To właśnie miłość (Love actually) – All you need is love…

Kategoria: Recenzje
To właśnie miłość
To właśnie miłość
To właśnie miłość

Była przyczyną wojen, poróżniła wielu przyjaciół, dochodziło przez nią do rozlewu krwi, samobójstw i morderstw. Z drugiej strony uszczęśliwia, uskrzydla, sprawia, że życie jednak zdaje się mieć sens. O czym mowa? Oczywiście o miłości.

Filmów o miłości powstało niemal tak dużo, jak długa jest lista nakręconych dotąd obrazów.. Jest to najczęściej przewijający się motyw w większości filmów. Nieważne czy opowiadają o parze seryjnych morderców, którzy zrobili sobie krwawy rajd po kraju, czy też o wielkim poecie piszącym romans wszech czasów, zawsze gdzieś w tle bądź na pierwszym planie pojawia się miłość. Można by wręcz posunąć się do stwierdzenia, że to uczucie jest fundamentalnym elementem występującym chociaż przez chwilę w każdym dobrym filmie. Oczywiście nie można zapominać, o ogromnej liczbie przeróżnych romansów i melodramatów, czy też najbardziej nas w tej chwili interesujących komedii romantycznych. Gatunek komedii romantycznej już dawno poszedł w kierunku niestrawnym nawet dla średnio wymagającego widza. Amerykanie tak długo serwowali do znudzenia te same odgrzewane motywy, często z tymi samymi aktorami i w tych samych konfiguracjach, że jedynie masochiści bądź niepoprawni romantycy potrafili jeszcze czerpać jakąś przyjemność z oglądani ich.

Gdy już zaczynała się pojawiać obawa, że dla tego gatunku nie ma już nadziei, pojawili się Brytyjczycy, którzy wnieśli weń ożywczy powiew świeżości. Jedną z najważniejszych osób w tej grupie okazał się scenarzysta Richard Curtis, osoba odpowiedzialna za takie filmy jak „Cztery wesela i pogrzeb”, „Notting Hill” oraz filmowe scenariusze obydwu adaptacji przygód Bridget Jones. W 2003 roku twórca ten postanowił pójść za ciosem i nakręcił jedną z najlepszych komedii romantycznych, z jaką miałem do czynienia w życiu, komedii o tytule mówiącym wszystko odnośnie charakteru filmu. Tym obrazem jest „To właśnie miłość”. Curtis postanowił zabrać się za temat dość zaskakująco i zamiast skupić się na historii jakiejś konkretnej pary, nakręcił film o wielu związkach, rozgryzając temat miłości na przeróżnych płaszczyznach.

To właśnie miłość
To właśnie miłość
To właśnie miłość

Zazwyczaj, jeżeli w filmie pojawia się wielu bohaterów na pozór nie powiązanych ze sobą, można wśród nich wyłuskać osobę będącą głównym motorem napędowym filmu, której perypetie są dla nas najważniejsze i z którą prędzej czy później stykają się wszystkie pozostałe postacie. Tym razem jednak to nie człowiekowi przydzielono tę rolę. Ani nie żadnemu zwierzakowi czy też jakiemuś efektownemu gadżetowi. Zapytacie więc komu? No cóż, spójrzcie raz jeszcze na tytuł filmu, żeby otrzymać odpowiedź na to pytanie.

Co więc można napisać o fabule tego filmu, zbytnio się przy tym nie rozpisując i nie psując widzowi przyjemności z seansu? „To właśnie miłość” opowiada historie kilkorga ludzi, w których życiu w okresie przedświątecznym pojawiają się przeróżne odcienie miłości. Jedni doświadczają zdrady ze strony dwojga ludzi których kochali, inni przeżywają nieszczęście nieodwzajemnionej miłości, widzimy też dziecięcy, nieco naiwny wizerunek miłości, jak również braterski, pełen poświęcenia i oddania. Mamy do czynienia zarówno z idealizmem, jak i cynizmem, niemalże wszystko, co wiąże się z pojęciem miłości, zostało w tym filmie pokazane.

