Był sobie chłopiec (About a Boy) – Nie tylko miłość

Kategoria: Recenzje
Był sobie chłopiec
Był sobie chłopiec

Angielska komedia romantyczna to gatunek filmowy, który powstał stosunkowo niedawno, bo w 1994 roku. Wtedy to miała miejsce premiera filmu „Cztery Wesela i Pogrzeb” Mikea Newella i to ona zapoczątkowała serie nieskrępowanych komedii o miłosnych perypetiach Anglików z wyższych sfer lub klasy średniej. Wspominam tu o pozycji społecznej głównych bohaterów, ponieważ wbrew pozorom jest ona bardzo ważna. Gatunek komedii romantycznej powstał jako reakcja na inny, o wiele ciekawszy gatunek w kinie brytyjskim, a mianowicie kino społeczne i filmy jak „Orkiestra”, „Goło i Wesoło” czy „Billy Eliott” gdzie bohaterowie to głównie zubożała klasa robotnicza, która próbuje wiązać koniec z końcem nie tracąc przy tym godności i nie wyrzekając się swoich ideałów, zgodnie przeklinając Margaret Tatcher. Komedia romantyczna była stworzona „ku pokrzepieniu serc”, by pokazać, że Anglia wcale nie jest upadającym krajem robotniczym pokrzywdzonym reformami przemysłowymi, chciała stworzyć idealną wizje społeczeństwa, którego problemy finansowe się nie tyczą, a jedynym zmartwieniem są rozterki sercowe. W takim porównaniu komedie romantyczne postawione są w dość złym świetle, jednak nie są to filmy (i wcale nie miały być) o tej wadze co kino społeczne. Jako luźne komedyjki, które potrafią wycisnąć łezkę wzruszenia spisują się znakomicie. Jednak jest jedna komedia, którą można nazwać romantyczną, spełniająca wszystkie kryteria klasycznej komedii romantycznej, a jednak naśmiewa się ze wszystkich innych bezczelnie wytykając im wady.

Był sobie chłopiec
Był sobie chłopiec

Główny bohater Will, jak na komedie romantyczną przystało, to człowiek zamożny, żyjący można by powiedzieć ponad stan. Przystojny, niezależny, jednym słowem ideał. Jednak nie do końca, ponieważ jest to człowiek pusty i płytki, co więcej, sam się do tego przyznaje. Odcina się od wszystkich skutecznie uciekając od odpowiedzialności i żyjąc w błogiej beztrosce. Mówi „Każdy człowiek jest wyspą, ja jestem Ibizą” i poniekąd ma racje. Istnieje sam dla siebie, nie wiążąc się z nikim innym na dłużej niż parę tygodni. Bohater ten jest tak przeraźliwie i komicznie wręcz sztuczny i pusty, że może być jedynie karykaturą innych bohaterów komedii romantycznych. Tak jak w innych komediach, żadne inne problemy oprócz miłosnych się go nie tyczą, w zasadzie miłosne problemy też się go nie tyczą, ponieważ nie potrafi kochać i wcale nie chce. Jednak nikt nie zauważy sztuczności fajtłapowatego burżuja z „Czterech wesel i pogrzebu”, który na pytanie czy jest najbogatszym w Anglii odpowiada „Nie, skąd, jesteśmy gdzieś na siódmym miejscu.”. Jednak sztuczność Willa jest wręcz agresywna, a Ci dwaj bohaterowie nie różnią się aż tak bardzo. Will jest po prostu karykaturą postaci, której brak problemów finansowych jest uważany nie tyle za zaletę, co za cnotę. Bo czy postać, której jedynym zajęciem są miłosne perypetie może istnieć? Czy nie jest pretensjonalnym poświęcanie całego życia, na poszukiwanie jedynej, niepowtarzalnej, magicznej i burzliwej miłości?

