![]() |
![]() |
![]() |
Zhang Yimou już po raz trzeci sięga po stylistykę wuxia – tym razem za jej pomocą ukazuje historię z pierwszych wieków nowożytnych Chin. Mieliśmy już opowieść o zamachu na pierwszego cesarza w „Hero” oraz dzieje miłości pomiędzy żołnierzem a członkinią grupy rebeliantów w „Domu latających sztyletów”. W „Cesarzowej” natomiast poznajemy pierwszą władczynię Chin wraz z jej rodziną oraz wszystkimi brudnymi sekretami, jakie stara się ukryć.
Scenariusz oparty jest na historii Wu Zetian, która za panowania dynastii Tang została pierwszą kobietą-cesarzem. Nie jest to jednak wierny zapis wydarzeń prowadzących do objęcia przez nią panowania nad ogromnym krajem, a raczej punkt wyjścia do opowiedzenia bardziej uniwersalnej historii, punktującej wszelkie wady jak i zalety patriarchalnej władzy w Chinach. Rozpoczyna się ona w momencie powrotu Cesarza, oraz jego pierworodnego syna z poprzedniego małżeństwa. Ich nieobecność była dość długa. Jak się szybko okazuje, relacje panujące w rodzinie są dalekie od normalnych. Władca regularnie podtruwa swoją żonę. Ona natomiast ma na sumieniu romans ze swoim pasierbem – żeby było ciekawiej, uwikłanym w związek z córką królewskiego lekarza (w dodatku odpowiedzialną za dodawanie trującego grzyba do lekarstwa Cesarzowej). Co ciekawe, to zaledwie kilka rewelacji, jakich dowiadujemy się po pierwszych minutach seansu… Dalej jest jeszcze bardziej niemoralnie, a patologie dręczące rodzinę starczyłyby na fabułę kilku filmów Pedro Almodovara, bądź na pierwszorzędną sztukę autorstwa Williama Shakespeara.
Po zrealizowaniu „Hero” Yimou oskarżano o stworzenie zakłamanej, poddańczej i dalekiej od rzeczywistości laurki dla historycznego władcy. Najwyraźniej z zarzutów tych wyciągnął wioski, albo zebrał już na tyle duży kredyt zaufania u urzędników państwowych sprawujących pieczę nad chińską kinematografią, żeby móc sobie pozwolić na nieco więcej swobody. Tym razem zaprezentował bowiem diametralnie odmienny wizerunek cesarskiej rodziny. Żonobójstwo, mężobójstwo, synobójstwo, bratobójstwo, samobójstwo a na deser kazirodztwo – czyż nie składa się to na obraz wzorowej, pełnej cnót familii? Każdy jej członek ma na sumieniu jakieś mniej lub bardziej poważne grzechy, a jednych od drugich odróżnia jedynie ciężar popełnionych win i stopień premedytacji, z jaką ich dokonali.
![]() |
![]() |
![]() |
Mamy więc Cesarza – to wprawdzie władca sprawiedliwy, ale jednocześnie wyrachowany człowiek, który władzę zdobywa po trupach. Bez mrugnięcia okiem gotów jest dla swoich celów poświęcić najbliższych krewnych. Bez skrupułów nakłania nieświadomych synów, by do przyłożyli rękę do powolnego mordowania matki. Cesarzowa, pozorne przeciwieństwo męża, pod wpływem trawiącej jej zazdrości ujawnia ukochanej osobie straszliwe informacje, wiedząc, do jakich tragicznych wydarzeń to może doprowadzić. Synowie, dręczeni pożądaniem tronu, poczuciem winy i rozdarciem pomiędzy rodzicami, są dopiero na początku drogi do bezwzględnej walki o władzę. Można powiedzieć, że piątkę tę łączy jedynie hipokryzja i zakłamanie.
Pozory, intrygi i kłamstwa… To właśnie na nich opiera się życie w pałacowych wnętrzach. Cesarzowa zdaje sobie sprawę z tego, że jest systematycznie truta, jednakże nie może wyprzedzać wydarzeń, które doprowadzą do zamachu stanu – pomimo cierpienia i trawiącej jej rozpaczy zwalcza instynkt samozachowawczy, pijąc kolejne dawki śmiertelnego napoju pod czujnym okiem męża oraz wtajemniczonych ludzi z dworu. Cesarz z uśmiechem wręczający małżonce „lekarstwo” bezlitośnie nakłania synów do pojenia matki trucizną. Doskonale wie o nadciągającej zdradzie, którą zamierza przemienić w rzeź buntowników. Synowie, skrzętnie skrywając swoją wiedzę o przeróżnych dworskich intrygach i sekretach, oczekują na moment, w którym będą mogli opowiedzieć się po którejś ze stron.
