![]() |
![]() |
![]() |
Na początku była Noc. Umarli opuścili miejsca swojego wiecznego spoczynku i wyruszyli na łowy. Grupka ludzi zabarykadowana w stojącym na uboczu domku przez całą noc odpierała ataki żądnych krwi i mięsa zombie. Za Dnia świat został już niemal całkowicie opanowany przez żywe trupy. Jedynie żałośnie mała garstka ocalałych stara się jeszcze bronić przed ostateczną zagładą. W międzyczasie nastaje Poranek…
Na świecie panuje chaos. Zombie wychodzą na ulice i sieją panikę pośród normalnych obywateli. Wszystkie inne problemy schodzą na drugi plan, wojsko stara się zaprowadzić porządek, a media informują tylko i wyłącznie o kataklizmie. Czwórka bohaterów – dwoje dziennikarzy i dwóch policjantów – kradnie śmigłowiec i ucieka z dachu budynku telewizji, aby w efekcie schronić się w pozornie opustoszałym centrum handlowym.
„Poranek Żywych Trupów” to według wielu najlepsza część słynnej trylogii o zombie George A. Romero. Od razu zwraca uwagę brak jakiegokolwiek wstępu. Widz od razu niejako wchodzi w akcję. Nie wiadomo dlaczego umarli powstali z grobów, reżyser nawet nie stara się tego wyjaśnić. Oni po prostu są, a bohaterowie zamiast zastanawiać się nad tą zagadką, muszą walczyć o przeżycie i uważać na każdym kroku. Zombie czają się wszędzie, a każda sekunda nieuwagi może spowodować śmierć w okrutnych męczarniach… A potem bynajmniej nie wieczny odpoczynek. Zombie co prawda są niezwykle powolne i ślamazarne, ale wychodzą z założenia, że „w kupie siła” i dlatego tak jak jeden, dwóch czy nawet pięciu „umarłych inaczej” wielkiego zagrożenia nie stanowi, tak spotkanie z bandą dwudziestu żywych trupów, nawet dla uzbrojonego w broń palną, z reguły kończy się tragicznie.
![]() |
![]() |
![]() |
Romero pod przykrywką sadystycznej rozwałki stara się przemycić do swojego filmu pewne głębsze treści. Czyż zombie szturmujące bramy hipermarketu nie przypominają ludzi nacierających na sklepy podczas promocji? Czyż tłumy żywych trupów nie kojarzą się z tym, co można zobaczyć w soboty w wielkich supermarketach, gdzie całe rodziny przyjeżdżają niekoniecznie na zakupy, ale w ramach weekendowej rozrywki? Reżyser śmieje się z takich praktyk wkładając w usta jednego z bohaterów słowa: „To instynkt. Pamięć o tym, co kiedyś robili. To musiało być ważne miejsce w ich życiu.” Zabawne, a jednocześnie dające do myślenia. Sugestywne są również sceny z tzw. prowincji, gdzie wieśniacy urządzają sobie polowania na zombie połączone z piknikiem, ciepłym posiłkiem itp. Prości ludzie nie przejmują się tym, że planeta znajduje się na skraju zagłady, wielką frajdę sprawia im strzelanie do ruchomych celów. I nie chodzi im wcale o oczyszczenie okolicy z niebezpieczeństwa. Widać wyraźnie, że celem jest tu zabawa. Zabawa w zabijanie. Kto zaliczy więcej trupów, ten lepszy.
