![]() |
![]() |
![]() |
Witamy w Columbine, spokojnym mieście w West Denver, w stanie Kolorado. Mamy 20 kwietnia 1999 roku – dzień, zdawałoby się, jak każdy inny. Słońce wstało jak zwykle. Gdzieś na przedmieściach pijany człowiek wiezie swojego syna do szkoły, w innym miejscu kobieta robi śniadanie swoim dzieciom, nauczyciele w pobliskiej szkole przygotowują się do kolejnego dnia zajęć, a ich uczniowie żyją już planami imprez, jakie będą miały miejsce wieczorem. Szkoła wydaje się tętnić życiem jedynie w zamkniętych pomieszczeniach i na boisku szkolnym. Kamera powoli zmierza długimi, dziwnie opustoszałymi korytarzami, na których z rzadka pojawiają się małe grupki uczniów. Do budynku wchodzą dwaj chłopcy obładowani torbami podróżnymi, ubrani w ciuchy w barwach moro. Przechodzącego obok nich kolegę ostrzegają, żeby dziś trzymał się od tego miejsca z daleka, bo szykuje się coś strasznego. Już za chwilę będziemy świadkami wydarzeń, które przerwą monotonię tego dnia…
O tragedii w Columbine słyszeli chyba wszyscy. Dwaj uczniowie wnieśli na teren swojej szkoły mały arsenał, za pomocą którego planowali dokonać największego masowego morderstwa w historii Stanów Zjednoczonych. Ich działania w żadnym wypadku nie były spowodowane chwilową niepoczytalnością – do tego dnia przygotowywali się przez okrągły rok. Przy pomocy Internetu kupowali broń palną oraz materiały do wykonania ładunków wybuchowych. Według ich planu podłożone w workach marynarskich ładunki wybuchowe miały eksplodować w jadalni szkolnej, zbierając przy tym najkrwawsze tego dnia żniwo. Rzeźniczą wizję dopełniłoby następnie „wykoszenie” uciekających w popłochu uczniów seriami z karabinów maszynowych. Szczęściem w nieszczęściu było to, że ładunki okazały się wadliwe, dzięki czemu zminimalizowano liczbę ofiar, która mogła osiągnąć nawet sześć setek. Niestety, niezrażeni niepowodzeniem rzezi w skali makro młodociani psychopaci zabrali się za wersję minimalistyczną. Przez następne kilkadziesiąt minut krążyli po szkole zabijając każdego, kto tylko nawinął się im pod lufy. Tego dnia zginęło dwunastu uczniów oraz jeden nauczyciel, a dwadzieścia jeden innych osób zostało rannych. Na koniec obydwaj młodociani kaci popełnili samobójstwo w bibliotece szkolnej.
![]() |
![]() |
![]() |
O tych tragicznych wydarzeniach nakręcono już szereg dokumentów oraz dwa filmy fabularne. Największym sukcesem cieszył się oczywiście film kontrowersyjnego dokumentalisty Michaela Moore’a, czyli „Zabawy z bronią”. Była to najbardziej kasowa produkcja dokumentalna w dziejach kina. Autor z góry założył sobie określoną tezę, do której starał się dopasować wszystkie zebrane fakty, ciężko więc mówić o rzetelnym oddaniu przyczyn tej tragedii. Zupełnie inną drogą podążył Gus Van Sant w swoim „Słoniu” nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes (najlepszy film oraz reżyseria).
Twórca ten stawia trudne pytania o przyczyny tragedii, ale najwyraźniej nie czuje się na siłach, żeby próbować na nie odpowiedzieć. Przyglądając się bliżej sprawcom krwawego mordu podsuwa widzowi różne tropy odwołując się przy tym do najczęściej przytaczanych w mediach komentarzy. Mamy więc brutalne gry komputerowe – w których zabijanymi przeciwnikami są bohaterowie jego poprzedniego filmu „Gerry” – fascynację nazizmem, wrogość ze strony innych uczniów, alienację oraz przerażająco łatwą dostępność do arsenału rodem ze „Szklanej pułapki”. Jednak już za chwilę argumenty te zostają skontrastowane choćby z faktem, że chłopcy nie potrafili nawet z pełnym przekonaniem rozpoznać Hitlera. Ofiarami ich padały głównie osoby w stosunku do nich neutralne, lub nawet podobnie wyalienowane.
