![]() |
![]() |
Kolejny film – po „Wszystkich ludziach prezydenta”, „Quiz Show” czy „Informatorze” – który ukazuje kulisy prawdziwego wydarzenia ze świata mediów. „Good Night, and Good Luck” oczywiście różni się od wcześniej wymienionych tytułów w wielu aspektach, ale temat moralności i misyjności mediów (szczególnie telewizji) są dla nich wspólnym mianownikiem.
„Good Night, and Good Luck” to paradokumentalny zapis medialnego pojedynku stoczonego na antenie stacji CBS między dziennikarzem Edwardem Murrowem a senatorem Josephem McCarthym. W okresie zimnej wojny, kiedy każdy mógł być szpiegiem komunistów, tak zwane „polowanie na czarownice” McCarthy’ego i jego komisji miało oczyścić naród i zapewnić mu bezpieczeństwo. Jednak senator w swoich metodach posuwał się za daleko. Film rozpoczyna się w momencie, gdy Murrow otrzymuje informacje dotyczące wojskowego Milo Radulovicha, który został dyscyplinarnie zwolniony ze służby wojskowej, ponieważ odmówił oskarżenia własnych rodziców. Wyemitowanie tej wiadomości w programie „See it Now” rozpoczęło burzę medialną, której tematem niebawem stał się sam senator McCarthy i metody jego postępowania. Film śledzi wydarzenia aż do oskarżenia McCarthy’ego i odebrania mu stanowiska przewodniczącego niesławnej komisji. Na pierwszy rzut oka „Good Night, and Good Luck” może wydawać się lewicowym pamfletem bezpośrednio komentującym obecną sytuacje na świecie. Jednak tak płytkie odczytywanie tego filmu jest błędem. Clooney postąpił bardzo sprytnie, bo postarał się jak najmniej dodawać do rzeczywistych wydarzeń. Dzięki temu możemy być niemal pewni, że wszystkie wydarzenia, które oglądamy, rzeczywiście miały miejsce, a rozmowy, które słyszymy, rzeczywiście się odbyły. W ten sposób Clooney odcina się od jakichkolwiek bezpośrednich komentarzy, mówiąc, że tak było naprawdę, a on to jedynie przełożył na język filmowy. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie przeoczy faktu, że film został nakręcony przez reżysera o poglądach zdecydowanie lewicowych. Trzeba jednak przyznać, że bardzo zgrabnie wybrnął z dość niebezpiecznej pułapki, jaką było jawne oskarżanie i krytykowanie pewnych frakcji politycznych. Tym większa sztuka, że materiał, jaki sobie wybrał, wydawał się być do tego stworzony, a czasy, w jakich żyjemy, są dość płodnym gruntem dla wszelkiego rodzaju liberalnych wystąpień. Musiał się on nie lada natrudzić, aby uzyskać paradokumentalny zapis rzeczywistych wydarzeń, aby był on wiarygodny, a jednocześnie widowiskowy.
![]() |
![]() |
Jednym z dość trafnych zabiegów – choć poniekąd nie będącym dziełem scenarzystów – były przemówienia samego Murowa. To właśnie one stanowią trzon filmu. Zwykle rozgadani i przerywający sobie nawzajem dziennikarze milkną, kiedy przed kamerą staje Murrow, by wygłosić dosadną, ale konstruktywną i taktowną krytykę McCarthy’ego. Przemówienia te są tak znakomicie napisane, że przetrwały próbę czasu oraz zmianę medium z telewizji na kino (choć kino to jest z kolei ucharakteryzowane na telewizję) i są najbardziej elektryzującymi momentami w filmie. Wykorzystanie czarno-białego materiału filmowego i charakterystyczne kadrowanie rewelacyjnie oddaje klimat pracy w telewizji lat 50., a mieszanie rzeczywistego materiału sprzed 50 lat z tym stworzonym przez Clooneya tworzy złudzenie oglądania filmu dokumentalnego. Zastosowanie techniki filmu czarno-białego Clooney tłumaczy chęcią wykorzystania istniejących nagrań przemówień McCarthy’ego. Uważał, że nie znajdzie aktora, który byłby w stanie zagrać senatora. Tu także przejawia się stronniczość reżysera: dopuszczając do głosu McCarthy’ego, niejako mu ten głos zabiera, ponieważ ogranicza jego wypowiedzi tylko do tego, co powszechnie znane. Murrow i Friendly dostają o wiele więcej do powiedzenia i pokazani są z o wiele bardziej ludzkiej strony niż gadająca głowa senatora na ekranie telewizora. Oczywiście film o kulisach mediów, którym „Good Night, and Good Luck” niewątpliwie jest, nie musi jednocześnie pokazywać kulisów rozgrywek politycznych, nawet jeśli dotyczą one bezpośrednio głównych bohaterów. Kolejna mała złośliwostka pod adresem konserwatystów od Pana Clooneya.
