Jeszcze nie wieczór – Starość aktora

Kategoria: Recenzje

Starość jest tematem, który niełatwo ująć na taśmie filmowej. Doświadczony dokumentalista Jacek Bławut w swym pierwszym filmie fabularnym mierzy się z nim, łącząc fikcję z rzeczywistością, a jednocześnie snując autotematyczną opowieść o sztuce i aktorstwie. W pierwszy odruchu chciałem napisać następujące zdanie: akcję „Jeszcze nie wieczór” reżyser umieszcza w Domu Aktora Weterana w Skolimowie, który staje się de facto jednym z głównych bohaterów spektaklu. W istocie jednak należałoby podkreślić odwrotną kolej rzeczy. To od domu wszystko się zaczęło, bowiem reżyser chciał opowiedzieć o nim i jego mieszkańcach od kilkunastu już lat. Fabuła przyszła później, co zresztą widać.

Do domu spokojnej starości dla aktorów przyjeżdża podstarzały, choć nadal pełen życia Jerzy (Jan Nowicki), wciąż amant i lekkoduch, wciąż niepoprawny i wciąż „zawiany”, dosłownie i w przenośni. Przybywa tam, bo ponoć potrzebuje wyjść na prostą. Jak na gwiazdora przystało, z pompą wchodzi w malutki świat, w którym napotyka starych kolegów ze sceny, a nawet dawno minioną miłość, o której nic nie wiemy, ale wszystkiego możemy się domyślać. Mierzi go panujący wokół bezruch i marazm, nie chce  dostosować się do atmosfery Skolimowa, gdzie życie starych ludzi płynie tak wolno, że niemal stoi w miejscu. Wpada zatem na pomysł – napotkawszy podczas spaceru zaiste tajemniczego wielkiego, czarnego pudla – aby wszyscy mieszkańcy, choćby i ci najbardziej niedołężni, wspólnie wystawili „Fausta”, ostatnie przedstawienie ich życia. Młody więzień, zatrudniony w Domu Aktora w ramach prac społecznych,  proponuje, by sztukę pokazać w jego zakładzie karnym.

Jeszcze nie wieczór

To w zasadzie cała fabuła. W filmie Bławuta najbardziej liczą się bowiem postacie prawdziwych, sędziwych aktorów, w większości rzeczywiście zamieszkałych w domu w Skolimowie. „Jeszcze nie wieczór” najlepszy jest wtedy, gdy cokolwiek pretekstową fabułę przeplata spojrzeniem właśnie na nich. Nie ma znaczenia, że jedni otwarcie grają samych siebie, inni zaś na użytek filmu przybierają imiona pozornie fikcyjnych postaci. Wszystkim im reżyser przygląda się bacznie, z szacunkiem, acz nie odwracając wzroku. Zresztą także aktorzy „przyjezdni”, grający tu zwykle role znaczniejsze – Nowicki, Tyszkiewicz, Szaflarska, Andrycz – nie tworzą fikcji, lecz odciskają na taśmie filmowej piętno swego aktorskiego emploi oraz publicznego wizerunku i (jak celnie ujął to Paweł T. Felis) „grają własne legendy”.

Jest więc „Jeszcze nie wieczór”, jak wspomniałem na wstępie, specyficzną mieszanką prawdy i fikcji, między którymi brak wyraźnej granicy. Jacek Bławut wraz z ekipą – tak jak porównywany do McMurphy’ego z „Lotu nad kukułczym gniazdem” filmowy Jerzy (lub, jeśli kto woli, autentyczny Nowicki) – wniósł w życie starych pensjonariuszy odrobinę świeżego powietrza. Odżywają, choćby tylko nieznacznie, jako aktorzy, ktoś jako sufler, ktoś jako choreograf. Patrząc na nich oczyma reżysera, zastanawiamy się, czym jest starość ludzi sztuki – i ludzi w ogóle. Nie dostaniemy jednoznacznej odpowiedzi. Wiele w tym filmie goryczy, świadomości, że właściwie wszystko już minęło. Leciwym aktorom brak energii, ktoś mniej wrażliwy powiedziałby, że bardziej egzystują, niż żyją… A jednak są pełni godności, podtrzymują wspomnienia, pielęgnują miłość – tę spełnioną i tę niespełnioną.

