Star Trek (Star Trek) – Magia kolorków

Kategoria: Recenzje
Star Trek
Star Trek
Star Trek
Star Trek

Doprawdy, gdyby ktoś mi przed rokiem powiedział, że krótko po premierze ochoczo udam się do kina na film z serii „Star Trek”, może nie popukałbym się wymownie w czoło, lecz z cała pewnością wykazałbym się sporym sceptycyzmem. Mojego stosunku do tej space opery nie można wprawdzie nazwać wielce niechętnym, ale daleko mi też do chociażby śladowego zainteresowania tym uniwersum. Pewnie, jak chyba większość młodych chłopaków oglądałem w telewizji „Star Trek: The Next Generation”, różne filmy kinowe oraz późniejsze odsłony serialu z lat 90., ale u progu szkoły średniej moje zainteresowanie załogą statku Enterprise drastycznie zmalało, szybko przeradzając się w obojętność.

Nie dziwi więc, że pierwsze wieści o nowym filmie w reżyserii J.J. Abramsa i jego teaserowe plakaty przyjąłem wzruszeniem ramion i o sprawie szybko zapomniałem. O mojej podróży do kina przesądził właściwie pierwszy zwiastun. Zapowiadał on przyzwoitą kosmiczną „łupankę”, a tego na dużym ekranie nie dane nam było ujrzeć od czasu premiery „Zemsty Sithów”. Pomyślałem więc, że czemu by nie dać szansy odmłodzonej załodze statku, i bez większych oporów udałem się do kina. Z rozmów prywatnych oraz na forach filmowych wiem, że podobnie uczyniło wiele osób, których w żadnym razie nie można określić mianem fanatyków serialu. Wygląda więc na to, że twórcom udało się wstrzelić w zapotrzebowanie rynku i zapełnić istniejącą w nim od jakiegoś czasu lukę.

Prolog przywołuje w pamięci wspomniany wyżej film George’a Lucasa. Obserwujemy istną feerie barw, rozbłysków i ogólnej „pożogi” bitwy kosmicznej. Już wtedy należy się oswoić z myślą, że w mniejszym bądź większym stopniu na tym będzie polegał cały seans: na obserwowaniu pokazu ładnych kolorków na dużym ekranie. Całe szczęście, że zrobione jest to porządnie, bo w zasadzie to główny argument skłaniający do wybrania się do kina. Gdy po prologu na pewien czas zanikają kolorki, a rozpoczyna się próba opowiedzenia historii, zaczynamy się lekko niecierpliwić i wyczekiwać rychłego powrotu malarza z farbkami, bo pisarz się niestety nie popisał. Tym, co mi przede wszystkim zgrzytało, są liczne klisze i wyświechtane motywy. Chwilami aż nie mogłem uwierzyć, że tak bezceremonialnie podążono po linii najmniejszego oporu i zaserwowano tysięczną wersję historii o utalentowanym, acz zbuntowanym młodzieńcu z prowincji, który pod wpływem spotkania starszego „mędrca” postanawia podążyć ścieżką „przeznaczenia”. Twórcy nawet specjalnie nie silą się na uwiarygodnienie momentu przemiany bohatera i podjęcia decyzji o zaciągnięciu się do floty. Pretekstowo odbębniają obowiązkowe elementy rozwinięcia akcji, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będą mogli znowu wpuścić na scenę malarza.

