Ponury reżim Idi Amina, dyktatora środkowoafrykańskiej Ugandy pochłonął około 300 tys. ofiar. Po raz kolejny potwierdziła się stara prawda, że najwięksi tyrani, tacy jak etiopski cesarz Hajle Sellasje, Jean Bedel Bokassa czy poniekąd Hitler i Stalin, mają dwa oblicza. Jedno oficjalne, na użytek świata, który niekiedy chwali ich nawet za otwartość i postępowość, drugie – lokalne, dużo mniej korzystne, znane wyłącznie własnym, nieszczęsnym krajanom. Na pierwszy rzut oka Idi Amin nie ma w sobie nic z afrykańskiego, prymitywnego kacyka. Bryluje na wystawnych przyjęciach oczarowując międzynarodową publiczność swoją charyzmą, inteligencją i wrodzonym wdziękiem, potrafi powołać się na antycznych klasyków i na każdym kroku podkreśla swe uwielbienie dla Brytyjczyków (a w szczególności Szkotów). Jest w nim jakaś mistyczna, panafrykańska duma.
![]() |
![]() |
To jednak tylko jedna z jego twarzy. Dyktator Ugandy – równie łatwo jak czarujący – potrafi być nieobliczalny, często wybucha nieopanowaną agresją, by za chwilę znów zatrząść się w porywie rubasznego śmiechu i przybrać pozę dobrotliwego wujaszka. Złożone usposobienie generała świetnie ukazuje pierwsza scena z jego udziałem. Oto prezydent, jak przystało na troskliwego ojca narodu, jeździ po kraju i swoimi charyzmatycznymi wystąpieniami porywa do włączenia się w wielkie dzieło budowania nowej Ugandy. To chwile tuż po przejęciu władzy, w atmosferze tego słonecznego poranka wręcz czuje się powiew radosnej euforii. Amin obiecuje lepsze jutro krajowi umęczonemu poprzednią dyktaturą. Wie, jak porwać tłumy – powietrze rozdziera jego radosny, zaraźliwy ryk „Juganda! Juganda” Jest jak szaman, hipnotyzer obdarzony niezwykłą magiczną mocą. Jego wiec przywodzi na myśl frenetyczny, rytualny obrzęd, podczas którego przejmuje on niepodzielne panowanie nad umysłami słuchaczy. Nikt zdaje się nie dostrzegać, że w rozgorączkowanym wzroku Amina czai się jakieś ponure szaleństwo.
Wśród zebranych znajduje się młody szkocki lekarz, Nicholas Garrigan, trochę lekkoduch, trochę playboy, trochę naiwny i łatwowierny idealista. Przygnała go do Afryki żądza egzotycznej przygody i chęć wyjścia z cienia ojca-perfekcjonisty. Już niedługo stanie się uczestnikiem niezwykłego, niebezpiecznego specyficznego paktu „przyjaźni”, który zwiąże jego los z losem dyktatora. Dzięki Idi Aminowi przeżyje niezapomnianą przygodę, która z pewnością niejednokrotnie będzie powracała do niego koszmarem bezsennych nocy.
![]() |
![]() |
Na razie jednak podskakuje w tłumie, razem z innymi wznosi dłoń i ufnie patrzy w świetlaną przyszłość, którą charyzmatyczny przywódca wyczarowuje przed oczami słuchaczy potęgą swej niewzruszonej pewności siebie. Za chwilę pozna inną twarz generała. Jego samochód zostanie zatrzymany na drodze – prezydent uległ wypadkowi, potrzebuje lekarza. Nie ma już śladu po poprzedniej radosnej euforii. W powietrzu unosi się groza, słychać rozdzierający ryk dogorywającej krowy, która ma jakiś związek ze zwichnięciem ręki przez dyktatora. On sam jest wściekły, dostępu do niego strzegą milczący mężczyźni, którzy bez ostrzeżenia wycelowują karabiny w onieśmielonego Garrigana. Przejmujący ryk umierającego zwierzęcia podsyca niepokój, staje się nie do zniesienia. Powodowany nagłym impulsem doktor wyrywa rewolwer zza pasa generała i oto cierpienie zwierzęcia zostaje skrócone. Niedługo później wydarzenie to zostanie sprowadzone do rangi zabawnej anegdoty, którą zachwycony Amin będzie opowiadał swoim przyjaciołom, ale teraz z pewnością nie jest mu do śmiechu…
Przed gniewem dyktatora ratuje młodego lekarza fakt, iż jest… Szkotem. Generał od dawna fascynuje się tym odległym państwem na Wyspach Brytyjskich, każe się wręcz tytułować „ostatnim królem Szkocji”. Nie przepuści takiej okazji – uczyni z oszołomionego Nicholasa swojego osobistego lekarza, powiernika, niekiedy wręcz doradcę, kompletnie nie zwracając uwagi na fakt, że tak odpowiedzialna funkcja znacznie przewyższa kompetencje zwykłego, młodego doktora.
