Chicago – Miasto grzechu

Kategoria: Recenzje
Chicago
Chicago
Chicago

Nie od dziś wiemy o tym, że Temida – symbol sprawiedliwości, niezaprzeczalnie jest ślepa. Jak każdy ociemniały może więc zostać skierowana w złym kierunku. Przy każdej wędrówce zawiłymi ścieżkami prawdy i fałszu prowadzi ją dwójka przewodników: prokurator i obrońca – od tego, kogo wybierze ona na samym końcu wyprawy, zależeć będzie czy zostanie oszukana, czy też dokona słusznego wyboru. Jak widać, wszystko sprowadza się do sposobu, w jaki owi cicerone będą lawirować dowodami i faktami, aby przekonać do siebie boginię justycji. Wina – niewinność, prawda – kłamstwo, dowody – poszlaki są w takim ujęciu jedynie dodatkami, których moc zależy bardzo często od sposobu, w jaki zostaną sprzedane ławie przysięgłych. I to właśnie w tym miejscu kryje się największy wic w filmach osadzonych na sali sądowej, które od dziecka z zamiłowaniem oglądam. Teraz jednak nie będziemy mieli do czynienia z historią, która usiłuje oddać realia rozprawy. O nie, wydarzenia w trybunale będą już w zasadzie wisienką na szczycie tortu przygotowywanego z rozmysłem przez jednego z przewodników do spółki z główną zainteresowaną, czyli oskarżoną.

Roxie Hart (Renee Zellweger) jest młodą mężatką ślepo zapatrzoną w scenicznego wampa – Velmę Kelly (Catherine Zeta-Jones). Całymi dniami marzy ona o rychłym pójściu w ślady niedoścignionej królowej showbiznesu. Tej nocy, kiedy gwiazda estrady zostaje aresztowana na oczach całego klubu za zabicie swojej siostry i męża, Roxie poznaje faceta, który obiecuje jej gwiazdkę z nieba. A tak dokładnie, to załatwienie kontaktów z najbardziej wpływowymi w Chicago ludźmi, którzy wyniosą niedawną kurę domową na afisze największych klubów. Gdy jednak okazuje się, że podrywacz jest jedynie podrzędnym sprzedawcą mebli z piątką dzieci na utrzymaniu, Roxie wpada w szał i zabija go. W więzieniu dosyć szybko poznaje zasady panujące w tym mieście. Rozpoczyna ze swoją niedawną idolką walkę o zainteresowanie Billy’ego Flynna (Richard Gere), najlepszego adwokata w mieście (oraz prasy, która decyduje o kim się mówi, ferując przy okazji wyroki w rozprawach sądowych). Wystarczy więc utrzymać zaciekawienie opinii publicznej swoją osobą aż do decydującego dnia, a nie tylko wizja stryczka rozwieje się niczym zły sen, ale także drzwi do kariery w showbiznesie staną otworem. Jak się okazuje, nie będzie to jednak takie proste. W mieście grzechu i rozpusty dzisiejsza sensacja następnego dnia musi ustąpić miejsca nowym szokującym zbrodniom, bulwersującym oczywiście do czasu wydania następnego numeru gazety…

Chicago
Chicago
Chicago

Scenariusz „Chicago” oparty jest na prawdziwej historii dwóch morderczyń – Belvy Gaertner i Beulah Annan, które w latach dwudziestych ubiegłego wieku przy pomocy wsparcia dziennikarki i rezolutnego adwokata uchroniły się przed odpowiedzialnością za swe zbrodnie. Cała historia zainspirowała broadwayowski musical, który następnie wiele lat później postanowił przenieść na duży ekran reżyser Rob Marshall. Podszedł on do formuły musicalu (dla wielu osób niestrawnej) w sposób nietradycyjny. Sceny muzyczne nie stanowią tutaj integralnego elementu wydarzeń. Bohaterowie nie przechodzą – wzorem lwiej części tego typu produkcji – do nagłych tańców, wygibasów i śpiewania jak do czegoś najnormalniejszego na świecie. Rzeczone sekwencje ewidentnie odbywają się w wyobraźni bohaterów, stanowiąc wizualizację ich przemyśleń, marzeń i wszelkiego rodzaju odczuć związanych z wydarzeniami na ekranie. Dzięki temu zabiegowi zachowano lekką formułę musicalu utrzymując jednocześnie cięższy klimat miasta bezprawia i cynizmu, jakim jest ekranowe Chicago. Takie połączenie może być rażące tylko tych, dla których sam fakt istnienia sekwencji muzycznych w filmie jest nie do zaakceptowania.

Strona muzyczno-wizualna tego filmu jest zdecydowanie jedną z najlepszych, jakie stworzono na potrzeby musicali. Z racji umiejscowienia opowieści w okresie prohibicji, utwory pozostają w klimatach jazzowych, ciesząc jednak nasze uszy zróżnicowaniem. Mamy więc skrzące humorem piosenki z udziałem Richarda Gere, dynamiczne i zadziorne songi Catherine Zeta-Jones oraz odrobinę nieporadne, chociaż nie pozbawione uroku sekwencje Reene Zellweger. Na deser zaś urzekający kawałek w wykonaniu Johna C. Reillly’ego. W parze ze znakomitą warstwą muzyczną idą przemyślane i dopracowane układy taneczne, za które notabene odpowiada Polak, Piotr Galiński. W swych choreografiach oprócz atrakcyjności czysto wizualnej postawił on również nacisk na symbolikę, z którą pozwolił sobie pofolgować w scenach z Richardem Gere. Już sam pokaz stepowania jako wizualizacji umiejętności lawirowania przepisami, faktami, słowami przy jednoczesnym wykorzystaniu zabiegów socjotechnicznych i zwyczajnej bezczelności Billy’ego Flynna, świadczy o przemyślanym oddaniu charakteru prawnika w sekwencjach muzycznych. Bohater dosłownie tanecznym krokiem odwraca zdawałoby się beznadziejną sytuację na swoją korzyść. Taneczno-prawnicza ekwilibrystyka okazuje się jednak niczym w porównaniu ze sceną konferencji prasowej, w której to tenże adwokat steruje dziennikarzami niczym marionetkami na dzierżonych przez siebie sznurkach. Urobienie ich do swoich potrzeb i skłonienie do tańca w rytm wybijanych przez niego rytmów jest małym pokazem kunsztu prawnika w dziedzinie public relations. Oczywiście nie należy zapominać o wzięciu poprawki na mocne przerysowanie wykreowanego w filmie obrazu miasta.

