Szare Ogrody (Grey Gardens) – Koty, pchły i Jackie Kennedy

Kategoria: Recenzje

W 1975 roku dwaj wybitni amerykańscy dokumentaliści, bracia David i Albert Mayslesowie, przenieśli na ekran ciekawą historię – okazało się, że w zrujnowanej rezydencji pod Nowym Jorkiem, wówczas przypominającej nawiedzony dom rodem z horroru, w towarzystwie miliardów pcheł, dziesiątek kotów, szczurów i szopów, bez wody i elektryczności od kilku dekad żyją dwie bliskie kuzynki Jacqueline Bouvier Kennedy, niegdysiejszej prezydentowej, a obecnej pani Onassis. Matka i córka nosiły to samo nazwisko i imię – Edith Bouvier Beale, dla rozróżnienia zwano je więc Małą i Dużą Edie. Niegdyś należały do śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku, opływały w dostatki, wydawały wystawne przyjęcia, a świat stał przed nimi otworem. Mąż i ojciec, pan Beale, spełniał wszystkie zachcianki obu kobiet. W pewnym momencie znudziło mu się to jednak, a wkrótce potem zmarł, co dla pań Bouvier okazało się początkiem końca – szybko zaczęły wyczerpywać się finanse, krąg znajomych nieuchronnie się kruszył. Mała i Duża Edie, na długie dziesięciolecia skazane wyłącznie na siebie, zamknęły się w Grey Gardens, dopóki nie odnalazł ich tam natrętny reporter „National Enquirera”, potem Jackie Onassis, a w końcu bracia Mayslesowie, których dokument przywrócił Małą Edie światu.

Drew Barymore w roli Małej Edie i prawdziwa Edith Bouvier Beale w roku 1975

Telewizyjny film Michaela Sucsy’ego dzieli się jakby na dwie części. W pierwszej reżyser zderza ze sobą dwa życia pań Bouvier – to dawne i to dzisiejsze, w niewoli Szarych Ogrodów. Młoda i piękna Duża Edie, ubrana w wystawne kreacje śpiewa i tańczy. Wspomina o swoim niespełnionym marzeniu – chciała być gwiazdą estrady, aktorką, piosenkarką. Po wyjściu za mąż za surowego pana Beale musiała jednak porzucić rojenia o karierze w show-businessie   jako całkowicie nieodpowiednie dla damy z wyższych sfer. Początkowo wydaje się, że Mała Edie ma wszelkie szanse na to, by żyć niespełnionym życiem swojej matki, zrealizować jej pragnienia. Dziewczyna ucieka z Szarych Ogrodów, mieszka w słynnym nowojorskim hotelu Barbizon gromadzącym elitę młodych panien z dobrych rodzin, bryluje w mieście, jest modelką, brawurowym występem w restauracji zaskarbia sobie względy samego Maksa Gordona, producenta z Broadwayu. Oczarowuje też Juliusa Kruga, ministra spraw wewnętrznych – wprawdzie jest żonaty, ale dla Edith to lepiej: będzie mogła cieszyć się miłością i nikt nie zmusi jej do rezygnacji z marzeń o karierze, jak przydarzyło się to matce.

Mała i Duża Edie filmowe i prawdziwe (dokument braci Mayslesów)

Nowojorski sen trwa jednak bardzo krótko – Mała Edie wkrótce wraca do Szarych Ogrodów po to, by opuścić to miejsce dopiero po wielu długich latach. W tym miejscu rozpoczyna się jakby druga część filmu – rozpisana na dwie role psychodrama ilustrująca zarówno skomplikowaną, toksyczną relację łączącą matkę i córkę, jak i pozwalająca widzom wejrzeć w ich specyficzny świat. Obydwie nie odróżniają bowiem iluzji od rzeczywistości, zdają się nie zauważać zeschłej roślinności, popękanych murów, panującego w rezydencji koszmarnego bałaganu, nie czują smrodu zwierzęcych odchodów. Mała i Duża Edith do złudzenia przypominają Normę Desmond z „Bulwaru Zachodzącego Słońca”. Ubrane w czerń, w starannie dobranych  kapeluszach i chustach szminkują sobie usta, siedząc na rozgrzebanym barłogu i słuchając radiowej relacji o pogrzebie Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Pomimo tragicznego stanu, w jakim się znalazły, matka i córka żyją tak, jakby nic się nie zmieniło – nie porzuciły wielkopańskich manier. Mała Edie codziennie ubiera się w nowe, starannie dobrane, nieodmiennie ekscentryczne kostiumy (które zresztą zostały docenione wyróżnieniem ze strony Amerykańskiej Gildii Kostiumologów). To zapewne działanie mechanizmów obronnych – egzystencja w świecie iluzji minimalizuje rozmiary życiowej porażki, pozwala się łudzić, że wszystko jest w porządku, że nic jeszcze nie zostało bezpowrotnie stracone.

