Rachelo, Rachelo (Rachel, Rachel) – Wakacje starej panny

Kategoria: Recenzje

Czasami warto przypomnieć sobie, że poza oszałamiającym potokiem coraz to nowych nowości istnieją jeszcze stare filmy – nie klasyki, które widzieli niemal wszyscy, ale całe setki dzieł zapomnianych, mniej znanych, o mniejszej sile przebicia. Jednym z takich filmów jest „Rachelo, Rachelo” Paula Newmana, tytuł swego czasu – czyli w roku 1968 – dość szeroko komentowany i nagradzany (4 nominacje do Oscara, 2 Złote Globy, 2 nagrody nowojorskiej krytyki). To niezwykle wnikliwy psychologiczny portret starej panny, mieszkającej na prowincji wraz z apodyktyczną, owdowiałą matką. Rachela uczy w szkole podstawowej i podświadomie wie, że nic jej już w życiu nie spotka. Przegapiła czas na zabawę i miłość, przegapiła czas na małżeństwo i dzieci. Dziś pozostaje jej tylko uprzejme i cierpliwe podawanie ciasteczek starszym paniom, koleżankom jej matki, podczas wieczorków brydżowych.

Rachela ma 35 lat i nigdy jeszcze nie spała z mężczyzną. Czasami puszcza wodze wyobraźni i widzi siebie, jak zamiast przepisanej przez lekarza jednej tabletki środków nasennych, wmusza ich matce całą garść. Prawdziwe życie Racheli toczy się tylko w jej głowie – kobieta projektuje swoje pragnienia, ale na jawie nigdy nie odważy się, by uchronić przed surowym dyrektorem szkoły ulubionego ucznia, nie będzie też miała śmiałości, by zainicjować kontakt z mężczyzną.

Grzechem Racheli jest bowiem bierność – wewnętrznie martwa, pusta w środku, rozpaczliwie pragnąca bliskości i miłości, podczas kolejnych samotnych i smutnych lat czeka wyłącznie na to, co przyniesie jej los. Boi się działać, przełamać swe życiowe schematy, śmiało wyciągnąć rękę po szanse. Boi się nawet wykorzystać te okazje, które same do niej przychodzą. A wie, że czasu jest coraz mniej – jak sama mówi, zbliżające się wakacje to ostatnie lato „pod górkę”. Ma już 35 lat, więc jest dokładnie w połowie życia, odtąd będzie już tylko „z górki”. To lato będzie jednak inne niż poprzednie – monotonną egzystencję nauczycielki rozbije spotkanie z Nickiem, kolegą z dzieciństwa, który po latach powróci do rodzinnego miasteczka. Zmiany bywają jednak czasami niebezpieczne – szczególnie, gdy zachodzą w życiu starych panien…

Newman mnoży ciekawe wątki i łamie kolejne schematy, w kierunku których wydaje się zdążać ta w gruncie rzeczy prosta opowieść. Opowieść o Racheli   głębią psychologicznej wiwisekcji przypomina momentami „Wstręt” Polańskiego. Pewne reakcje nauczycielki delikatnie sugerują chorobę psychiczną. Niepokojąco powracają też retrospekcje z przeszłości – motyw ojca, przedsiębiorcy pogrzebowego, którego Rachela w dzieciństwie podpatrzyła, gdy przygotowywał do trumny zmarłego brata bliźniaka małego wówczas Nicka. I jeszcze wątek Calli (jak zwykle bardzo dobra Estelle Parsons), kolejnej nauczycielki-starej panny, świeżo nawróconej neofitki namiętnie uczęszczającej do kościoła wzbogacającego chrystianizm wyczuwalnymi prądami rozkwitającej Ery Wodnika. Calla zafunduje Racheli niezły wstrząs, gdy pewnego dnia zabierze ją na dziwaczne spotkanie, w trakcie którego kobieta ekshibicjonistycznie odsłoni siebie, w dziwacznym transie-uniesieniu wykrzyczy swoją tęsknotę za miłością. Pocieszając Rachelę, przyjaciółka delikatnie pocałuje ją w usta…

Newman jest dość odważny jak na obyczajowe kino mainstreamu tamtych lat – miłość lesbijska, masturbacja, problem dziewictwa, ciąża, histeria, religia i śmierć… Katalog motywów przyprawia o sensacyjny zawrót głowy, jednak nic z tych rzeczy – choć swego czasu film dostał kategorię R, w historii Racheli brak szokującej dosłowności, choć jest realizm (może właśnie dlatego reżyserski debiut Newmana nie przebił się i został zapomniany). Najważniejsza jest tu bohaterka, której przez cały czas reżyser nie traci z oczu. To bowiem zdecydowanie bardziej film „o człowieku” niż „o wydarzeniach”.

W codzienności Racheli nie ma miejsca na tragedię – jest tylko nudna monotonia. To dlatego stara panna nie zwariuje. Nie zabije matki, nie wykrzyczy jej w twarz prawdy o zmarnowanym życiu. Nawet domniemana ciąża okaże się tylko nieszkodliwym guzem. Niespieszna, powolna narracja prowadzi przez tę historię niespełnionych życiowych szans, po raz kolejny ilustrując prawdę, że własne życie trzeba wziąć w równie własne ręce, że trzeba aktywnie działać, nie zaś biernie czekać i wtedy – być może – wszystko się zmieni.

Prawda to może niezbyt odkrywcza, a wszyscy czekający na tragedię (lub nawet horror) szczerze się rozczarują – dostaną tylko (a może raczej aż) ciekawy (i ciekawie podany) portret psychologiczny, przejmująco szczerze wykreowany przez Joanne Woodward. To rola zbudowana na detalach i niuansach, w której nie ma miejsca na drapieżny naturalizm. Liczy się przede wszystkim wyraz twarzy i spojrzenie. Muza (i oczywiście żona) Newmana bywa szara i zwyczajna, do bólu przeciętna. Nieciekawe stroje, równie banalna fryzura – jak to przysłowiowa nauczycielka (czy równie przysłowiowa stara panna). Jej twarz jest jednak momentami subtelnie piękna, porcelanowo delikatna – odbija się na niej i samotność, i lęk przed śmiercią, i nieśmiała nadzieja na szczęście, zakłopotanie i wreszcie zdecydowanie. „Rachelo, Rachelo” to bowiem historia walki ze sobą, walki o to, by wreszcie odważyć się na Zmianę. Walki, w której wewnętrzna siła wreszcie zwycięża wewnętrzną słabość.

Komentarze (7) do artykułu “Rachelo, Rachelo (Rachel, Rachel) – Wakacje starej panny”

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Rachelo, Rachelo
Oryginalny tytuł: Rachel, Rachel
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 101 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Rachel Cameron
pani Cameron
Nick Kazlik
Calla Mackie
Niall Cameron
kaznodzieja
Hector Jonas
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!