Chicago
Chicago
Chicago
Chicago

Symbolika symboliką, ale po musicalach oczekuję, żeby oczarowały mnie warstwą muzyczną, zaoferowały piosenki, które będę nucił pod nosem przez następne kilka dni. Nie bawiąc się w subtelności, czekam na sążnisty kopniak w zad, po którym nie będę mógł usiedzieć w fotelu mając ochotę ruszyć w tany razem z bohaterami. I dokładnie to daje mi Catherine Zeta-Jones, serwująca zastrzyk z adrenaliny za sprawą potężnej dawki energii kipiącej z jej układów taneczno-wokalnych. Aktorka, mająca doświadczenie baletowe, z łatwością wykonywała wszystkie wymyślne sekwencje choreograficzne płynnie łącząc to zadanie ze swym pełnym charyzmy głosem. Już od pierwszej sceny, w której piękna Walijka wykonuje „All that Jazz” wiadomo, że to właśnie ona z kobiecego duetu zagarnie najlepsze kawałki. Moim faworytem jest scena w więzieniu z udziałem sześciu morderczyń wspominających dokonane zbrodnie. Każdej krótkiej reminiscencji morderstwa towarzyszy porywający układ taneczny, starannie dobrane słowa i muzyka od razu podnosząca ciśnienie we krwi, która swoje momenty kulminacyjne ma rzecz jasna w dynamicznych refrenach aż skrzących od determinacji i pasji słyszalnej w wokalach zbrodniarek.

Reene Zellweger na tym tle wypada niezwykle słabo. Scenom z jej udziałem brakuje pomysłowości sekwencji z Richardem Gere i energii Zety-Jones, a do tego – w porównaniu z koleżanką po fachu – wygląda jak brzydkie kaczątko ze słabą prezencją sceniczną i mało efektownym głosem. Ponieważ jednak pasuje to do charakteru jej postaci, czyli nieco naiwnej ale i pełnej ambicji dziewuchy, która oczywiste braki w obyciu scenicznym i talencie próbuje nadrabiać zaangażowaniem i uporem, owej nijakości nie można mieć aktorce specjalnie za złe.

Chicago to jednak nie tylko jazz, którym żyje każdy zaułek tego miasta. To przede wszystkim cynizm, zdeprawowanie i zbrodnia. Pamiętajmy, że to okres rządów Ala Capone, prohibicji, łapówkarstwa i krwawych wojen gangów – miasto, którego nazbyt krewcy mieszkańcy nieustannie dostarczali tematów dla brukowych gazet karmiących tymi mrożącymi krew w żyłach historiami spragnionych emocji czytelników. Z filmu dobitnie wynika, iż prawda i kłamstwo to rzeczy względne – decydują o nich postronni obserwatorzy, tacy jak prasa czy opinia publiczna, którymi dosyć łatwo manipulować. Warto zauważyć, że w filmowym świecie jedyną skazaną na szubienicę zostaje niewinna osoba. Prawda w tym wypadku okazała się nieistotna, ponieważ obcojęzyczna kobieta nie potrafiła zainteresować swoją historią dziennikarzy, o jakiejkolwiek obronie w sądzie już nie wspominając. Marshall kreśli mityczny obraz Chicago dosyć mocno ubarwiając poszczególne jego elementy. Batalia sądowa to jedna wielka farsa, kpina z systemu prawnego. Manipulacja mediami przebiega zaskakująco łatwo. Częstotliwość kolejnych zbrodni jest przesadna, demoralizacja społeczeństwa zaś zbyt wielka. Ale wszystko to składa się na przemyślany wizerunek miasta, po którym można spodziewać się wszystkiego. Miasta żyjącego zbrodnią, która traci tu społeczne piętno czynu niegodnego, za to przyciąga do siebie dreszczykiem emocji, kusząc przy tym bezkarnością.

W obraz tego kryminalnego świata w pełni wpisuje się finał. Wielkie show z udziałem dwóch morderczyń, szczerze się nienawidzących, ale nie zważających na to w imię wspólnego sukcesu w showbiznesie. Zabójczynie kpią ze swojej przeszłości, drwiąc ze sprawiedliwości na oczach całego Chicago, a śmietanka towarzyska patrzy na to przez palce, oklaskując wzorcowe córki cynicznej metropolii. Takie już jest to filmowe Chicago, złe, zdeprawowane i cholernie rajcujące – tak jak i sam film, który ogląda się z czystą przyjemnością.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Chicago
Oryginalny tytuł: Chicago
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 113 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:

Montaż:
Obsada:
Roxie Hart
Velma Kelly
Billy Flynn
Marton Morton
Amos Hart
June
Lider zespołu
Fred Caseley
Mary Sunshine
Kitty Baxter
Ocena:  8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!