![]() |
![]() |
![]() |
Dawno, dawno temu (no, może nie tak dawno, bo w latach pięćdziesiątych XX wieku) żyła sobie dziewczynka z aparatem fotograficznym, która pewnego dnia po krętych, żelaznych schodach prowadzących na tajemnicze poddasze przeszła na drugą stronę lustra. Pozostawiła za sobą nieprawdziwy świat plastikowych modelek, ludzkich manekinów, z przyklejonymi do ust uśmiechami namalowanymi jaskrawoczerwoną szminką, zostawiła nudnego męża, dla którego była tylko dodatkiem do statywu, uwolniła się od dominujących rodziców z nobliwej żydowskiej rodziny nowojorskich patrycjuszy, silną ręką dzierżących futrzarskie imperium Nemerovów, słynną firmę ubierającą takie gwiazdy kina jak Jean Harlow i Joan Crawford. Pozostawiła za sobą sztywne, satynowe suknie z kołnierzykami zapiętymi pod szyją jak ciasny gorset mieszczańskiej moralności, odrzuciła nudną rolę perfekcyjnej gospodyni domowej.
Wybrała to, co dziwne, szokujące swą odmiennością, naznaczone piętnem ułomności i fizycznych anomalii. Stała się częścią trudnego świata ludzkich dziwolągów, cyrkowych freaków tworzących swą zamkniętą enklawę na marginesach normalnego społeczeństwa. Jej przewodnikiem po tym zadziwiającym obszarze stał się tajemniczy Lionel, mężczyzna cierpiący na niezwykłą chorobę sprawiającą, że całe jego ciało porośnięte było długim, gęstym futrem. To właśnie on, człowiek w budzącej zaciekawienie masce, którego spojrzenie przykuło jej uwagę, pewnego dnia wprowadził się do kamienicy zajmowanej przez Diane i jej rodzinę. Od niego otrzymała klucz pozwalający przez niezwykłe drzwi z kołatką w kształcie lwiego łba odnaleźć wejście do własnej psychiki.
![]() |
![]() |
![]() |
„Futro: portret wyobrażony Diane Arbus” łączy elementy biografii słynnej fotografki z motywami zaczerpniętymi z „Alicji w Krainie Czarów” oraz z „Pięknej i Bestii”. Niezwykły apartament Lionela na poddaszu do złudzenia przypomina wnętrza pałacu baśniowej Bestii, który pewnego dnia odwiedza zagubiona Piękna, zresztą nawet sama relacja pomiędzy Diane i Lionelem jest swoistą, czytelną wariacją tamtej nieśmiertelnej historii. Surrealistyczne zdjęcia, specyficzne perspektywy i kąty widzenia kreują magiczną atmosferę, zmieniając nowojorską kamienicę w przestrzeń Krainy Czarów, momentami prowokując myśl, że może to, co oglądamy, to tylko wytwór wyobraźni głównej bohaterki, produkt jej umysłu i projekcja podświadomości. To przecież nie biografia, lecz „portret wyobrażony”. I chyba właśnie tu tkwi problem…
Film jest na pewno ciekawy, w pewnym sensie niezwykły – historia bohaterki wciąga, oszołomieni kolejnymi sugestywnymi wizualnymi stylizacjami i urokliwą aurą tej klimatycznej opowieści, krok po kroku razem z Diane brniemy w ten drugi, alternatywny świat, pod szokującą podszewkę zwyczajności i boleśnie nudnej normalności. Tylko – to nie jest film o Arbus… Trudno sobie tę autodestrukcyjną, ekspresyjną, boleśnie rozdartą i depresyjną osobowość wyobrazić w krainie kolorowej baśni, choćby nawet podszytej nutką niepokoju i dziwacznej perwersji. Trudno wyobrazić ją sobie jako Nicole Kidman, perfekcyjną, nieskazitelną piękność. Arbus, już później, nie rzucała się w oczy, nie kokietowała strojem i wystylizowaną, swobodną elegancją, nawet celowo niedbałą, symbolizującą wyzwolenie z gorsetu mieszczańskiego konwenansu.
![]() |
![]() |
![]() |
Nie było też tak, że żyła sobie spokojnie do pewnego momentu i nagle, niespodziewanie nastąpiła w niej niezwykła przemiana. Wręcz przeciwnie – szokowała od zawsze, od najmłodszych lat jej zachowanie nie pasowało do ekskluzywnego, mieszczańskiego świata, w jakim przyszło jej dorastać. W całej tej historii jednym z najbardziej interesujących wątków jest chyba właśnie ten – skąd się bierze takie naznaczenie, jaką ma przyczynę? Dlaczego wśród osób przeciętnych, zwyczajnych, nagle i niespodzianie wyrasta autodestrukcyjny geniusz fotografii, patrzący na rzeczywistość zupełnie inaczej, odrzucający normy i konwencje, sięgający głębiej, starający się dociec niepokojącej podszewki rzeczywistości?