Jeśli to wszystko nie składa się na obraz patologicznej rodziny, to ja już doprawdy nie wiem, co jeszcze należałoby dodać do tej listy. A wszystko pod płaszczykiem kochającej się, żyjącej w luksusie familii, spędzającej wspólnie czas przy posiłkach, oczekującej na święto chryzantemy stanowiące uwieńczenie całego blichtru, w jakim żyją oraz kulminację wszystkich wydarzeń. Doskonałą syntezą zwyczajów panujących za murami pałacu jest scena następująca po bitwie. Ciała pomordowanych żołnierzy są pospiesznie zbierane, poplamione krwią dywany przykrywa się nowymi, a zniszczone chryzantemy zostają szybko zastąpione świeżym kwieciem. Rzesze służących pieczołowicie usuwają wszelkie ślady niedawno stoczonej bitwy. Wszystko po to, żeby jak najszybciej zapomnieć o całym wydarzeniu, ogłosić radość panującą w pałacu i rozpocząć pozornie beztroskie święto.
![]() |
![]() |
![]() |
„Cesarzowa” aż nadto wyraźnie unaocznia twierdzenie, że im piękniej coś wygląda na zewnątrz, tym bardziej gnije od wewnątrz. Żeby osiągnąć ten efekt, Yimou wraz ze scenografami i charakteryzatorami zaprojektowali pełne przepychu pałacowe wnętrza oraz niemniej zapierające dech w piersiach kostiumy, wprost skąpane w złocie. Po raz kolejny chiński reżyser udowodnił, że wizualnie jego filmy są klasą dla samych siebie. Podobnie jak to miało miejsce w „Domu latających sztyletów”, zaakcentował w filmie jeden kolor, tym razem balansując pomiędzy różnymi odcieniami złota i żółci, czego uwieńczeniem jest końcowa bitwa na polu pełnym chryzantem.
No właśnie, skoro przy bitwach jesteśmy, wypadałoby wspomnieć o istotnym elemencie ostatnich filmów Yimou, czyli scenach walk. Tym razem nie poświęcono im tak dużo miejsca jak dotychczas – przez pierwszą połowę filmu niemal całkowicie ograniczono się do scen pałacowych. Pod koniec jednak nadrobiono to z nawiązką, prezentując najpierw fantastyczny atak oddziału skrytobójców na rodzinę lekarza, potem zaś świetną sekwencję ucieczki przez górski kanion, uwieńczoną pojedynkiem u bram pałacu. Również końcowa bitwa, do której zatrudniono rzesze statystów (ponoć ok. 1000 żołnierzy), wywołuje ogromne wrażenie, a kontrast pomiędzy barwami obydwu z walczących armii pozwala nie zagubić się w chaosie bitewnym.
A jednak wszystko to wywołuje w widzu pewne wątpliwości. Wprawdzie reżyser z filmu na film doskonali się w warstwie technicznej swoich dzieł. Nie daje się nie zauważyć, że na ich realizacje dostaje coraz większe sumy od rządu, który najwyraźniej dostrzega renomę, jaką rodak zdobył już za granicą. Cóż jednak z tego, skoro od czasu „Hero” Yimou najwyraźniej zatrzymał się w miejscu. Widząc pierwsze zwiastuny „Cesarzowej”, skrzywiłem się na myśl, że dostanę w gruncie rzeczy po raz kolejny ten sam produkt. Nie przeczę, wygląda to bajecznie, na dużym ekranie cieszy oczy, ale nie da się ukryć, że reżyser za bardzo ukontentowany sukcesem wcześniejszych filmów, odcina od niego kolejne kupony. W efekcie produkuje dla zachodniego widza kolejne bliźniaczo podobne do siebie tytuły, nie próbując wysilić się i podjąć próbę zaprezentowania czegoś nowego. Niemniej „Cesarzową” obejrzeć warto chociażby dla samej warstwy wizualnej. Sprawiedliwość należy również oddać kwestii jakości scenariusza. Trzeba uczciwie przyznać, że merytorycznie otrzymaliśmy znacznie dojrzalszą i bardziej rozbudowaną fabułę, niż w przypadku „Domu latających sztyletów”. Życzyłbym jednak reżyserowi, żeby na razie odłożył wuxię na półkę i spróbował sobie przypomnieć o tym, że nie tylko na wizualnym przepychu winno opierać się kino.














8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!