![]() |
![]() |
Na okładce kasety widnieje napis „Zapomnij o filmach PORACHUNKI & PRZEKRĘT… prawdziwe brytyjskie kino gangsterskie to SEXY BEAST”. Zakładam, że ze strony dystrybutora jest to dość tani chwyt, mający na celu oszukanie fanów agresywnego i odrobinę ironicznego stylu Guya Ritchego. Na początku należy więc powiedzieć, że „Sexy Beast” nie przypomina tych filmów. Nie wiem jakie jest to „prawdziwe brytyjskie kino gangsterskie”, ale przytoczony cytat miał prawdopodobnie na celu ukazanie wyższości filmu Johnathana Glazera nad filmami Ritchiego. Absolutnie się z tym zgadzam.
Motyw gangstera na emeryturze, który jest zmuszony do powrotu „do zawodu” to nic nowego. Była to okazja do ukazania moralnych dylematów zresocjalizowanego więźnia, który miał do wyboru drogę prawą, lecz trudną i żmudną, lub powrót do zbrodni, który prowadzi tylko do jednego: klęski. W opozycji zwykle były rodzina i „przyjaciele”, a główny bohater był zmuszany do niełatwego wyboru. Historia kina zna wiele wariacji na temat tego schematu, jednak „Sexy Beast” udaje się z niego wyciągnąć coś świeżego i oryginalnego. Przede wszystkim w tym filmie nie jest najważniejsza kwestia wyboru między dobrem i złem. Powody są dwa. Po pierwsze główny bohater, Gal, już na samym początku zadecydował. Jedynie z jego opowieści dowiadujemy się, że siedział, wyszedł i jest na emeryturze. Wybrał spokojne, dostatnie i sielankowe życie na hiszpańskiej prowincji z piękną żoną i parą przyjaciół. Drugim powodem jest fakt, że granica między dobrym a złym wyborem jest zatarta i niewyraźna, bo w końcu beztroskie życie Gala nie jest nacechowane cierpieniem i skruchą, która jest odpowiednia dla zresocjalizowanego więźnia. Żyje dostatnie za brudne pieniądze, które zawdzięcza byłej profesji, której się z kolei wyparł. Jednak główny bohater budzi naszą sympatie, głównie dlatego, że wydaję się być miły i sympatyczny, jak na zbrodniarza. Jeżeli dodać do tego, że on i jego przyjaciel Aitch zachowują się jak para nieznośnych chłopców na wakacjach, nie sposób go nie lubić.
![]() |
![]() |
Co jest więc głównym motywem tego filmu? Są nim mianowicie grzechy przeszłości, o których najchętniej by się zapomniało, a z którymi trzeba się uporać. Jednak stawienie im czoła nie jest łatwe. Symbolem przeszłości Gala (i nie tylko) jest demoniczny Don Logan. Na rozkaz szefów z Anglii ma on zmontować ekipę do skoku na skarbiec i zamierza zwerbować Gala. W ten sposób idylla się burzy, bo już na sam dźwięk imienia gangstera bohaterowie zaczynają drżeć ze strachu.Kiedy ów gangster przyjeżdża zaczyna się prawdziwy horror, bo Don to psychopata, który nie chce słyszeć o odmowie. Ale nie przywozi on ze sobą tylko krzyków i obelg. Zaczyna przypominać Galowi o przeszłości. Tej przeszłości, o której ten chciał tak bardzo zapomnieć. Przypomina mu o tym, że jego żona była kiedyś gwiazdą porno, mówi o tym jak kiedyś przespał się z żoną Aitcha, jednym słowem przywozi do Hiszpanii to co Gal i jego przyjaciele chcieli zostawić w Anglii. W swej krainie zapomnienia i beztroski skutecznie radzili sobie z przeszłością, jednak podświadomie zdawali sobie sprawę z tego, że to wszystko kiedyś się skończy. Oczywiście ten swoisty „tragizm gangsterski” nie jest uwypuklony do rozmiarów moralitetu, nie utożsamiamy się z bohaterem do tego stopnia by mu współczuć. Jednak jedno uczucie jest wspólne dla widza i Gala. Paniczny strach przed Donem Loganem.
Ta postać zasługuje na obszerniejszy opis, bo mimo że Ray Winstone znakomicie wcielił się w leniwego ex-zbrodniarza, to jednak właśnie Don Logan w rewelacyjnej interpretacji Sir Bena Kingsley’a jest motorem napędowym filmu. Każda scena z jego udziałem to majstersztyk aktorski i jednocześnie nieposkromiona szarża. Już od samego początku widać, że aż kotłuje się w tej postaci i pozorna powściągliwość jest tylko ciszą przed burzą. Napady wściekłości to w zasadzie tylko monologi ze strony Logana, który wrzeszczy i klnie. Spanikowany Gal nawet boi się odezwać. Jednak ta postać jest o wiele głębsza niż mogło by się wydawać. Okazuje się, że symbol niechlubnej przeszłości także nie lubi paru rzeczy wspominać i kiedy mu je wytknąć (choć to bardzo ryzykowne), można udowodnić mu jego słabość. Bo tak twardy, bezwzględny i nieludzki na początku, kończy upokorzony i pospolity bo jak każdy gangster, nie lubi obnosić się ze swoimi słabościami. Ta postać to pewna ikona gangstera. Nie tego szlachetnego, znanego z „Ojca Chrzestnego”, lecz mogłoby się wydawać, że najbliższego prawdziwemu. Twardy na zewnątrz, ale w środku taki jak każdy inny. Kingsley idealnie to uchwycił w swojej kreacji i wszystkie laury, które zdobył za ten film są jak najbardziej zasłużone.
![]() |
![]() |
Jeżeli chodzi o formę filmu to Johnathan Glazer zaskakuje. Idealnie połączył prostą w gruncie rzeczy symbolikę, zachwianie chronologii i charakterystyczne dla kina spod znaku Ritchego sztuczki inscenizacyjne. Symbolika jest bardzo czytelna, ale nie sprawia wrażenia topornej, tak więc basen to miejsce gdzie grzebie się przeszłość, a finałowy napad na skarbiec to metaforyczne porządkowanie przeszłości, raz na zawsze. Nawet dość groteskowy głaz na samym początku filmu, zapowiedź tego co ma się zdarzyć, nie razi swoją bezpośredniością. Przeskoki czasowe od czasu Tarantio na stałe wpisały się w manierę reżyserską, jednak tu występuje tylko jeden i znakomicie wzmacnia znaczenie finału. A sztuczki inscenizacyjne to popis kunsztu reżyserskiego Glazera. Rewelacyjna sekwencja opowiadania o powstaniu idei napadu to dwie rozmowy rozgrywające się w dwóch różnych miejscach, w innym czasie, w których padają te same zdania. W ten sposób na przykład bohater sam odpowiada na pytanie, które zadał w późniejszej rozmowie. Tłumaczenie i opisywanie scen nic tu nie da, film trzeba po prostu obejrzeć, a jeżeli dodać jeszcze idealnie budującą klimat muzykę, otrzymujemy rewelacyjne danie filmowe.
W sumie trudno powiedzieć czy „Sexy Beast” jest lepsze od „Przekrętu” czy „Porachunków”. Mimo paru podobnych elementów i wspólnego mianownika brytyjskiego kina gangsterskiego są to całkiem inne filmy. Kino Ritchego to w gruncie rzeczy rozrywka, szybka, śmieszna i wbrew pozorom lekkostrawna. Ja jednak wyżej cenię „Sexy Beast”, za oryginalne podejście do starego schematu i za wybitną kreację Bena Kingsley’a.











Oceń ten film na Filmaster.pl!