![]() |
![]() |
![]() |
Zapewne każdy przechowuje w pamięci tytuły ulubionych filmów dzieciństwa, po które z czasem z różnych powodów przestał sięgać. Nieraz lepiej się tego trzymać i do niektórych pozycji już nigdy nie wracać; bywa, że nawet ogromny sentyment nie pomoże, gdy okaże się, że to, co podobało się Jasiowi, niekoniecznie już przypada do gustu Janowi. Sam niejednokrotnie przekonywałem się o tym, nie dziwi więc, że do nieoglądanego od przeszło 12 lat „Mavericka” podchodziłem z pewną obawą.
„Maverick” narodził się na małym ekranie, to na nim w połowie ubiegłego wieku można było oglądać pięć sezonów serialu o karciarzu-kowboju. Trzy dekady później po bohatera sięgnął Richard Donner, w głównej roli obsadzając Mela Gibsona. Panowie mieli już na koncie współpracę przy cieszącej się dużą popularnością sensacyjnej trylogii „Zabójcza broń”, w której każda kolejna odsłona cechowała się coraz większym natężeniem akcentów humorystycznych. Nie było więc specjalnym szokiem, że kolejna produkcja duetu Donner-Gibson była już tytułem stricte komediowym. Zaskakujące mogło być co najwyżej osadzenie akcji w westernowej rzeczywistości, która już od dawna nie cieszyła się przychylnością masowej widowni.
Główny bohater filmu, Bret Maverick (Mel Gibson), marzy o jednym, wzięciu udziału w pokerowym turnieju. Stawka jest niebagatelna jak na ówczesne czasy – pięćset tysięcy dolarów. Zanim jednak będzie mu dane zawalczyć o te pieniądze musi najpierw zdobyć dwadzieścia pięć tysięcy dolarów na wpisowe. Do wymaganej kwoty brakuje mu już „tylko” kilku tysięcy, problem w tym, że zadłużeni u niego przyjaciele ani myślą uszczuplać stanu swoich portfeli. W drodze do kolejnych dłużników poznaje uroczą złodziejkę Annabelle Bransford(Jodie Foster) oraz szeryfa Zane’a Coopera(w tej roli „oryginalny” telewizyjny Maverick – James Garner).
Film Donnera był jedną z częściej katowanych przeze mnie kaset VHS w okresie szkoły podstawowej, zapuszczaną wszelkim możliwym znajomym i krewnym, co jest to o tyle ciekawe, że nie byłem ówcześnie specjalnym miłośnikiem westernów. Ciężko mi więc wyzbyć się skrajnie subiektywnego podejścia do tego tytułu. Jak już wspominałem, obawiałem się nieco tego „spotkania po latach”. Niesłusznie, aczkolwiek sentyment niewątpliwie zrobił swoje, skłaniając do odrobinę łagodniejszej oceny scenariusza. Zdaję sobie na przykład sprawę z tego, że wiele żartów i scen humorystycznych, które tutaj kwitowałem co najwyżej litościwym westchnięciem, w innym tytule mogłoby z mojej strony spotkać co najmniej pogardliwe prychnięcie. Nie przeszkodziło mi to jednak ocenić film pozytywnie i dobrze się nań bawić.
![]() |
![]() |
![]() |
Uczciwie mówiąc, jest to lekka, nieco bzdurna, nieco pastiszowa i nieco inteligentna komedyjka, posyłająca do widza liczne mrugnięcia okiem (najmocniejsze to epizod Danny’ego Glovera przypatrującego się przez kilka sekund Gibsonowi, ubarwiony muzycznym motywem z „Zabójczej broni” i spuentowany przez czarnoskórego bohatera słowami: „za stary na to jestem”). Scenarzysta do spóły z aktorami drwią sobie z klisz i schematyzmu westernowych postaci, nadając im nietypowych cech i wykorzystując nieostrożność widza szufladkującego ich wedle wyuczonych schematów psychologicznych, którym niejednokrotnie zaprzeczają swym zachowaniem, serwując odbiorcy solidne zdziwienie. Nie mniejszą dawką twistów fabularnych oferuje sama historia, w której do ostatnich minut wychodzą na jaw kolejne fakty wywracające do góry nogami to, co zdawało nam się, że wiemy. W czasach, gdy co drugi film sili się na zaskakujące zwroty akcji, może to wzbudzać w widzu niechęć, należy jednak pamiętać, że powstał on przed „Podejrzanymi”, „Szóstym zmysłem”, „Podziemnym kręgiem” i innymi tytułami, które rozpoczęły istną lawinę tego typy motywów w kinie.
„Mavericka” mimo wszystko nie polecam, gdyż nie jestem w stanie ocenić, jakbym go odebrał dzisiaj, nie nosząc w sobie nadbagażu pozytywnych wspomnień z dzieciństwa. To, na co ja w tym filmie tolerancyjnie przymykałem oko, uśmiechając się pod nosem, kogoś innego może poważnie irytować. Humor jest z innej epoki(to akurat dobrze), nie zostajemy zanurzeni w kloacznych dowcipach, również ilość podtekstów seksualnych jest znikoma. Widać, że „American Pie” dopiero miało nadejść i pchnąć amerykańskie komedie w niekoniecznie zadowalającym kierunku. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że do poziomu humoru scenarzysty nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Jest to dowcip różnych lotów, czasem błyskotliwy, a czasem dość głupawy bądź slapstickowy, co niekoniecznie musi odbiorcy przypaść do gustu. Mnie udało się te momenty zignorować i dobrze się bawić. Czy innym również się to uda – nie jestem w stanie zagwarantować. Mimo wszystko zobaczyć chyba jednak warto, bo jako czasoumilacz spisuje się całkiem nieźle, ale niczego wybitnie zabawnego nie należy się spodziewać.











7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Maverick jest świetny – kto lubi Indiana Jonesa, klimaty westernowe i filmy na luzaku powinien oblukać. Eh, gdzie się podziały takie lajtowe, acz nie durne filmy? MefistoCytuj