![]() |
![]() |
![]() |
Grupa pracowników firmy zbrojeniowej Palisade Defence wyjeżdża na przymusowy obóz integracyjny. Chyba każdy wie, jak wyglądają takie wyjazdy… Mniej lub bardziej atrakcyjny ośrodek wypoczynkowy, nudne wykłady o przyszłości firmy, grupowe zabawy zmuszające do wysiłku fizycznego, a wieczorami alkoholowe libacje i miłosne uniesienia pomiędzy kolegami i koleżankami z pracy. Tym razem scenariusz będzie jednak zgoła inny. Otóż ktoś z firmy przez niedopatrzenie albo bardzo specyficzne poczucie humoru wysyła bohaterów do tragicznego wizualnie domku w Rumunii. Problemy zaczynają się już w drodze, ponieważ tuż przed miejscem przeznaczenia kierowca panikuje, wysadza skonsternowanych Anglików na drodze i odjeżdża w przeciwnym kierunku. Powody tego dziwnego zachowania wychodzą dość szybko na jaw. Otóż – jak się niebawem okazuje – ich ośrodek służył kiedyś za więzienie dla najbardziej zwyrodniałych przestępców wojennych służących mateczce Rosji w czasach zimnej wojny. Co gorsza, w dodatku wcale nie został przez nich opuszczony…
No i proszę, jeżeli ktoś po zeszłorocznym „Hostelu” miał jeszcze jakieś wątpliwości, „Severance” z całą pewnością utwierdzi go w przekonaniu, iż Europa wschodnia jest ostatnim miejscem, w które chciałoby się pojechać na wakacje. Dzięki wyżej wymienionym filmom wiemy już, że w tamtejszych hotelach klient w pakiecie wypoczynkowym otrzymuje: wybebeszanie wnętrzności, wycinanie nożem skóry na torsie (można dzięki temu rozwijać swoją wyobraźnię artystyczną i tworzyć gustowne wzorki na ciele), wyrywanie zębów bez znieczulenia (co jest wprawdzie trochę bolesne, ale za to jakże korzystne finansowo) oraz całą gamę innych zmysłowych doznań. Hmm, to ja już wolę pojechać na wybuchowy urlop do krajów arabskich. Można się z tego śmiać, ale niedługo zapewne otrzymamy film o psychopatycznych kustoszach z malborskiego zamku zabijających niewinnych niemieckich turystów. Myślę, że również rodzimi psychopaci z łatwością znaleźliby jakieś ciekawe zabawy manualne z przymusowym udziałem naszych zachodnich gości.
Oczywiście to nie wyłącznie Europa wschodnia inspiruje filmowców o chorej wyobraźni. We współczesnych filmach grozy (i nie tylko) można zauważyć ogólną tendencję wskazywania prowincji jako siedliska wszelkich wynaturzeń – zabite dechami dziury w różnych mrocznych zakamarkach USA są wszakże nie mniej niepokojące niż Rumunia i Słowacja razem wzięte. Jeżeli więc jakimś cudem unikniemy padnięcia ofiarą kultu voo doo, umkniemy pokręconym bliźniakom planującym zamienić nas w figury woskowe, nie staniemy się łupem pokręconej rodzinki Firefly’ów – i tak musimy się liczyć z perspektywą oskórowania po uprzednim kontakcie bliskiego stopnia z piłą mechaniczną.
![]() |
![]() |
![]() |
Tak jest, kraj hamburgerojadów to niezbyt przyjemne miejsce, ale ostatnio jakby dla przeciwwagi rolę przestrzeni pełnej wynaturzeń i wszelakiego plugastwa przejmują nasi sąsiedzi pamiętający ucisk Związku Radzieckiego. Ciężko powiedzieć, czy to wynik stereotypowego postrzegania tego regionu przez bogatsze nacje, znudzenie opatrzonymi już, plenerami i tematami czy też jedynie chwilowa moda, ale faktem jest, że kształtuje to pewną, mało zachęcającą wizję Europy wschodniej w oczach przeciętnego zachodniego popcornożercy. Zostawmy jednak szerszy kontekst tego problemu i skupmy się na jego jednostkowym przedstawicielu, czyli przedmiocie tej recenzji.
„Redukcja” jest dosyć nietypowym thrillerem. Abstrahuję już w tym momencie od mniej lub bardziej finezyjnych sposobów zadawania śmierci widzianych na ekranie. Po dłuższym obcowaniu z produkcjami azjatyckimi człowiek staje się jednak nieco znieczulony na umiarkowaną dawkę gore i mniej rzeczy w tej materii jest go w stanie zszokować. Nietypowość filmu Christophera Smitha polega na połączeniu dosyć przeciętnego thrillera z czarną jak smoła komedią. Trzeba dodać, że jest to symbioza chwilami koślawa, ponieważ sprawia wrażenie, że twórca nie mógł się zdecydować, jaki film tak naprawdę zamierza nakręcić.
Początkowo mamy więc do czynienia z rasowym slasherem, zachowującym wymogi gatunku i niejednego widza potrafiącym przyprawić o palpitację serca. Nagle jednak cały klimat pada za przeproszeniem na pysk, ponieważ nieszczęsny oglądający zostaje potraktowany absurdalnymi opowiastkami bohaterów. Gdy akcja zaczyna się pod koniec skłaniać ku kinu survivalowemu, wszystko nagle bierze w łeb za sprawą humorystycznej scenki z rakietą ziemia – powietrze. Ambicją twórcy było stworzenie filmu z wdziękiem balansującego pomiędzy gatunkami, ale niestety zabrakło mu tejże finezji, przez większość czasu obserwujemy zatem dosyć średni thriller, do którego od czasu do czasu dodawane są pasujące jak pięść do nosa sceny komediowe. Uczciwie muszę jednak przyznać, że sceny te potrafią chwilami rozłożyć widza na łopatki, ale do spójności filmu mają się one niestety nijak. Reżyser zbyt kurczowo trzymał się wymogów kina grozy, przez co marginalnie występujące elementy innych stylistyk sprawiają wrażenie partactwa i do sprawnego rzemiosła „dziełu” daleko. Nawet zabawa pewnymi schematami kina grozy (typu „zaraz wracam”) nie uratowało „Severance” w moich oczach.
Po raz kolejny okazało się, że do nakręcenia zgrabnej produkcji operującej różnymi gatunkami potrzeba czegoś więcej, niż tylko dobrych chęci. W tym przypadku okazało się, niestety, że film jest zbyt brutalny i makabryczny nawet jak na czarną komedię, zaś z kolei nazbyt humorystyczny i „pierdółkowaty”, jak na rasowy thriller. Wyszło z tego takie nie wiadomo co, sprawiające wrażenie pokraki stojącej w rozkroku. Film można bezboleśnie obejrzeć, chwilami się zaśmiać, a czasem poobgryzać z nerwów paznokcie. Nie jest to jednak produkcja, którą będzie się ciepło wspominało za jakiś czas i rozważało kolejne seanse – ot, po prostu idealny film do załączenia przy zimnym piwku i gorącej pizzy w towarzystwie kolegów.











6/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!