Oko Kota (Cat’s Eye) – Kici Kici

Kategoria: Recenzje
Oko Kota
Oko Kota
Oko Kota
Oko Kota

Jedni uważają Stephena Kinga za wizjonera, najlepszego i najbardziej kreatywnego pisarza przełomu wieków. Dla innych jest to grafoman, który stawia na ilość, nie na jakość. Jedno jest pewne – jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy, a każdy kto choć trochę interesuje się literaturą współczesną, przynajmniej ze słyszenia kojarzy nazwisko urodzonego w Portland twórcy.

Powieści Stephena Kinga są praktycznie gotowymi materiałami na film. Nie wydaje się więc dziwnym fakt, że wielkie wytwórnie filmowe toczą boje o prawa do ekranizacji książek Kinga jeszcze zanim one się ukażą, a sam autor raz po raz zgarnia okrągłe sumki. Ja do powieści Kinga mam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony trzymają w napięciu, a od genialnych pomysłów aż się roi, z drugiej jednak często pisarz nie wie kiedy skończyć. Powieść, która przez pierwszych kilkaset stron elektryzuje, później staje się rozmyta, nużąca a czytelnik z utęsknieniem wypatruje ostatniej strony, których to nierzadko jest około tysiąca. Dlatego też o wiele bardziej cenię Stephena Kinga jako świetnego twórcę opowiadań. Bardzo dobrą, choć chyba nieco niedocenianą, ekranizacją opowiadań Kinga jest „Kocie Oko” Lewisa Teague’a – reżysera mającego w swoim dorobku także m.in. film przygodowy „Klejnot Nilu” oraz niezły film akcji „Komando Foki„. Scenariuszem zajął się sam Stephen, a za muzykę odpowiedzialny był Alan Silvestri.

„Kocie Oko” to zbiór trzech nowelek w których groza miesza się z humorem. W pierwszej zatytułowanej „Quitter’s Inc.” główny bohater Dick Morrison decyduje się rzucić palenie. Za namową kolegi zgłasza się do tajemniczej firmy zajmującej się walką z nałogiem. Metody działania owej organizacji okazują się cokolwiek kontrowersyjne. „The Ledge” to druga historia, opowiadająca o dziwnym zakładzie jaki zawierają nałogowy hazardzista Cressner i kochanek jego żony Johnny Norris. Przez obie te nowelki przemyka jakby na drugim planie tytułowy kot, główna postać trzeciego segmentu zatytułowanego „The General„. Małą dziewczynkę nawiedza we śnie zły troll, chcący odebrać jej oddech. Dziecko jakby telepatycznie wzywa kota, aby ten pomógł jej w walce z potworem.

Oko Kota
Oko Kota
Oko Kota
Oko Kota

Pierwsze co rzuca się w oczy to znakomity dobór aktorów odtwarzających główne role w każdej z historii. Doprawdy trudno mi sobie wyobrazić lepszego palacza niż James Woods, którego fizjonomia idealnie przywodzi na myśl człowieka pogrążonego w otchłani nikotynowego uzależnienia. W „the Ledge” mamy do czynienia z dwoma równorzędnymi kreacjami pierwszoplanowymi, jednak z pojedynku Kenneth McMillan (Cressner) kontra Robert Hays (Norris), zwycięsko wychodzi ten pierwszy. Zły, groteskowy, obrzydliwy bogacz w którego zblazowanym życiu jedyny dreszcz emocji przynosi mu hazard. Zresztą McMillan to trochę niedoceniany aktor, także przez hollywoodzkich reżyserów.

Bardzo rzadko miał okazję pokazać pełnię swych umiejętności. Dzisiaj niemal zapomniany, a przecież jego Vladimir Harkonnen był najjaśniejszym punktem Lynchowskiej „Diuny„. Odtwórczynią wiodącej roli w segmencie trzecim nie mógł być nikt inny jak tylko Drew Barrymore, będąca trzy lata po sukcesie „E.T.”, kiedy to jeszcze nie zdążyła wpaść w alkoholowo-narkotykowy nałóg. Drew świetnie kreuje postać swej bohaterki Amandy, dziewczynki przestraszonej, ale bardzo dzielnej, wierzącej w swojego wybawiciela : kota Generała. I tu dochodzimy do głównego bohatera całego filmu, czyli sympatycznego kocura. Ten szarobury zwierzak jest niejako ogniwem łączącym poszczególne nowelki. Można traktować go dwojako. Tam gdzie pojawia się Generał, ktoś popada w niemałe tarapaty. Wydaje się jakby kocur był zwiastunem nieszczęścia. Nie jest to zresztą odległe od zwyczajowego postrzegania kota – zwłaszcza te o czarnym umaszczeniu są przecież niesłusznie posądzane o fałszywość i przynoszenie pecha. Na szczęście King wydaje się lubić koty – w nowelce „The General” futrzak koniec końców okazuje się bohaterem i jednocześnie po prostu dobrym stworzeniem.

W „Kocim Oku” możemy znaleźć kilka nawiązań do innych dzieł Stephena Kinga. Pies, który w prologu goni Generała kropla w kroplę przypomina Cujo, wściekłego bernardyna, którego historię na taśmę celuloidową przeniósł reżyser „Cat’s Eye” Lewis Teague. Goniące się zwierzaki mija czerwony krążownik szos z napisem „I am Christine”. Także Amanda ze swoimi nadprzyrodzonymi zdolnościami delikatnie nawiązuje do postaci Charlie McGee, małej bohaterki innej ekranzacji dzieła Kinga, czyli „Firestarter„. Tam rolę Charlie odtwarzała…Drew Barrymore.

Bardzo podobało mi się, że Stephen potrafi śmiać się z samego siebie. W jednej ze scen grany przez Jamesa Woodsa Dick Morrison ogląda w telewizji „Martwą Strefę” Davida Cronenberga (oczywiście ekranizację powieści pisarza z Portland). W pewnym momencie zirytowany odchodzi od szklanego ekranu i pyta zdenerwowany kto takie głupoty wypisuje. I taki jest cały film. Potraktowany z dużym przymrużeniem oka. Widać, że twórcy świetnie się bawili na planie, a najbardziej chyba sam Stephen King. Chociaż dobrego humoru jest sporo, ekipa nie zapomniała, że ma do czynienia ze scenariuszem twórcy znanego głównie z horrorów i dlatego w kilku momentach po ciele przechodzi znajomy dreszcz emocji. Bardzo przyjemny zresztą.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Oko Kota
Oryginalny tytuł: Cat's Eye
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 94 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Amanda
Dick Morrison
Dr Vinnie Donatti
Cressner
Johnny Norris
Sally Ann
Hugh
Junk
Mr. McCann
Mr. Milquetoast
Ocena:  8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!