![]() |
![]() |
![]() |
BACH! Dostaję łokciem w żebro. Nie mam czasu zastanowić się, czy mnie to w ogóle boli, ponieważ niemalże w tej samej chwili na kark skacze mi wyrośnięty blondas, a nad głową fruwa ktoś unoszony na rękach, zawadzając przy okazji glanem o czyjąś głowę. Może i poświęciłbym czas na okazanie jakiegokolwiek współczucia, ale moją uwagę skupiam już na zmierzającym z rozpędem w moim kierunku dryblasie w dread-lockach, który groźnie napręża bark. Gdy już odpieram jego atak – bądź lecę bezwładnie, odbijając się od najbliżej stojącej osoby – znajduję czas, żeby spojrzeć w kierunku świateł przebijających mrok. Spokojnie, to nie opis napadu bandytów, zakończonego moim zgonem. To standard, z którym trzeba się liczyć, jeżeli podczas koncertu metalowego chce się znajdować najbliżej sceny, uczestnicząc w tak zwanym pogo. A najlepsze jest to, że gdy się już raz tego spróbowało, nie sposób odmówić sobie przyjemności uczestnictwa w kolejnych tego typu „zabawach” podczas innych koncertów. Jeżeli już usłyszy się dźwięki muzyki, zobaczy początek narastającego pod sceną szaleństwa, nogi same rwą się w to miejsce. Chrzanić siłownię, jogging i basen, nigdzie indziej się tak nie wyszaleję, jak podczas koncertu metalowego. A na ile intensywne było to szaleństwo, przekonuję się następnego dnia, gdy już alkohol przestaje znieczulać, a ewentualne kontuzje dają o sobie znać. Ostatnimi czasy nie za często mam okazję do takich szaleństw, ale za czasów szkoły średniej korzystałem z nich regularnie i zaprawdę powiadam wam, że nic nie dawało takiego energetycznego kopa na kilka następnych dni jak porządne pogo.
Drogi czytelniku, czy czytając te słowa pukasz się wymownie w czoło? Czy zastanawiasz się jakie wartości można w ogóle odnaleźć w muzyce metalowej? A może uśmiechasz się pod nosem, wspominając podobne sceny z koncertów, na których sam byłeś? Na którekolwiek z tych pytań nie odpowiedziałbyś twierdząco, powinieneś sięgnąć po kanadyjski dokument „Metal: A Headbanger’s Journey”. Autorem filmu jest trzydziestoletni Sam Dunn, antropolog z wykształcenia, mający dotąd na koncie tylko pracę magisterską o sytuacji gwatemalskich uchodźców. Młody dokumentalista w swoim pierwszym filmowym projekcie postanowił przyjrzeć się jednak innej kulturze – kulturze, w której uczestniczy już od dwunastego roku życia. Jest nią szeroko pojmowana muzyka metalowa. Dunn w poszukiwaniu rozmówców objechał kilka krajów na dwóch kontynentach. Zdjęcia kręcił w Kanadzie, USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Norwegii. Zaowocowało to imponującym zestawem rozmówców.
![]() |
![]() |
![]() |
Alice Cooper, Tom Araya i Kerry King ze Slayera, Bruce Dickinson z Iron Maiden, Tom Morello z Rage Against the Machine, Ronnie Dio, Lemmy z Motörhead, Rob Zombie, Munky z Korna, Corey Taylor i Joey Jordison ze Slipknota, oraz Tony Iommi, Twisted Sister, Mayhem, Gorgoroth i Enslaved. Taka lista powinna zrobić wrażenie na każdym miłośniku cięższego brzmienia. Nawet jeżeli na co dzień nie słuchamy twórczości wyżej wymienionych wykonawców, nie da się zaprzeczyć, że w większości są to osoby, które wiele wniosły do gatunku, który uprawiają, zęby na wielu scenach już zjadły i swoje do powiedzenia na temat metalu niewątpliwie mają.
Autor podjął się zadania zdawałoby niemożliwego i w 96-minutowym dokumencie objął imponujący zakres tematów wiążących się z muzyką metalową. W prosty i klarowny dla laików sposób wytłumaczył segregację gatunkową. Jeżeli ktoś nie wie, czym u licha różni się power metal od New Wave of British Heavy Metal, po tym filmie powinien zostać oświecony. Oczywistym jest, że doszło przy tym do generalizacji i pominięcia wielu gatunków, takich jak gotyk czy industrial, o pomniejszych tworach w rodzaju grind core’u czy też idiotycznym love metalu już nie wspominając. Ale gdyby autor zagrzebał się zbytnio w wyjaśnianiu kolejnych hybryd, całość zrobiłaby się zbyt mętna dla laika a i na pozostałe tematy nie byłoby już w filmie miejsca.
