Hellboy (Hellboy) – Diabeł w służbie dobra

Kategoria: Recenzje
Hellboy
Hellboy
Hellboy

Na wstępie muszę zaznaczyć, że fanem komiksu raczej nie jestem. Owszem, do dzisiaj lubię od czasu do czasu sięgnąć po przygody uczłowieczonego szympansa Tytusa, dzielnych wojów z Mirmiłowa czyli Kajka i Kokosza albo Thorgala, do którego czuję szczególny sentyment. Jednakże na amerykańskich opowieściach rysunkowych o superbohaterach nie znam się kompletnie. Wszelkiego rodzaju Supermany, Batmany, X-Many i inne „-many” to dla mnie terra incognita. Mimo to zdecydowałem się wybrać na „Hellboy’a” i, nie będę ukrywać, nie żałuję tych kilkunastu złotych.

Do obejrzenia najnowszego obrazu Guillermo del Toro zachęciły mnie niezłe recenzje oraz nazwisko reżysera i to wcale nie dlatego, że skojarzyło mi się z Benicio. Przecież oni nawet nie są spokrewnieni. Guillermo zapamiętałem z całkiem niezłego „Kręgosłupu Diabła” i trochę mniej niezłego „Mutanta„. Jednak ten pierwszy film był na tyle dobry, że del Toro wskoczył na jedno z wyższych miejsc na mojej liście najbardziej obiecujących reżyserów.

Fabuła „Hellboya” jest niezwykle prosta. Druga Wojna Światowa ma się ku końcowi. Naziści przewidując swój rychły koniec szykują swoistą wunderwaffe, którą ma być demon sprowadzony z piekieł. Całą tę operację przeprowadza ponoć istniejąca naprawdę organizacja okultystyczna „Thule” a tym, który ma otworzyć wrota łączące czeluści piekielne z Ziemią jest Grigorij Rasputin we własnej osobie. Jednak alianci niezbyt subtelnie przerywają całą ceremonię i przechwytują monstrum, które od tamtej chwili służy siłom dobra.

Znakomity jest początek filmu. Noc, lejący deszcz, gotyckie ruiny i naziści wzywający mroczne siły prosto z piekieł. Przez chwilę poczułem się jakbym oglądał ekranizację „Return To Castle Wolfenstein„. Później jest już troche mniej efektownie, choć nadal nieźle. Na ekranie dzieje się wiele, akcja biegnie niczym Carl Lewis za najlepszych lat, a widz może odetchnąć dopiero na napisach końcowych.

Kilka słów o bohaterze tytułowym. Mimo, że Hellboy nie przyszedł na świat na Ziemi, ma wiele cech jak najbardziej charakterystycznych dla co poniektórych mieszkańców naszej planety. Jest trochę zblazowany, cyniczny, momentami wydaje się jakby był zmęczony całym tym zamieszaniem dookoła niego. Kiedy leży na łóżku z cygarem w ustach wygląda jak niejeden z nas po wyczerpującym dniu. Gdy czyści świat ze stworów pragnących nim zawładnąć, nie usłyszymy z jego ust żadnych haseł ociekających patosem tylko zwykłe: „Po prostu wykonuję swoją robotę”. Hellboy ma też swoje słabości. Bardzo lubi koty (co mu się chwali), batoniki „Baby Ruth” oraz Liz Sherman. Do tej ostatniej czuje nawet coś więcej niż zwykłą sympatię, ale romantyczny wątek został potraktowany nieco po macoszemu. Trochę szkoda, ale z drugiej strony „Hellboy” to przecież nie melodramat.

Hellboy
Hellboy
Hellboy
Hellboy

Jeśli chodzi o inne postaci stojące po stronie dobra, to na pierwszy plan wysuwa się Abe – takie „niewiadomoco”, półczłowiek – półryba, niezwykle inteligentny, potrafiący czytać w myślach stwór. I bardzo sympatyczny należałoby dodać. Szkoda, że scenarzyści porzucają tego bohatera mniej więcej w połowie filmu. Jest jeszcze prawa ręka Hellboya – agent FBI Myers, ale jest to tak nieciekawa postać, że lepiej spuścić na nią zasłonę milczenia.

