Dom zły – Daremne starania porucznika Mroza

Kategoria: Recenzje

W świecie Środonia i Dziabasów – podobnie jak w rzeczywistości, w której żyją rosyjscy bohaterowie „Ładunku 200” – „nie ma Boga”. Jest za to partia, równie wszechmocna, także widząca i kontrolująca wszystko. Jej przedstawiciele, ważne szychy „z centrali” potrafią znaleźć haczyk na każdego niepokornego – w odpowiednim momencie wyciągną kompromitujące zdjęcie, znajdą dowody, przypomną stare grzeszki. Porucznik Mróz dobrze wie, że w takim świecie trudno pozostać uczciwym, jednak się stara. Nawet wtedy, gdy zwykła wizja lokalna w sprawie kryminalnej przerodzi się w coś więcej – w rozgrywkę polityczną, w której stawką jest życie, zresztą nie tylko jego własne…

Dom zły Dom zły

„Dom zły” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, które wzajemnie się uzupełniają (czasem nawet w skojarzeniowym montażu równoległym). W roku 1982, ponurym czasie stanu wojennego, trwa rekonstrukcja wydarzeń sprzed czterech lat. Powracają makabryczne wydarzenia pewnego deszczowego wieczoru i nocy 1978 roku. Wtedy to właśnie do znajdującego się na uboczu gospodarstwa Dziabasów trafił Środoń, zootechnik z Wybrzeża, który w krośnieńskim PGR-ze chciał rozpocząć nowe życie, pozostawiając za sobą bolesne wspomnienie niespodziewanej śmierci żony i własnego późniejszego alkoholowego upadku.

Wszystko zaczyna się niewinnie – Środonia gryzie pies, musi więc wstąpić do domu gospodarza i jego małżonki. Wkrótce na stole znajdzie się wódka – jak ponury znak rozpoznawczy ówczesnej rzeczywistości łączy ona obie płaszczyzny czasowe nicią milczącego porozumienia. W tym śmieszno-strasznym świecie piją wszyscy, i zwykli ludzie, i milicjanci, i oficjele. Alkohol znieczula, utrudnia myślenie i kojarzenie faktów, łagodzi ból, zamienia ludzi w groteskowe marionetki, budzące jednocześnie litość i obrzydzenie. To alkohol będzie jedną z przyczyn tragedii, jaka w tę noc rozegra się pod dachem Dziabasów. Co jednak wydarzyło się tam naprawdę? Oskarżony od czterech lat konsekwentnie utrzymuje, że jest niewinny, trupy są jednak faktem…

Dom zły Dom zły

Krok po kroku razem z porucznikiem Mrozem odtwarzamy całą historię. W czasie zbliżania się do wyjaśnienia zagadki kryminalnej coraz bardziej wyrazistych barw nabiera też psychologiczny portret głównego bohatera wątku „rekonstrukcyjnego”, czyli tragicznej postaci porucznika Mroza, który w miarę rozwoju akcji urasta do rangi jedynej osoby próbującej przeciwstawić się Złu. A jest ono tu wszechobecne i wszechogarniające jak partia, choć o wiele od niej starsze – Zło permanentnie i immanentnie wpisane w ludzką naturę, Zło trwałe i zwycięskie, pomimo tego, że ulegający mu ludzie tak naprawdę wcale nie są z gruntu źli. Są tylko głupi, chciwi i niemoralni, żyją w świecie, w którym tak trudno być kimś innym jak tylko groteskowym potworem. Ot, chociażby takim jak Bożena Dziabas, powiatowa lady Makbet, inicjatorka pierwszego, najważniejszego ogniwa w łańcuchu makabrycznych wydarzeń tamtej nocy. Gdyby nie jej urażona ambicja, którą natychmiast przekuła w żądzę zemsty i zysku, do niczego by nie doszło.

Ludźmi tymi rządzą prymitywne, zwierzęce instynkty, takie jak chuć i pożądanie pieniądza. Mają oni jednak także głęboko ludzkie tęsknoty za spełnieniem i szczęściem. Możemy je odczytać z pewnych przebłysków – widać je choćby w smutnych, zamroczonych alkoholem oczach Zdzisława Dziabasa czy słychać w nieskładnych słowach skargi Bożeny Dziabasowej, żalącej się Środoniowi.

Dom zły Dom zły


Film jest aktorskim popisem trójki głównych bohaterów – dzięki nim postacie zyskują Twarze, nie tylko zwierzęce mordy. Twarze pijane i złe, ale także tragiczne, naznaczone smutkiem, daremnością i niespełnieniem ludzi, którzy wiodą swoje marne życie w marnym kraju. Arkadiusz Jakubik gra jakby dwie odsłony tego samego człowieka – Środoń z ’78 jest skrzywdzony przez życie, ale jeszcze jurny, jeszcze pełen energii, jeszcze ma nadzieję. Ten z ’82 jest już stłamszony, wyciszony, po aresztancku ostrzyżony, nawet fizycznie niepodobny do mężczyzny, który szukał w Bieszczadach szansy na nowe życie. Udręczony i zaszczuty nie traci jednak wewnętrznej ludzkiej godności, nie chce pozwolić, by wrobiono go w zbrodnię, której nie popełnił.

Postać Dziabasa łatwo było zagrać na jednej nucie – jako naturalistycznego, prymitywnego wieśniaka. Dziabas rzeczywiście jest naturalistyczny i prymitywny, ale to nie cała prawda o nim – okazuje się także naznaczony tragicznym niespełnieniem, wszystko, czego w życiu dotknie, zamienia się w mierzwę. Jego żona to kłamliwa dziwka, a ukochany syn to tylko wyłudzający pieniądze alkoholik i łobuz. Marian Dziędziel prezentuje w tej roli jednocześnie naturalistyczną groteskę, jak też pewnego rodzaju wzniosłość i prostą godność wiejskiego gospodarza, który przegrał swe życie. Kinga Preis jest wprost stworzona do roli Bożeny Dziabasowej, połączenia zwykłej, wiejskiej baby z niebezpieczną prowincjonalną femme fatale. Całej tej trójce dzielnie sekunduje Bartłomiej Topa w roli porucznika Mroza, postaci najpełniejszej i najciekawszej z nich wszystkich, zmęczonego desperata próbującego na swoim małym, indywidualnym polu walczyć o ocalenie godności i uczciwości.

Dom zły Dom zły


Film dostał nagrodę za scenariusz – rzeczywiście zasłużenie. Wszystko jest tu dokładnie i konsekwentnie przemyślane. Rozpoczynające „Dom zły” wspomnieniowe interludium z życia Środonia zadziała później na zasadzie „czechowowskiej strzelby”, sparafrazowane powrócą wątki i motywy. Śmierć żony z prologu, scena, gdy leży na podłodze zalanej barszczem czerwonym niczym krew stanowi symboliczną zapowiedź późniejszej orgii zbrodni. Smarzowski z dużą zręcznością przeplata konwencje, groteskowy humor mieszając z tragizmem, konsekwentnie zmienia tonację – im bliżej końca, tym film staje się mroczniejszy, tym bardziej zagęszcza się atmosfera osaczenia i uwikłania w obu historiach, Środonia i Mroza, którzy stają się swymi swoistymi odpowiednikami, jednostkami otoczonymi wrogimi ludźmi i wplątanymi w niebezpieczne historie, z których trudno ujść z życiem.