A zakres tematów można by określić metalową jazdą obowiązkową. Dowiadujemy się o genezie gatunku, jego prekursorach, powiązaniach z muzyką klasyczną, symbolice i gestykulacji. Oczywiście autor nie uchronił się przy tym przed pewnym subiektywizmem, na szczęście dopuszczenie do głosu wielu rozmówców pozwala poznać jak najwięcej aspektów omawianego tematu. Dunn rozpoczyna od łagodniejszych tematów takich jak początki metalu czy też geneza charakterystycznego gestu wykonywanego palcami, z czasem sięga po grupie, żeby w końcu poruszyć najbardziej kontrowersyjne tematy. Poznajemy szczegóły toczących się przed laty bitw pomiędzy kapelami takimi jak Black Sabbath, AC/DC i Twisted Sister a obrońcami moralności i dobrego wychowania muzycznego. Autor omawia też kwestię obrazoburczych tekstów i projektów graficznych albumów, z „brylującym” w tym temacie Cannibal Corpse na czele.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W końcu poruszony zostaje również jeden z istotniejszych tematów, którego nie mogło zabraknąć w takim dokumencie, czyli pytanie o to, jak się ma muzyka metalowa, jej wykonawcy i treść wykonywanych utworów do satanizmu. „Metal=satanizm” to jedna z najczęstszych generalizacji, z którą można się spotkać pod każdą szerokością geograficzną. Dunn drąży ten temat, uzyskując ciekawe – chociaż dla osób, które chociaż trochę zagłębiły się w tej tematyce, mało zaskakujące – wnioski. Czołowi „sataniści” tacy jak Alice Cooper, Black Sabbath i Slayer bez ogródek przyznają, że sięgali po symbolistykę okultystyczną głównie ze względów komercyjnych, ponieważ tego właśnie oczekiwali od nich słuchacze.
Wizerunek muzyków – i nie mówię tu tylko o metalu – od zawsze był w jakiś sposób kreowany i nie ma co się w tej kwestii oszukiwać. Bunt Sex Pistols był sztucznie zaaranżowany przez sprytnego menadżera, pławiący się w luksusach hip-hopowcy śpiewają o biedzie, a na co dzień wzorowi synowie i ojcowie na scenie śpiewają o diable i cierpieniu. Nic nowego, odbiorcy trzeba dać to, czego pragnie, i szkoda tylko, że nie wszyscy to rozumieją i nazbyt serio podchodzą do przekazu twórców. Odnosi się to zarówno do przeciwników, jak i nieletnich entuzjastów, którzy podniecają się trzema szóstkami widniejącymi na okładkach płyt.
Żeby jednak nie było za różowo i nie doszło do kłamliwego stwierdzenia, że muzyka metalowa nie ma żadnych związków z prawdziwym satanizmem, autor poświęca uwagę ekstremalnym przedstawicielom norweskiego black metalu. Jak niektórzy pamiętają z początku lat 90., muzycy tamtejszych kapel z kręgu black odpowiadali za serię podpaleń kościołów katolickich, czym się do dziś chlubią, a wiele innych popularnych kapel otwarcie ich działaniom przyklaskuje. Mimochodem dochodzi przy tym do generalizacji na nieszkodliwych, przebieranych satanistów z USA i ekstremy ze Starego Kontynentu. Na szczęście sam Alice Cooper zwraca uwagę na to, że wizerunek większości norweskich kapel satanistycznych jest bardziej groteskowy niż przerażający i wiele z nich nie sposób traktować na serio. Idealnie obrazuje to twierdzenie krótki wywiad z wokalistą Gorgorotha, który mnie osobiście rozbawił do łez i do dzisiaj na jego wspomnienie rodzi się uśmiech na mojej twarzy. Nie zmienia to jednak faktu, że tak fanatyczne podejście, jakie przejawiają tamtejsi muzycy, rodzi w widzu pewne obawy, czy wydarzenia z ubiegłej dekady nie powtórzą się pewnego dnia na jeszcze większą skalę.
Czy więc należy ten film polecić przeciwnikom muzyki metalowej? Nie wydaje mi się, żeby zmienił on ich nastawienie do tej muzyki. Z zamieszczonych w filmie wypowiedzi i tak wykorzystają jedynie te, które pasują do ich teorii. Osoby o otwartych umysłach niewątpliwie wyniosą z filmu więcej, ponieważ można z niego się dowiedzieć wielu interesujących rzeczy. Na pewne sprawy spojrzeć nieco inaczej, a w przypadku innych utwierdzić w swoim przekonaniu. Miłośnikom muzyki metalowej nawet nie muszę filmu zachwalać, ponieważ zapewne nawet gdybym zrównał go z ziemią, sięgnęliby po niego tylko po to, żeby posłuchać wypowiedzi tuzów gatunku. Jest to dokument nakręcony przez entuzjastę, i to daje się odczuć. Sam Dunn czasami się zapomina i za bardzo pragnie przekonać odbiorcę do swojego zdania. Pomimo sympatii jaką wzbudza, do głoszonych przez niego „prawd” często podchodzi się z dystansem i ironicznym uśmieszkiem na ustach. Na szczęście duża ilość rozmówców dopuszczonych do głosu nie pozwoliła, żeby był to do końca materiał z odgórną tezą. A więc to, co z niego wyciągniemy, zależy już tylko od nas.















8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!