Wiemy już, czym film nie jest – bądź, jak kto woli, czym film jest, ale się do tego nie przyznaje – pozostaje więc pytanie: co jest głównym przesłaniem tego filmu? Niewątpliwie jest to głos w sprawie mediów, co wyraźnie sugeruje przemówienie Murrowa otwierające i zamykające film. Gdy na początku filmu oglądamy wystąpienie z końca roku 1958 (czyli po odwołaniu McCarthy’ego), mamy wrażenie, że poprzedzające je wydarzenia musiały być czymś wyjątkowo ważnym. Owszem, konflikt z dziennikarzem CBS był punktem zwrotnym w karierze senatora, jednak o wiele ważniejsze wydaje się to, że media po raz pierwszy ośmieliły się skrytykować politykę swojego kraju, uważając ją za niewłaściwą. Trzeba pamiętać, że telewizja, jej misja i cel w tamtych czasach nie były jeszcze do końca sprecyzowane. Film mówi o tym, jak po raz pierwszy medium to świadomie wykorzystało swoją siłę w sprawie ważnej i słusznej. W tym momencie wyraźnie widać, dlaczego media nazywane są czwartą władzą.
![]() |
![]() |
![]() |
„Good Night, and Good Luck” to też hołd dla ikony, jaką był Edward Murrow – wzór wszystkich dziennikarzy, człowiek skromny, rewelacyjny mówca. Jednak niepodważalny tryumf mediów nie pozostawiłby tak gorzkiego posmaku, jaki mimo wszystko pozostawia film. W swojej pożegnalnej mowie Murrow mówi, że telewizja jest ważna i potrafi uczyć. Jednak jeżeli przestaniemy chcieć, aby nas uczyła – kontynuuje – a jedyną jej misją stanie się zysk, to telewizor nie będzie niczym więcej niż plątaniną kabli w pudle. Dziennikarz nie musiał długo czekać na to, aby jego smutna przepowiednia się spełniła. Jedną z przyczyn zdjęcia programu „See it Now” była duża popularność teleturnieju „The $64.000 Question”, także produkowanego przez CBS. Pomijając fakt, że teleturnieje są tanią rozrywką, która do dziś wyewoluowała w niewyobrażalnie głupie formy, trzeba wspomnieć też o jednej ważnej rzeczy. „The $64.000 Question” było jednym z głównych konkurentów „The Twenty One” produkowanego przez stacje NBC. Kto oglądał inny znakomity film o kulisach telewizji tamtych czasów, „Quiz Show”, dobrze wie, jakimi prawami rządził się ten teleturniej – oraz że stacja ostatecznie się wykręciła od odpowiedzialności za „ustawianie wyników” i okłamywanie opinii publicznej, których celem był oczywiście wzrost oglądalności. Już w tamtych czasach moralność i misja telewizji, które dopiero się kształtowały, były zagrożone dominacją pieniądza.
Interesującą rzeczą jest także podobieństwo postaci Murrowa i Friendleya do Clooneya i Heslowa, producentów filmu. I jedni, i drudzy prezentują poglądy dość niepopularne i kontrowersyjne. W komentarzach z pietyzmem dbają też o wszystkie detale, upewniając się, że są w stanie udowodnić swoją wiarygodność. I wreszcie kwestia pieniędzy: Murrow i Friendley musieli pokryć koszty nie wyemitowania reklam przed programem o Radulovichu; Clooney z własnej kieszeni wyłożył 7,5 miliona dolarów, aby pokryć koszty, których inni producenci, widząc tematykę filmu, nie byli skorzy ponieść. Cieszy fakt, że upór reżysera spowodował, że „Good Night, and Good Luck” mógł powstać. Smuci natomiast, że aby głosy powszechnie uważane za niepopularne i kontrowersyjne były słyszane, potrzeba sporej ilości pieniędzy. 50 lat temu Murrow i Friendley zapłacili 3 tysiące dolarów. Dziś Clooney zapłacił nieporównywalnie więcej za głos dużo mniej kontrowersyjny. Patrząc na dzisiejsze media, nie musimy się długo zastanawiać, czy Murrow miał rację i czy jego obawy były słuszne. Można mieć jedynie nadzieję, że film pobudzi do dyskusji i spowoduje, że ludzie przypomną sobie, kim był Edward R. Murrow i o co walczył. W kontekście politycznym „Good Night, and Good Night” jest natomiast jedynie filmem modnym. Aktualność jego komentarzy przeminie wraz ze zmianą władzy, która prędzej czy później nadejdzie. Mam jednak nadzieję, że jako film o mediach na trwałe zapisze się w historii.












9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!