Wszystko co najważniejsze

Dariusz Żak - Solo

Za wszelką cenę


Uwaga: recenzja zdradza niektóre elementy
fabuły filmu!


       Clint Eastwood nie przestaje mnie zadziwiać. Dobiegający 75 lat facet pozostawił daleko za sobą swoją sensacyjno-kryminalną przeszłość filmową i jako reżyser – w pełni świadomy twórca filmowy – silnym, przepełnionym spokojem i stanowczością głosem przemawia do nas z ekranu. „Za wszelką cenę” to jego ostatnie i najbardziej dojrzałe dzieło, to film nagradzany i chwalony, ozłocony oscarowa patyną. Eastwood nie zrobił jednak tego filmu dla nagród, gdyż chce po prostu coś widzom swojego filmu powiedzieć. I to bardzo szczerze.

       Historia jest prosta – pewna dziewczyna, Maggie Fitzgerald, pragnie wyrwać się ze społecznych dołów. Za wszelką cenę. Ma jej w tym pomóc uprawianie najbardziej męskiego ze sporów, czyli boksu. Aby zrealizować swoje marzenia, nie najmłodsza już kobieta nakłania starego trenera Frankie Dunna, aby ten pokierował jej karierą. Początek „Za wszelką cenę” obiecuje klasyczny film sportowy, gdzie rywalizacja, wysiłek i determinacja zawodnika wedle wszelkich reguł filmowych musi zaprowadzić go na sam szczyt, choćby i tylko na chwilę. Eastwood wybrał jednak ten gatunek filmowy w innym celu, gdyż emocje sportowe nie leżą w kręgu jego zainteresowań. Nie w tym przypadku.

       „Za wszelką cenę” to opowieść, którą odczytywać należy na dwóch poziomach, biegnących w filmie równolegle aż do pewnego momentu, w którym splatają się w jedną całość. Jest więc dzieło Eastwooda opowieścią o dwojgu ludzi. Samotnych, odrzuconych i zaznających na co dzień życiowej goryczy. Maggie po śmierci ojca, odrzucona przez rodzinę, skazana na kelnerowanie w podłych knajpach z determinacją szuka swojej drogi życiowej. Ma dla niej stać się nią boks, a Frankie Dunn ma jej pomóc w realizacji celu. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że motorem napędowym dziewczyny jest wyłącznie prosta chęć odniesienia sukcesu. Wprost przeciwnie, Fitzgerald wiąże się na dobre i złe ze starym Dunnem, choć wraz z jej kolejnymi sukcesami na ringu ma wiele okazji by opuścić swojego trenera i rozpocząć współpracę z młodszymi i zdolniejszymi. Maggie chce jedynie odzyskania akceptacji rodziny i szacunku dla samej siebie. Z kolei Frankie, początkowo wyjątkowo niechętny trenowaniu kobiety, z czasem przywiązuje się do swej podopiecznej jak do własnej córki. Ta prawdziwa bowiem odrzuciła go i wymazała ze swojego życia wiele lat temu.

       Tych dwoje staje się z czasem czymś na kształt rodziny – oboje porzuceni przez bliskich, oboje z nieznośnym bagażem życiowych porażek. Clint Eastwood z niezwykła sprawnością, swobodą, ale także i rozwagą prowadzi ten wątek. Jego sympatia, wręcz miłość do bohaterów szybko udziela się widzom, którzy podświadomie zaczynają kibicować trenerowi i jego zawodniczce w zmaganiach z oporna materią losu. Ale reżyser nie o tym tak naprawdę chce opowiadać i dlatego wątek sportowy zostaje brutalnie złamany tragicznymi wydarzeniami na ringu. Maggie zostaje okaleczona i niezdolna do kontynuowania kariery bokserskiej. I dalej jest samotna, bo jej pazerna rodzina żyjących z zasiłku leni ogranicza się do próby wydobycia od chorej dziewczyny reszty jej pieniędzy. Od tego momentu nikt nie może mieć wątpliwości – tragedia dziewczyny dopełnia się na naszych oczach. Okaleczona i samotna, traci ostatnią nadzieję na ułożenie swoich relacji z najbliższymi. Nadzieję płonną, bo jak się okazuje, nigdy takiej szansy naprawdę nie miała. Dociera więc w swoim życiu do punktu, który kiedyś osiągnął Frankie – całkowitej samotności i goryczy świadomości utraty bliskich. Nie bez przyczyny stary trener długie tygodnie spędza przy łóżku hospitalizowanej dziewczyny, dostrzegając w jej osobie ślady własnej przeszłości.