Bohaterowie negatywni są trochę mniej interesujący. Z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę. Grigorij Rasputin chce zgładzić wszelkie życie na Ziemi, ale motywów jego postępowania już nie poznajemy. Towarzyszy mu Ilsa, o której nie dowiadujemy się praktycznie nic. Właściwie wiadomo tylko tyle, że to nazistka i prawdopodobnie kochanka Rasputina. Ot, taki śliczny dodatek do Rosjanina. Choć niejeden pewnie by chciał żeby taki „dodatek” stanął nad nim z pejczykiem…
Według mnie najciekawszą postacią negatywną był Karl Ruprecht Kroenen stojący na czele stowarzyszenia Thule. Ten Niemiec przez cały czas projekcji nie wymawia ani słowa. Ale w swojej metalowej masce, nazistowskim mundurze i z dwoma długimi nożami, którymi włada z zegarmistrzowską precyzją, Kroenen robi niesamowicie mroczne wrażenie. Prawdziwy „badass”. Przyznam, że dawno nie widziałem tak fajnego szwarccharakteru. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby powstał film z Karlem jako głównym bohaterem. A może wróci w planowanej na 2006 drugiej części „Hellboya”, kto wie. Jako ciekawostkę podam, że Kroenen ma bardzo oryginalny fetysz: podniecają go operacje na samym sobie…

Przez film przewija się kilku ciekawych bohaterów w dalszych planach. Zwracam uwagę na przesympatycznego Iwana Klimatowicza. Więcej nie zdradzę, zobaczcie sami kim on jest.

Pozytywnie mnie zaskoczyły efekty specjalne. Były bardzo wiarygodne, jeżeli można tak powiedzieć o filmie tego gatunku. Chodzi mi o to, że widząc potwory takie jak choćby Sammael nie czułem zbyt wielkiej ingerencji komputera w to wszystko. W przeciwieństwie choćby do takiego „Van Helsinga„, który ładnym i efektownym, ale jednak bardzo plastikowym widowiskiem był. A na moje laickie oko, takie postaci jak Sammael czy Abe wcale nie były wygenerowane przez zdolnych speców od komputerowych efektów specjalnych, lecz raczej przez tych zajmujących się bardziej tradycyjnymi metodami czarowania oczu widza. Rzecz jasna komputerowcy także mieli swoje momenty, ale tak jak już pisałem wszystko było stosowane z umiarem i smakiem.

Aktorsko wybija się Ron Perlman, który mimo kilogramów makijażu, potrafi ukazać emocje malujące się na twarzy Hellboya. Zresztą ja zawsze twierdziłem, że ten aktor to nie tylko niezwykle charakterystyczna twarz predestynująca go do grania w kolejnych częściach „Planety Małp„, ale także spory talent, który pewnie potwierdzi jeszcze w niejednym filmie. Pozostali aktorzy ze swojego zadania wywiązują się nieźle, choć bądźmy szczerzy – wiele do grania to oni nie mieli.

Nie nudziłem się ani przez minutę oglądając „Hellboya”. Dosyć mroczny klimat, szybka akcja, nawiązania do klasyków literatury grozy (choćby potwory wyglądające jakby żywcem wyjęte z Lovecrafta). Czegóż chcieć więcej? Tak jak wspominałem, nie jestem specjalistą od komiksów, a tym bardziej ich ekranizacji ale nie ukrywam, że na następną część będę oczekiwał z umiarkowanym zniecierpliwieniem, a w międzyczasie zapoznam się z jakimiś „-manami”. A nuż się przekonam. „Hellboy” na pewno jest pierwszym krokiem.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Hellboy
Oryginalny tytuł: Hellboy
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 122 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Hellboy
Liz Sherman
Trevor "Broom" Bruttenholm
John Myers
Grigorij Rasputin
Abe Sapien
Karl Ruprecht Kroenen
Agent Clay
Ilsa
Tom Manning
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!