![]() |
![]() |
![]() |
Na początku był Max Schreck. Jego Nosferatu, wraz ze swoimi kłami w miejscu „jedynek” do dziś wielu inspiruje i fascynuje. Później mieliśmy Belę Lugosi, imigranta z Węgier, pierwszego wampira, którego można było nie tylko zobaczyć, ale i usłyszeć. I bardzo dobrze, gdyż ze wszystkich dotychczasowych odtwórców Draculi to chyba właśnie akcent Madziara był najbardziej zbliżony do „transylwańskiego”. Także Lugosi stał się legendą, zwłaszcza wśród fanów klimatów „gotyckich” (grupa Bauhaus poświęciła mu swój największy przebój „Bela Lugosi is dead„). Trzecim aktorem, któremu rola wampira przyniosła światową sławę i miejsce w pamięci kinomanów był Christopher Lee, tytułowy bohater filmu Terence Fishera „Dracula” z 1958 roku.
Ta produkcja znana także pod tytułem „Horror of Dracula” wyprodukowana została przez kultową wytwórnię Hammer Studios, która w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych masowo produkowała horrory i filmy science fiction. Charakteryzowały się one niskim budżetem, skromnymi dekoracjami (nierzadko służącymi kilkunastu filmom), oraz praktycznie niezmienną obsadą ze wspomnianym Christopherem Lee i Peterem Cushingiem na czele. Sam „Dracula” był pierwszym filmem z liczącej około dziesięciu filmów serii poświęconej Hrabiemu.
Bram Stoker nie byłby chyba zachwycony, widząc co zrobił z jego bohaterami scenarzysta. Akcja nie dzieje się wcale w Transylwanii czy Londynie, lecz gdzieś w Niemczech. Jonathan Harker przybywa do zamku Drakuli w celu zgładzenia wampira, lecz przez swoją nieostrożność i łatwowierność zostaje ukąszony przez oblubienicę Hrabiego w pierwszych kilkunastu minutach filmu. Następnie śladem Harkera rusza Van Helsing, który zabija wampirzycę. Powoduje to, że w Draculi budzi się żądza zemsty, którą stara się on wyładować na narzeczonej Jonathana Lucy, oraz jej siostrze…..Minie. Jak widać fabuła raczej nie pokrywa się z książkowym pierwowzorem. Delikatnie mówiąc.
Od początku filmu widać, że niewiele środków finansowych włożono w realizację „Draculi”. Gdy Harker przybywa do zamku Księcia Wampirów, łatwo zauważyć, że góry za nim zostały namalowane ręcznie. Rezydencja Draculi w niczym nie przypomina choćby tej z wersji Coppoli. To nie jest mroczny, monumentalny zamek. Z zewnątrz przypomina co najwyżej mały pałacyk, a w środku próżno szukać wielkich ciemnych komnat, z sufitami dwadzieścia metrów nad podłogą. Wnętrza zamku w filmie Fishera kojarzyły mi się z wnętrzami domku letniskowego dla królowej Elżbiety.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Postać Draculi, kreowana przez późniejszego odtwórcę roli Sarumana – Christophera Lee daleka jest od stereotypowego wizerunku wampira. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak należy : czarne włosy, peleryna, lód w oczach. Ale wystarczą pierwsze wypowiedziane przez niego słowa aby to wrażenie prysło. Lee mówi…szybko. Wyrzuca słowa z prędkością karabinu maszynowego. Przypomina raczej lektora z Teleexpresu, niż dostojnego arystokratę. Porusza się jakby wciąż mu się gdzieś spieszyło, prawie biegiem, a schody pokonuje po dwa stopnie naraz. Zupełnie to inny wampir, niż te kreowane przez choćby Lugosiego czy Oldmana. Tamte poruszały się wolno i dostojnie. Cedziły każde słowo, niemal rozkoszując się jego brzmieniem. I choć kreacja ta nie do końca trafiła w mój gust, muszę przyznać, że interpretacja ciekawa.
Głównym oponentem Draculi jest jak zwykle Van Helsing. W obrazie Fishera kreuje go drugi sztandarowy aktor wytwórni Hammer, Peter Cushing. To najlepsza rola w tym filmie. Lee jaki jest już napisałem, odtwarzany przez Johna Van Heysena Harker jest mdły i nijaki ( na dodatek przypominał mi trochę Tima Allena, specjalizującego się w głupkowatych komediach), zaś o kobietach można powiedzieć tylko, że były. W miarę interesującą psychologicznie postacią (oczywiście zachowując wszelkie proporcje, gdyż nie o psychologię tu chodzi) był, grany przez Michaela Gough, Arthur Holmwood. Na początku nieufny w stosunku do wampirycznych rewelacji Van Helsinga, potem w miarę upływu czasu i wydarzeń przekonujący się stopniowo, że wampiry istnieją. Postać doktora Sewarda jest tu tylko symboliczna. Reinfelda zupełnie pominięto. Aktorstwo nie jest może wybitne, ale ma swój specyficzny, staroświecki urok. Jest trochę przerysowane, teatralne, zupełnie inne od tego dzisiejszego.
Choć „Dracula” dziełem wybitnym nie jest, nie należy dziwić się jego dzisiejszej kultowości, podobnie zresztą jak i innych filmów z Hammera. Dzisiaj, kiedy z wampirami walczy się za pomocą dziwnych wynalazków i broni palnej, kiedy filmy przeładowane są niczemu nie służącymi efektami specjalnymi, a klimat mroku i grozy traci znaczenie na rzecz wielkiej przygody, wielu ludziom brakuje takich skromnych, stawiających na nastrój produkcji, jak te hammerowskie, czy reżyserowane swego czasu przez Rogera Cormana. A w pewnych kręgach zapotrzebowanie na takie filmy jest. Przecież wspomniana na początku kultura „gotycka” Draculę uważa wręcz za swój symbol. Mam tu na myśli ten prawdziwy, europejski, wywodzący się z punku gotyk, a nie jego strywializowaną, amerykańską odmianę, którą możemy podziwiać między innymi w koszmarnym dziełku „Królowa Potępionych”. Przyznaję się bez bicia, że mnie także ta kultura interesuje, „Draculę” Fishera nadal oglądam z przyjemnością, ale czasem i ze łzą w oku, gdyż dziś takich filmów już się nie robi. Skromnych, z mało wyrafinowanymi dekoracjami, nastrojowych, czasem bardzo naiwnych, u wielu wywołujących dzisiaj złośliwy uśmieszek, ale mających duszę, a to w kinie jest najważniejsze. Tego we współczesnych, przesiąkniętych dolarem produkcjach niestety brakuje.












7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!