Choć od czterech lat Peter Jackson głównie wypoczywa, od czasu do czasu zerkając na scenariusz „Hobbita”, jego nazwisko ciągle jest synonimem dobrego widowiska, reklamą wystarczającą do wypromowania dowolnej produkcji. Wystarczyło wynaleźć oryginalną 6-minutową krótkometrażówkę, wspomóc jej twórcę sumą wystarczającą do nakręcenia pełnowymiarowego dzieła i podpisać się pod całością, by dość skromny film, kręcony poza hollywoodzkim nurtem, stał się jedną z najbardziej wyczekiwanych premier 2009 roku. Mało kto jednak planując wizytę w kinie pamięta, że za kamerą „Dystryktu 9″ stał nie Jackson a Neill Blomkamp, reżyser w wielkim świecie filmu dopiero raczkujący i choćby dlatego zachowanie pewnej dozy nieufności jest zdecydowanie wskazane.
![]() |
![]() |
Główny zarys fabuły może się podobać. Przed ponad dwudziestoma laty nad Johannesburgiem zawisł olbrzymi statek obcych. Po miesiącach bezskutecznych oczekiwań na kontakt ludzie postanowili wedrzeć się do środka, gdzie zastali setki tysięcy umierających krewetkopodobnych przybyszów. Z myślą o ich przetrwaniu utworzono specjalny obóz, tytułowy Dystrykt 9, gdzie przez dwie dekady kosmici trzymani są w fatalnych warunkach. Bliska obecność tego swoistego getta, źródła przestępczości i silnych napięć międzygatunkowych spotyka się z ostrym niezadowoleniem ze strony mieszkańców miasta. Pada więc decyzja o wyeksmitowaniu obcych do nowego miejsca, tym razem z dala od siedlisk ludzi, gdzie ich obecność przestanie być problemem.
Trailery zwiastowały pseudodokumentalny styl narracji i tak początkowo jest w istocie. Historię kontaktu, migawki z życia dystryktu, przedstawienie bohaterów i próby eksmisji oglądamy niczym film wyprodukowany przez Discovery czy Planete. Blomkamp wykorzystał tu chyba wszelkie możliwe „pozafilmowe” sposoby obrazowania zdarzeń – od urywków telewizyjnych wiadomości przez widoki z kamer przemysłowych czy kamer stacjonarnie mocowanych na potrzeby wywiadu aż po ujęcia „z ręki”. Cały ten misz-masz zostaje jednak porzucony, gdy zawiązuje się właściwa akcja i żadnego z rejestratorów obrazu nie ma w pobliżu. Efekt ciekawy, choć początkowo mocno dezorientujący i niestety będący w dużej mierze sztuką dla sztuki. Owszem, kilka ujęć jest interesujących, ale całość sprawia wrażenie wprawki dla reżysera, który chce pobawić się formą i montażem.
![]() |
![]() |
Rzeczą ciężką do przełknięcia zarówno dla przeciętnego widza, jak i miłośnika hard sci-fi, może być sposób przedstawienia obcych. Humanoidalne krewetki z oczami E.T., dostające świra na punkcie kociego żarcia i przejawiające zachowania oraz uczucia typowe dla ludzi, dość mocno utrudniają traktowanie filmu serio. Do tego większość z nich to niepotrafiące powstrzymać agresji debile, pozwalające sobą manipulować niczym inteligentniejsze małpki. Daleki jestem od chęci podtrzymywania popularnego schematu tajemniczych szarych obcych z wielkimi czarnymi oczami, ale wizja Blomkampa kieruje „Dystrykt 9″ niebezpiecznie w stronę groteski. Bo czymże innym jest przykładowo mężna krewetka (tak nazywa się przybyszów w filmie), świetny tatuś dla swojego rozkosznego synka, albo inny przedstawiciel tego gatunku, który tak łaknie whiskasa, że wpiernicza go razem z puszką?
Tutaj należałoby się zatrzymać i zastanowić, czy właśnie cały ten film nie jest jedną wielką zgrywą. Mamy tu ciapowatego bohatera, który oczywiście zmierzy się ze swoimi słabościami, karykaturalnych obcych, złą korporację pragnącą nowych technologii, do szpiku kości przesiąkniętego jadem przeciwnika wchodzącego do akcji w otoczeniu dymu, brutalnych Nigeryjczyków zjadających krewetki, by posiąść ich siłę, widzimy nawet strzelanie świnią (dosłownie) – tak naprawdę wszystko tu ociera się o pastisz, a całe to „dokumentalne” wprowadzenie jest… no właśnie, czym? Zabawą z widzem, by ukierunkować go na przekaz naśladujący relację z bliskiego kontaktu trzeciego stopnia po 20 latach, a potem brutalnie to wyśmiać? A może faktycznie jedynie ćwiczeniem początkującego reżysera, który rozszerza formę zaprezentowaną w swojej krótkometrażowej opowiastce?
