Carandiru – Mieszkańcy „Domu diabła”

Kategoria: Recenzje
Carandiru
Carandiru
Carandiru
Carandiru

Carandiru to przeklęte, zapomniane przez Boga miejsce – mieszczące się w San Paulo największe więzienie świata, w którego celach panuje przepełnienie (zamiast 4000 osób znajduje się tu 8000). Mordercy, zawodowi zabójcy, gwałciciele, handlarze narkotyków, członkowie gangów stłoczeni, zamknięci razem, agresja skumulowana do ostatecznych granic, prawdziwe piekło na ziemi. Szerzy się epidemia AIDS, kwitnie sprzedaż dragów, na porządku dziennym są okaleczenia, gwałty, zabójstwa. Jest koniec lat 80, w taką rzeczywistość wkracza doktor Drauzio Varella, to jego oczami obserwować będziemy egzotyczny świat za szarymi murami Carandiru. Już na samym początku przekonuje się on, że więzienie rządzi się własnymi prawami – wybucha bójka pomiędzy dwoma anonimowymi jeszcze postaciami, agresorzy zostają rozdzieleni, zaś rozjemcą w ich sporze jest niejaki Ebony, starszy, doświadczony i wzbudzający zaufanie więzień pracujący w kuchni. To właśnie penitencjariusze sami ustalają tu prawa i sami pilnują ich przestrzegania – tylko w ten sposób można utrzymać względny porządek w tym hermetycznym świecie, zamkniętym w ciasnym kręgu swych niepisanych reguł i zwyczajów. Carandiru to państwo w państwie, miasto w mieście.

Po pierwszym dniu pracy doktor idzie powoli przez opustoszały dziedziniec, w setkach cel płoną światła, a on zastanawia się, czy tu jeszcze wróci. Może lepiej byłoby uciec jak najdalej… Wraca jednak i zostaje jedynym przyjacielem osadzonych – tylko on dostrzega w nich ludzi, staje się doradcą i powiernikiem. Po kolei poznaje indywidualne historie niektórych z nich, niemalże bez wyjątku tragiczne i mroczne. Oto rozsądny Ebony, który zastrzelił wspólnika, gdyż bał się, że ten zamierza zabić jego, oto Majestate, przystojny i pewny siebie Murzyn, który żył jednocześnie z dwoma kobietami – białą żoną Dalvą i Mulatką Rosirene. Trafił do więzienia z powodu pewnej kłótni zakończonej podpaleniem miłosnego gniazdka. Oto Zico i Deusdete, dwaj przyjaciele, którzy wychowywali się razem jak bracia – gdy dorośli, jeden z nich został dealerem narkotyków, drugi wybrał uczciwą drogę. W miejscu gdzie mieszkał, nie dało się jednak żyć spokojnie i Deusdete, na którego twarzy Bóg wypisał niewinność trafił do Carandiru, jako zabójca dwóch opryszków, którzy skrzywdzili jego siostrę. Oto Miro i jego zaufany wspólnik, który pewnego dnia powiedział mu o romansie jego żony z policjantem. Miro uwierzył kobiecie, odsunął się od przyjaciela. Pewnego strasznego dnia okazało się, że jednak tamten miał rację – zdradzony mąż trafia do Carandiru jako trzykrotny zabójca..

Są jeszcze inni – stary Chico, który w więzieniu spędził prawie całe życie, a jego dzieci odsunęły się od ojca kryminalisty. Obsesyjnie tęskni on za najmłodszą córką, która czasami zadzwoni, obiecała też, że przyjedzie na widzenie; pomocnik doktora, mały, śmieszny, pokraczny człowieczek, zwany „No Way”, na śmierć i życie zakochany w pięknym, młodym transwestycie, każącym zwracać się do siebie Lady Di; oto Peixeira, zawodowy zabójca, który poczuł nagle wyrzuty sumienia i zwrócił się w stronę Chrystusa, przemożnie pragnąc odpokutować za popełnione winy..

Carandiru
Carandiru
Carandiru
Carandiru

Poznajemy historie kolejnych więźniów, zaczynamy rozróżniać ich twarze, powoli stają się indywidualnymi przypadkami, jednostkami, po prostu ludźmi, a nie tylko skłębioną, rozwścieczoną, przestępczą masą. Oni także mają uczucia, marzenia, pragnienia. Nie znaczy to jednak wcale, że Babenco udziela im łatwego rozgrzeszenia – nawet ci, do których można poczuć sympatię, okazują się jednak bandytami, osobnikami, którzy postępują według własnych, przestępczych reguł. W nich wyrośli i nie tak łatwo im o nich zapomnieć, tym bardziej, że Carandiru nie jest miejscem, w którym byłaby możliwa jakakolwiek resocjalizacja..

Mają więc w sobie dobro i zło, są bez wątpienia winni, ale… czy wszyscy, czy wyłącznie wrodzone, złe skłonności doprowadziły ich do wyboru takiej właśnie drogi? Przecież większość w nich wyrosła w biedzie, głodzie i nędzy faweli, z których tak trudno się wyrwać. F. Meirelles pokazał wprawdzie w „Mieście Boga”, że jest to możliwe, jednakże tak naprawdę udaje się to tylko nielicznym. Pozostali trafiają do Carandiru….