Mimo tego film to przede wszystkim krwawa historia walki o przetrwanie. Sekwencje walk z zombie mogą się podobać, choć przyczepiłbym się do niezbyt naturalnego koloru krwi – zbyt jasnego, przypominającego bardziej sok malinowy. To jednak szczegół, sceny gore zrealizowane są na wysokim poziomie. Nie ma się temu co dziwić, wszak odpowiedzialny za nie jest największy chyba spec w tej materii, prawdziwa legenda wśród miłośników krwawszych odmian horroru, czyli Tom Savini. Dlatego też sekwencje spożywania pewnych części ciała, rozbijania głów, czy odgryzania całych płatów mięsa z ciał jeszcze żyjących, robią realistyczne wrażenie. Sam Savini wystąpił też w filmie jako herszt bandy motocyklistów. Oglądając krótkie epizody Saviniego w różnych filmach dochodzę do wniosku, że sprawdziłby się on także jako aktor. Charakterystyczna twarz i wręcz rozsadzający cynizm tworzą z niego niezły materiał na odtwórcę czarnych (choć nie tylko) charakterów. Wracając jednak do filmu Romero, Savini zostawił sobie chyba najsmakowitsze kawałki w filmie. To on wbija maczetę w czaszkę jednego z zombie, czy też długi nóż w szyję innego. Ale za tak dobrą robotę, należało mu się.
![]() |
![]() |
![]() |
W obsadzie nie uświadczymy znanych nazwisk. To cecha charakterystyczna filmów Romero, który z reguły angażował do swoich dzieł mało znanych aktorów lub zupełnych naturszczyków. Tak było we wszystkich częściach trylogii o zombie oraz choćby „Małpiej Intrydze„, czy najlepszym, poza filmami o żywych trupach, obrazie reżysera czyli „Martinie„. Z czasem Romero zaczął współpracować z bardziej znanymi postaciami („Mroczna Połowa„, „Maska Diabła„), ale niekoniecznie wyszło mu to na dobre. Mimo to aktorzy występujący w ‘Poranku Żywych Trupów’ spisali się bardzo dobrze. Zwłaszcza Ken Foree w roli policjanta Petera, na Oscara to może nie zasłużył, ale ze swojej roli wywiązał się bardzo przyzwoicie. Zresztą tylko on później zrobił jako taką karierę, głównie jednak występując w nisko-budżetowych horrorach bądź filmach telewizyjnych.
Warto zwrócić uwagę na muzykę stworzoną przez kultową w niektórych kręgach formację The Goblin, wspomaganą przez równie kultowego reżysera, scenarzystę i jak się okazuje, muzyka, Dario Argento. Czasem bardzo mroczna, w innych momentach niemalże wesoła muzyka elektroniczna, wzmagająca apokaliptyczny nastrój lub podkreślająca serwowane przez reżysera groteskowe sceny typu umarli na lodowisku. Kilka sekwencji przeszło do historii i jest dzisiaj cytowanych przez wielu innych twórców, nie tylko filmowych. Ot, choćby scena, w której wycieraczka czyści z krwi przednią szybę samochodu. Ten motyw twórcy gry komputerowej „Quarantine” wykorzystali potem w kampanii reklamowej.
Choć „Noc Żywych Trupów” podobała mi się bardziej, także „Poranek…” uważam za znakomity film. W zeszłym roku na ekranach kin można było podziwiać remake filmu Romero, w reżyserii Zacka Snydera. Mimo tego, że oba obrazy mają taki sam tytuł, to są to jednak różniące się od siebie dzieła. W nowej wersji postawiono jednak na rozrywkę i szybką akcję, co nie zmienia faktu, że to udana produkcja. A tymczasem lada dzień do kin wejdzie czwarta część sagi o Żywych Trupach, zatytułowana „Land Of The Dead„. Czy po kilkunastu chudych latach reżyser wróci na szczyt? Czy po tak długim czasie odnajdzie się w gatunku, w którym czuł się swego czasu jak ryba w wodzie? Miejmy nadzieję, że tak. Ja bardzo w to wierzę, a tymczasem w oczekiwaniu na „Ziemię żywych trupów” warto przypomnieć sobie „Poranek Żywych Trupów”, bo to kawał fenomenalnego, trzymającego w napięciu i, choć trwającego ponad dwie godziny, ani przez chwilę nie nużącego kina.














10/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!