Gdy samochód się zbliży, poznamy pierwszych bohaterów tej opowieści, dwóch gangsterów: Dickie’go i Albie’go, postrzelonych - jak się dowiadujemy z ich rozmowy - w czasie nieudanego rabunku. Dickie wyruszy w poszukiwaniu pomocy dla swojego rannego przyjaciela. Wtedy, zza pobliskiego wniesienia wyłoni się posępne zamczysko na skalistym wzgórzu… Zamek zamieszkuje ekscentryczna para – młodziutka Teresa i jej dużo starszy mąż, George. Trudno domyślić się, co połączyło tych dwoje, gdyż sprawiają wrażenie nad wyraz niedobranego małżeństwa. Mężczyzna, który dorobek życia zainwestował w tę nadmorską „fortecę”, zabija nudę malując wątpliwej jakości obrazy. Kobieta hoduje kury, pali papierosy, słucha dziwnej muzyki, dużo pływa i romansuje z synem znajomych mieszkających w pobliskiej miejscowości. W przerwach między tymi zajmującymi zajęciami stroi sobie żarty z męża. Ma go za nic; traktuje jak zabawkę lub jak powietrze. Do zamku dociera Dickie. Już za chwilę zacznie się groteskowa i absurdalna gra pomiędzy gangsterem a małżonkami. Przybysz zażąda pomocy w opiece nad Albie’m i przygotowaniach do godnego przyjęcia tajemniczych wybawicieli, których obiecał wezwać na zamek jego szef, równie enigmatyczny Katelbach… Sterroryzowana para będzie zachowywać się jeszcze dziwniej niż zwykle. Butna Teresa nie przejmie się pogróżkami Dickiego i zacznie realizować swoje abstrakcyjne pomysły. George’a natomiast przerośnie sytuacja. Okaże się niezdolny do podjęcia męskich kroków w obliczu niebezpieczeństwa, a tym samym da swojej młodej żonie kolejne powody do wyszydzania i poniżania. W jego oczach coraz częściej będzie można dostrzec błyski obłędu…
Ostatecznie w tej dziwacznej grupie ludzi, zamkniętej w murach średniowiecznego zamku, dojdzie do zaburzenia jasnej relacji: więźniowie - agresor. Początkowa wyraźna dominacja Dickie’go nad małżonkami w miarę upływu czasu stanie się coraz mniej oczywista. Świetnym tego przykładem okaże się scena, w której na zamek nieoczekiwanie przybywają z wizytą znajomi George’a. Przy hałaśliwie natrętnej grupie nieznajomych gangster będzie musiał udawać służącego, co Teresa chętnie podchwyci i wykorzysta, by okazać mu swoją jawną pogardę. George nie będzie umiał wykorzystać naturalnej przewagi uzyskanej dzięki tej nieoczekiwanej sytuacji - pozostanie podporządkowany, a swoją frustrację wyładuje na nieproszonych, męczących gościach. Stąd niedaleko już do finału, który tę atmosferę obłędu ostatecznie przypieczętuje… Polański w szczególny sposób kreuje bohaterów swej niecodziennej opowieści – z jednej strony „Matnia” (podobnie jak choćby poprzedzający ją „Wstręt”) jest studium szaleństwa, misterną psychologiczną analizą ludzkich zachowań. Z drugiej strony zaś charaktery postaci poddane są znaczącym zniekształceniom, wyolbrzymiającym niektóre cechy.
George’a (Donald Pleasence) najlepiej określa jedna z pierwszych scen, chyba najbardziej niepokojąca w całym filmie, kiedy to Teresa ubiera go w swoją nocną sukienkę i maluje mu oczy i usta. Mąż podchwytuje swoją rolę – udaje przed żoną „pannę lekkich obyczajów” oferującą swoje usługi. W tej roli – zniewieściałego, pasywnego pionka, zabawki – uwięziony zostanie do końca historii przedstawionej w filmie. Najbardziej intrygującą postacią jest Teresa. To kobieta-dziecko, traktująca wszystkich napotkanych ludzi z lekceważeniem i pewną pogardą. Zdaje się nie żyć „za pan brat” z rzeczywistością, utkwiwszy wzrok gdzieś w przestrzeni pogrąża się w swoich myślach lub w wymyślonych przez siebie zabawach – dokuczaniu mężowi, Dickiemu czy przebierankach… W tej roli niezwykle wypada piękna Françoise Dorléac (starsza siostra Catherine Deneuve). Kariera tej obiecującej aktorki została przerwana jej tragiczną śmiercią w wypadku w wieku 25 lat. Polański kolejny raz po „Nożu w wodzie” wykorzystuje potencjał napięć, jakie płyną z relacji w trójosobowej grupie umieszczonej w specyficznej, zamkniętej przestrzeni. W „Matni” całości nadany został posmak groteski, co czyni to dzieło jeszcze ciekawszym.
To jest naprawdę dziwny film. W jakimś stopniu jego oglądanie jest męczące – duszna atmosfera, drażniące zachowanie Dickiego i krzyki George’a… Czasem tych „wrażeń” jest aż nadto. Jednak to chyba właśnie jest siłą „Matni”, jej zamierzonym działaniem wpisanym w misterną kreację aury dzieła. Jedno jest pewne – trudno ten film oglądać obojętnie. To zupełnie specyficzny rodzaj kina, kameralny, o jednocześnie niezwykle gęstej atmosferze opartej na świetnym aktorstwie i wyrafinowanej estetyce. Choć „Nóż w wodzie” i „Wstręt” są według mnie lepszymi filmami, jednak nie sposób i „Matni” odmówić jakiegoś rodzaju geniuszu. Pisanie o filmach Polańskiego wymaga właściwie daleko bardziej pogłębionych analiz i interpretacji. Mój tekst to tylko „ślizganie się" po powierzchni, pierwsze czytanie filmowego dzieła pełnego kontekstów i subtelności, w które warto się zanurzyć, by „Matnię” w pełni zrozumieć. Każdy z aspektów ledwie przeze mnie zasygnalizowanych można rozwijać i analizować na wielu płaszczyznach i chyba dopiero wtedy wyłoni się prawdziwy sens tego niesamowitego filmu. Skomentuj recenzję :
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||