![]() |
![]() |
Choć wiele osób na forach internetowych próbuje porównywać ”Dystrykt 9″ nawet do „Blade Runnera”, ja widzę tutaj raczej miks klisz i schematów charakterystycznych dla kilku gatunków kina klasy B, w tym nawet kina familijnego – miks świadomy, momentami inteligentny i w sposób udany obnażający motywy powielane tysiące razy. Ale nie oszukujmy się, Blomkamp to nie Tarantino, brak tu błysku, oryginalności (zabierzmy „obcą” otoczkę i co zostanie?) oraz prawdziwego poczucia humoru. Nadzieje na dobry film sci-fi uciekają szybko, zamiast tego zostaje średnio udany produkt, który można reklamować napisem „Hot Fuzz w krewetkach”. Nie przekonuje mnie też ukazywanie obcych i ich getta jako alegorii obozów dla czarnych uchodźców, a wszelkich obostrzeń dla przybyszów jako odwołania do apartheidu. Ta analogia jest zamierzona i oczywista. Tyle, że jeśli miała ona jakiś cel, to wyłącznie w 6-minutowym pierwowzorze. Tutaj zostaje całkowicie zbanalizowana przez idiotyczną akcję.
Nie można za to reżyserowi odmówić bezkompromisowości w przedstawianiu przemocy. Ciała eksplodują tu niczym mydlane bańki, a rozdeptywane członki poniewierają się po ziemi. Wszystko to jednak (może poza scenami egzekucji) podane jest z pewnym przymrużeniem oka (niczym w grach komputerowych), jakby nad całością unosił się duch Jacksona trzymający w ręku kopię „Martwicy mózgu”. Zdecydowanie to jednak miła odmiana po ostatnich Terminatorach i innych bezkrwawych blockbusterach skierowanych do 13-latków. Z brutalnością ładnie współgrają efekty specjalne. Mimo iż jest ich dużo, nie rzucają się bardzo w oczy, wypadają naturalnie i daleko im od irytującej sztuczności chociażby Transformerów. Podobnie bez zarzutu prezentuje się muzyka, choć oglądając slumsy z podniebnej perspektywy przy afrykańskich dźwiękach, miałem wyraźne poczucie deja vu – „Helikopter w ogniu” sam nasuwał się na myśl.
![]() |
![]() |
Ocena „Dystryktu 9″ nie jest łatwa. Na pewno film nie jest tym, czym miał być według trailerów. Science-fiction z niego kiepski – pełen absurdów, nieprawdopodobieństw (wielokrotnie przeszukiwani obcy, niemający prawa do posiadania broni, bez problemu sprzedają wielkiego mecha), z irytującym bohaterem i oklepaną fabułą. Jako parodia/pastisz (a więc z przymrużeniem oka) jest już lepiej, ale dalej nie jest to poziom, który można by z czystym sumieniem polecić. Jako kino z przesłaniem gubi się pretekstowym potraktowaniem ważnych kwestii, wykorzystując je jedynie instrumentalnie do zbudowania klimatu.
Swego czasu zwróciły moją uwagę dwa filmy reklamowane na plakatach przy użyciu nazwiska Tarantino – „Oldboy” i „Hostel”. O ile ten pierwszy okazał się faktycznie warty wsparcia mistrza, tak „Hostel” był całkowitym nieporozumieniem. Podpisywany nazwiskiem producenta, Petera Jacksona, „Dystrykt 9″ postawiłbym gdzieś pośrodku. Obejrzeć można, przegapić też – nic się nie stanie. Jacksonowi wielkiej ujmy nie przynosi, ale mógł z pewnością włożone w film pieniądze ulokować lepiej. Jak dla mnie spore rozczarowanie.













5/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Filmem zaintersowałem się po obejrzeniu zwiastunów, które sugerowaly ciekawy klimat i nieco odmienne podejście do spotkań trzeciego stopnia.
