![]() |
![]() |
![]() |
Dawno, dawno temu… A w zasadzie to nie tak znowu dawno, bo 7 lat temu, był sobie pewien fajny teledysk – „Tribute”. Przedstawiał on historię najlepszego kawałka na świecie, co ciekawe, wykonanego przez dwójkę włóczęgów . Oczywiście nie zaśpiewali go ot, tak sobie, zostali do tego zmuszeni przez demona spotkanego na amerykańskim odludziu. Tekst był jajcarski, podobnie klip, w głównych rolach wystąpili członkowie Tenacious D (amerykańskiego odpowiednika naszego rodzimego Big Cyca), czyli Jack Black i Kyle Glass, zaś jako rezydent piekieł pokazał się były perkusista Nirvany, Dave Grohl. Od tamtego czasu Jack Black urósł do rangi jednego z bardziej popularnych aktorów komediowych, wystąpił między innymi w „Szkole rocka”, „King Kongu”, „Holiday” i „Be Kind Rewind” oraz w licznych parodystycznych spotach podczas MTV Movie Awards. Panowie doszli jednak do wniosku, że pomysł ze wspomnianego wyżej teledysku jest zbyt fajny, by marnować go na krótką muzyczną formę i postanowili rozciągnąć do długometrażowej formuły. Efekt? Hmm, no cóż…
Zacznijmy może od pozytywów. Film zaczyna się mocnym kopnięciem i podobnie się kończy. Historia rozpoczyna się od piosenki o ucieczce młodego i zbuntowanego JB z rodzinnego domu hołdującego chrześcijańskim wartościom. Prolog zrobiony jest z jajem i polotem, w roli ojca wystepuje Meat Loaf, zaś Dio wciela się w mentora młodego chłopca. Młodocianego aktora odgrywającego Blacka w okresie szczenięcym dobrano wręcz kapitalnie – jego ruchy, fizjonomia i maniera aktorska w udany sposób imitują starszego kolegę po fachu. Dobre wrażenie podtrzymują epickie (zarówno wizualnie jak i muzycznie) napisy początkowe oraz pierwsze pojawienie się na ekranie tandemu z Tenacious D. A potem najwyraźniej wena scenarzystom uleciała (pewnie razem z oparami marihuanowego dymu, jaki niewątpliwie towarzyszył im podczas procesu tworzenia) i rozpoczęło się staczanie po równi pochyłej…
![]() |
![]() |
![]() |
Czego Liam Lynch nie wrzucił do tego filmu… Mamy nawiązanie do „Mechanicznej pomarańczy” (co jest jeszcze akurat sympatyczne), narkotyczną piosenkę o Sasquatchu (vel. Wielkiej Stopie), motywy rodem z niemieckiej komedii (tak, tak, nie obeszło się bez obowiązkowych dowcipasów o pierdzeniu) oraz amerykańskich teen movies (ogromny wzwód jako istotny element jednej sceny), a także masę przeróżnych innych głupot. Panowie zdecydowanie pisali scenariusz na kolanie, nie mając specjalnego pomysłu na trzymającą się kupy historię. Jasne, zdarzają się im czasem przebłyski błyskotliwości, ale toną one w zalewie mielizn fabularnych. Najwyraźniej pewnego dnia twórcy doszli do wniosku, że fajnie byłoby zrobić lekką komedię z gitarową muzyką w tle i od słów przeszli do czynu. Czemu nie, już raz udało się to jednemu z nich (patrz: „Szkoła rocka”), tyle tylko, że tym razem zabrakło zgrabnego pióra Mike White’a i dyscypliny Richarda Linklatera, studzącego co bardziej szalone pomysły Blacka. Tym samym w filmie brak ładu – nawrzucano do niego pełno składników, nie bardzo kłopocząc się tym, na ile będą do siebie pasowały i czy aby na pewno dobrano je właściwie.
Nie jest to jednak zupełnie tragiczny film. Oprócz wspomnianego prologu broni go w oczach widza kilka elementów. Przede wszystkim charyzmatyczny jak zwykle Jack Black, prawdziwy wulkan energii. Jego komediowa ekspresja i rockowe zacięcie to niewątpliwy plus obrazu. Podobnie smaczki zauważalne przez miłośników ciężkiego brzmienia, jak choćby cameo Bena Stillera w roli kruczoczarnego metala, ewidentnie inspirowanego fizys Toma Arai z thrashmetalowej kapeli Slayer. Z głośników przez cały film przyjemnie wybrzmiewają gitarowe riffy i przygrywki pozwalające na przetestowanie mocy subwoofera. Do tego wizyta bohaterów w muzeum rocka, no i ten finał…
A finał to najzwyczajniej w świecie niecenzuralna, wypełniona przekleństwami i sprośnymi treściami wersja historii znanej z teledysku „Tribute”. Ponownie mamy więc panów z Tenacious D stających do gitarowego pojedynku z mieszkańcem piekieł (w tej roli znowu Dave Grohl, tym razem jednak znacznie potężniejszy, o jeszcze bardziej rozbudowanej muskulaturze). I chociaż mało oryginalne to z ich strony, jednak lubię wracać do tej sceny raz na jakiś czas. Jest na pewno zrobiona z pazurem, oparta na wpadającym w ucho kawałku i ubarwiona ekspresyjnym pojedynkiem pomiędzy szalejącymi na całego Blackiem i Grohlem. Chociażby dla niej warto było przebrnąć do końca przez całą mizerną fabułkę.
Tak więc – oto pełny obraz filmu „Tenacious D: Kostka przeznaczenia”. Dwa świetne kawałki, dla perfidii wstawione na początku i końcu filmu, przedzielone kilkudziesięcioma minutami debilizmów fabularnych, z nielicznymi przebłyskami ciekawych pomysłów w tle. A do tego jeszcze dwie fajne piosenki, które słyszymy… dopiero przy napisach końcowych. Czy warto więc oglądać? Jeżeli lubimy ciężką muzykę, może i tak, ale ja nikomu nie odważę się tego filmu polecić. Natomiast zdecydowanie warto obejrzeć muzyczne sceny otwierające i zamykające historię, jest wielce prawdopodobne, że przypadną wam do gustu i pozostaną w Waszych głowach przez długie tygodnie.











5/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Film jest zajebisty xDD
Cały znajduje się na http://www.youtube.com ^^ xD w 9 częściach trwa 88 minut xDD
Potrzebuje tytułów piosenek z tego filmu moje gadu to: 3044703 :) BuniaCytuj
http://www.lastfm.pl/music/Tenacious+D/The+Pick+of+Destiny Krzysztof Bogumilski – Tyler DurdenCytuj
znalazlem ostatnio taka stronke: http://www.tenaciousd.pl . Teksty z wiki a teledyski z YT, ale milo ze jakis rodak sie tym zainteresowal. radziolloCytuj
No teraz strona tenaciousd.pl znacząco się zmieniła! Teksty nie są z Wikipedii,jest tam mnóstwo informacji o zespole,rozbudowana społeczność i forum.Trzeba się zarejestrować ale warto :) The D rox!Cytuj