Filmowi „Into the Wild” łatwo przykleić szereg etykietek, można też z dużym powodzeniem próbować wepchnąć go do kilku szufladek. Manifest antykonsumpcjonizmu, oda na cześć wyzwolenia się spod władzy Rzeczy, refleksyjne kino drogi, w którym – zgodnie z konwencją – wprost proporcjonalnie do ilości przemierzanych kilometrów dokonuje się Strzelisty Akt Samopoznania i odnalezienia własnej życiowej drogi, historia idealistycznego młodzieńczego buntu wobec świata dorosłych zatrutego jadowitym miazmatem hipokryzji, kontrast pomiędzy pierwotną, czystą Naturą a zgniłą Cywilizacją…
![]() |
![]() |
Celowo spłycam, celowo ironizuję, celowo nadużywam patetycznie wielkich słów. Nie chcę doszukiwać się w tym filmie głębokich filozoficznych podtekstów, na plan dalszy odsuwam reżyserskie przesłanie – może mogłoby mnie ono rozczarować. Dla mnie to przede wszystkim wnikliwy, psychologiczny portret niebanalnego człowieka, którego oczyma przez te 2,5 godziny możemy popatrzeć na rzeczywistość. Za pośrednictwem kamery postrzegamy świat z punktu widzenia Chrisa McCandlessa – to dlatego miasto jawi się jako piekło urbanizacji, a obrzeża cywilizacji jako arkadyjskie ostępy. To dlatego na owych obrzeżach Chris spotyka ludzi wyłącznie idealnych – takimi ich postrzega, takimi dlań są, żyjąc po swojemu i w zgodzie z naturą. To dlatego film nasycony jest sentencjami i spostrzeżeniami, które – po tylekroć powtarzane – w pewien sposób wydają się mało odkrywcze. Dla bohatera stanowią jednak życiowe objawienia, poświadczone własnym doświadczeniem – czymś innym jest coś tylko usłyszeć lub przeczytać, a zupełnie czymś innym samodzielnie, niekiedy boleśnie (jak tu) owe kwestie odczuć.
Bohater może irytować – może irytować nawet wtedy, gdy już zaczyna się go lubić. To zupełnie nieprzystosowany do życia w społeczeństwie skrajny idealista, w dodatku nadwrażliwy. Szuka Prawdy i ucieka od świata fałszu. Jego bunt przeciwko kłamstwom, Rzeczom, regułom i prawidłom jest już na starcie przegrany, z góry skazany na porażkę.
![]() |
![]() |
Dwie sceny – gdzieś na drodze, chyba poczta, automat telefoniczny na żetony. Starszy, załamany pan próbuje porozmawiać z kimś bardzo dla niego ważnym. Niestety, czas mierzony wrzuconą monetą nieubłaganie upływa, połączenie się kończy… Chris oddaje staruszkowi swój żeton jakby w geście protestu przeciwko światu, który bezdusznie i automatycznie przekłada na pieniądze bezmiar uczuć. I scena kolejna – bohater pragnie popłynąć kajakiem w dół rzeki. Dowiaduje się, że musi zapisać się na stosowny kurs, odbyć przeszkolenie i uzyskać pozwolenie, co będzie możliwe dopiero… za 12 lat. I znów punkty ciężkości rozłożone są tak, że jesteśmy w stanie prześledzić tok myślenia Chrisa – dlaczego pewne jednostki (tu lokalne władze) uzurpują sobie prawo do rozporządzania rzeką, dobrem natury, które powinno być bez ograniczeń dostępne dla wszystkich? I jeszcze gest spalenia pieniędzy – owszem, efektowny, znaczący, wręcz symboliczny, ale całkowicie nieprzystawalny do rzeczywistości. Walcząc w taki sposób o własną wewnętrzną wolność, raczej wygrać nie można. Można tylko przegrać – na przykład życie.
Dlatego – zamiast zastanawiać się nad uniwersalnym sensem i przyczynami Chrisowego buntu – wolę spojrzeć na film jednostkowo, pod kątem Historii człowieka. Nie da się ukryć, że z jednej strony jego postępowanie jest dość naiwne, z drugiej zaś żelazna konsekwencja, z jaką dąży do realizacji swego marzenia o Alasce, w pewien sposób zaczyna imponować. Zastanawiające są także motywacje Alexandra Supertrampa – owszem, można je tłumaczyć nieprawidłowymi relacjami rodzinnymi i szokiem przeżytym na wieść o nieprawym pochodzeniu, ale… Z drugiej strony rodzina Chrisa wcale nie jest jakoś specjalnie patologiczna – wiele osób żyje w o wiele gorszych warunkach i poznaje o wiele straszliwsze sekrety, reagując na nie zupełnie inaczej.
