Stary profesor i miłość

Marta Szelerska - Cziczio

Elegia


Według słownikowej definicji elegia to utwór liryczny o treści poważnej, refleksyjny, utrzymany w tonie smutnego rozpamiętywania, rozważania lub skargi, dotyczący spraw osobistych lub problemów egzystencjalnych (przemijanie, śmierć, miłość). Wszystkie trzy wymienione na końcu fundamentalne kwestie ludzkiego żywota mamy tu w różnych proporcjach. Na pierwszy rzut oka film jest o miłości – to najbardziej widoczny, najbardziej spektakularny wątek. Przedstawiany jako zarys fabuły związek pomiędzy 70-letnim charyzmatycznym nowojorskim profesorem a jego 24-letnią studentką budzi naturalne kontrowersje natury etycznej i estetycznej.

Trudno zestawić przepiękną tu, magnetyczną niby zjawiskowe ucieleśnienie istoty kobiecości, subtelno-zmysłową Penélope Cruz z podstarzałym Benem Kingsleyem. Znając stylistykę Philipa Rotha, pojawia się obawa, że jako widzowie zostaniemy uraczeni widokiem śmiałych scen erotycznych, w których zwiędłe, zasuszone i obwisłe ciało mężczyzny stanowić będzie ponury kontrast z doskonałym w swej nagości ciałem kobiety. Nic jednak z tych rzeczy – w „Elegii” jest tylko jedna sekwencja łóżkowa z udziałem tej pary i to sfotografowana niezwykle delikatnie, subtelnie, bez epatowania dotykalną fizycznością, w sposób wymykający się przykrej dosłowności. Roth bez seksu, bez ironiczno-gorzkich opisów człowieka we władzy cielesności?

To sygnał, że Isabel Coixet odczytała prozę kontrowersyjnego nowojorczyka po swojemu, gdzie indziej umieściła punkty ciężkości i wydobyła na plan pierwszy odmienne kwestie. Świadczy o tym już zmiana tytułu – w dostojnym słowie „Elegia” pobrzmiewa smutny ton nieuchronnej melancholii, jakże inny od dosłowności i brutalności „Konającego zwierzęcia”. Czy wobec tego jest to rasowy melodramat, piękny film o miłości? Wskazywałyby na to pozory – oto mężczyzna spotyka Kobietę. Początkowo, zafascynowany jej pięknem fizycznym, pragnie uczynić z Consueli swą kolejną zdobycz.

Szybko jednak orientuje się, że to ta jedna jedyna, na którą czekał całe życie. Wyjątkowa, w niczym nie przypomina poprzednich młodych kobiet. Tamte były łatwe do zdobycia, o tę trzeba zabiegać. Tamte były nieskomplikowanymi dziewczętami, ta jest kobietą. Inteligentną, tajemniczą, pełną ciepła, a jednocześnie zdecydowaną – panna Castillo dobrze wie, czego chce. Szybko rozwieje wątpliwości profesora Kepesha co do układu sił w ich związku. To nie on będzie odgrywał rolę mentora, charyzmatycznego guru – to ona ustali granice, narzuci reguły gry. Mężczyzna zyska jedynie gorzką świadomość, że każda próba ich przekroczenia wiąże się z niebezpieczeństwem utraty tego ulotnego, zmysłowego motyla. Do pewnego momentu trudno się zorientować, co kryje anielska twarz Consueli, jakie motywacje kierują jej działaniami. Może po prostu bawi ją adoracja starszego, sławnego mężczyzny, może jej subtelna tajemniczość kryje brudną przeszłość… Może zdolna jest do wszystkiego, może to niebezpieczna modliszka… A może jest taka, jaka się wydaje i kocha naprawdę, kocha nawet mocniej, bo nie ma w niej lęku, który nieodłącznie towarzyszy Davidowi…

Wątek miłosny poprowadzono elegancko i niespiesznie – jednak relacja profesora i jego (byłej) studentki intryguje i wciąga. Pewnie dlatego, że aktorzy potrafili obdarzyć swe postacie iskrą życia, przydać im swoistej prawdy, dzięki której zapominamy, że to tylko scenariuszowo-literackie twory. Szczególnie Kingsley zapada w pamięć – w oczach starego mężczyzny czai się lęk, wyziera z nich udręka i samotność, kruchość i bezbronność w obliczu życiowych tragedii. Profesor dźwiga ciężar swych niespełnień z pomocą wiernej przyjaciółki - ironii.