       W tym miejscu można dostrzec prawdziwą istotę filmu Eastwooda. „Za wszelką cenę” to opowieść o cierpieniu, palących wyrzutach sumienia i bólu odrzucenia. Dunn przez całe życie dopraszający się łaski odkupienia i szukający przebaczenia swej córki (nie wiemy dokładnie, co stało się przyczyną jego rodzinnego dramatu) i obwiniający się za kalectwo swojego przyjaciela, w finale filmu musi stawić czoła kolejnej, będącej tym razem ponad jego siły tragedii, o którą ponownie obwinia sam siebie. Jego szczere chęci pomocy Maggie skończyły się tragicznie, dobre intencje w efekcie przyniosły cierpienie dla obu stron. Co gorsza, do Dunna dociera porażająca świadomość tego, iż ponownie stracił córkę, bo tym dla niego w rzeczywistości stała się jego podopieczna.

       Poczucie przegranej i życiowej klęski nie przytrafiło się jednak wyłącznie staremu trenerowi. Wypadek i kalectwo Maggie staje się dla niej tragedią odczuwaną w dwójnasób: to nie tylko utrata zdrowia i skazanie na upokarzającą wegetację, ale także uświadomienie sobie faktu, że jej zabiegi w celu odzyskania szacunku rodziny zakończyły się klęską. Scena w szpitalu, gdy przypominająca stado żarłocznych sępów rodzinka dziewczyny stara się wydobyć od
niej pieniądze, jest bodaj najdrastyczniejszą w i tak obfitującym w brutalne sekwencje filmie. Jeśli ktoś do tego momentu mógł wątpić w mistrzostwo aktorskie Hilary Swank, jego wątpliwości powinny zostać rozwiane.

       Finał filmu przepełnia gorycz. To gorycz porażki i gorycz złamanego życia obojga bohaterów. Frankie spełnia ostatnie życzenie dziewczyny i znika z oczu widzów z poczuciem dopełnienia się jego życiowej klęski. Nie wiemy, co stało się później, Eastwood nie daje szansy swojemu bohaterowi, choć w ostatniej scenie zasiewa w sercach widzów ziarno nadziei. Być może Dunn odnalazł swoją „wyspę spokoju”, ostatni dar okaleczonej Maggie.

       „Za wszelką cenę” odważnie można nazwać filmem niezwykłym. To dzieło w pełni świadomego, dojrzałego człowieka, którego można bez ryzyka śmieszności nazwać artystą ekranu. Clint Eastwood kolejnym filmem udowadnia swą twórczą dojrzałość, mówiąc o rzeczach istotnych, czasami wręcz o egzystencjalnej wadze w sposób wyciszony, klarowny i przejmujący. Znakomicie został wsparty w swych wysiłkach przez pierwszorzędne aktorstwo (w pełni zasłużone Oscary) i sugestywne, przygnębiające, oparte na szarościach zdjęcia, dzięki którym forma filmu znakomicie uwydatnia jego treść, nie rozpraszając swoją formą widzów pochłoniętych opowieścią. Żałuję jedynie, że Eastwood-reżyser nie zdobył się na odwagę całkowitego zaufania widzom, decydując się na nieustanny komentarz z offu w wykonaniu Scrappa (z filmu na film coraz lepszy Morgan Freeman), odgrywającego tu rolę głosu sumienia bohatera. Scrapp – przyjaciel Dunna, były bokser „po przejściach”, jest świadkiem dramatycznych wydarzeń z życia dwojga bohaterów, potrafi jednak uniknąć emocjonalnego zaangażowania, zachowując do samego końca stoicki spokój wobec rozgrywającej się na jego oczach tragedii. Aktorski kunszt Freemana nie podlega tu dyskusji. Niewielu potrafiłoby na jego miejscu zbudować tak wiarygodną i sugestywną postać człowieka godzącego się ze swym losem i ze spokojem akceptującego bolesne meandry życia.

       Tak oto wygląda najnowsze dzieło Clinta Eastwooda. Nie sposób przejść obok tego filmu obojętnie ani też go zlekceważyć. To dzieło silnie oddziałujące na emocje widza, przemawiające bardziej do serca niż intelektu. Eastwood stworzył dzieło niezwykłe, choć nakręcone w starym stylu, pozbawione efektownej otoczki wizualnej. Dziś takich filmów prawie nikt już nie kręci. Brudny Harry definitywnie pożegnał się ze swoją mroczną przeszłością. Teraz nastał dla niego czas rozliczeń i opowieści o tym, co tak naprawdę jest najważniejsze.



Autor : Dariusz Żak - Solo

Skomentuj recenzję :

Za wszelką cenę

Million Dollar Baby


Kraj : USA
Rok produkcji : 2004
Czas trwania : 137 minut

Reżyseria : Clint Eastwood
Scenariusz : Paul Haggis
Muzyka : Clint Eastwood
Zdjęcia : Tom Stern
Montaż : Joel Cox

Obsada :

Clint Eastwood Frankie Dunn
Hilary Swank Maggie Fitzgerald
Morgan Freeman Eddie Scrap-Iron Dupris
Jay Baruchel Danger Barch
Mike Colter Big Willie Little
Lucia Rijker Billie „The Blue Bear”
Brian F. O'Byrne Ojciec Horvak
Anthony Mackie Shawrelle Berry
Margo Martindale Earline Fitzgerald
Riki Lindhome Mardell Fitzgerald