Star Trek
Star Trek
Star Trek

W oczekiwaniu na ten moment próbują zabawić widza kilkoma mniej lub bardziej trafionymi żartami, przyznaję, czasami nawet udanymi, ale mniej więcej w co czwartym przypadku. Bywa również, że śmiech idzie w parze z zażenowaniem, jak chociażby w przypadku epizodycznej „pani Hulk” (zielonoskórej kosmitki szczerzącej się w głupim uśmiechu) czy też mówiącego z rosyjskim akcentem Chekova (całkiem sympatyczna rola Antona Yelchina), który wywołuje ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jego kwestie wywołują na twarzy mimowolny uśmiech, z drugiej zaś idzie on w parze z zakłopotaniem stereotypowością i brakiem oryginalności tej postaci (co byłoby może mniej odczuwalne przy rzadszym podkreślaniu komizmu tej postaci). Oprócz tego w fabułę wplątano mizerny, ledwie zarysowany (chociaż to może i dobrze) wątek uczuciowy oraz spięcia pomiędzy Spockiem (świetna rola Zachary’ego Quinto, występującego dotychczas w drugoplanowych rolach telewizyjnych) a Kirkiem, na które patrzyło się bez specjalnego zainteresowania.

No ale nie pasjonującej fabuły oczekiwałem po tym filmie, lecz pokazu kunsztu speców od CGI, i w tym na szczęście nie zawiedziono. Przynajmniej od technicznej i wizualnej strony. Szkoda, że zabrakło w tym jednak pazura, dyscypliny w rozsądnym korzystaniu z komputera i błyskotliwych pomysłów. Patrząc na ekran eksplodujący tryliardem pikseli, po chwili mimowolnie się wyłączałem i biernie obserwując graficzne rzemiosło, jednocześnie planowałem w myślach, co zrobić z wolnym wieczorem. I tutaj jest pies pogrzebany: w bezduszności tego filmu. Serialu od wieków nie widziałem, ale to, co niego zapamiętałem (jak i jego ówczesnych wersji kinowych), to emocje towarzyszące oglądaniu przygód załogi statku USS Enterprise i przejmowaniu się ich losem. Teraz była mi ona całkowicie obojętna i ani na moment nie wstrzymałem z napięciem oddechu, ani nie zadrżałem w obawie o życie bądź zdrowie którejś z postaci.

„Star Trek” to produkt swoich czasów – pusty, wyjałowiony emocjonalnie, kolorowy fajerwerk, który pustkę merytoryczną stara się zagłuszyć odgłosami wybuchów. A gdy w scenach opartych na komputerze próżno szukać czegoś poza solidnością warsztatową, to rozpoczyna się dramat widza i groza nadciągającego widma nudy. Może nie jest to kosmiczna nuda – często zmieniające się scenerie, duża dawka akcji i humorystycznych motywów zgrabnie odciągają uwagę widza od przykrej konstatacji, że na fotelu to co najwyżej zawierci się z nudów, a nie pod wpływem emocjonujących wydarzeń.

Komentarze (3) do artykułu “Star Trek (Star Trek) – Magia kolorków”

  • Eorath pisze:

    Krzysiu, my to chyba na innych filmach byliśmy, bo ja się świetnie bawiłam :)  Cytuj

  • Krzysztof Bogumilski - Tyler Durden pisze:

    Ależ ja nie napisałem, że ten film nie bawi, ja wskazałem na to, że to zabawa drugiej świeżości, do tego nieangażująca emocjonalnie i z nierównym poziomem humoru ;)  Cytuj

    • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

      Z tym humorem i tą świeżością to ja się nie zgodzę, bo humor moim zdaniem stoi na równym, dość wysokim (w tym sensie, że bez jednego taniego chwytu – wspomnianych przez Ciebie w recenzji tak nie odebrałem) poziomie, a zabawa jest jak na dzisiejsze kino dosyć świeża. Że nieangażująca emocjonalnie? Tu się muszę zgodzić, choć w filmach przygodowych to właśnie przygoda stoi na pierwszym planie. Ale więcej… hm, kto wie gdzie: w moim Krótkim Ujęciu, w najbliższym podcascie, w ewentualnej dyskusji…? Jeszcze nie wiem, ale będzie rozwinięcie :)  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Star Trek
Oryginalny tytuł: Star Trek
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 126 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:

Obsada:
James Tiberius Kirk
Spock
Nero
Amanda Grayson
Nyota Uhura
Leonard 'Bones' McCoy
Oficer Pitts
Kapitan Christopher Pike
Montgomery "Scotty" Scott
Pavel Chekov
Ocena:  6/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!