Niestety w rzeczywistości film okazuje się być słaby, główny bohater to jakiś kretynowaty pajac, biegający w losowych kierunkach, który nie bardzo wie co ma ze sobą począć. Do tego obcy, mega super głąby maniakalnie żrące kocią karmę (wtf?). Do tego oczywiście potrafią zbudować zajebistą broń, mechy i inne cuda i oczywiście wymieniać je na żarcie dla kotów (jakby nie mogli wykorzystać tej broni do sterroryzowania ludzi i zapędzenia ich do fabryk produkujących wiskas :D). Początek filmu jest jakby dokumentalny, potem przechodzi to w film akcji a gdy spojrzeć całościowo to wydaje się że w zamyśle to chyba miała być parodia. Jakoś ten miszmasz do mnie nie przemawia, wydaje mi się że film miał być próbą poważnego podejścia do tematu spotkania dwóch cywilizacji wynikających z tego napięć na tle rasowym eeee… przepraszam: na tle gatunkowym, izolacji (getto district 9), a wyszedł im teledysk z biegającymi pajacami. Może jadę po tym filmie za ostro, ale strasznei się wkurzylem bo trailer bardzo mnie nakręcił i myślałem że w końcu będzie to jakiś porządny, ciekawy i nieszablonowy film sf, a wyszło jak zwykle :(.
Na koniec trochę plusów. Podoba mi się ogólny pomysł na film, obcy nie są super istotami, nie atakują ziemi, nie gwałcą kobiet i nie porywają krów, ale są tutaj z przymusu (problemy techniczne statku), nie chcą lecz muszą z nami żyć. Efekty specjane w filmie są wg. mnie zrobione świetnie. Wszystko wygląda bardzo naturalnie, faktura powierzchni obiektów renderowanych komputerowo jest niemal idelana. Podobało mi się także wiele scen i ujęć. Tyle że cóż z tego, film może i fajnie wygląda ale w środku pusty jak wydmuszka… :( Venom99Cytuj
oj chyba za ostro skrytykowales ten film, ale kazdy ma prawo do swojego zdania. Oczywiscie mozna sie do paru rzeczy przyczepic, ale mnie sie film podobal. Poczatek byl nieco niemrawy, dziwnie ogladalo mi sie sceny na modle dokumentalna. Dopiero druga polowa filmu wbila mnie nieco w fotel. Pare razy zasmialam sie, parsknelam smiechem, bo wydawaly mi sie te sceny troche niedorzeczne m.in wspomniana krewetka wcinajace kocia karme razem z puszka, latajaca swinia(lol), zakrecony glowny bohater przepoczwarzajacy sie w jedna z „krewetek”. Ale bylo tez kilka scen, ktore mnie wzruszyly. Miedzy innymi samo zakonczenie filmu, i ten biedny glowny bohater, ktory tak bardzo nie chcial stac sie krewetk.a(zreszta, kto by chcial???)No i wzruszylo mnie to, ze biedak zostal zmuszony do zerwania kontaktow ze swoja zona. wyobrazcie sobie, ze wasz malzonek zmienia sie w obcego…straszne prawda???A wobrazcie sobie jak on sie czul kiedy jego cialo zaczelo sie zmieniac. chcial sobie reke amputowac, bo myslal ,ze to cos mu pomoze…Pierwszy raz nie zalowalam, ze wydalam pare funtow na kino. Bo uwierzcie mi, ostatnimi czasy kazdy film na ktory zdecydowalam sie isc, okazywal sie niewypalem. Dystrykt 9 milo mnie zaskoczyl, moze nie jest to kino wyrafinowane, gornych lotow, ale nie mozna go zaliczyc do hollywod’dzkiej sieczki, ktora jestesmy bobmardowani w kinach. Podsumowujac, warto obejrzec dystrykt 9, bo zdecydowanie jest to jakas mila odmiana :))))) bbbloodymary24Cytuj
Jeśli Dystrykt 9 zainteresował was po obejrzeniu zwiastunów, to co powiecie na to:
http://operacjamnu.pl/
Jak należy potraktować waszym zdaniem tę rodzimą próbę nawiazania do filmu. Chyba całkiem nieźle udało się oddać jego charakter? staniszkoCytuj
@bbbloodymary24
Potraktowalem go może nieco ostrzej niż na to zasługiwał, ale staram się nie zawyżać sztucznie ocen. Dla mnie 7/10 to już naprawdę fajny w swoim gatunku film,a District 9 taki moim zdaniem nie jest po prostu :) Fajne tło opowieści, dobra realizacja i banalny do bólu scenariusz. Niestety ani wzruszenia, ani napięcia poczuć w stanie nie byłem.
@staniszko
No klimacik jest, fajne ujęcia. To sponsoruje dystrybutor, czy grupa zapaleńców/studentów filmówki? Bartłomiej Leszczyński – LeszczuCytuj
Zdaje się, że to jakieś niekomercyjne przedsięwzięcie zapaleńców, jak powiedziałeś, którzy chcieli sprawdzić, co by było, gdyby krewetki wylądowaly u nas…
Filmiki na http://operacjamnu.pl/ nie pozostawiają chyba jakichkolwiek wątpliwości staniszkoCytuj
Zachęcony wieloma pozytywnymi komentarzami oraz wieloma takimi, iż jest to najlepszy film roku, postanowiłem się na ten film wybrać, z myślą, że zobaczę w końcu jakieś dobre kino. Może dlatego postawiłem sobie poprzeczkę tak wysoko. Z przykrością muszę stwierdzić, że film ten nie zbliżył się wcale do poziomu jaki spodziewałem się ujrzeć.