Na nic jednak najwspanialszy nawet scenariusz, jeżeli zostałby położony przez aktorów i realizację. Na szczęście również pod tym względem film stoi na najwyższym poziomie. We wszystkich epizodach pojawia się cała plejada starszych i młodszych, mniej lub bardziej gorących nazwisk. Co najważniejsze żaden z aktorów, nawet najbardziej zasłużonych, nie jest faworyzowany przez reżysera, każdy dostał swój kawałek filmu, który musiał wykorzystać najlepiej jak umiał i na szczęście nikt tej szansy nie zmarnował. Moim faworytem jest podstarzały rockman grany przez Billy’ego Nighy. Od postaci Billy’ego Mocka bije czysty cynizm, podlany niesamowitym dystansem do siebie i swojej twórczości i połączony z rozbrajającą szczerością. Mamy tutaj jeszcze wspaniałego jak zwykle Alana Rickmana, na którego wypowiedziach można by się uczyć angielskiego, śliczną acz przesłodzoną do wszelkich granic Keirę Knightley, ciapowatego jak zwykle Hugh Granta oraz… właściwie to na tym lepiej poprzestać, gdyż można tak wyliczać i wyliczać bez końca. Dość powiedzieć, że ja nie dostrzegłem w tym filmie słabego elementu pod względem obsadowym. Nawet dzieciaki są świetne i po raz kolejny zawstydzają naszych rodzimych nieletnich aktorów.

To właśnie miłość
To właśnie miłość

Żeby postawić kropkę nad „i” w tej pełnej zachwytów nad opisywaną materią recenzji, muszę wspomnieć o genialnie dobranej ścieżce dźwiękowej. Wszystkie kawałki dopasowane zostały idealnie, doskonale podkreślają ilustrowane sceny. Moim ulubionym fragmentem, jeżeli chodzi o optymalną fuzję warstwy muzycznej z wizualną, jest scena, w której Andrew Lincoln wybiega zmieszany na dwór po tym, jak wyszły na jaw jego uczucia do Juliet. W tle słychać wtedy Dido, a tekst jej piosenki w pełni oddaje aktualne odczucia bohatera. Z udziałem tej dwójki bohaterów mają miejsce jeszcze dwie inne sceny, które uwielbiam. Scena uroczystości weselnej, w której niezwykle pomysłowo odegrano piosenkę The Beatles oraz zapewne ściskająca niejedno serce scena oficjalnej deklaracji uczuć Marka, bez wypowiedzenia przy tym ani jednego słowa. Szczególnie w tej drugiej scenie zawarta jest cała kwintesencja tego filmu. Pokazuje ona, że nawet ta nieodwzajemniona miłość wcale nie musi być czymś niszczącym, ale może być piękna i uskrzydlająca. To, dokąd zaprowadzi nas to uczucie, zależy już jedynie od nas.

„To właśnie miłość” jest filmem opowiadającym o miłości, bez powodowania w widzu tak częstego w przypadku takich obrazów uczucia zażenowania. Wszystkie historie zostały opowiedziane z klasą, bez żadnych przejawów infantylizmu. Pomimo faktu, że nie zawsze mówi o rzeczach przyjemnych, jest to obraz bardzo optymistyczny. To mój numer jeden, jeżeli mam ochotę polepszyć sobie humor przy pomocy jakiegoś filmu. Ma tylko jedną niebezpieczną cechę: stwarza w widzu iluzję, że prawdziwa miłość jest przeznaczona każdemu i jedynie od nas zależy czy po nią sięgniemy…

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: To właśnie miłość
Oryginalny tytuł: Love actually
Kraj: Wielka Brytania
USA
Rok:
Czas trwania: 129 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Premier
Daniel
Billy Mack
Jamie Bennett
Harry
Juliet
Sarah
Aurelia
Natalie
Karen
Ocena:  9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!