![]() |
![]() |
![]() |
Niewielki kościółek gdzieś na uboczu. Kilku członków orkiestry usiłuje zagrać jakiś utwór na swoich instrumentach, choć niestety nie przynosi to zadawalających efektów. W pobliżu znajduje się mała stacja paliwowa. Czarny, potężnie zbudowany mężczyzna podchodzi do dystrybutora, chwyta za podajnik, ale jakby nie mógł sobie przypomnieć, do czego on służy. Tuż obok przechodzi para, najwyraźniej bliskich sobie młodych ludzi. W żadnej z tych scen nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie jeden drobny szczegół – wszyscy wspomniani wyżej bohaterowie są martwi.
Po raz czwarty George A. Romero wraca do tematu, który uczynił go twórcą sławnym i uwielbianym w kręgach miłośników kina grozy. 20 lat po powstaniu „Dnia żywych trupów” kończącego trylogię filmów składających się na swoistą „dobę żywych trupów”, raz jeszcze postanowił powrócić do świata zalanego plagą istot „żywych inaczej”. Przez te kilka dekad od prekursorskiej „Nocy żywych trupów” pojawiła się cała masa mniej lub bardziej udanych tytułów z udziałem zombie. Jedne były śmiertelnie poważne, czasem ocierające się o przesadny realizm w pokazywaniu scen przemocy, inne podano w konwencji humorystycznej, a nawet drwiącej z reguł rządzących tym gatunkiem, jak chociażby niedawny „Shaun of the Dead”.
Przez ten czas żywe trupy zdążyły się już widzom „przejeść”. Jakkolwiek na swój sposób urocze i interesujące, to jednak temat ten powielany w niezliczonej ilości filmowych kalek zwyczajnie się znudził. Próbowano nieco uatrakcyjnić tych specyficznych bohaterów umożliwiając im wypowiadanie nieskomplikowanych słów, najczęściej służących do wyartykułowania przez nich nazwy najbardziej interesującej ich części ludzkiego ciała, tzn. mózgu. Przed kilkoma laty w filmie „28 dni później” zniwelowano jedną z ich największych ułomności czyli charakterystyczne, powolne poruszanie się.
Z tego samego patentu skorzystał również Zack Snyder kręcąc „Świt żywych trupów”. Był to niewątpliwie ciekawy pomysł – niszcząc jedną z najważniejszych cech charakterystycznych zombie, uczyniono je istotami jeszcze bardziej niebezpiecznymi i wprawiającymi w trwogę. Teraz nie musiały już wyskakiwać zza jakiejś szafy, biurka czy też innej kryjówki, żeby skutecznie eksterminować ludzi. Wystarczyło, że bohater znalazł się na odsłoniętym terenie beż żadnej broni, żeby jego dalszy los był przesądzony.
![]() |
![]() |
![]() |
Właśnie w takim momencie, w chwili, gdy temat został już pozornie wyeksploatowany na wszelkie możliwe sposoby, ojciec chrzestny tego gatunku postanowił wrócić do gry. Już na wstępie nie będę ukrywał, że jest to powrót w wielkim stylu, nie ograniczający się do powielania utartych schematów, ale wnoszący do nich prawdziwy powiew świeżości.
Historia opowiada tym razem o świecie od dłuższego czasu borykającym się z plagą zombie. Hordy umarlaków opanowały już większość dużych miast i małych miasteczek. Ludzie zdążyli się już otrząsnąć po pierwszym szoku, przegrupowali siły i zabezpieczyli swoje schronienia przed licznym, choć na szczęście nie zorganizowanym wrogiem. Mamy możliwość obserwować jeden z przyczółków ludzkości, miasto doskonale zabezpieczone przed inwazją zombie, w którym istnieje wyraźny podział na tych uprzywilejowanych i całą resztę „zwykłych” ludzi. Ludzie, jak to ludzie, szybko zdołali zbudować nowe stosunki społeczne, nie pozbawione niestety cech klasowych.
Bohaterami filmu są szabrownicy, którzy zajmują się wypadami na tereny zajmowane przez „nieżywych”, żeby przywozić z nich dobra deficytowe w mieście, takie jak leki i alkohol. Jak to jednak w życiu bywa, tam gdzie są podziały klasowe, tam też pojawia się ambicja do zmiany swojego statusu społecznego, która zazwyczaj nie prowadzi do niczego dobrego.