Oba wątki rozpoczynają się w komediowej, satyrycznej tonacji – Edek w niedźwiedzim, pijackim uścisku obejmuje się ze Zdziśkiem, a milicjanci jak z Barei karnie, według rangi ustawiają się w kolejce do gorzałki, którą serwuje im bimbrowniczka, wiejska baba-pozorantka. Im bliżej jednak końca, to, co wcześniej było śmieszne, teraz zaczyna stawać się straszne – cała historia rozpoczynająca się od starannego, powolnego i szczegółowego wprowadzenia i rozwinięcia akcji teraz przyspiesza niczym szaleńczy diabelski młyn, jednocześnie urastając do rangi syntezy i metafory. Końcowe sceny, gdy na wiejskim podwórku widzianym z lotu ptaka nieskładnie kołyszą się upojeni gorzałą ludzie marionetki, niedwuznacznie przywodzą na myśl finał „Wesela” Wyspiańskiego z jego somnambulicznym chocholim tańcem, upiornym danse macabre polskiego społeczeństwa.

Komentarze (27) do artykułu “Dom zły – Daremne starania porucznika Mroza”

  • Donia Agata pisze:

    Cziczio, naprawdę bardzo dobra recenzja. Oprócz zachwycenia się filmem, rozbierasz go niemal na czynniki pierwsze uzasadniając do niego swą sympatię czy raczej szacunek. Ja, przyznam się szczerze, tym razem nie podzielę twego zdania. Zdarza mi się to bardzo rzadko, ale cóż, każda reguła ma swoje wyjątki. Film mnie z lekka nużył. Teraz, po przeczytaniu twej recenzji, mogę powiedzieć, że owszem, można było i tak spojrzeć na bohaterów tego filmu. Może poszłam do kina uprzedzona? Wpadła mi wcześniej w oko końcówka recenzji K. Wróblewskiego, który podsumował swą recenzję słowami, że film jest antidotum na nostalgię za socjalizmem, poza tym slogany na afiszach, wycierające sobie gębę, jak sie okazuje przy byle okazji, nazwiskiem Tarantino, porówananie „Domu złego” do „Fargo” (tu słusznie – ten film mógł się nasuwać w pamieci) – itd. – może się nastawiłam, że film ma być jedną wielką zgrywą i nudnym już nabijaniem się z czasów PRL. Nie wiem, ale niestety, film mnie nie porwał. Po świetnym początku, śmierć małżonki w kałuży barszczu, komiczna akcja ratunkowa, acha, barszcz potraktowałam, nie tak jak ty, jako zapowiedź nadchodzącej krwawej orgii, ale jako dowód, że Środoń pochodzi z uboższej rodziny, której symbolem jest m.in. najtańsza zupka z buraczków czerwonych. A tu się okazuje, że film zaczyna mi oscylować w kierunku taniego horroru, czy może thrillera, o zabarwieniu społeczno-politycznym – samotny dom na uboczu, jakieś dziwne kreatury czyhające na jak się okazało całkiem nieskromny majątek wędrowca. Na dodatek wszystko polane polskim bimbrem. Akcja przewidywalna, postaci do bólu zgrane – prokurator pijak, ksiądz pederasta (dobrze, że nie pedofil!), niezbyt rozgarnięta kobieta (!), na dodatek milicjantka, wiejski głupek i baba w chustce,jako pozoranci itd. itd. Tylko ten milicjant Mróz – trochę lepszejszy. No właśnie, ale dlaczego milicjant dobry? Tu nastąpiło złamanie schematu i chwała twórcom – milicjant też człowiek. :)
    Ty zauważyłaś w tych postaciach jakieś ślady czlowieczeństwa, jakieś próby uchwycenia zawiłości ich psychiki, może jakieś ślady dobra, jak niestety nie. Może byłam zbyt wnerwiona? Po tendencyjnym dokumencie „Arizona” mam juz dosyć powielania pgrowskich klimatów z tanim alkoholem w tle.
    Koncząc, bo mogłabym tu jeszcze trochę popisać, odebrałam ten film, może niesłusznie, ale co ja poradzę, że tym razem nie uchwyciłam częstotliwości fal nadawania autorów filmu, jako dość splaszczony, ograniczony, jako tylko symbol głupoty i prymitywizmu Polski socjalistycznej – z czym sie nie zgadzam, bez żadnych sentymentów, ale musimy pamiętać, że to ustrój był ‘be”, ale naród był całkiem niegłupi, ba, mądrzejszy, wykształcony i bardziej wolny niż teraz. A chlanko w trupa było zawsze (taka tradycja!), teraz nawet więcej, choć trunki mamy już bardziej wykwintne. Jednym ukłonem w stronę nowej Polski był poród na klepisku – otóż prosta socjalistyczna kobieta, córa systemu rodzi w bolach, maleństwo, może właśnie tę nową Polską, ale jaka tam ona nowa? Nie możemy sie wszak odciąc od przeszłości, jak to dziecko odcięto od pepowiny, niestety, ciągle jesteśmy dziećmi PRLU. co prawda, chodzimy już na potęgę do kościoła, mamy wolny rynek, ale tak naprawdę mentalnie ciągle jestesmy czyimiś (mediów, konsumpcji, USA, NATO, Kościoła itd) niewolnikami, tego mi trochę brakło, wyraźnego wskazania, że tak naprawdę niewiele sie w naszych głowach zmieniło. Co doskonale próbowal pokazać Bałabanow w Ładunku 200 – ten film był naprawdę groźny, ODWAŻNY, przerażający. Nam jeszcze brak śmiałości, by pokazać, że człówiek jest zły, ma diabła za skórą, nawet, gdy rządy w dużej częsci sprawuje kościół.
    A mnie końcowa scena skoajrzyła się nie z chocholim tańcem, a z Myśliwymi na śniegu, Breugla – co ma uzasadnienie, wszak polowanie na Środonia rozpoczęto, a dobry milicjant, który mógł mu pomóc, niestety poległ, na placu boju o kobietę – tę symboliczną matkę nowej Polski i tu plus dla autorów, że jednak coś na temat przyszłości przemycili.
    Ogolnie, film jest pewnie nie najgorszy, ale nie dla mnie. bardziej podobał mi się, jeśli mówimy o ostatnich produkcjach, Rewers.
    Pozdrawiam :)  Cytuj

  • Marta Szelerska - Cziczio pisze:

