a scenariusz w kilku miejscach okazuje się podejrzanie pretekstowy.
Dziełko to niesie jednak tak wiele pozytywnej energii i prezentuje tyle niezwykłych, surrealistycznych wydarzeń, że można mu wybaczyć te drobne niedociągnięcia. O ile, oczywiście, lubi się na ekranie nietoperze, gadające, złośliwe i apodyktyczne duchy posągowych staruszek w czerni o twarzy Olivery Vučo, niegdyś wielkiej gwiazdy kina jugosłowiańskiego, swingujący charleston, piękne, rudowłose kobiety wdzięcznie rozłożone na nagrobkach i palące skręty, zbieranie winogron wśród urokliwie zżółkłych jesiennych liści w winnicy, która jest jednocześnie polem minowym, czerwone róże w zębach ognistych brunetek, tłuczenie szkła na stołach bosymi stopami oraz podróż pozłacanym, monumentalnym karawanem.
Tak, oglądanie „Łez na sprzedaż” to prawdziwa przyjemność – film jest bowiem zrealizowany niezwykle starannie. To najdroższa jak dotąd produkcja serbska. Jako taka musi się zwrócić – w Serbii zdobyła szczyty box office’u, ale to nie wystarcza. Besson zamierza więc film przemontować i intensywnie promować na rynku europejskim oraz amerykańskim – trudno powiedzieć, by wyszło to dziełku Stojanovicia na dobre. Raczej należy spodziewać się cepelii stereotypowo nawiązującej do Kusturicy (bo tenże kojarzy się z Serbią i dobrze sprzedaje). „Łzy na sprzedaż” porównuje się zresztą z jego twórczością z wielką lubością, moim zdaniem jednak niesłusznie. Owszem, z filmu kipi podobna energia, podobna feeria barw i gama dźwięków – rzeczywistość twórcy „Undergroundu” to jednak w pełni męski świat, kobiety pełnią w nim rolę marginalną, a od realizmu magicznego znacznie ważniejszy jest koloryt cygański.
Trudno powiedzieć, czy film trafi w ogóle do polskich kin – jeżeli jednak tak się stanie, to gorąco zachęcam do jego obejrzenia przede wszystkim tych, którzy podatni są na ekranowy urok połączenia obrazu i dźwięku. Nie znaczy to jednak wcale, że „Łzy na sprzedaż” (nawiasem mówiąc, oryginalny tytuł, „Čarlston za Ognjenku”, czyli „Charleston z Ognjenką”, o wiele trafniej oddaje zwariowaną aurę całego przedsięwzięcia) to wyłącznie film formy. Owszem, momentami jest ona ważniejsza niż treść, ale i tej drugiej również nie brakuje. Czyli, jednym słowem – polecam!













7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Witam,
Trafiłam na ten film przez muzykę Shigeru Umebayashiego (napisał muzykę do filmu DOM LATAJĄCYCH SZTYLETÓW) i od tego czasu szukam go i szukam. Może podpowiesz gdzie mogę go znaleźć. Pozdrawiam akleCytuj
Niestety, z tego co wiem, ten ciekawy i wizualno-muzycznie przepiękny film do kin jednak nie trafił (jak również na DVD), trudno orzec, dlaczego, bo trafiły znacznie gorsze, nawet z podobnych bałkańskich klimatów. Ja widziałam go dwa lata temu na pokazie Warszawskiego Festiwalu Filmowego i – jak do tej pory – nic o nim nie słychać w naszym dystrybucyjnym światku, więc trudno mi coś więcej podpowiedzieć… cziczioCytuj
Trudno, będę szukać dalej. Dzięki za odpowiedź. akleCytuj