Kung Fu Szał (Gong fu/Kung Fu Hustle) – Pół żartem, pół pięścią

Kategoria: Recenzje
Kung Fu Szał
Kung Fu Szał
Kung Fu Szał

Cztery lata temu był sobie film… Film trudno dostępny w naszym kraju oficjalną drogą, ale robiący furorę wśród wtajemniczonych. Opowiadał o mistrzowsko posługujących się sztukami walki dawnych adeptach klasztoru Shaolin, którzy pewnego dnia postanawiają adaptować swoje umiejętności na potrzeby… piłki nożnej. Ten film to „Shaolin Soccer”, a nakręcił go Stephen Chow będący jednocześnie odtwórcą jednej z głównych ról.

Film przez swoją oryginalność, świetne sceny potyczek na boisku piłkarskim i niezwykle specyficzny humor stanowił dla widowni powiew świeżości. W 2004 roku Stephen Chow poszedł za ciosem i nakręcił kolejny film, w którym ponownie zagrał jedną z głównych ról. Ten film to „Kung Fu Hustle”. Tym razem również nie mieliśmy okazji obejrzeć go w naszych kinach, ale za to już niedługo zostanie u nas oficjalnie wypuszczony na DVD jako „Kung Fu Szał”.

Film opowiada o mieszkańcach małego osiedla, którzy zadzierają z groźnym gangiem nazywającym siebie „Siekierami”. Gdy już wydaje się, że sytuacja mieszkańców jest tragiczna, okazuje się, że żyją wśród nich trzej mistrzowie sztuk walki: niezwykle sprawnie przebierający kończynami rolnik, mistrzowsko wywijający przeróżnymi kijami kucharz oraz uzbrojony w duże metalowe pierścienie krawiec-homoseksualista. Gdy gangsterzy dostają od nich niespodziewany łomot, decydują się na wyciągnięcie asa z rękawa i zgłaszają się do najniebezpieczniejszych zabójców na świecie. Właściwie są to posiadacze drugiego miejsca w tym nieoficjalnym rankingu, ponieważ niepodważalnie najgroźniejszy zabójca na świecie znajduje się obecnie w zakładzie psychiatrycznym. Fabuła tego filmu do najwybitniejszych nie należy i jego pierwsza połowa może niektórych znudzić. Zapewniam jednak, że odpuszczenie sobie „Kung Fu Szał” w tym momencie byłoby poważnym błędem. To co reżyser wyprawia w drugiej połowie filmu, o klasę przebija najlepsze patenty z „Shaolin Soccer”.

Kung Fu Szał
Kung Fu Szał
Kung Fu Szał

Obraz ten jest jedną wielką zgrywą i jakiekolwiek próby podejścia do niego na serio są pomysłami totalnie chybionymi. Wszystko jest wzięte w ogromny nawias umowności i jeżeli nie spojrzymy na ten film z dystansem i przymrużeniem oka, będzie to dla nas zmarnowane 100 minut. A wystarczy obniżyć nieco aktywność swoich szarych komórek, nie doszukiwać się we wszystkim większego sensu, żeby naprawdę dobrze się bawić. Jest to najczystsza rozrywka, technicznie stojąca na wysokim poziomie. Świetna muzyka i udźwiękowienie, doskonałe zdjęcia i robota montażowa, a ponad to wszystko wybijają się naprawdę znakomite efekty specjalne. Mając odpowiednie środki finansowe reżyser zrealizował swoje najdziwniejsze pomysły: chmury unoszące się nad negatywnymi bohaterami, efektownie komputerowo tunningowane sceny walk oraz masę innych wizualnych smaczków cieszących nasze oczy. Efekty nie są stosowane, żeby zamaskować brak wprawy aktorów w wywijaniu kończynami i spróbować uczynić je wiarygodnymi i realistycznymi. One po prostu pozwalają im przekroczyć ograniczenia ludzkiego ciała pozwalając tym samym otrzeć się o stylistykę pojedynków znanych z przeróżnych seriali anime z Dragon Ballem na czele. Sceny mordobić są świetne, dynamiczne, często zaskakujące przebiegiem wypadków i pomysłami aranżacyjno-technicznymi. Nie należy również zapominać o tym, że reżyser przemycił do filmu wiele odniesień do innych obrazów. Najbardziej rzucającym się w oczy jest nawiązanie do pamiętnej sceny korytarza zalanego krwią z „Lśnienia” Stanleya Kubricka. Najwięcej jednak w filmie Stephena Chow odniesień do różnych „mainstreamowych” produkcji takich jak „Matrix”, amerykańska „Godzilla”, „Wejście smoka”, „Top Hat”, a nawet animowanych filmów Warner Brothers oraz jego własnego „Shaolin Soccer”.

W przypadku tego filmu nie warto rozwodzić się nad wartościami artystycznymi i analizować aktorstwa. Wystarczy powiedzieć, że praktycznie wszystkie kreacje zostały odegrane przyzwoicie i z wyrazem. Postacie są mocno przerysowane, żeby dosyć jasno przedstawić ich charaktery, nie dając szans widzowi na wszelaką nadinterpretację i doszukiwanie się w nich jakiegokolwiek wewnętrznego konfliktu. Mamy więc krzykliwą babę, złego do szpiku kości bandytę, zniewieściałego geja no i drobnego złodziejaszka, który co prawda przechodzi pewną przemianę wewnętrzną, ale zostaje to przedstawione na poziomie telenoweli brazylijskiej.

Ogólnie największym minusem filmu jest okrutnie przewidywalny scenariusz. Niemal wszystkich końcowych rozwiązań domyśliłem się z dużym wyprzedzeniem. Niestety „Kung Fu Szał” to dzieło posługujące się wieloma schematami, ale sądząc po ilości zawartych w nim odniesień do innych obrazów, można z dosyć dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że oryginalność fabuły nie była nadrzędnym celem reżysera.

Pomijając jednak tę drobną bolączkę, trzeba uczciwie przyznać, że „Kung Fu Szał” jest, wbrew pozorom inteligentnym, profesjonalnie zrobionym kinem rozrywkowym stojącym na najwyższym poziomie. Ten film to czysta rozrywka i całe szczęście, że twórcy nie próbowali udawać, że jest inaczej. Takie produkcje są zdecydowanie również potrzebne, żeby po ciężkim dniu w pracy lub w szkole móc się zrelaksować przy czymś niezobowiązującym ale niewątpliwie ciekawym.

Kung Fu Szał

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Kung Fu Szał
Oryginalny tytuł: Gong fu
Kraj: Chiny
Hongkong
Rok:
Czas trwania: 100 minut
Reżyseria:
Scenariusz:



Zdjęcia:
Muzyka:



Montaż:
Obsada:
Sing
Brat Sum
Szef gangu Krokodyli
Przywódca gangu Siekier
Fong
Donut
Coolie
Żebrak
Krawiec
Inspektor Chan
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!