    No właśnie, ja widzę, że tu się – wyjątkowo – nie zgadzamy. Cóż, bywa i tak, zresztą może to i dobrze, bo można podyskutować :) . Zatem do dzieła: ja zupełnie nie zgodzę się z tym, że „Dom zły” to komedia, zgrywa czy coś w tym rodzaju – owszem, są tu elementy humoru, ale ten śmiech więźnie w gardle (naprawdę, w kilku momentach zrobiło mi się jakoś nieswojo, że wcześniej się śmiałam/uśmiechałam). Jeżeli już, to raczej makabreska (albo może lepiej: groteska, która – jak wiadomo – ma zawsze podtekst poważny). I według mnie to nie jest film o PRL-u, przynajmniej nie tylko – to raczej coś w rodzaju moralitetu o ludzkiej naturze, o tym, że tkwi w niej immanentne Zło (właśnie pisane wielką literą). Przecież z podobnym punktem wyjścia mamy już do czynienia w Szekspirowskim „Makbecie” (a Smarzowski sam poddaje trop, że Dziabasowa to taka prowincjonalna lady Makbet), tyle, że tam zbrodnicza para myśli sobie: „Zabijmy Duncana, będziemy mieć władzę”, a tu – „Zabijmy Środonia, będziemy mieć pieniądze”. Owszem, można spojrzeć na to tak, że PRL to Zło niejako uaktywnił, dopuścił do głosu, dał mu lepsze warunki, by rozwijało się i kwitło, ale i tak wydaje mi się, że mentalność/działania/motywacje Dziabasów są ponadczasowe i uniwersalne. Przecież po jest ta długa, szczegółowa, rozbudowana, powoli przyspieszająca część filmu stanowiąca wstęp do – już orgiastycznie szalejącej – części ze zbrodnią. Tam wszystko widać, tam zostają nakreślone psychologiczne portrety postaci – tu żadna scena nie jest niepotrzebna, każda tłumaczy zakończenie: niespełnienie, chęć zemsty, chęć zysku, urażona ambicja, manipulacja, chęć dominacji, chęć odegrania się i jeszcze można by co nieco wymienić…
    Zwróć uwagę, że bohaterowie to nie papierowe sylwetki przedmiotowo potraktowane jako pionki do rozegrania thrilleropodobnej fabuły – to żywe, krwiste, po prostu LUDZKIE postacie, nie żadne marionetki (choć są marionetkami w innym sensie – kierują nimi niskie, prymitywne żądze, determinuje ich miejsce, w jakim są, wreszcie podmiotowość odbiera im ten nieszczęsny system, będę jednak utrzymywać, że i dziś, i teraz, w „wolnej Polsce” znaleźlibyśmy identycznych Dziabasów, którzy zrobiliby to samo). Ja ten film odebrałam raczej jako pesymistyczną opowieść o niezmiennej i niedoskonałej ludzkiej naturze, a na bohaterów spojrzałam jak na postacie tragiczne, smutne i zarazem groteskowe, nie jak na zabawne potwory rodem z PRL-u. W tym sensie (i tylko w tym) byłoby to rzeczywiście podobne do „Fargo”, które również jest w kontekście natury ludzkiej opowieścią uniwersalną. A poza tym podobało mi się, bo ja lubię takie mroczno-swojskie kryminalne klimaty, ukazujące ponurą podszewkę niby znanego, otaczającego nas świata, lubię tego typu Grozę (oczywiście tylko w kinie czy literaturze, bo w życiu nigdy w życiu :) )  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Ech, ale się porobiło. Nie napisałam, że film odebrałam jako komedię. Po wkręceniu sie w wir w podniety, jaka ogarnęła wszystkich na punkcie tego filmu, po komentarzach, po sloganach miałam wrażenie, że idę na coś jajcarskiego – wiesz jak faceci piszą na temat filmów. Po kilku minutach seansu, przekonałam się, że jestem na całkiem innej bajce, filmie grozy, a raczej grozieńki, w polskim wydaniu, z naszymi bidnymi obywatelami, którzy mniej są źli, a bardziej biedni, żałośni i zagubieni.
    Ogólnie, jak cię czytam, cziczio, zgadzam się z tym co piszesz, mozna na ten film spojrzeć jako na film mający ambicję opowiedzieć nam rzecz na miarę Szekspira, ukazać ludzkie uniwersum, z tym, że Dziabasowie, jak dla mnie nie mają zbyt skomplikowanej psychiki, oni raczej jak zwierzęta, kierują sie w życiu instynktem, a nie wyrafinowanym mysleniem.
    Na pewno wielkie brawa należą się aktorom – zrobili wszsytko, aby postaci przez nich grane ocieplić, wywołać u widza współczucie dla nich, to się chwali. Mimo, że są żałośni, ale przecież niekoniecznie w całości ze swej winy. Raz coś chcieli zrobić by poprawic sobie egzystencję, wziąć sprawę w swoej ręce i niestety, nie udało się. Klęska na całej linii.
    Lubię, trochę, mroczne filmowe opowieści, o naturze ludzkiej, tak jak ty, ale ten „Dom zły” uważam za wersję light tego gatunku. Prawdziwy hardcore spotykamy u Bałabanowa, gdzie zło jakie się rozlewa w jego filmie, jest kompletnie niezrozumiałe, z początku być może mające jakieś konkretne źródło, lecz z czasem uprawiane dla samej sztuki, chciałóby się powiedzieć nieludzkie, ale właśnie ono jest ludzkie, bo tylko człowiek potrafi drugiej żywej istocie stworzyć prawdziwe piekło.
    A zresztą, co ja tu sie będę powtarzać, możesz, jeśli chcesz zerknąć na babę o filmach, umieściłam klkaset zdań na temat tego filmu. :)
    Czyli, jak sie okazuje, Dom zły jest całkiem godny uwagi, skoro zaowocował naszą niekrótką dyskusją, naprowadzającą mnie, na wiele przemyśleń (to lubię) i recenzjami. :)  Cytuj

  • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

    Uchhh, kawał kina, naprawdę. Smarzowski już po raz drugi w tak mistrzowski sposób wyciąga na ekran tę paskudną stronę naszej (to znaczy nie tylko polskiej, ale także i ludzkiej) natury, że czapki z głów, panie i panowie. „Dom zły” to jest koncert: scenariuszowy, reżyserski i aktorski. Absolutnie nic tu się nie zgadza z opinią Donii, że jest ” dość splaszczony, ograniczony, jako tylko symbol głupoty i prymitywizmu Polski socjalistycznej”. Płaszczyzn tutaj cała masa – bo niby tylko dwie duże, ale ileż w warstwie z 1982 r. niesamowicie syntetycznych portretów, ileż celnych obserwacji i czarnych jak smoła puent… Owszem, o ówczesnym świecie, ale w równym stopniu o dzisiejszym – bo natura ludzka jest niezmienna. Owszem, w części z 1982 r. w powietrzu wisi bezradność wobec zła, ale choć jego wszechmoc najpełniej reprezentuje partyjny kacyk, to całość to coś więcej niż obrazek PRL-u. Gdzież tam. „Dom zły” to nie jest prosty paszkwil na dawną rzeczywistość – redukcja filmu Smarzowskiego do tak prościutkiej interpretacji byłaby dla tego fantastycznego kina obrazą. To jest moc, proszę państwa, moc. Smarzowski jest fantastycznie przenikliwy i to jest wielka siła „Domu złego”. Choć swoją drogą chciałbym zobaczyć jego film nienaznaczony tym fatalizmem… Byłbym go ciekaw.  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    „Ileż portretów, ileż celnych obserwacji i czarnych jak smoła puent”! Dokładnie, ile? Brakuje mi tylko w tym opisie jednego słowa „petarda”. Widziałam fragment konferencji prasowej z tworcami, wyglądali na takich co sami nie dowierzają, do jakiej euforii doprowadził ludzi ich film. :)  Cytuj

  • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

    Dokładnie? Siedemnaście, jeśli dobrze liczę.  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    A jeszcze dokładniej? Bo ja widzę, tylko jeden portret Polaka, w wielu, być może 17-tu,odsłonach.  Cytuj

    • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

      Ok, no to teraz poważnie: Ty tu widzisz jakieś płytkie szydzenie z Polaka, że niby „pije i będzie pił” – to rzekomo jest całe albo prawie przesłanie DZ. Wybacz, ale to jest płytkie. Ta wódka to mniej składnik portretu, a bardziej katalizator zdarzeń, symbol bezradności wobec pędu zdarzeń i okoliczności. Ona sprawia, że bohaterowie nie są w pełni winni tego, co się dzieje – wszak film Smarzowskiego jest bardzo (za bardzo?) deterministyczny w wymowie. Poza tym mamy cechy ogólnoludzkie, nawet już nie tylko polskie – chciwość, małostkowość, kombinatorstwo, a wszystko zawsze w obliczu okoliczności. Mamy też zmysł przetrwania – wszelkimi środkami. Mamy dramat „dobrego” bohatera, który naprawdę również jest słaby. Mamy dwie strony tej samej monety: początkowy Dziabas-gospodarz to przecież swój chłop i wcale nie ma powodu przypuszczać, żeby w tej jego postawie było coś fałszywego i dopiero później „wychodzi z niego prawdziwa natura”. I tak dalej, i tak dalej. Strasznie pobieżnie mówię, ale naprawdę: „Dom zły”, choć nie jest filmem tak erudycyjnym i wyszukanym jak „Rewers”, za którym się „opowiadasz”, ma równie dużo elementów, które można wyjąć z filmu, położyć na dłoni i przyglądać im się. Traktując obraz Smarzowskiego powierzchownie – jak pisałem poprzednio – czyni mu się krzywdę.

      Na marginesie: na forum KMF napisałaś, że nie widzisz jakoś tych dyskusji o Polakach, które „Dom zły” miałby prowokować. Przed godziną skończyliśmy nagrywać nowy odcinek podcastu poświęcony w całości filmowi Smarzowskiego. Wiadomo, że to tylko amatorska gadka, ale może właśnie coś takiego miałaś na myśli. Za kilka dni audycja powinna być gotowa :)  Cytuj

  • desjudi pisze:

    świetny tekst, cziczio, chyba najlepiej wgryzający się temat, jaki czytałem o filmie Smarzowskiego (i zupełnie inny od równie dobrego tekstu BM na KMFie). I dyskusja z Donią także smakowita.  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Dzięki, des, bardzo się cieszę, że tekst się spodobał i to osobie, która sama świetnie pisze :). To w takim razie dalszy ciąg dyskusji:
    Donio, ja również, podobnie jak Negrin uważam, że to nie tylko portret Polaka – to portret CZŁOWIEKA przede wszystkim (a że i Polaka, to również, ale w drugiej, dalszej kolejności). „Azyl” Faulknera, „Ładunek 200″ Bałabanowa (który, nawiasem mówiąc, jest twórczą trawestacją „Azylu” do tego stopnia podkreślającą swą Faulknerowską genezę, że pojawiają się nawet identyczne motywy, np. czerwone szpileczki dziewczyny, w których ciężko jej iść ku „domowi złemu”), wreszcie nasz „Dom zły” – to ten sam obraz, to samo ujęcie ludzi żyjących „bez Boga” (w sensie – bez wartości), wyłącznie w niewoli swych własnych instynktów, słabości, swej własnej Natury, w której dominuje i niepodzielnie króluje Zło. Obraz uniwersalny i ponadczasowy, tak samo aktualny w Ameryce lat dwudziestych, komunistycznej Rosji, jak i PRL-owskiej Polsce – wyprany z jakichkolwiek norm moralnych obraz ludzkiego Piekła. Negrin słusznie zwraca uwagę, że Dziabas to na początku „swój chłop” – dlaczego zatem tak się zmienia, dlaczego dzieje się z nim to, co się dzieje? Po prostu dlatego, że w tym świecie nie obowiązują żadne wartości, ludzie ci pozbawieni są jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego odróżniającego ludzi od zwierząt – tym samym mogą wszystko: okraść, zabić… W tym momencie można zadać sobie pytanie, skąd ten brak wartości się bierze – odpowiedź będzie złożona: po trosze na pewno winien jest PRL jako ustrój demoralizujący i wypaczający osobowość człowieka, ale ważniejsze jest to, iż aby kierować się wartościami, trzeba być człowiekiem silnym, wybitnym. Ci ludzie są przeciętni, słabi – jak większość, w każdym miejscu, w każdym czasie (vide: „Azyl” i „Ładunek 200″, o których wciąż wspominam, bo to poprzednie osłony tej samej historii oparte na podobnym punkcie wyjścia zarazem symbolicznego i boleśnie realnego „domu złego”). Zważywszy na to wszystko, postrzeganie filmu Smarzowskiego wyłącznie w kategorii opowieści o Polsce i Polakach, niestety nie wyczerpuje tematu…  Cytuj

  • ArteClaire pisze:

    oczywiście, że nie wyczerpuje, choć jednocześnie smarzowski bardzo dobrze „swojskość” wsi polskiej oddaje.

    tekst faktycznie bardzo dobry, tylko mam jedno pytanie:

    >>>Ot, chociażby takim jak Bożena Dziabas, powiatowa lady Makbet, inicjatorka pierwszego, najważniejszego ogniwa w łańcuchu makabrycznych wydarzeń tamtej nocy. Gdyby nie jej urażona ambicja, którą natychmiast przekuła w żądzę zemsty i zysku, do niczego by nie doszło.

    nie do końca rozumiem, po pierwsze, czemu inicjatorka i czym miałoby być to „pierwsze ogniwo”? dziabas i tak wolałby te czterdzieści kawałków tu i teraz niż poloneza jutro…  Cytuj

  • ArteClaire pisze:

    ps. a propos jeszcze faulknera, to mi także flannery o’connor przyszła do głowy, nie tylko ze względu na tematykę, co konstrukcję – jej opowiadania zawsze zaczynają się spokojnie, przyjaźnie, a kończą bardzo brutalnie, dramatycznie, często wyrafinowaną przemocą lub nawet śmiercią.  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Tak, Flannery O’Connor też i w tym sensie, że – jakby nie patrzeć – także i ona w każdej odsłonie, w każdym opowiadaniu eksploruje fatalistycznie podany temat Zła tkwiącego w człowieku, choć bardziej skupia się na przyczynach (mentalność itd.), ale Faulkner i „Azyl” przede wszystkim dlatego, że podobne zawiązanie akcji – gość/goście przybywają do „domu złego” i po początkowym przyjaznym przyjęciu rozpoczyna się jazda, „Azyl” jest też ogniwkiem odsyłającym do Bałabanowa, z którym „Domu złemu” bardzo po drodze…