Nie lubię doszukiwać się podobieństw pomiędzy filmami, tym bardziej, że większość z nich dopisuje się na siłę – to dobra reklama i przydatny skrót myślowy porównać coś nowego do czegoś, co znane i uznane. Tutaj jednak są one jak najbardziej na miejscu i wręcz nie da się uniknąć analogii – podobna narracja, wyłuskująca z bogatej ludzkiej materii kolejne jednostki i opowiadająca widzom ich skomplikowane lub banalnie proste historie, podobny klimat twardej i brutalnej opowieści, w którą wplata się niekiedy cieniutka nitka humoru (choć w filmie Meirellesa było go znacznie więcej), podobne wreszcie ludzkie losy i miejsca, choć tam mieliśmy początkową stację podróży przez życie, tutaj zaś mamy (dla wielu) końcową….

I tu i tam reżyser postawił na realizm treści, jednakże forma, w której zostaje on ukazany jest zróżnicowana. Tam mieliśmy szybki, dynamiczny, postmodernistyczny montaż, eksperymenty z barwą i dźwiękiem, tutaj mamy niemalże paradokument – co nie oznacza wcale, że akcja jest statyczna – nie ma muzyki, a kolor niknie, przytłoczony mrokiem szarych korytarzy, dominuje żółć i brąz – to brazylijska, spalona słońcem ziemia i odcień skóry jej nieszczęśliwych mieszkańców. Mury, korytarze, przepełnione do granic możliwości cele – wszystko to uważnie rejestruje kamera, tworząc klaustrofobiczny klimat uwięzienia w tym piekle na ziemi. Trochę paradoksalny, bo poza paroma scenami prawie nie ma tu strażników, to inferno tworzą sami więźniowie i sami pozostają uwięzieni w maksymalnym natężeniu skrajnych emocji, kończących się najczęściej eskalacją przemocy i gwałtu..

Carandiru
Carandiru
Carandiru

Po przedstawieniu i zindywidualizowaniu bohaterów reżyser dopowiada ich losy – to środkowa część filmu, większość z opowiedzianych historii znajdzie swój epilog za murami. Nie jest to więc film o buncie, jak można byłoby wnioskować po przeczytaniu pobieżnych opisów, to przede wszystkim film o życiu w tym przerażającym miejscu i ludziach, których udziałem się stało. Nadchodzi 2 października 1992 roku – ten dzień przypieczętuje na
zawsze los niektórych więźniów. Zaczyna się niewinnie – w zakładzie karnym panuje spokój, trwa mecz piłkarski, emocjonujący większość społeczności. Kłótnia o błahostkę, bójka, do której powoli przyłączają się inni, bunt – złudne poczucie własnej mocy, spotęgowane działaniem w grupie. Po chwilowym zachłyśnięciu się wolnością, racjonalna ocena sytuacji – przecież nie ma szans na zwycięstwo. Pojawiają się oddziały prewencji – funkcjonariuszy jest wielu, zwierają szeregi, zamaskowani i uzbrojeni w karabiny maszynowe. Za chwilę rozpocznie się masakra, a za parę godzin ze schodów będzie ściekać rzeka krwi zmieszanej z mydlinami….

Prawdę o wydarzeniach w Carandiru zna tylko Bóg, policja i więźniowie. My poznajemy ją z relacji tych ostatnich, taki punkt widzenia zdecydował się bowiem przyjąć doktor, którego książka stała się podstawą scenariusza. Doktor ten jest pokazany jako człowiek prawy i szlachetny, prawdziwie humanitarny, w każdym, nawet najnędzniejszym z więźniów widzący człowieka. Gdyby relację o wydarzeniach w Carandiru napisał któryś z policjantów, biorących udział w akcji, brzmiałaby ona zupełnie inaczej, odmienne byłyby punkty ciężkości, inni „źli” oraz inni „dobrzy”….

W owych scenach pacyfikacji wyraźnie bowiem widać podział pomiędzy tymi, co czynią zło, a tymi, którzy zobowiązani są bronić dobra. Jedni okazują się być śmiertelnymi wrogami drugich, zaciera się granica zarażenia nienawiścią. Film nabiera wymiaru społecznego, portretując różnice, jakie dzielą mieszkańców Brazylii i wyraźnie podkreślając, iż będą one istnieć, dopóki z powierzchni tego kraju nie znikną fawele, wylęgarnie zbrodni, zrodzonej z biedy i braku perspektyw….

Czytam to, co dotychczas napisałam i tak sobie myślę, że ktoś, kto nie zna filmu może sobie – nie daj, Boże – pomyśleć, że to jakaś nudna moralizatorska agitka o patetycznym przesłaniu społecznym. Nic z tych rzeczy – to dramatyczna, prawdziwie wstrząsająca podróż do miejsca, które było piekłem na ziemi. Często w nas, żyjących sobie spokojnie we w miarę bezpiecznym świecie, tkwi ciekawość, jak potrafi zachować się człowiek w sytuacjach ekstremalnych – Babenco odpowiada na to pytanie, mieszając w tej więziennej historii nienawiść i zrozumienie, miłość i cierpienie, przyjaźń i zdradę, prawdę i kłamstwo. Końcowe sekwencje zburzenia Carandiru nie przynoszą ulgi, ta historia się nie zakończyła, przeniosła się tylko w inne miejsce…

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Carandiru
Oryginalny tytuł: Carandiru
Kraj: Brazylia
Argentyna
Rok:
Czas trwania: 148 minut
Reżyseria:
Scenariusz:


Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Doktor
Chico
Ebony
Majestade
Dalva
Rosirene
Lady Di
osobiście
No Way
Ezequiel
Ocena:  8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!