Wampiry to chyba najpopularniejsze istoty wykreowane przez literaturę grozy. Poświęcono im naprawdę imponującą ilość, niezliczonych filmów, książek, gier i komiksów. Reżyserzy interesowali się nimi już od początków panowania X Muzy. A jednak, pomimo tego, iż postacie te zainspirowały wielu wybitnych twórców, którzy nakręcili dzieła nierzadko ponadczasowe, nie sposób nie zauważyć, że wampiry przez większą część XX wieku traktowane były po macoszemu. Z zadziwiającą konsekwencją dbano o zachowanie średniowiecznych zabobonów. Krwiopijcy tradycyjnie przemieszczali się więc w formie gromadki nietoperzy, na widok czosnku i krucyfiksu syczeli niczym koty, a uśmiercić można było ich jedynie poprzez przebicie serca starannie wystruganym osinowym kołkiem. Powiedzmy sobie szczerze, pomimo fascynacji, jaką te drapieżne stworzenia budziły u rzeszy spragnionych mocnych wrażeń widzów, najczęściej przedstawiane były one jednak jako jednowymiarowe, nierzadko głupie istoty.
Nie wiem, kto jako pierwszy postanowił zmienić ten sztampowy wizerunek, ale nie da się ukryć, iż niewątpliwy wkład w rozwinięcie wampirzego uniwersum miała pisarka Anne Rice i jej „Kroniki wampirów”. Rice potraktowała nieśmiertelnych jak ludzi zwalając im na barki problemy śmiertelnych, dodała do tego borykanie się z darem wiecznego życia, który z upływem kolejnych dziesięcioleci okazywał się trudnym do zniesienia przekleństwem. Wspomnieć należy jeszcze o odrzuceniu przez nią śmiesznych zabobonów – uchowały się praktycznie jedynie trumna i nadwrażliwość na dzienne światło – i otrzymujemy dosyć ciekawe spojrzenie na wampirzy temat, które można porównać – nomen omen – z odżywczym podmuchem świeżego powietrza wpuszczonego do strupieszałej krypty tradycyjnego, skostniałego wizerunku.
Młody dziennikarz Malloy trafił na okazję swego życia. Przypadkowo poznał prawdziwego wampira, który postanowił w przeciągu jednej nocy opowiedzieć mu historię swego długiego i jakże barwnego życia. Historia Louisa de Pointe du Lac rozpoczyna się w XVIII wieku w okolicach Nowego Orleanu. Przez ostatni rok swego śmiertelnego życia znany był światu jako młody, przedwcześnie owdowiały i wypalony wewnętrznie właściciel plantacji. W takim to stanie, przyciągnięty jego majątkiem i ostentacyjnym poszukiwaniem zguby, znalazł go wampir o imieniu Lestat, który wkrótce złożył mu propozycję mającą odmienić całe dotychczasowe życie nieszczęsnego desperata. Życie, które co prawda nie potrwało już wiele czasu, ale jednocześnie pozwoliło Louisowi egzystować na tym świecie dłużej niż to sobie kiedykolwiek wyobrażał. Oto początek fascynującej opowieści wampira…
Początkowo Hollywood wystrzegało się ekranizacji „Wywiadu z wampirem” jak diabeł święconej wody. Pomimo dużego potencjału tkwiącego w materiale książkowym duże wątpliwości wzbudzały relacje łączące bohaterów, mogące przywoływać skojarzenia nie tylko homoseksualne, ale co gorsze pedofilskie. Obawiano się, że poruszenie takich drażliwych tematów będzie przypominało spacer po bardzo cienkim lodzie, który może się zakończyć nieprzyjemną kąpielą. Ostatecznie tematu podjął się irlandzki reżyser Neil Jordan, którego wsparła Anne Rice, pisząc scenariusz do filmu w oparciu o pierwszy tom „Kronik wampirów”. Obsadę zebrano iście gwiazdorską. Co ciekawe, Tom Cruise wzbudzał w autorce mieszane uczucia - w zasadzie była jednoznacznie przeciwna jego udziałowi w wampirzym projekcie. Po premierze filmu skruszona pisarka przeprosiła aktora za swoje zachowanie i przyznała, że niesłusznie w niego wątpiła.
„Wywiad z wampirem” jest wzorcowym przykładem tego, jak należy adaptować książkę na potrzeby filmu. Scenariusz jest dosyć wierny literackiemu oryginałowi (zapewne dzięki osobie autorki), zawarto w nim wszystko, co było potrzebne do zachowania ducha powieści. Na szczęście Rice bez skrupułów pominęła potencjalnie atrakcyjne elementy (choćby takie, jak wizyta w Transylwanii), które zaszkodziłyby spójności filmu. Ekranowe dzieło rządzi się swoimi prawami i pisarka udowodniła, że świetnie to rozumie. „Wywiad z wampirem” spokojnie może egzystować w oderwaniu od książki i równą przyjemność powinny z niego czerpać osoby zaznajomione z literackim pierwowzorem jak i te, które nawet o nim nie słyszały. Mogę to poświadczyć na własnym przykładzie, ponieważ pierwszy raz zetknąłem się z filmem przed laty, nie mając wtedy nawet bladego pojęcia o istnieniu pani Rice.
