![]() |
![]() |
![]() |
Pamiętacie czasy, kiedy (na przykład niedzielnym rankiem) oglądaliśmy w telewizji urocze filmy przygodowe o rezolutnych dzieciach na egzotycznych wyspach? Jeśli macie pi razy drzwi tyle lat co ja, to na pewno pamiętacie. W owych czasach nie przewracało nam się w głowach, nie śniliśmy nawet o kinowych superhitach z megaefektami, a ogorzali ojcowie tychże rezolutnych dzieci byli prawdziwymi bohaterami, choć nie mieli obcisłego trykotu, a zwykle nawet kaloryfera na brzuchu. Chociaż dzisiaj z trudem przypominam sobie tytuły tamtych produkcji, o szczegółach fabuły nie wspominając, jednak dobrze pamiętam ten klimat, który składa się na wspomnienie chyba nieco mniej wybuchowego dzieciństwa niż to, które przeżywają dzisiejsi milusińscy. Dlatego też pomimo wszystkich niedorzeczności z uśmiechem na ustach oglądałem „Wyspę Nim”.
Nim jest jedenastoletnią córeczką mikrobiologa. Odkąd mama-oceanolog zginęła na morzu, oboje mieszkają na uroczej, rajskiej, bezludnej wyspie, gdzie pracuje tata. Od uroczych, rajskich, bezludnych wysp, które z dawnych lat pamiętamy, tytułowa różni się tym, że bynajmniej nie jest odcięta od świata. W dwudziestym pierwszym wieku w każdym zakątku świata jest Internet i wszędzie docierają najświeższe nowości wydawnicze. To właśnie prawda przyczyni się do ostatecznej porażki głównej idei „Wyspy Nim”, ale nie uprzedzajmy faktów. Póki co Nim prowadzi beztroski żywot, nie chodzi do szkoły (czym z pewnością już na starcie zdobywa sobie megarespekt oglądającej film dzieciarni), uczy się od otaczającej natury, żyje w zgodzie ze zwierzakami… i zaczytuje się w przysyłanych jej niemal pod nos bestsellerach o przygodach Aleksa Rovera, awanturnika jak się patrzy. Czujecie? Chociaż rzecz wyraźnie dzieje się całkiem współcześnie, Nim nawet idola ma bardziej takiego jak ja w jej wieku (choć szczerze mówiąc, stawiam każde pieniądze, że Pan Samochodzik skopałby zadek Roverowi) niż jak dzisiejsze dzieciaki.
Później robi się mniej różowo, bo tata wypływa w morze na poszukiwanie jakichś mikropaskudztw i po wielkiej burzy na parę dni znika. Tymczasem z oazą szczęśliwości kontaktuje się – jakże by inaczej: za pośrednictwem Internetu – znerwicowana pani pisarka, która prowadzi risercz na temat życia w cieniu wulkanu. (Nie wspomniałem, że po środku wyspy Nim stoi mniej więcej wygasły wulkan? Oczywiście, że stoi). Pani pisarce na nazwisko Alex Rover. W sensie że Alexandra. O zbiegu okoliczności mowy być nie może, bo niegroźna świruska grana przez Jodie Foster jest autorką ulubionego cyklu naszej Nim. W tym momencie zaczynają się największe fabularne schody, gdyż twórcy scenariusza (notabene armia aż czterech osób, co nigdy dobrze nie rokuje) sztandarowemu Rezolutnemu Dzieciakowi o buzi Abigail Breslin, obdarzonej spojrzeniem mądrym ponad swoje lata, każą jednocześnie być istotką naiwną ponad wszelkie standardy internetowej epoki. Myk polega bowiem na tym, że Nim wierzy w autentyczność postaci Aleksa i jest święcie przekonana, że to on do niej pisze… i we własnej osobie postanawia przybyć jej na ratunek. Tak, tak, bohaterka Jodie Foster wyrusza z San Francisco do osamotnionej dziewczynki na Pacyfiku, bo to zapewne łatwiejsze niż zorganizowanie pomocy z cywilizowanego miejsca. Następnie rozpoczynają się tak zwane perypetie.