Matce i córce blisko także do Baby Jane i jej siostry Blanche z niezapomnianego filmu Roberta Aldricha. Edith jest zaborcza, chorobliwie o córkę zazdrosna. Wyraźnie nie chce przeciąć pępowiny i najchętniej zatrzymałaby dziewczynę na zawsze przy sobie, gdy ta jest jeszcze młoda. Starsza już Edie wyrzuca matce, że to przez nią utraciła swe życiowe szanse, z drugiej jednak strony, choć tyle mówi o opuszczeniu Grey Gardens, nigdy tego tak naprawdę nie robi. Wzajemne destrukcyjne uzależnienie, patologia relacji rodzinnej czy po prostu równie chorobliwy lęk przed życiem? Może matka i córka, osoby nadwrażliwe, nieodpowiedzialne, lekkomyślne i w gruncie rzeczy nieprzystosowane społecznie, zwyczajnie boją się normalnego świata za murami Szarych Ogrodów? Może wolą poprzestać na tym, co pewne, czyli na wzajemnej, choć trudnej miłości, zamiast szukać nowych, nieodgadnionych dróg? W tym świetle zupełnie inaczej wygląda drażniąca w początkowych scenach filmu chęć matki, by córkę koniecznie wydać za mąż – tak jakby bez małżeństwa nie widziała dla niej przyszłości. Może jednak te kobiety koniecznie muszą mieć opiekuna, muszą oprzeć się na mężczyźnie, który zorganizowałby ich życie, a jednocześnie – zrozumiał pasje? Tego w losach obydwu Edith zabrakło, stąd „Szare Ogrody” to także opowieść o przejmującym kobiecym niespełnieniu, samotności. To również historia o „ukradzionym życiu”, sile przypadku (motyw delikatnie zaznaczonej zazdrości żywionej przez Małą Edie wobec Jackie Kennedy – podtekst: dlaczego takie życie nie przytrafiło się mnie?) i przemijaniu (kontrast pomiędzy dawnym, pięknym światem a dzisiejszą nędzną wegetacją).

I oczywiście – wielki koncert gry aktorskiej, w którym Jessica Lange mierzy się z Drew Barrymore. Obydwie gwiazdy sprawiedliwie podzieliły się nagrodami: Barrymore dostała m.in Złoty Glob i nagrodę Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych, otrzymała także nominację do Emmy, którą to z kolei nagrodę zdobyła Lange (także nominowana do Globu). Większym zaskoczeniem jest tu chyba Barrymore, bo Lange to uznana wielkość, prawdziwa zarówno jako piękna pani domu, niespełniona tancerka i dusza towarzystwa, jak i otoczona kotami, przykuta do łóżka starsza pani, wciąż potrafiąca zaznaczyć swą silną osobowość.