Jak już wspominałem, „Wywiad z wampirem” kreuje zupełnie nowy obraz wampira. Wzorcowym tego przykładem jest Louis - to wampir zmagający się z wątpliwościami natury moralnej, czyli głównie poczuciem winy wiążącym się ze sposobem, w jaki zmuszony jest zaspokajać swój głód. Bezskuteczne próby stosowania wyjść pośrednich – spożywanie krwi szczurzej - w ostatecznym rozrachunku okazują się mało satysfakcjonujące, w końcu i tak prowadzą do zabijania niewinnych istot. Nieszczęsny arystokrata został obdarowany życiem wiecznym, ale nie poinformowano go, że fakt ten nieodłącznie wiązać się będzie z przekleństwem wiecznego poczucia winy.
Takich problemów nie ma Lestat, który jest ucieleśnieniem prostackiego, wulgarnego zła w najczystszej postaci. Nie istnieją dla niego dylematy moralne, liczy się jedynie przetrwanie i czerpanie z zabijania jak największej przyjemności. Im więcej cierpienia zadaje swoim ofiarom, tym większą perwersyjną satysfakcję z tego czerpie. Dopiero z chwilą wkroczenia w XX wiek role się odwracają i to Lestat zaczyna doświadczać przekleństwa nieśmiertelności. Ponieważ cywilizacja nieustannie prze do przodu, istota, która przyszła na świat kilka stuleci wcześniej może mieć zrozumiałe problemy z adaptacją do nowych warunków. A ten, kto nie potrafi przystosować się do nowych warunków, może stanąć twarzą w twarz z widmem szaleństwa…
Lestat i Louis tworzą bardzo specyficzną parę o podłożu niemalże homoseksualnym. Dopełnieniem tego „związku” jest dziecko, mała dziewczynka o imieniu Claudia, którą wspólnie skazali na wieczne życie u ich boku. To zdecydowanie najtragiczniejsza postać opowieści. Dojrzała psychicznie kobieta, skazana na niekończącą się, jałową egzystencję w niedojrzałym fizycznie ciele, wciąż wymagająca opieki kogoś silniejszego, na zawsze skazana na rolę ładnej laleczki, małej córeczki Louisa, chociaż duchowo bliższa by jej była rola jego kochanki. W roli tej wystąpiła młodziutka, dwunastoletnia wówczas Kirsten Dunst. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że była to jej najlepsza i najdojrzalsza kreacja. Młoda aktorka świetnie sprostała psychologicznym zawiłościom swej postaci, udało jej się trafnie oddać dramat bohaterki oraz miotający nią gniew i nienawiść do losu oraz Lestata, którego obarcza winą za swe nieudane „życie”.
Nic bardziej mylnego jednak nad postrzeganie Claudii jako jakiejś cierpiętniczej ofiary – to bezlitosna mała strzyga, która pomimo niewinnej fizys jest prawdziwym aniołem śmierci. Niewątpliwie to rola, której nie sposób zapomnieć i późniejszymi, dorosłymi kreacjami Dunst nigdy już nie zdołała wywrzeć na mnie takiego porażającego wrażenia.
Drugim aktorem, który tu zaliczył jedną z ważniejszych w swoim życiu ról, jest niewątpliwie Tom Cruise. Aktor kojarzony wówczas raczej z postaciami przystojnych chłopaczków o dobrym sercu odważnie zmienił swoje emploi i pokazał się w roli cynicznego i zdemoralizowanego ucieleśnienia zła. Na tym tle trochę blado wypada Brad Pitt, dla którego najlepsze role w karierze dopiero miały nadejść. Na drugim planie pojawia się jeszcze Antonio Banderas, Christian Slater i Stephen Rea, którzy z lepszym, bądź gorszym skutkiem tworzą ciekawe charaktery. Jak widać więc, Neil Jordan miał szczęście – i nosa przy castingu - do dobrej obsady.
„Wywiad z wampirem” jest pod wieloma względami filmem przełomowym dla gatunku horroru wampirycznego. Pewnym fenomenem jest już chociażby to, że o filmie z równym zachwytem wypowiadają się zarówno miłośnicy krwiopijców, jak i osoby nie znoszące tych nocnych pasożytów.
Irlandzki reżyser zaserwował nam fascynującą, przekonującą próbę oddania uczuć, jakie zapewne towarzyszyłyby istotom stąpającym po tej planecie od stuleci, przedstawił galerię różnorodnych charakterów o jakże odmiennej mentalności, których połączyła ze sobą wzajemna fascynacja. Mamy więc zarówno wrażliwych estetów w rodzaju Louisa, jak i prostackich morderców, jak Lestat, nieszczęśliwe w swoich ciałach istoty, jak Claudia oraz szukających duchowych partnerów osobników takich, jak Armand. A do tego zanurzonych w dekadenckiej rozpuście libertynów takich, jak Santiago i cała reszta hałastry z Theatre des Vampires, którzy najbliżsi są stereotypowemu wizerunkowi wampira. Wszyscy oni tworzą barwną mieszankę, która po dziś dzień tworzy w świadomości odbiorców zupełnie nowy wizerunek nocnych morderców.
Autor : Krzysztof Bogumilski - Tyler Durden
Skomentuj recenzję :
|