Jeszcze nie wieczór

Świetnym przykładem zmieszania fikcji i prawdy, a jednocześnie bodaj najbardziej wzruszającym motywem filmu, jest wątek małżeństwa Barbary (Danuta Szaflarska) i Freda (Fabian Kiebicz), tracącego kontakt z rzeczywistością oraz resztki pamięci. Miłość kobiety do męża, obecnego przy niej już niemal tylko ciałem, wypada niezwykle przekonująco. Dodatkowej głębi nadaje wątkowi fakt, że Fabian Kiebicz – który nie dożył premiery filmu – w zasadzie nie grał. Scena, w której Barbara zwierza się księdzu, że coraz ciężej jej kochać męża, z którym nie ma kontaktu, to w istocie zarejestrowana przez Bławuta rozmowa Szaflarskiej o trudności odgrywania kochającej żony, gdy tak niełatwo o porozumienie z ekranowym partnerem.

Już sam tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z tak zwanym filmem z tezą. Rzeczywiście, cały seans – bo nie tylko bajkowa, lekko kiczowata, choć spektakularna scena finałowego przedstawienia, w którym aktorzy triumfują nad nieokrzesaniem więźniów – ma przekonać widza, że starość nie musi oznaczać końca życia i czekania na śmierć. Bławut kontrastuje ją z młodością w postaci kucharki Małgorzaty (Sonia Bohosiewicz) oraz studenta-rapera (Antoni Pawlicki) –   sympatycznych, acz sztampowych. Faktycznie, na ich tle pensjonariusze jawią się jako osoby barwne i pełne głębi. Nie sposób zatem nie darzyć ich szacunkiem i wraz z młodymi bohaterami nie wsłuchać się w głos starszego pokolenia. Można by powiedzieć, że pomimo dydaktycznego założenia i pewnej dawki banału reżyser na tym polu odniósł sukces.

Jeszcze nie wieczór

Co zaś niezbyt się udało? „Jeszcze nie wieczór” jest filmem nierównym. Można odnieść wrażenie, że Jacek Bławut nie potrafi się zdecydować: ciągnie go do poetyckiej fabuły, a jednak zmysł i dusza dokumentalisty wciąż dają o sobie znać. Rezultaty bywają bardzo udane (patrz wyżej), czasem jednak „dopisana” fabuła odwraca uwagę od warstwy realnej, a z kolei mocne osadzenie w rzeczywistości okazuje się balastem, kiedy filmowa fikcja wymaga swobody. Cóż bowiem z tego, że „leżący nieopodal” Toruń stanowi doprawdy przepiękną scenerię dla onirycznych wędrówek Jerzego, a okrągły budynek staromiejskiego więzienia świetnie się sprawdza podczas przedstawienia „Fausta”, skoro faktycznie ze Skolimowa do Torunia jest dwieście trzydzieści kilometrów? Tam, gdzie wygrywa kino (piękne zdjęcia Wojciecha Staronia zasługują na osobną wzmiankę), nie obejdzie się bez zgrzytu, gdy w grę wchodzi dokumentalna prawda.

To dobrze, że film „Jeszcze nie wieczór” powstał. Widzowie zapamiętają przede wszystkim galerię aktorów starego pokolenia. Dla tych weteranów jest on dokładnie tym, czym dla ich bohaterów inscenizacja „Fausta” – okazją do godnego pożegnania się z publicznością. Poza tym niewiele w polskim kinie portretów starości, szczególnie tych stonowanych, dzieło Bławuta skłania zaś do refleksji. W jakiś czas po seansie ulatują z pamięci detale fabuły, zaciera się nawet brawurowa rola Nowickiego. Pozostają epizody starych aktorów, te smutne i te ładne.

Jeszcze nie wieczór

Komentarze (2) do artykułu “Jeszcze nie wieczór – Starość aktora”

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Jeszcze nie wieczór
Oryginalny tytuł: Jeszcze nie wieczór
Kraj: Polska
Rok:
Czas trwania: 96 minut
Reżyseria:
Scenariusz:


Zdjęcia:
Montaż:
Obsada:
Jerzy "Wielki Szu"
Róża
"Nostradamus"
Barbara
Małgorzata
Student
Amant
Choreograf
ona sama
ona sama
Ocena:  4/6
Oceń ten film na Filmaster.pl!