    >>>Ot, chociażby takim jak Bożena Dziabas, powiatowa lady Makbet, inicjatorka pierwszego, najważniejszego ogniwa w łańcuchu makabrycznych wydarzeń tamtej nocy. Gdyby nie jej urażona ambicja, którą natychmiast przekuła w żądzę zemsty i zysku, do niczego by nie doszło.
    nie do końca rozumiem, po pierwsze, czemu inicjatorka i czym miałoby być to “pierwsze ogniwo”? dziabas i tak wolałby te czterdzieści kawałków tu i teraz niż poloneza jutro…<<<

    Ok, ja to zrozumiałam tak – pijany Dziabas walnął się spać, Dziabasowa wtedy weszła Środoniowi do łóżka. Gdy po seksie szuka u niego zrozumienia (jedyny chyba moment, gdy jest bardzo ludzka, odkrywa trochę siebie, trochę swego życiowego niespełnienia, bo wcześniej niezbyt wiadomo, co myśli), Środoń wygania ją w sposób bardzo wulgarny. To dla niej cios – jej ambicja zostaje urażona do żywego. Pojawia się chęć zemsty, chęć odegrania się na mężczyźnie, który przecież potraktował ją, nie przymierzając, jak ścierkę. W tym momencie można się domyślać, że Dziabasowa budzi Dziabasa i – niczym lady Makbet – namawia go do zbrodni, motywując ją oczywiście możliwością uzyskania pieniędzy (tu mamy do czynienia z manipulacją). Dziabas dokonuje zbrodni właśnie za namową żony – stąd inicjatorka i pierwsze ogniwo. A że za namową, to wiadomo chociażby z tego, co Dziabas wykrzykuje na podwórku, kiedy już ze wszystkiego zdaje sobie sprawę – on tam w wyraźny sposób obwinia właśnie ją, krzycząc coś w rodzaju: "To przez ciebie, to twoja wina!"…  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Aha, to „pierwsze ogniowo” to oczywiście seks ze Środoniem – pójście za głosem chuci, pożądania (Dziabasowa jest prymitywna, można to tak interpretować), czyli kolejna (pierwsza, bo od tego się zaczęło!) cegiełka w temacie ulegającej instynktom ludzkiej natury…  Cytuj

  • cziczio pisze:

    I jeszcze coś zauważyłam – piszesz: >>> dziabas i tak wolałby te czterdzieści kawałków tu i teraz niż poloneza jutro…<<<
    Hmm, według mnie właśnie nie – Dziabas jest swojski, naiwny i w gruncie rzeczy łatwowierny (choćby to, że zawierza żonie), on rzeczywiście kładąc się spać wierzy, że interes ze Środoniem mu wyjdzie, dopiero ona zasiewa w nim wątpliwości i to za jej przyczyną sięga po 40 kawałków tu i teraz (zupełnie jak z "Makbeta" sytuacja, nie mogę się jakoś pozbyć tego skojarzenia :) )…  Cytuj

  • ArteClaire pisze:

    no tak, teraz rozumiem – b. ciekawa interpretacja, chociaż ja obstaję przy swojej.. choć można je połączyć, prawda?  Cytuj

  • ArteClaire pisze:

    no właśnie wg mnie nie do końca, ta ekscytacja, owszem, jest prawdziwa, ale podczas żłopania bimbru ze słoików  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Oj, Negrin. Negrin, gdzie ja napisałam, że Dom zły szydzi z Polaka? Jakie to ciekawe, że każdy widzi w tekście to co chce zobaczyć. W wielu miejscach powtarzacie moje slowa, w swoim ujeciu. O ile dobrze pamiętam, moim zarzutem wobec tego filmu, jest słabe wniknięcie w duszę człowieka, mamy tylko obraz skutków życia w takich warunkach a nie innych, a nie widzimy właśnie tej walki, o której ciągle piszecie, by zachować godnośc. Widzicie kogoś więcej, jak tylko pijanego Dziabasa i znudzoną swym mężem Dziabasową, pijanego prokuratora, pijacych alkohol na służbie milicjantów itd. ? My, będąc Polakami, zyjącymi w tamtych czasach, albo znającymi je z jakichś historii, znamy przyczynę (ale to chyba za duże uproszczenie, że system był winny – teraz pijmey jeszcze więcej) ich stanu, ale w filmie nie jest nawet pokrótce zaznaczona ich droga do momentu upadku. I o to mam największe pretensje.
    Wy uczycie ojca dzieci robić, uświadamiacie mi, mnie znajdującej zrozumienie dla takich ludzi, jak tchórzliwy Robert Ford, Andy Hanson, czy nawet Chopper, że ludzie są słabi, chciwi, zazdrośni, próżni, głupi nawet. To wszystko są jak najbardziej ludzkie cechy, każdy z nas je ma w mniejszych lub wiekszych proporcjach. A zrozumienie dla tych przykladowych bohaterów filmowych, znalazłam dzięki świetnie nakreślonym portretom – pobudki ich działania są klarownie wyłożone, a w „Domu złym” widzimy tylko żałosnych słabych pijanych ludzi, nie znając przyczyn upadku, nie możemy zrozumieć, polubić.Z wyjatkiem Środonia, ktorego nałóg akurat jest umotywowany, i nie wziął się on z rozpaczy nad życiem w systemie. Akurat system to on miał głeboko w d.. i świetnie się za jego czasów bawił – tylko (albo aż) z powodu smierci żony – czyli ludzka klasyka. Reszta postaci wypada również bardzo blado – sami nierozgarnieci milicjanci (oprócz Mroza – ale on symbolicznie ginie, upieram się przy mojej interpretacji, że jego smierć jest symboliczna, jako zapowiedź wcale nielepszego moralnie losu przyszłej Polski), dalej mamy pijanego w sztok u rzygającego na prawo i lewo prokuratora, no i oczywiście – przygłupawe, acz zaradne życiowo kobiety – baba handlarka bimbrem, milicjantka przy nadziei, może Dziabasowa z nich najmądrzejsza, ale co z tego, jak za bardzo emocjonalna, nie umiała się pohamować to i źle skończyła. A jeszcze na koniec Dziabas powiedział,jak to chłop, że to wszystko przez nią – wiadomo, baby są wszystkiemu winne, przerabiamy to przecież od wieków. :)

    Wszystko to piszę, jeszcze raz i po raz ostatni, żebyście zrozumieli, że ten film nie jest filmem skomplikowanym, nie trzeba mi tłumaczyć, że ludzie są źli, słabi, złamani przez system, zwaleni przez nałóg. To jest jasne, tak samo jak jasna jest zasada „miłe złego początki”, będąca główną osią konstrukcujną każdego horroru, thrillera, a nawet życiowych sytuacji – nie bez powodu ukuto takie porzekadło. Chcę, żebyście zrozumieli jedno, doceniam ten film z pewnych względów – aktorstwo, scenariusz jako taki, ale brak mi takiego humanizmu, jaki odnalazłam w Rewersie, gdzie zbrodnia znalazła zrozumienie, a jej ofiara, wspólczucie, mimo wszystko. „Rewers” wzruszał, przerażał, zadziwiał i autentycznie bawił, niczym czeski film, o najciemniejszych stronach ludzkiej duszy.
    „Dom zły” – moim zdaniem wielu pobudził emocjonalnie, bo wreszcie doczekaliśmy się portretu Polaka zwyklego, antybohatera romantycznych opowieści o poświęceniu życia dla ojczyzny. Mamy wreszcie portret Polaka powszedniego, brudnego, głupiego, żałosnego, niezaradnego, tchórzliwego, życiowej ofiary. I możemy to zrozumieć, wybaczyć, nawet go pokochać, ale nie dlatego, że zobaczyliśmy „Dom zły”, tylko dlatego, że sami wiemy, iż czlowiek nie jest istotą doskonałą.