![]() |
![]() |
Garrigan czuje się początkowo trochę przytłoczony wewnętrzną siłą prezydenta, ale też pozostaje w pewnym sensie pod jego urokiem – Amin, gdy tylko zechce, potrafi być czarujący. Zabiera młodego lekarza do krainy snu na jawie – wspaniałe rezydencje, niekończące się orgiastyczne bankiety, piękne, uwodzicielskie, tajemnicze, czarnoskóre hurysy posłuszne każdemu skinieniu. Tak bawi się dwór, podczas gdy kraj coraz bardziej pogrąża się w narastającym terrorze i ruinie gospodarczej. Nieodparcie nasuwają się skojarzenia z cesarstwem rzymskim staczającym się w otchłań dekadencji. Idi Amin przywodzi na myśl Kaligulę (scena z chwytaniem ministra na lasso – rzymski cesarz swoich dostojników wprawdzie na lasso nie chwytał, ale traktował ich równie bezceremonialnie), albo Nerona (pewnej nocy wyciąga wszystkich z łóżek, aby posłuchali jego gry na harmonijce).
Rzeczywistość zaczyna przypominać lepki od tropikalnego potu, nużący, dziwny sen, z którego trudno się obudzić. Na panowanie Amina patrzymy oczami Nicholasa, przybysza z zewnątrz, obcego kulturowo (ciekawy, subtelnie zarysowany wątek), siłą rzeczy przyjmując jego fragmentaryczny punkt widzenia. Do okazałego pałacu w Kampali prawie nie dochodzą niepokojące wieści. Doktor Garrigan nic nie wie o trupach, których jest tak wiele, że już się ich nie grzebie, tylko rzuca krokodylom. Zobaczy zmasakrowane ciała dopiero na zdjęciach brytyjskiego korespondenta, dużo później. Wprawdzie niektórzy z otoczenia władcy znikają bez śladu, gdy tylko się czymś narażą, ale Nicholas woli nie wiedzieć i nie widzieć. Niemniej jednak powoli zdaje sobie sprawę, że pętla wokół niego się zaciska, że stąpa po kruchym lodzie, gdyż dyktator staje się coraz bardziej nieobliczalny. Podświadomie czuje, że wsiadł do rozpędzonego pociągu, który prędzej się rozbije, niż zatrzyma na jakiejś bezpiecznej stacji, a tym samym wstąpił na drogę, z której nie ma powrotu.
![]() |
![]() |
Atmosfera szaleństwa narasta. Alkohol, bankiety, kobiety, noce w Kampali pełne świetlików… Amin ceni swojego szkockiego doradcę „za szczerość”, ale doktor jest zbyt słaby, żeby mówić prawdę, w istocie zadowala się bezpiecznymi półprawdami, szybko zyskując miano „białej małpy generała”. Tematem filmu wcale nie jest społeczna i polityczna analiza panowania Amina, jak może się to na pierwszy rzut oka wydawać, w gruncie rzeczy sam dyktator jest nieco w tle, choć Forest Whitaker siłą swej ekspresyjnej kreacji wręcz rozsadza ekran. Zamiast tego otrzymujemy wnikliwy portret człowieka słabego, w gruncie rzeczy dobrego i wrażliwego, jednakże zbyt zachowawczego, żeby otwarcie przeciwstawić się sytuacji, która już dawno go przerosła. Egzotyczna przygoda okazała się zbyt ciężkim brzemieniem do udźwignięcia.