Do świata z filmu Stevena Shainberga nie pasuje anegdota o fotografce, która pewnego dnia zawitała do nowojorskiego mieszkania Vivy, jednej z superstar Andy’ego Warhola, zastała ją całkowicie rozmemłaną, naćpaną i zrobiła jej słynne turpistyczne zdjęcia, na których gwieździe widać włosy pod pachami. Arbus to gorzki i brutalny realizm brzydoty świata, kloaki nowojorskiego metra, w których niestrudzenie tropiła aberracje i anomalie, ludzi zepchniętych na margines wielkiego miasta, ludzi-odpady. Narkomani, prostytutki, transwestyci, kalecy, bezdomni, alkoholicy – to właśnie ich uwieczniała w swoim obiektywie. Zadowolonemu społeczeństwu prosperity lat pięćdziesiątych uporczywie przypominała o ich istnieniu, swymi zdjęciami otwierała im oczy uparcie zaciśnięte i impregnowane na to wszystko, co brzydkie, dziwne i nienormalne. Zupełnie inna stylistyka, do Arbus pasowałby raczej brutalny, naturalistyczny paradokument, nie czarodziejska baśń o miłości, co zresztą nie przekreśla filmu, należy tylko pamiętać, że to nie tyle biografia, ile biograficzna fantazja na temat…














8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Dzięki za przypomnienie o tym filmie! :)Czekałam na niego, a on chyba w ogóle ominął nasze kina… Pozostaje zapolować na DVD. Bardzo jestem ciekawa, bo mimo, że film ma pewnie niewiele wspólnego z rzeczywistością, to wygląda na ciekawe ujęcie postaci. No i wiem, że Kidman grać potrafi (choć nie zawsze jej wychodzi ;) OrleannaCytuj
Oj, ominął, ominął, w sumie nie wiadomo czemu (może dystrybutorzy pomyśleli sobie, że taki temat nikogo nie zainteresuje), aktualnie można go obejrzeć także na HBO. Jeśli chodzi o punkty wspólne z rzeczywistością, to cały zarys biograficzny oczywiście tak, ale Shainberg wypełnia go własnymi ramami (w sumie taka fantazja biograficzno-baśniowa to ciekawy zabieg, ale marzyłby mi się jeszcze innego rodzaju film o Arbus)… Marta Szelerska – CziczioCytuj
Jestem pod wrażeniem. Dobrze wiedziałaś, że ten film może mi się spodobać. Myślę, że świetnie umiesz czytać między wierszami. :) Tak jak już napisałam na forum (jak widzisz pracuję na dwa fronty, żeby trochę rozreklamować i recenzję i film)Twoja recenzja doskonale go uzupełnia. W filmie są tylko skromne zapowiedzi tematów, którymi może się ta artystka zajmować. Pierwsze zdjęcia oraz jej wyprawa w głąb swej tożsamosci pozwalają domyślać się tym, którzy jej jeszcze nie znają, że na pewno nie będzie ona fotografowała upozorowanych, bądź nie, banałów. Teraz, gdy już wiem, że uwielbiała ludziom zaburzać błogi spokój, też mi się marzy, tak jak Tobie, film stricte biograficzny, myślę, że jej życie, twórczość, nie potrzebuje fikcyjnych ubarwień. Wystarczy przedstawić historię jej zdjęć… :)
Przepiękny film, szczególnie od strony wizualnej, każdy kadr, to samo w sobie iście artystyczne ujęcie. No i Robert Downey jr – też bym go wzięła do roli, gdzie najważniejsz są oczy. Ma je piękne i wyraziste. Super. A Kidman – nigdzie, w żadnym innym filmie tak mi sie nie podoba jak w tym o Arbus – ona tu nie jest ani słodka, ani śliczna, jest piękna.
Dzięki za recenzję i inspirację do nowych poznań :) Donia AgataCytuj
Tak, ten film zdecydowanie warto zareklamować, bo w pewnym sensie jest on jedyny w swoim rodzaju – mnóstwo gorszych, z o wiele mniejszym potencjałem trafia do kin, a tak dobrego tytułu nikt jakoś u nas nie zauważył.
Wracając jednak do D.A., „Futro” to w zasadzie tylko zapowiedź, jakby zagłębienie się w początki twórczości, ambitna i twórcza próba naświetlenia motywacji, jakie doprowadziły do zainteresowań turpizmem i mroczną stroną świata. A historie związane z samymi zdjęciami też są bardzo ciekawe, bo fotografka przyjaźniła się ze swymi modelami, całe godziny spędzając na nocnych wyprawach w głąb Nowego Jorku (to także jest fascynujące, ta cała brudna, nieznana podszewka miasta, która ożywa, gdy w domach gasną światła i na ulicach zapalają się neony).
Wizualnie to jest rewelacja, kadry są w istocie przepiękne (ta błękitna tonacja), no i jeszcze scenografia – niezwykłe mieszkanie Sweeneya (myślę, że warto zwrócić uwagę także na to, że praktycznie większa część filmu rozgrywa się we wnętrzach – z jednej strony może to implikować zamknięcie we wnętrzu umysłu i skłaniać się ku wizji, iż to niesamowita projekcja wyobraźni, z drugiej strony podkreśla to przeciwstawiane sobie w filmie symboliczne przestrzenie, dwa światy, w których egzystowała Arbus: domową normalność i świat ludzkich dziwolągów, którego bogactwo uosabia Sweeney – swoją drogą skojarzył mi się ten film także z Freaks Browninga (a to z kolei dzięki humanistycznej wymowie)… Marta Szelerska – CziczioCytuj
świetna recenzja filmu, pokrywa się prawie w 100% z moimi osobistymi odczuciami :))
zaczarował mnie klimatem ..
obraz – bajka, jak sen .. nie traktuję go absolutnie jako biografii .. TCCytuj