filmowe Grey Gardens w czasach upadku i świetności

Równie dobra jest Drew, na którą raczej nikt nie stawiał – deszcz nagród i nominacji za rolę Małej Edie okazuje się w tym przypadku całkowicie zasłużony i zrozumiały. Barrymore szczerze i przejmująco ukazuje różne twarze panny Beale – w pierwszej części filmu jest pełną życia i charyzmy młodą damą wyruszająca na podbój nowojorskiego świata. W tej odsłonie urzeka świeżością, energią i przebojowością, pod którą kryje się jednak swoista naiwność i ekscentryzm, mogący bardzo łatwo zmienić się w szaleństwo. Przeczuwamy, że ta piękna dziewczyna, choć tak doskonale sobie radzi, jest jednak niezbyt dobrze przystosowana do normalnego życia, co podkreśla kolejny niesamowity aspekt jej biografii – w momentach stresu Edith zaczyna tracić włosy, które wychodzą jej garściami. Piękna dziewczyna przypominająca dawne hollywoodzkie gwiazdy (świetna charakteryzacja, stylizacja, makijaż i kostiumy) w dalszej części filmu zamienia się w łysą dziwaczkę, noszącą ekscentryczne turbany i żyjącą echem swego straconego, niebyłego życia. W obu jakże różnych wizerunkach Małej Edie Barrymore potrafi pokazać charakter tej postaci – świetnie podpatruje i odtwarza gesty, ruchy i spojrzenia prawdziwej panny Beale, utrwalone na zdjęciach i w dokumencie Mayslesów.

Komentarze (6) do artykułu “Szare Ogrody (Grey Gardens) – Koty, pchły i Jackie Kennedy”

  • arte pisze:

    jest już od jakiegoś czasu na mojej liście must see, ale póki co – tylko na liście… niemniej tak czułam, że to jest coś dla cziczio :)  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Zlinkowane recenzje ciekawe, po ich przeczytaniu bardzo żałuję, że nie obejrzałam dokument(ów)Mayslesów, tym bardziej, że interesujące jest też to, dlaczego w ogóle zdecydowali się na nakręcenie filmu o paniach Beale (tzn. czy np. dlatego, że uznali, iż to po prostu ciekawy temat i wyjdzie dobry film – czyli pobudka egoistyczna, czy też może raczej przyświecała im myśl, by obu Edith pomóc, zwrócić uwagę na ich los, co zresztą się stało – czyli pobudka altruistyczna, może zresztą jedno i drugie)…  Cytuj

  • arte pisze:

    ja sobie obejrzę w takiej kolejności jak zaleca marceli. zobaczymy:)  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Film fabularny zobaczyłam. Na dokument poczekam, tym bardziej, że recenzja marcella dość wyczerpująco zdaje relację czego tyczy. Nie żałuję, że najpierw zobaczyłam fabułę.
    Bardzo dobry film, wzruszający, inspirujący do wielu przemyśleń.
    Jestem zbyt na świeżo, żebym miała coś więcej do dodania. Recenzja wyczerpująca (temat). trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego mała Edie nie potrafiła się wyrwać z domu. I pytanie czy byłaby bardziej szczęśliwa, gdyby się wyrwała i zrobiła karierę? Matka co prawda twierdziła na początku, że w życiu można mieć wszystko, ale chyba z czasem to wlasnie samo życie zweryfikowało ten pogląd…
    W każdym razie – panie nie wyglądały na nieszczęśliwe. Wieluż to ludzi podśpiewuje sobie dzień w dzień, zakłada d0 łóżka kolorowe kapelusze etc. będąc przy tym przy zdrowych zmysłach?
    Donia Agata
    Pozdrawiam. Miło, że zaczął się sezon nowych recenzji.  Cytuj

  • alma pisze:

    Kiedy obejrzałam go pierwszy raz byłam w ciąży. Wzruszył mnie tak mocno,że oglądałam go potem jeszcze pare razy kiedy leciał w TV. Ta cała historia targnęła mną tak mocno,że nie byłam sobie w stanie wyobrazić,że tak można żyć,że to zdarzyło się naprawdę. Jeszcze ciekawsze jest zderzenie dokumentów Mayslesów z filmową rzeczywistością. Najdziwniejsze a zarazem najbardziej zapadające w pamięć są filmy,które pisze samo życie….  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Szare Ogrody
Oryginalny tytuł: Grey Gardens
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 104 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:

Obsada:
Mała Edie
Duża Edie
Phelan Beale
Julius Krug
Jackie Kennedy Onassis
Albert Maysles
David Maysles
George 'Gould' Strong
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!