Fabuła tegoż dzieła jest dla mnie ekstremalnie absurdalna. Przez pierwsze pół godziny próbowałem zrozumieć przekaz, wczuć się w przedstawioną w scenariuszu sytuację. Mijały kolejne minuty i nadal wiało nudą a ja nadal nie widziałem sensu w tej historii. Mniej więcej od połowy filmu akcja trochę się rozkręciła, ale polegało to na tym, że co chwilę po ekranie lała się krew i flaki.
Po czym film zaczął mi się kojarzyć z kolejną częścią Piły tylko w wydaniu s-f . Właśnie w tej samej chwili kilkanaście osób wyszło z sali, ja również miałem taki zamiar ale postanowiłem sprawdzić czy jednak coś się dalej nie zmieni na lepsze. Nie mówię, że mam negatywne nastawienie do filmu Piła, bo byłem na pierwszych 3 częściach, dlatego takie sceny nie wzbudzają we mnie szoku, tylko niech pojawia się to w jakiś sensownych okolicznościach. Pod koniec seansu miałem takie wrażenie, iż kolejna VI cześć piły chyba będzie ciekawsza;)
Co do bezsensowności scenariusza to całe to zobojętnienie ludzkości na pałętające się przez 20 lat po mieście jakieś „krewetki”, jest dla mnie niezrozumiałe w obliczu tego, iż nie było tam nigdzie nakreślone to, że UFO oddziaływało jakoś na ludzi, aby się zachowywali tak nienormalnie.
Dlaczego organizacja ‘humanitarna’ zajmowała się prawami UFO, jak sama nazwa wskazuje, że powinna zajmować się prawami ludzi.
Jeśli chodzi o gangi murzynów handlujących z UFO kocią karmą i bronią oraz prostytuujące się kobiety z „krewetkami” to nie ma problemu to jest nawet ciekawy pomysł, ale szkoda, że cały bezsensowny scenariusz rzuca beznadziejny cień na ten nawet do przełknięcia wątek.
W pewnym momencie z tego dużego statku UFO wydobyła się fala uderzeniowa wyglądająca jak wybuch bomby atomowej, która spowodowała wybicie wszystkich szyb w oknach w całym mieście, niewątpliwie musiało to spowodować jakieś straty w ludziach. Ale gdzie tam wszyscy byli bardzo uradowani i bili brawo w geście radości. HELP co za bzdury? Mam nadzieje, że nigdy ludzkość nie upadnie do takiego poziomu. Wygląda na to, że scenarzysta musiał mieć bardzo ciężkie dzieciństwo…
Wstawki gdzie ludzie wypowiadają się do kamery oraz przedstawienie wydarzeń w formie reportażu TV, to całkiem ciekawy pomysł. Dlatego sama realizacja i wykonanie filmu OK, efekty specjalne też dobre, ale ludzie tak badziewnej bajki to już dawno nie widziałem!!!
Może miałem złe podejście do tego filmu i nie potrafiłem aż do końca seansu pojąć wątłego i niespójnego przekazu autora, ale przestrzegam wszystkich, którzy oczekują, iż jest to film rewolucjonizujący kino s-f oraz najlepszy film roku. NIC z tych rzeczy!!! LukassCytuj
Opowiastka – racja – do bólu banalna. Ale jedno czego nie mozna odebrać temu filmowi to efektów specjalnych – są na naprawdę wysokim poziomie.
http://motionfreaks.pl/2009/11/19/district-9-od-kuchni/ SplaszFXCytuj
Dystrykt 9 to jak dla mnie bardzo dobry film któremu daję 10/10.
Nie jakieś pierdoły na których śmieje się z absurdów i głupot
typu Człowiek Demolka z Sylvestrem „szpetną buźką” Stallone, Doomsday z jednookim babo chłopem (Rhona Mitra) :) i dość głupim oraz pajacowatym Solem (Craig Conway),
Komando z obecnym gubernatorem Kalifornii Arnoldem Schwarzeneggerem i na dokładkę tępymi żołnierzami co nie potrafią porządnie strzelać jako mięsem armatnim oraz Ucieczka z Los Angeles i Ucieczka z Nowego Jorku z jednookim twardzielem Kurtem Rassellem z porwanym prezydentem który nie ma wiceprezydenta ani nikogo kto by go zastąpił oraz drugim prezydentem tym razem tyranem, wariatem i fanatykiem religijnym w jednym (czyżby Amerykańska wersja Macieja Giertycha) :). Mr. ??Cytuj