W pewnym momencie Garrigan pozwolił sobą zawładnąć i w tym momencie stracił kontrolę nad własnym życiem, bez protestu dał unieść się niebezpiecznemu nurtowi, choć przeczuwał, że może go to drogo kosztować. Lekkomyślnie zawarł pakt z szaleńcem i odtąd przestał być panem swego losu. Nie „zawiniła” tu zresztą wyłącznie szamańska charyzma Amina, sam Nicholas także nie jest bez winy – pozwolił się uwieść blichtrowi, uznanie dyktatora mile połechtało jego dumę, zamiast pozostać w cieniu i leczyć najbiedniejszych w Mgambo, wolał błyszczeć w stolicy.
![]() |
![]() |
Tak więc jeszcze raz – „Ostatni król Szkocji” z pewnością zawiedzie tych, którzy będą oczekiwać jakiejś uniwersalnej przypowieści na temat natury władzy (choć w tym temacie coś by się znalazło), czy też rzetelnego, wielostronnego, zaangażowanego społecznie rozrachunkowego obrazu rozliczenia z dyktaturą Amina. Nawet tonacja zdjęć podporządkowana jest punktowi widzenia Nicholasa – szare, ponure barwy Szkocji oddają jego znudzenie krajem rodzinnym, obietnica egzotycznej przygody sprawia, że postrzega on Ugandę początkowo w jasnych, ciepłych, słonecznych barwach, zaś w miarę jego narastającego rozgoryczenia zdjęcia powoli tracą swe żywe, nasycone kolory, stopniowo przechodząc w przygaszoną, ponurą szarość.
Osią filmu jest skomplikowana relacja pomiędzy dyktatorem, a jego szkockim lekarzem. Nie tylko na otaczający świat, także na generała patrzymy za pośrednictwem Nicholasa. W pewnym sensie są podobni – jeden i drugi żyje we śnie, w świecie wyobrażeń. Garrigan na własne życzenie – długo nie zauważa, nie dopuszcza do świadomości pewnych faktów, czego przyczyną jest z jednej strony jego infantylny idealizm, z drugiej – oportunizm i wygodnictwo, wynikająca z niedojrzałości niechęć do udźwignięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Kto wie, może właśnie dlatego tak łatwo zgodził się na propozycję Amina? Oddając komuś kontrolę nad własnym życiem zmyślnie uniknął przecież konieczności podejmowania wielu trudnych decyzji…
![]() |
![]() |
Ugandyjski dyktator to natomiast klasyczny paranoik ogarnięty narastającą manią prześladowczą – nikomu nie ufa, wszystkich podejrzewa, wszędzie węszy spisek. W jego otoczeniu nikt nie może czuć się pewnie, nawet członkowie najbliższej rodziny. Pokuszę się o dość zaskakujące stwierdzenie, że Forest Whitaker jest lepszym Idi Aminem niż… sam Idi Amin. Pokazywany na archiwalnych nagraniach kończących film wydaje się nie posiadać tak magnetycznej osobowości, takiej charyzmy i tak ogromnej, hipnotyzerskiej siły oddziaływania, jak ten nieprawdziwy przecież, bo ekranowy.
Kluczem do odczytania postaci i dyktatora stała się dla Whitakera niejednoznaczność – choć wyraźnie widać, że ugandyjski dyktator był klasycznym szaleńcem, wcale nie zostaje on jednak przez aktora pokazany jak jednowymiarowa, krwiożercza bestia, odczłowieczone monstrum. Momentami wydaje się wręcz nad wyraz przenikliwy, nieprzeciętnie inteligentny. Aktor potrafi doskonale wykorzystać kontrast pomiędzy swą poczciwą, dobroduszną fizjonomią, a grozą i szaleństwem swej postaci. Obwisłe policzki zmęczonego buldoga, do tego znużone, przenikliwe spojrzenie, wykrzywione szaleństwem białka oczu, smoliście czarnej twarzy, tubalny głos – przy tej wyrazistej postaci prawdziwy Idi Amin jawi się jako zwyczajny, pozbawiony charyzmy otyły mężczyzna o przeciętnej twarzy. Prawdziwa oscarowa rola, wielki atut tego wciągającego, intrygującego filmu, który powinien spodobać się wszystkim interesującym się tematyka afrykańską, czy też lubiącym oglądać na ekranie powikłane psychologiczne interakcje pomiędzy ciekawie zarysowanymi bohaterami, jak również tym, którzy cenią przewrotne opowieści o baśniach z tysiąca i jednaj nocy powoli, acz nieubłaganie przeistaczających się w senny koszmar…

















Oceń ten film na Filmaster.pl!