![]() |
![]() |
Jak widać, logika nie jest mocną stroną tej produkcji. Mam wrażenie, że nawet współcześni rówieśnicy Nim mogą mieć problemy z łyknięciem ekranowej fikcji. Na dodatek ciężko o prawdziwe emocje, kiedy tata na morzu zajmuje się głównie łataniem dziur w swojej łodzi, a Nim na wyspie musi w tym czasie jedynie przegnać inwazję opasłych turystów, którzy biorą udział w „rejsie tematycznym” w pirackich klimatach. To też jakby poważny regres wobec czasów minionych, kiedy adwersarzami byliby jeśli nawet nie autentyczni piraci, to przynajmniej jacyś przemytnicy z prawdziwego zdarzenia. Mam również pewien problem z wydźwiękiem całej sekwencji, w której Nim wychodzi na młodocianą mizantropkę, o mało nie wywołując wybuchu wulkanu, aby pozbyć się Bogu ducha winnych wczasowiczów, zamiast poprosić ich o pomoc w poszukiwaniach taty. Na dodatek rezultat całego niepokoju z tymże tatą w roli głównej koniec końców byłby taki sam – oczywiście jeśli nie liczyć przybycia Jodie Foster – nawet gdyby Nim te parę dni przespała albo pod nieobecność Padre wykorzystała czas na pierwsze eksperymenty z rumem kokosowym.
Mimo tych wszystkich wad i ogólnej niedoskonałości, „Wyspie Nim” nie mogę odmówić uroku. Fajna jest ta cała niewinność. Fajne są widoki i krajobrazy. Fajny jest ciepły nastrój. Fajny jest wreszcie patent z fikcyjnym Aleksem Roverem, którego w swych fantazjach widzi nie tylko mała Nim (naturalnie obdarzając go twarzą swego taty, Geralda Butlera), ale także duża Alexandra. Zresztą skoro już o dużej Alexandrze mowa, to neurotyczna i dotknięta agorafobią postać kreowana przez Jodie Foster, choć naturalnie sztampowa i naszkicowana grubą kreską, jest całkiem zabawna, na swój sposób sympatyczna, a na dodatek obdarzona przez dialogistów kilkoma naprawdę celnymi kwestiami. Cały jej wątek pokonywania własnych fobii, a następnie podróży przez pół świata, choć sam w sobie niedorzeczny, jest chyba najciekawszym elementem filmu. Przy okazji dwa słowa – uwaga, uwaga – pochwały należą się polskiemu dubbingowi. Dialogi są zgrabne i dowcipne, synchronizacja absolutnie znośna, a Robert Więckiewicz w roli taty/Aleksa, wierzcie lub nie, autentycznie tworzy spójną postać! Tylko polska mała użyczająca głosu małej amerykańskiej okazuje się nader płaczliwa, ale taki już urok naszych młodocianych aktorek spod znaku „Stasiu, ja się bardzo boję lwa”.
I ja tylko nie wiem, dla kogo powstał ten film. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że nostalgiczni dwudziestoparo- i trzydziestolatkowie (a może także całkiem dorośli mama i tata) mają szansę spojrzeć na niego z większą sympatią niż tak zwany „target”. Dzisiaj na morzach i oceanach rządzi przecież Jack Sparrow. Czy dzisiejsze dzieciaki potrafią się jeszcze cieszyć małym? Sam nie wiem. Wiem natomiast, że zapewne przedwcześnie wyszedłem na zgreda, ale z drugiej strony zaraz bym odmłodniał, gdyby przybył mi na ratunek mój superheros w pokracznym aucie.










3/6
Oceń ten film na Filmaster.pl!
super film książka zresztą też!!Polecam również książkę morska przygoda nim oloCytuj