![]() |
![]() |
![]() |
Lars to typ samotnika. Mieszka w garażu, obok domu zajętego przez starszego brata i jego ciężarną żonę. Na ich liczne zaproszenia do zjedzenia wspólnego posiłku reaguje unikami i odmowami. Podobnie zachowuje się w relacjach z innymi ludzi, z którymi ma na co dzień styczność. Przyparty do muru wdaje się w krótkie rozmowy, ale wprost bije od niego chęć ucieczki w jakiś odosobniony kąt. Nagle wszystko jednak się zmienia. Przyjeżdża do niego kobieta poznana przez Internet. Podekscytowany zwraca się do bratowej z prośba udostępnienia pokoju gościnnego (przecież przyzwoity kawaler nie zaproponuje młodej damie spania pod jednym dachem). Zaprasza ukochaną na kolację z rodziną i wtedy okazuje się… że to lalka, a konkretnie droga (żadna tam gumowa tandeta z rozdziawionymi „ustami”) sex-zabawka imitująca prawdziwą kobietę. Szybka wizyta u miejscowego psychiatry (na co dzień lekarki pierwszego kontaktu) i okazuje się, że rodzina nie ma innej rady jak wkroczyć wraz z Larsem w jego wyimaginowany świat. W krótkim czasie do krewnych dołącza cała lokalna społeczność.
Długo się „obwąchiwałem” z tym filmem, czekając na właściwy „nastrój” na kino potencjalnie ciężkie gatunkowo. Niepotrzebnie. Nie ma mowy, żeby złapać po tym tytule doła na resztę dnia, nie jest to bowiem kolejna ciężka klimatycznie historia o chorobie psychicznej. Co więcej, nie tylko nie przygnębi a wręcz nastroi pozytywnie na kilka następnych dni. Reżyser nie rozczula się nad chorobą bohatera i jej skutkami, przygląda się mu z ciepłem i wyrozumiałością, a nawet humorem, który, chociaż bazuje na tragedii bohatera i jego rodziny, ani na moment nie ociera się o szyderstwo i drwinę. Kto widział „Ellinga”, ten powinienem wiedzieć, z jakiego rodzaju portretem choroby psychicznej mamy do czynienia. Nieprzypadkowo wspominam o tym tytule. „Miłość Larsa” to dość typowy skandynawski komediodramat, tyle że zrobiony za Oceanem. Gdyby nie angielskojęzyczni aktorzy naprawdę można by się dać nabrać, że to wzorcowe kino z rejonów zamieszkiwanych przez potomków wikingów. Zimny, śnieżny i ponury świat. Niespieszne tempo akcji. Poważna, dramatyczna fabuła, podana z humorem, lekkością i urokiem. A do tego główny bohater ma typowo skandynawskie imię.
![]() |
![]() |
Ma to jednak swoje minusy. Jeżeli szukacie ciężkiego, przytłaczającego swą grozą tytułu spod znaku Cronenbergowskiego „Pająka”, to nie jest film dla was. Tutaj mamy dramat choroby, ale zostaje ona osłodzona postawą pełnej wyrozumienia i ciepła lokalnej społeczności. Początkowo wszyscy są rzecz jasna zaskoczeni, zmieszani i zszokowani charakterem urojeń Larsa (ciężko, żeby nie byli), ale zdumiewająco szybko i lekko przechodzą nad nimi do porządku dziennego i wszyscy jak jeden mąż odgrywają swe role w iluzorycznym świecie zrodzonym w głowie bohatera. I na to można prychać i reagować sceptycznymi uśmieszkami. Wszakże nawet w tak małych i blisko ze sobą żyjących społecznościach musiałaby się znaleźć chociaż jedna czarna owca robiąca sobie żarty z Larsa. Ale nie tutaj i na swój sposób ma to sens.
„Lars i prawdziwa dziewczyna” nie miał być realistycznym filmem o chorobie psychicznej. Choroba jest punktem wyjścia do opowieści o radzeniu sobie z własnymi demonami i o tym, jak przy pomocy ludzi dobrej woli możemy je zwalczyć. Naiwne? Pewnie. Ale bynajmniej nie tandetne czy ckliwe. Reżyserowi nie zabrakło wyczucia w kreśleniu filmowego świata i granic infantylizmu akceptowalnych przez widza nie przekroczył, co nie znaczy, że ten nie wyda z siebie wiele razy pomruku powątpiewania w reakcji na oglądane wydarzenia.
Z wyjątkiem powyższej kwestii, nie mam do czego więcej się przyczepić. Film zagrany jest pierwszorzędnie przez nieopatrzone twarze (w głównej roli, znany przede wszystkim z „Fanatyka”, Ryan Gosling, który aktorem jest niebanalnym, chętnie sięgającym po równie niebanalne role), realizacja bez zarzutu, szczególnie reżyseria, odwołująca się do skandynawskiego kina, roztaczająca nad całą historią ten charakterystyczny, słodko-gorzki klimat pozostawiający na odbiorcy swój odcisk, a przy tym uczucie niezaspokojenia i chęci zasmakowania go jeszcze raz. I nieważne, że będziemy znali już historię bohatera, to nieistotne – jak się to wszystko zakończy, widz spokojnie może się domyślić już za pierwszym razem, ale to nie zmienia faktu, że oglądanie historii znajomości Larsa z plastikową dziewczyną to czysta przyjemność przywołująca nieustannie ciepły uśmiech na naszych twarzach.










7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Uwielbiam ten film. Obejrzałam go właściwie tylko dlatego, że gra w nim mój ulubiony aktor- Ryan Gosling, jednak fabuła i wykonanie filmu nawet bez Ryana są bardzo dobre. TovaCytuj