Był sobie chłopiec
Był sobie chłopiec

Oczywiście nie byłoby komedii romantycznej bez budowania więzi między Willem a drugą osobą. Tyle, że nie jest to piękna Amerykanka jaką można zobaczyć w „Notting Hill”, a trzynastolatek, Marcus. Chłopiec z niezbyt zamożnej rodziny, wychowywane przez matkę, szkolne popychadło. Postać, która na pierwszy rzut oka nie pasuje do komedii romantycznej, więc oczywistym jest więc, że uczucie jakie powstaje między Willem i Marcusem to nie miłość. Początkowo trudno określić, czy to uczucie czy uzależnienie. Will stara się odejść od wizerunku człowieka próżnego i chce być bardziej atrakcyjny w oczach kobiet, więc mówi że Marcus jest jego synem. Podobnie Marcus interesuje się Willem, bo chce znaleźć partie dla swojej emocjonalnie rozedrganej matki. Fiona to kobieta nie radząca sobie z życiem, samotnie wychowująca swojego synka. Huśtawki emocjonalne i rozstroje nerwowe doprowadzają ją do próby samobójczej. Czy to jest bohaterka komedii romantycznej? Widz przez pierwszą część filmu zastanawia się jakim cudem postać Willa zostanie skojarzona z Fioną. Jednak myśliy w ten sposób bo tak nakazuje formuła tego gatunku. Marcus zyskuje ojca, Fiona mężczyznę, Will rodzinę. Idealny happy end? Nic bardziej mylnego. Postać matki jest swoistym kontrapunktem dla całej opowieści. Niestabilna emocjonalnie, zawiedziona i cierpiąca, a jednak szczerze kochająca swojego syna. Można nawet powiedzieć, że jest elementem kina społecznego. Podobnie jak hutnicy z północnej Anglii kurczowo trzyma się „tonącego okrętu”, którym w jej przypadku jest rozbita rodzina. Na końcu zrozumie, że trzeba iść naprzód, a nie próbując ożywić czegoś co dawno umarło.

Każdy z głównych bohaterów jakby wbrew utartemu schematowi postępuje z konieczności, a nie dlatego że tak wskazuje im serce. Jednak uczucie jakie się między nimi rodzi okazuje się być tym czego potrzebowali. Bo to nie miłość jest w tym filmie najważniejsza, a przynajmniej nie ta burzliwa i romantyczna. Najważniejsza jest tu potrzeba drugiego człowieka, która jest ceniona wyżej niż miłość. Puenta filmu jest wyraźna, że jeżeli znajdzie się drugiego człowieka, niezależnie od tego, czy jest starszy czy młodszy, bogaty czy biedny, to miłość i cała reszta przyjdą same. Puenta trafna i znowu na przekór gatunkowi z którego film wyrósł. Miłość musi mieć z czego wyrosnąć, jednak to „coś” także trzeba zdobyć, bo nie jest to takie oczywiste, że każdy ma bratnią dusze, a jej brak jest o wiele bardziej bolesny niż zawód miłosny.

Istotnym elementem jest Hugh Grant, ikona brytyjskiej komedii, bez którego filmy z tego nurtu praktycznie nie powstają. Jednak on także gra na przekór swojemu wizerunkowi nie umiejącego się wygadać, szalenie uroczego fajtłapy. Kiedy wszyscy na dobre go zaszufladkowali i sądzili, że będzie już tylko powielał swoje role on wszystkich zaskoczył. Nie dość, że Grant stwarza postać odbiegającą od swoich poprzednich, to na dodatek świadomie igra ze swoim wizerunkiem. Trzeba przyznać, że pokazał że potrafi jeszcze grać.

„Był sobie chłopiec” naśmiewa się z wyidealizowanego świata komedii romantycznych, jednak oprócz tego jest znakomitym filmem. Mimo że jest to karykatura, jest to też bardzo szczera, ciepła i krzepiąca opowieść o ludziach, którzy po prostu potrzebują siebie nawzajem niezależnie od tego kim są.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Był sobie chłopiec
Oryginalny tytuł: About a Boy
Kraj: Niemcy
Francja
Wielka Brytania
USA
Rok:
Czas trwania: 101 minut
Reżyseria:

Scenariusz:


Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Will
Fiona
Marcus
Rachel
Christine
John
Ellie
Lee
Maitre D'
Angie
Ocena:  7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!