Fabuła jest dosyć interesująca, chociaż niewątpliwie prosta. W porównaniu jednak do historii z poprzednich części sagi, które opierały się w zasadzie na przeżyciu kolejnych ataków zombie, fabuła nowego filmu Romero może uchodzić za niezwykle rozbudowaną. To jednak nie ona jest ważna w tym filmie – najważniejszym i najbardziej interesującym jego punktem są tytułowi antybohaterowie i to wcale nie dlatego, że są krwiożerczy, straszni, jest ich dużo, lubią wrzucić coś na „ruszt”, a z ciał odpadają im kawałki mięsa. Romero zdecydował się mianowicie na dosyć odważny krok i postanowił zmienić nieco postrzeganie zombie w oczach widzów. Udało mu się sprawić, że spojrzałem na ten problem z zupełnie innej perspektywy. Aż ciężko w to uwierzyć, ale wraz z rozwojem historii, zombie zaczynają się jawić jako wojownicy w walce o wolność i godność – ideałów, jak się okazuje, nieobcych nawet istotom „żyjącym inaczej”.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Prawdziwymi bestiami w tym filmie stają się ludzie, którzy – gdy tylko zaczerpnęli nieco tchu i nauczyli się wykorzystywać pewne ułomności przeciwników korzystając przy okazji z przewagi, jaką dawała im technologia – pokazali swoje pazury. Mamy tu liczne przypadki okrutnego traktowania zombie, z którymi urządza się barbarzyńskie zabawy traktując ich jak zabawki. A przecież nie należy zapominać, że istoty te do niedawna były przecież ich sąsiadami, krewnymi bądź przyjaciółmi.
Okrutny los pojmanych zombie czyni ich niemalże męczennikami. Z więzionymi istotami prawie jak z kucykami w cyrku robi się „zabawne” zdjęcia, torturuje się ich wykorzystując ich nadzwyczajna „żywotność” – służą miedzy innymi jako tarcze strzelnicze oraz organizuje się z ich udziałem pojedynki przypominające znane z podziemnego światka walki psów. Już takie „zabawy” na nierozumnych istotach budzą wątpliwości moralne, a dość niespodziewanie rodząca się w zombie świadomość jeszcze mocniej podkreśla ten problem.
Niczym człowiek pierwotny, metodą prób i błędów, a często po prostu za sprawą przypadku, zombie zaczynają się na nowo uczyć różnych rzeczy, powoli z coraz większą świadomością postrzegają świat i wykorzystują to na swoją korzyść. W tym wszystkim niebagatelną rolę odgrywa wspomniany wcześniej czarny, barczysty mężczyzna, najprawdopodobniej były pracownik stacji benzynowej, który wyrasta na charyzmatycznego przywódcę tych istot. To za jego sprawą niezorganizowana, pozornie bezmyślna masa łączy się w całość i zaczyna sukcesywnie przeć w kierunku siedzib ludzkich, żeby zawalczyć o swoje prawa. O ile na początku można sądzić, że chodzi tutaj jedynie o eksterminację wszystkiego, co żyje, tak naprawdę okazuje się to być walką o godność i lepsze jutro. Sam się zdziwiłem, jak wielką sympatię do zombie zdołał wzbudzić we mnie reżyser nie ujmując przy tym niczego z ich grozy. Wciąż są to niezwykle niebezpieczne istoty, które zjadają żywcem pojmane ofiary nie szczędząc im przy tym okrucieństwa.
Jednak po raz pierwszy w filmie z tej serii mamy do czynienia z istotami świadomymi krzywdy, jaką czyni im człowiek i jak to powiedział jeden z bohaterów filmu, szukającymi swojego miejsca na ziemi. W okrzyku ich przywódcy więcej jest bólu i cierpienia, niż nienawiści i wściekłości. Pod koniec filmu niemalże odzyskuje świadomość tego, kim był za życia. To niewątpliwie znak nowego kierunku, w jakim podąży seria. Ciekawe jak daleko odważy się posunąć reżyser w następnej części sagi. Jak spojrzy na postacie tytułowych antybohaterów i w jakim kierunku podąży z rozwojem tychże postaci? Jak na razie jednowymiarowym przez wiele dekad istotom zdołał po raz pierwszy w historii tego gatunku nadać jakichś interesujących cech osobowości, czyniąc ich nareszcie postaciami niejednoznacznymi. Są to wciąż postacie okrutne i przerażające, ale zarazem pełne tragizmu potęgowanego rodzącą się świadomością tego, co zostało im odebrane. „Ziemia żywych trupów” wciąż pozostaje przedstawicielem kina gore, pełnego krwi i wnętrzności rzucanych na ekran, ale za to z elementami dosyć nietypowej, ale jakże oryginalnej opowieści o tolerancji dla inności.
George A. Romero pokazał, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w temacie filmów o zombie i podczas gdy młodzi naśladowcy wciąż tworzą wariacje jego dokonań sprzed kilku dekad, ograniczając się jedynie do pewnych kosmetycznych modyfikacji, on powrócił w wielkim stylu wprowadzając serię z impetem w XXI wiek. Mam tylko nadzieję, że na następny element sagi nie przyjdzie nam czekać tak długo jak ostatnim razem.















7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!