Kingsley wyposażył swego bohatera w urok i charyzmę, elegancję i klasę – można zrozumieć, czym zafascynował on młodszą o ponad 30 lat piękną kobietę. Z drugiej strony – trudno zapomnieć, że to jednak starzec czujący na swoich plecach coraz wyraźniejszy oddech śmierci. Odchodzi George O’Hearn, cynik i ironista, lecz jednocześnie lojalny i oddany przyjaciel, którego choroba w ostatnich dniach odziera z godności – w ciele dużego, bezwładnego, przerażonego dziecka nie sposób już odnaleźć trzeźwego, autoironicznego i błyskotliwie inteligentnego umysłu. Kepesh to widzi i go to przeraża…

George jest ważną postacią – z jednej strony uosabia głos rozsądku (Co możesz jej zaofiarować? Prędzej czy później cię zostawi…), po trosze jest uzupełnieniem Davida, po trosze – jego przeciwieństwem. Łączy ich sposób postrzegania rzeczywistości i podobny, nieco drwiący, stosunek do samego siebie – dzieli zachowanie (Kepesh, kierując się swoiście pojmowaną uczciwością, porzucił żonę i syna – O’ Hearn od lat tkwi w tym samym związku, ale otwarcie zdradza Amy z coraz to młodszymi kobietami). George’a gra niebanalnie tu obsadzony Dennis Hopper, którego zwykliśmy oglądać raczej w rolach psychopatów i rozmaitych szaleńców niż nowojorskich intelektualistów. To rzuca jeszcze jedno interesujące światło na odbiegającą od stereotypów postać poety, ukazanego tu jako człowiek pełen słabości, momentami wręcz dość prymitywny, całkowite przeciwieństwo etyka i moralisty. Poeta gra tu w squasha i całuje się w kawiarni z dziewczętami, dając dobre rady w rodzaju przeleć ją, ale niech to będzie jednorazowa przygoda.

George jest ważną postacią – także dlatego, że umiera, boleśnie potwierdzając przekonanie Kepesha, że w ich wieku człowiek przestaje wierzyć we własną nieśmiertelność. Także dlatego, że poprzez swe odejście pozwala Davidowi tym dotkliwiej odczuć jego samotność. Samotność będącą konsekwencją swoiście pojmowanej uczciwości – trybu życia nie pozwalającego na bliskość. Nawet w stosunku do własnego syna. Miłość, Śmierć, Samotność – Elegia… W ostatecznym podsumowaniu okaże się, że ciekawiej ukazano dwie ostatnie kwestie – niedosłownie, bardziej między wierszami, przez to subtelniej. W wątku miłosnym pojawia się w zakończeniu dość schematyczny zwrot fabularny. W pierwszej chwili można pomyśleć, że dyskredytuje on całą opowieść, zamykając ją w ciasnych ramach melodramatu. Jednak – tytuł „Elegia” zobowiązuje… Także i to rozwiązanie fabularne można odczytać jako element opowieści o Przemijaniu – śmierć Piękna, które – na chwilę – może ocalić tylko miłość. Na chwilę… (Ludzie, kupując obrazy, myślą, że stają się ich właścicielami. A przecież to obrazy kolekcjonują ludzi – człowiek umiera, a dzieło sztuki pozostaje…).

Dla mnie „Elegia” to przede wszystkim opowieść o starości, nieuchronnym upływie czasu i jego konsekwencjach – śmierci i samotności. Film o Przemijaniu – życia, radości, złudzeń i spełnień, które stają się niespełnieniami. Film o śmierci Piękna, które żyje już tylko we wspomnieniach. O miłości, która – już – nie potrafi ocalić. Stary profesor dobrze zna tę prawdę i może dlatego jego oczy są takie smutne…





Autor : Marta Szelerska - Cziczio

Skomentuj recenzję :

Elegia

Elegy


Kraj : USA
Rok produkcji : 2008
Czas trwania : 108 minut

Reżyseria : Isabel Coixet
Scenariusz : Nicholas Meyer
Muzyka :
Zdjęcia : Jean-Claude Larrieu
Scenografia : Helen Jarvis
Montaż : Amy E. Duddleston

Obsada :

Ben Kingsley David Kepesh
Penelope Cruz Consuela Castillo
Dennis Hopper George O'Hearn
Patricia Clarkson Carolyn
Peter Sarsgaard Kenny Kepesh
Deborah Harry Amy O'Hearn