![]() |
![]() |
Czyli coś musi być z Chrisem nie tak, bo zastanawia też fakt, że rodzina jest jego mikrokosmosem, jego uniwersum, jego jedynym punktem odniesienia. Nie ma mowy o dziewczynie, przyjaciołach itd. A przecież bohater jest już w tym wieku, że rodzinne dramaty przestają mieć decydujące znaczenie, żyjąc własnym życiem zaczyna się nabierać dystansu w stosunku do domowych spraw… Więc może to tylko pretekst, fałszywy trop zasłaniający coś, co tkwi głęboko wewnątrz. Coś, co każe gwałtownie wbiec na podwyższenie po odbiór dyplomu zamiast statecznie wejść – jak wszyscy…
Chris jest maksymalistą, odrzuca wszelkie półśrodki – zadowalają go tylko radykalne rozwiązania (dlatego Alaska, dlatego spalenie pieniędzy). Wreszcie – dlatego konsekwentna samotność. Dlatego ostateczne wyzwanie – bez żadnej pomocy. Bo tylko wtedy, czując ból, chłód, można żyć naprawdę. Brzmi to banalnie, ale jest prawdziwe – w tym jednym przypadku. Bo bunt Chrisa to nie anarchiczne deklaracje, to prawdziwe spalenie za sobą mostów, prawdziwa wyprawa, prawdziwe trudności i wyrzeczenia. Po prostu – prawdziwa historia.
Także o tym, że dobre rady nie wystarczają. Że o wszystkim trzeba przekonać się samodzielnie, na przysłowiowej własnej skórze (i własnych błędach). W postawie Alexandra Supertrampa kryje się egoizm. Rodzice to inna sprawa, ale przecież kocha siostrę – jednak ani słowem nie da jej znać o swoim losie. Pozwala, by się martwiła, może nawet zamartwiała. Wytyka Franzowi odsunięcie się od świata, a sam robi dokładnie to samo. Jest skupiony tylko i wyłącznie na sobie, własnych przeżyciach i doznaniach, własnej drodze do Prawdy. Uparcie lekceważy sygnały – po prostu nie chce ich dostrzegać.
![]() |
![]() |
Dwukrotnie – zupełnie jakby to był znak – spotyka hipisowską parę, symbol partnerskiego szczęścia we dwoje. Jan (świetna postać, doskonale zapadająca w pamięć jako uosobienie życiowej mądrości – nawiasem mówiąc, Catherine Keener doskonale nadaje się do ról dojrzałych hipisek), która sama straciła syna, za jednym i za drugim razem pragnie otworzyć Chrisowi oczy na coś ważnego. Kiedy jednak bohater zrozumie, w czym tak naprawdę tkwi Prawda, jego Prawda – będzie już za późno. W pewnym sensie stanie się ofiarą własnych radykalnych i maksymalistycznych marzeń. Symboliczna rezygnacja ze świata stanie się odcięciem dosłownym. Tak, życie potrafi być przewrotne…
Prawdziwe szczęście jest wtedy, kiedy dzieli się je z innymi. Nie chodzi już o tę prawdę, samą w sobie mało odkrywczą, tylko o fakt dochodzenia do niej. Drogę, w której towarzyszymy Chrisowi, powolną, niespieszną, a jednak intrygującą. Otwarte przestrzenie, życie na uboczu poza głównym nurtem, kolejna odsłona kontestacyjnej podróży – dla odmiany w czasach, gdy tak nie podróżuje już prawie nikt. Spotykani ludzie – niby zwyczajni, a jednak niezwykli. Cień szansy na przyjaźń, cień szansy na miłość. Radykalna alternatywa wyścigu szczurów. Skrajna, bez półśrodków, młodzieńczo-idealistycznie naiwna. Kolejny obraz klęski marzyciela – nie tyle w zderzeniu ze światem, ile z własnym o świecie wyobrażeniem. Na twarzy umierającego Chrisa uśmiech miesza się z grymasem bólu… Nie wiadomo, czy odchodzi szczęśliwy, bo żył tak, jak chciał – czy też ginie przeklinając własne zadufanie i zwyczajną głupotę. Wiadomo, że jego losy stawiają przed nami kilka ważnych pytań. Ale czy będziemy chcieli na nie odpowiedzieć, to już nasza własna historia…













8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!