    Nie wiem, czy udało mi sie choc trochę wyjaśnić dlaczego bardziej cenię Rewers niż Dom zły, zauważając jednocześnie jego dobry warsztat – aktorów, operatora, dialogi). Rozumiem los Dziabasa i Dziabasowej czyli jak chce Cziczio polskiego prowincjonalnego Makbeta i Makbetowej, i wszystkich pozostałych zaludniających ekran, ale tak jak mówię, ten konkretny filmowy portret Polaka nie przemówił do mnie, po co robić filmy o tak nieciekawych ludziach, nie przechodzących żadnych przemian, nie mających żadnych przemyśleń? /cziczio też pisze, że nie wiemy przez cały film co Dziabasowa myśli, i tak jest ze wszsytkimi bohaterami, prokurator pije, ale nie wiemy dlaczego, my prawdziwi Polacy, znawcy tematu, możemy się domyślac, że pewnie każą mu ciągle kłamać, albo co innego, albo jemu też, jak Środoniowi, zona zmarła, czort, wie, czemu chleje, a moze tylko dlatego, że jest Polakiem?) Wracając do tematu, nagła przemiana Dziabasowej – gospodyni domowej spod Krosna w morderczynię, pod wpływem impulsu jaki poczuła, bo facet po dwugodzinnej znajomości ją, hm… jakby to ująć, może tak jak Środoń – „wydupczył”? a później wygonił z wyrka, tak jakby mogła spodziewać sie czegoś innego po takim Środoniu – to za mało.
    Jakieś ciekawe wnioski po filmie? Nie zauważyłam. Trochę emocji w związku z kryminalną intrygą, trochę żalu, że też ludzie, jak robaki, mogą tak podle żyć i tak podle skończyć, sporo intelektualnych literackich poszukiwań, jak cziczio – fajny sposób na dowartościowanie filmu, ale gdzie najważniejsze, gdzie łza w oku, ze wzruszenia albo ze śmiechu? Może powiecie, że zaschła ze strachu? Nad ludzką głupotą, chyba… Jeśli tak, to szkoda, że to film o Polakach. :)  Cytuj

    • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

      w filmie nie jest nawet pokrótce zaznaczona ich droga do momentu upadku. I o to mam największe pretensje.

      Ja nie mam, bo to taki film, który rozmawia z widzem. Można ewentualnie mieć pretensje o to, że nie jest przejrzysty dla widza nierozumiejącego sytuacji (np. zachodniego), ale ja uważam, że tak jak istnienie literatura „dla Polaków”, która tylko z nimi rozmawia, tak może istnieć również takie kino. Nie musi mi tłumaczyć drogi – wystarczy, że pobudzi do rozmyślań na tyle, bym sam zaczął się jej domyślać.

      Wszystko to piszę, jeszcze raz i po raz ostatni, żebyście zrozumieli, że ten film nie jest filmem skomplikowanym

      A my, oporni, nie rozumiemy. Bywa wszak i tak. I chyba jednak nie zrozumiemy, bo uważamy, że to nieprawda.  Cytuj

  • Marta Szelerska - Cziczio pisze:

    Ok, Donio, to już nareszcie wiem, w czym rzecz i o co masz do „Domu złego” pretensje/albo dlaczego bardziej podobał Ci się „Rewers” – to po kolei:

    O ile dobrze pamiętam, moim zarzutem wobec tego filmu, jest słabe wniknięcie w duszę człowieka, mamy tylko obraz skutków życia w takich warunkach a nie innych, a nie widzimy właśnie tej walki, o której ciągle piszecie, by zachować godnośc.

    Tu nie ma walki, oni już dawno się poddali (a może inaczej – nigdy nie walczyli), są jacy są – słabi, groteskowi, w końcu straszni, ale przy tym wszystkim, jak już pisałam – jednak ludzcy. Ludzkie jest ich niespełnienie, poczucie braku szans i zmarnowanego życia, nie artykułowane pełnym głosem, bo oni nawet tej świadomości nie mają, nie potrafią tego nazwać, ale to widać – widać, gdy Dziabasowa w chwili odczuwanej przez nią bliskości próbuje szukać u Środonia zrozumienia, żali się mu; widać w możliwej do odtworzenia historii ich małżeństwa – wyszła za niego, bo liczyła, że przy nim będzie jej dobrze, że na swój sposób będzie szczęśliwa; widać w postaci Dziabasa, który sam przed sobą usiłuje ocalić mit idealnego syna, uciekając przed prawdą, że to tylko pijak i łajdak i wierząc, że coś mu w życiu jednak wyszło, jednak się udało. Gdyby dostrzegł prawdę o Januszku, musiałby przyznać się, że poniósł życiową porażkę na całej linii, że jest życiowym bankrutem (oczywiście on sam sobie tego wszystkiego nie uświadamia, działa instynktownie, ale właśnie w tym jest ludzki – w tym, że rozpaczliwie dąży do ocalenia w swym życiu czegoś dobrego, jednej małej iskierki). No, a Środoń, to już wiadomo – owszem, i on jest dość prymitywny, ale w nim owo „ludzkie” jest najbardziej widoczne – miłość do żony, rozpacz po stracie, walka o godność w części z ’82 (do końca się nie poddaje, do końca utrzymuje, że jest niewinny, oczywiście w trosce o swoją skórę, ale jest tu także coś więcej – walka o sprawiedliwość, porządek, prawdę)…

    Widzicie kogoś więcej, jak tylko pijanego Dziabasa i znudzoną swym mężem Dziabasową, pijanego prokuratora, pijacych alkohol na służbie milicjantów itd.

    Tak, w Dziabasach widzę kogoś więcej (vide: to, co powyżej), w prokuratorze i milicjantach nie – oni to inna bajka, inny wątek; są tylko pionkami rozstawionymi na PRL-owskiej szachownicy, ich należy postrzegać przedmiotowo – nie jako Ludzi (jak Dziabasów, których portrety psychologiczne dostajemy wyraźnie naszkicowane), lecz jako Figury służące opowieści przy zminimalizowaniu (lub braku) wewnętrznego życia…

    My, będąc Polakami, zyjącymi w tamtych czasach, albo znającymi je z jakichś historii, znamy przyczynę (ale to chyba za duże uproszczenie, że system był winny – teraz pijmey jeszcze więcej) ich stanu, ale w filmie nie jest nawet pokrótce zaznaczona ich droga do momentu upadku. I o to mam największe pretensje.