Podkreślanie w filmie dużej wrażliwości obydwu chłopców poprzez ukazanie ich miłości do muzyki Beethovena wskazuje, że reżyser zdawał sobie sprawę z tego, iż nic związanego z bohaterami nie jest takie proste i łatwe do zaszufladkowania, jak niektórym się wydaje. Dla zrozumienia jego postawy bardzo istotny jest tytuł filmu, odnoszący się do buddyjskiej opowieści o ślepcach. Każdemu z nich było dane poznać określoną część słonia – jeden „wymacał” nogę, drugi ogon, a trzeci kły. Wszyscy byli jednak przekonani o tym, że znajomość zaledwie jednego elementu całości pozwala im poznać istotę stworzenia. Wykorzystując tę czytelną metaforę reżyser krytykuje w ten sposób osoby takie, jak Moore, które skupiając się na jednym z aspektów tragedii, są przy tym święcie przekonane, iż mają w kieszeni receptę na zrozumienie motywów kierujących młodymi mordercami. Jednocześnie twórca daje do zrozumienia, że sam nie posiadł stosownej wiedzy, żeby ogarnąć całość tego przerażającego i wymykającego się wszelkim kwalifikacjom zjawiska.
![]() |
![]() |
Od strony technicznej jest to bardzo stonowany film. Kamera niespiesznie podąża za bohaterami wydarzeń, ujęcia są najczęściej długie i pozbawione cięć. Ze spokojem obserwujemy to, co reżyser ma nam do pokazania, mając przy tym aż nadto czasu na własne przemyślenia. Film rozpoczyna się od widoku słonecznego nieba, nad które powoli nadciągają chmury burzowe. W połowie filmu widzimy, jak czyste dotąd niebo zostaje w całości przykryte czarnymi chmurami. Wiemy już wtedy, że zdarzenia niebawem osiągną swe apogeum. Za chwilę pozornie zwykły dzień w szkole przerodzi się w straszną rzeź. Oto burza, której nadejście czuliśmy od samego początku. A jednak kulminacyjna chwila jest równie stonowana, jak początkowe sceny. Mordowanie uczniów zostało pokazane wręcz beznamiętnie. Reżyser nie próbuje skupiać się na cierpieniu ofiar, nie gra na emocjach za pomocą rzewnej muzyki, nie podkręca też adrenaliny metalowymi kawałkami. Nie sięga po dynamiczny montaż mający podkreślić atrakcyjność tych scen. Jakiekolwiek uwielbienie dla przemocy, bądź chęć wywołania taniej sensacji nie wchodzi tutaj w ogóle w rachubę. Pokazane jest tylko tyle, ile było potrzebne dla pełnego przekazu, ale przedstawione jest to równie neutralne, jak próba charakterystyki bohaterów w początkowej fazie filmu. Można wręcz odnieść wrażenie, że ten dzień wcale nie przestał być kolejnym zwykłym dniem w Ameryce. Morderstwa dokonywane są jakby od niechcenia: strzał, przeładowanie i niespieszne kroki w poszukiwaniu następnego celu… Zupełnie tak, jakby odbywano kolejny szkolny obowiązek. Po finale tragicznych wydarzeń czarne chmury odchodzą, burza się zakończyła, następna doba w Ameryce przechodzi do historii. I tylko jakieś delikatne ukłucie w sercu, mała rysa na duszy wskazują, że to, co przed chwilą widzieliśmy, w żadnym razie nie ma prawa stać się rutyną kolejnych dni.













8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!