![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W kontekście tarantinowskiego „Kill Billa” kinomani bardzo często mówią o cytatach bądź zapożyczeniach, jakich utalentowany Amerykanin dopuścił się w swoim dziele. Nawet mniej uważny widz wychwyci nawiązania do spaghetti-westernów, bądź filmów kung-fu z lat siedemdziesiątych. Co bardziej obeznani z kinem zauważą sceny cytujące konkretne mniej lub bardziej znane pozycje. Natomiast mało kto wie, że Quentin, kręcąc film o blondwłosej, żądnej zemsty niewieście, po mistrzowsku władającej kataną, najwięcej, delikatnie mówiąc, zapożyczył z japońskiego dzieła Toshiyi Fujity z 1973 roku zatytułowanego „Lady Snowblood„.
Film ten to adaptacja klasycznej mangi autorstwa Kazuo Koike i Kazuo Kamikury. Fabuła jest niezwykle prosta i w wielu elementach jakby skądś znana. Oto pewien nauczyciel podróżujący wraz z żoną i synem do wsi, w której ma podjąć pracę, zostaje napadnięty i zamordowany. Podobny los spotyka jego syna. Żonę natomiast złoczyńcy torturują i gwałcą. W efekcie jedynym jej celem staje się zemsta na zwyrodnialcach, którzy zniszczyli jej życie. Rodzi córkę, po czym umiera, a dziewczyna staje się jakby narzędziem, za pomocą którego matka dokonuje odwetu, ramieniem umęczonej kobiety, która zza grobu wymierza sprawiedliwość.
Yuki, bo tak na imię ma dziewczyna, poznajemy gdy ma 19 lat i z zimną krwią zabija bandytów, którzy mieli nieszczęście stanąć na jej drodze. Wykazuje się przy tym kocią zręcznością i zegarmistrzowską precyzją we władaniu śmiercionośnym orężem. Następnie reżyser serwuje nam retrospekcje, z których między innymi dowiadujemy się, jak wyglądało mordercze szkolenie, które w dzieciństwie przejść musiała Yuki, aby być jak najlepiej przygotowaną do spotkania ze swoim przeznaczeniem. W „Kill Billu” Quentin Tarantino ewidentnie nawiązuje do tych sekwencji w scenach, w których mistrz Pai Mei szkoli Pannę Młodą. Jak już wcześniej pisałem, takich zapożyczeń jest tu znacznie więcej – oba filmy są, niczym książka, podzielone na rozdziały. Kilka scen Amerykanin niemal żywcem zerżnął z japońskiego obrazu. Przykładem może być ujęcie, w którym złoczyńcy patrzą z góry, z pogardą na cierpiącą kobietę, albo ostatnia scena krótkiego, ale dramatycznego pojedynku w ogrodzie nocą pośród padającego śniegu. W obydwu filmach ta sekwencja odznacza się wizualnym pięknem. Mamy nawet rysunkową wstawkę, choć u Fujity są to tylko nieruchome obrazki. Tarantino czerpał z dobrych wzorców.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wróćmy jednak do „Lady Snowblood”. Yuki jest delikatną dziewczyną, o eterycznej wręcz urodzie. Nikt się po niej raczej nie spodziewa krwawych wyczynów, których dziewczyna jednak się dopuszcza. Działa jak automat, gdyż jej istnienie zostało zdeterminowane praktycznie już w dniu poczęcia. Chwilami, oglądając do czego zdolna jest dziewczyna, widz zaczyna wątpić, czy mogą się w jej wnętrzu gnieździć jakiekolwiek ludzkie uczucia. Okazuje się, że tak. Pomimo zaciętej, nieruchomej, kamiennej twarzy, od czasu do czasu można dostrzec w Yuki ludzkie odruchy. Czasem w jej oczach można dostrzec smutek, graniczący niemal z rozpaczą nad faktem, że los, jaki jej zgotowano, naznaczony jest przemocą i śmiercią, że nigdy nie będzie jej dane cieszyć się życiem i młodością, że nawet jeśli zemsta się dopełni, to trudno będzie jej zapomnieć o krwawej ścieżce, którą kroczyła tak długo. Czasem po policzku Yuki potoczy się łza… W postać bohaterki wcieliła się Meiko Kaji, która ze swojego zadania wywiązała się bardzo dobrze, a smutek i emocje jakie targają Yuki, wypadły całkiem wiarygodnie. W ogóle, w przeciwieństwie do „Kill Billa”, film Fujity utrzymany jest raczej w poważnym tonie, a elementów, które mogłyby budzić uśmiech na twarzy nie ma na szczęście zbyt wiele.
O charakterze tego typu filmów często stanowią walki i pojedynki na miecze. Nie jestem specem w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że i ten element wypadł nieźle. Yuki, kryjąca śmiertelne ostrze w parasolce, podczas walk porusza się z niesłychanym wdziękiem. Naprawdę aż przyjemnie na nią popatrzeć. Z kolei jej przeciwnicy służą raczej jako “mięso armatnie”, dziewczyna zabija ich seriami, krew tryska strumieniami, a umierający krzyczą jak należy. Być może trochę rozczarowują pojedynki z głównymi wrogami pięknej Lady Snowblood (z których jeden jako żywo przypomina Buda z “Kill Billa”), ale, zważywszy na całą resztę, nie przeszkadza to aż tak bardzo.
“Lady Snowblood”, podobnie jak wiele innych japońskich filmów, pomimo swojej brutalności jest przepełniony swoistym liryzmem. Uroda Yuki, chwilami piękne zdjęcia, narrator w poetycki sposób od czasu do czasu opisujący wydarzenia tylko potęgują to wrażenie. Oczywiście produkcja ta nie jest pozbawiona wad – aktorzy nie zawsze grają na równym poziomie, operator momentami (na szczęście rzadko) macha kamerą, jakby kręcił film zrealizowany według zasad Dogmy, a sporo scen rozgrywa się w ciemności i czasem po prostu nie widać, co się dzieje. Także fabuła niekoniecznie zaskakuje wyrafinowaniem, ale warto poszerzyć nieco horyzonty i zapoznać się z tym mimo wszystko mało znanym filmem. Warto dać szansę historii Yuki, gdyż chwilami “Lady Snowblood” ociera się o prawdziwą kinową magię













8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!