    No jasne, że to uproszczenie, dlatego ja nigdzie nie piszę, że tylko system był winny. Winna jest po prostu ludzka natura – ułomna, słaba, skłonna do degeneracji i wypaczeń, skłonna do Zła. A że nie ma momentu upadku? Bo i nie o tym jest film – on jest raczej o „stanie upadku”, w którym wszyscy tu tkwią (poza Mrozem, który bardzo nie chce upaść i płaci życiem – czy w nim nie ma tragizmu, humanizmu? Donio, przecież jest!), czyli to takie specyficzne, pesymistyczne spojrzenie na ludzką kondycję od tej ciemnej strony (a i taki minimoralitet, jeśli spojrzymy na postać Mroza – przecież i on, jak średniowieczni everymani, stoi na swoistym rozdrożu: jedna droga jest łatwa i kusi, druga trudna, ale ocala duszę i sumienie). Jasne, to się może nie podobać, można się zżymać, że po co tak patrzeć, ale Smarzowski chciał spojrzeć akurat tak i miał prawo zrobić taki film.

    A zrozumienie dla tych przykladowych bohaterów filmowych, znalazłam dzięki świetnie nakreślonym portretom – pobudki ich działania są klarownie wyłożone, a w „Domu złym” widzimy tylko żałosnych słabych pijanych ludzi, nie znając przyczyn upadku, nie możemy zrozumieć, polubić.

    Zważywszy na to, co napisałam w pierwszej w tym komentarzu odpowiedzi, przyczyną upadku jest po prostu Życie (życie, nie system) – życie, które bardzo często jest niespełnieniem, niszczy marzenia (np. Dziabasowej o dobrym mężu czy Dziabasa o dobrym synu), w zamian oferując rutynę, monotonię codzienności, kusząc i usypiająć ból łatwymi ucieczkami jak np. alkohol (który sam w sobie, jak tu, także staje się rutyną.I tak jest w każdym systemie, nie tylko w PRL-u… A co do tamtych bohaterów i filmów – to były filmy o Ludziach, konkretnych Jednostkach, ich historie, ten zaś jest próbą syntezy ludzkiej kondycji, ma wymiar bardziej ogólny, stąd ludzie podporządkowani są opowiadanej historii (a pomimo to, przynajmniej niektórzy, nie przestają być Ludźmi), czyli inaczej rozłożone były punkty ciężkości po prostu, na co innego położone akcenty…

    A jeszcze na koniec Dziabas powiedział,jak to chłop, że to wszystko przez nią – wiadomo, baby są wszystkiemu winne, przerabiamy to przecież od wieków. :)

    Hmm, powiedział tak, bo z filmu jasno wynika, że to ona go namówiła. To oczywiście nie uwalnia go od odpowiedzialności, bo przecież miał swój rozum i mógł się nie zgodzić, ale może, gdyby nie ona, taka myśl nie postałaby mu w ogóle w głowie, stąd te słowa. To jest tak po Makbetowsku rozegrane zresztą…

    Wracając do tematu, nagła przemiana Dziabasowej – gospodyni domowej spod Krosna w morderczynię, pod wpływem impulsu jaki poczuła, bo facet po dwugodzinnej znajomości ją, hm… jakby to ująć, może tak jak Środoń – „wydupczył”? a później wygonił z wyrka, tak jakby mogła spodziewać sie czegoś innego po takim Środoniu – to za mało.

    Oj, dla mnie to nie jest mało. Dla mnie to straszne, przerażające – że normalny człowiek nagle jest gotów, ni z tego, ni z owego (bo to rzeczywiście słaby powód, że „wydupczył” i wygonił) popełnić najgorsze Zło, czyli zabić drugiego człowieka. To jest właśnie wstrząsające, że Dziabasowa „bez powodu” staje się morderczynią, co dowodzi Zła tkwiącego w człowieku, które w każdej chwili może się uaktywnić…

    sporo intelektualnych literackich poszukiwań, jak cziczio – fajny sposób na dowartościowanie filmu

    Hmm, to nie tyle chodzi o jakieś szukanie skojarzeń dla samego szukania, ile bardziej o konteksty, które pozwalają mi dostrzec ten właśnie szerszy wymiar filmu niż tylko makabreska o PRL-u, tę płaszczyznę uniwersalną. I raczej same się nasuwają, bo te podobieństwa-analogie rzeczywiście są bardzo widoczne i to one właśnie sytuują mi film na takim poziomie odbioru…  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Cziczio, uwielbiam twój spokój i cierpliwość, rzeźbisz i rzeźbisz, aż do skutku. Ale, powiedz, że gdyby nie ja, nie byłoby tej dyskusji, może niejeden z widzów, zaglądający tutaj celowo lub przypadkowo, wyniesie przy okazji jakieś korzyści. Nawet nie wiesz, jak mierziły mnie te ogólnikowe zachwyty, nad filmem, bez żadnej głębszej analizy, takie pójscie na oślep, za ciosem. Wtedy jakoś tak odruchowo budzi się we mnie przekora, żeby stanąć okoniem. Zaczynam teraz, gdy przychylam się coraz bardziej do Twej opinii filmie, zastanawiać się, dlaczego nie podziałał on tak na mnie jak na Ciebie, która potrafiłaś go skutecznie i merytorycznie obronić. Może miałam gorszy dzień, byłam niewyspana (rzeczywiście, pojechałam do Poznania chyba po 3 godzianch snu), może uprzedzona przez Wróblewskiego, za którym naprawdę nie przepadam już od dawna, który zawęził wymowę filmu tylko do czasów socjalizmu, a przecież schemat ludzkich postępowań jest niezmienny. Może rzeczywiście, powinniśmy go traktować jako nasz własny polski film, którego bohaterów możemy zrozumieć, bez dodatkowych szkiców, tylko my i może jednak dobrze, że nie wysłano go na oskarowe wyścigi?
    Może, rzeczywiście, znając, z takich czy innych źródeł, realia życia w tamtej Polsce, można usprawiedliwić Dziabasa i jego żonę, zrozumieć tragizm jego żywota, tak mocno wyrażony w końcowej scenie filmu z jego, i Dziabasowej, udziałem. Tak, to był zdecydowanie najbardziej poruszający moment.
    Tak jak zrozumiałaś, miałam żal, że nie ukazano bardziej oczywiście ludzkiego wymiaru żywota Dziabasów, ty mi skutecznie udowadniasz, że dla uważnego widza, wyczulonego na każde słowo, każdy gest aktorów, człowieczeństwo jest tu do odnalezienia.
    Dziękuję za dyskusję, za wspomnianą cierpliwość i niezwykłą, tak rzadko spotykaną, uważność. Teraz jeszcze bardziej doceniam „Dom zły”, zauważam jego, zmąconą co prawda, ale jednak głębię. I nawet napisze, (może już to gdzieś napisano – ostatnio prawie wcale nie czytam prasy), że „Dom zły” może stanowić niezłe uzupełnienie „Rewersu”, z niewielką przewagą, jak dla mnie, tego drugiego. Taki Bronek, mogłby być przecież synem Dziabasa, gdyby tylko Januszek nie zszedł na drogę pijaństwa. I może nawet Dziabas, byłby z niego dumny, dopóki by się nie dowiedział, czym syn się, tam w mieście, zajmuje. I sam by już nie wiedział, czy lepiej, żeby Januszek został na wsi i zaczał pić, czy lepiej, gdyby wyjechał z tej pipidówy i … donosił. Tak czy tak, tragedia.
    Dzięki, i do następnego filmu. Mam nadzieję, że będziemy jak zazwyczaj, już bardziej zgodne. :)  Cytuj

    • cziczio pisze:

      No jasne, Donio, że gdyby nie Ty, to dyskusji by nie było (a przecież chodzi o to, żeby dyskusje były :) )

      Nawet nie wiesz, jak mierziły mnie te ogólnikowe zachwyty, nad filmem,bez żadnej głębszej analizy, takie pójscie na oślep, za ciosem.Wtedy jakoś tak odruchowo budzi się we mnie przekora, żeby stanąć okoniem. Zaczynam teraz, gdy przychylam się coraz bardziej do Twej opinii filmie, zastanawiać się, dlaczego nie podziałał on tak na mnie jak na Ciebie, która potrafiłaś go skutecznie i merytorycznie obronić.

      A tak, ogólniki są złe, bo to wytrychy, słowa-slogany bez żadnych znaczeń. Ja staram się unikać ogólników i zawsze, gdy mi się coś podoba (lub nie), staram się to jakoś uargumentować, nazwać, określić, dlaczego…

      Może, rzeczywiście, znając, z takich czy innych źródeł,realia życia w tamtej Polsce, można usprawiedliwić Dziabasa i jego żonę, zrozumieć tragizm jego żywota, tak mocno wyrażony w końcowej scenie filmu z jego, i Dziabasowej, udziałem. Tak, to był zdecydowanie najbardziej poruszający moment.

      Oj, nie, nie, mnie nie tyle chodzi o usprawiedliwianie Dziabasów, ile o analizę ich motywacji, ukazanie przyczyn tego, że są, jacy są. Mnie chodzi o to, że Smarzowski pokazuje prawdę o ludzkiej kondycji, zwraca uwagę na Zło w ludzkiej naturze – tego zła usprawiedliwiać nie można i nie to było celem Smarzowskiego – on po prostu ukazał jego mechanizmy, działanie, wreszcie to, jak łatwo może ulec mu człowiek, jeśli jest słaby i nie posiada kręgosłupa moralnego, jak Dziabasowie…

      Tak jak zrozumiałaś, miałam żal, że nie ukazano bardziej oczywiście ludzkiego wymiaru żywota Dziabasów, ty mi skutecznie udowadniasz, że dla uważnego widza, wyczulonego na każde słowo, każdy gest aktorów, człowieczeństwo jest tu do odnalezienia.

      To człowieczeństwo jest ważne, bo gdyby nie ono, Zło nie miałoby tak uderzającego wymiaru – była by to wtedy wyłącznie opowieść o groteskowych marionetkach, które czasem budzą uśmiech, czasem obrzydzenie…

      I nawet napisze, (może już to gdzieś napisano – ostatnio prawie wcale nie czytam prasy),że „Dom zły” może stanowić niezłe uzupełnienie „Rewersu”, z niewielką przewagą, jak dla mnie, tego drugiego.

      Owszem, ciekawie byłoby prześledzić podobieństwa i różnice – wyszedłby z tego interesujący artykuł.

      Ja również dziękuję i serdecznie pozdrawiam – do następnego filmu :)  Cytuj

  • Rafał Lisowski - Negrin pisze:

    A jako postscriptum do całej dyskusji… wywiad ze Smarzowskim:

    http://www.dziennik.pl/kultura/film/article492279.ece?service=print

    W gruncie rzeczy „odnosi się” do paru kwestii poruszonych powyżej.  Cytuj

  • jaś pisze:

    możliwe też, że środoń zmyślił całą historię opowiadaną milicji a faktycznie zabił całą rodzinę, cała masa drobnych elementów uzasadnia logicznie też taką wersję, serio to naprawdę dobry film  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    A je podepnę kilka słów o filmie, i Smarzowskim, autorstwa Krzysztofa Kłopotowskiego. Podobne swoje podejście do dzieła „Dom zły” i jego autora próbowałam wyrazić i ja, z pewnością mniej udolnie, oto prosz:

    http://klopotowski.salon24.pl/144025,a-to-polska-wlasnie  Cytuj

  • kris pisze:

    …w czasach,gdzie nawet Partia oddychala za obywatela,szczegolnnie na takich zadupiach jakim byly dzikie Bieszczady Zlo mialo grozniejszy wymiar,niz np.w Warszawie.Na takich wyspach rzadzilo tez inne prawo.Sam czas Komuny byl juz straszny,a tu jeszcze inne dno…zlo zrodzone ze starchu,szantazu,,bezsilnosci…A do swiata normalnych ludzi daleko.Swiat zawiany sniegiem,jaki zasypie bezpowrotnie kazda ilosc ofiar..Nie ma moznosci ucieczki/trafiona scena wreczania paszportow/a wyrzuty sumienia?jezeli ktos takowe mial zalewane byly bimbrem./Kazdy tam pedzil/final pokazuje chaos.Czyzby cos wyrwalo sie spod kontroli?Mroz wylamal sie z kanonu”trzymanych za morde”musial poniesc kare…sprawca ucieka.A realnie-obok wymykala sie z rak komuny wladza.Doskonaly Mechanizm zawodzi.Szantaz,grozba-jednak jedna ludzka reakcja powiedzenia NIE i to tam-gdzie tego najmniej sie spodziewano.Kazdy ma haka na kazdego.Czym wyzej stoi ma wieksze pole razenia.Nikt juz nie wie nic.Aby ratowac swoja skore-twarze wykrzywione nienawiscia sa gotowe podpalic caly swiat.Porod na klepisku.Umazane krwia, wlasnie narodzone niemowle a…pare metrow dalej,umazany krwia,kilka minut wczesniej zadzgany kozikiem milicjant.Z perspektywy kamery obejmujemy ten obraz teatralnego Chaosu.Az wreszcie w ciemnosci znika.Dla mnie osobiscie z przeslaniem ,aby juz nigdy nie powrocilo.OBY  Cytuj

  • amon pisze:

    Niesamowity, poruszający i mocny film. Polecam fanom dobrego Polskiego kina.  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Dom zły
Oryginalny tytuł: Dom zły
Kraj: Polska
Rok:
Czas trwania: 106 minut
Reżyseria:
Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Edward Środoń
Zdzisław Dziabas
Bożena Dziabasowa
porucznik Mróz
prokurator Tomala
Lisowski
Lisowska
Zajdel
Petrycki
Banaś
Ocena:  9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!