![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
On. Młodzieniec który jeździ po mieście na motorze marki BMW i rozwiesza ulotki reklamowe na drzwiach domów i mieszkań. Gdy po jakimś czasie przybywa w to samo miejsce i widzi, że ulotka nadal wisi, włamuje się do pustego domu, na automatycznej sekretarce sprawdza, gdzie są właściciele posesji i… nie, wcale nie kradnie. Wręcz przeciwnie – sprząta, robi pranie, reperuje drobne usterki w sprzętach domowych. Czuje się zupełnie jak u siebie. Przygotowuje sobie posiłki, kąpie się, śpi…
Ona. Kobieta w średnim wieku, ale wciąż piękna. Choć byłaby jeszcze piękniejsza, gdyby nie sińce na twarzy. To fotomodelka, choć do tego określenia można już chyba dodać przedrostek „ex”. Bita i tłamszona przez męża, biznesmena często wyjeżdżającego w interesach, siedzi bezczynnie w wielkim domu i więdnie. Pewnej ciepłej nocy ich drogi się krzyżują.
„Pusty Dom” to na dzień dzisiejszy przedostatni film obecnie najsłynniejszego obok Park Chan-wooka reżysera pochodzącego z Korei Południowej, Kim Ki-duka. W Polsce artysta ten kojarzony jest choćby z pokazywanego w kinach w zeszłym roku małego arcydzieła „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna”. Podobnie jak ten obraz znany z zeszłorocznej edycji Filmostrady także i „Pusty Dom” jest dziełem o niesłychanej subtelności, pozornie prostym, ale ujmującym. Te dwa filmy są klimatycznie dosyć zbliżone do siebie, choć opowiadają kompletnie różne historie.
Na początku widz obserwuje młodego Tae-Suka wykonującego najzwyklejsze czynności pod słońcem. Mimo tej pozornej banalności można wyczuć niemal mistyczną atmosferę. W pewnym momencie do chłopaka dołącza Sun-Hwa. Wspólnie zaczynają odwiedzać puste domy. Początkowo kobieta snuje się za Tae-Sukiem patrząc przed siebie pustym wzrokiem. Sprawia wrażenie, jakby po prostu wybrała mniejsze zło. Z czasem jednak zaczyna naśladować młodzieńca, pomagać mu, a ten cokolwiek nietypowy styl życia powoli przywraca blask w jej oczach. Nic jednak nie trwa wiecznie. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności para bohaterów ląduje na posterunku policji, a i zazdrosny mąż Sun-Hwa nie daje za wygraną.
Mniej więcej w tym miejscu Kim Ki-duk w bardzo płyny sposób zmienia charakter całej opowieści. Grzechem byłoby zdradzać, w jaki sposób dalej potoczy się fabuła, napiszę więc tylko, że film staje się jeszcze bardziej oniryczny, ocierając się niemal o surrealizm. Zupełnie jakby wejść w czyjeś marzenia senne. Całości dopełnia piękna, symboliczna końcowa scena, w której ważną rolę odgrywa… zwykła waga.
![]() |
![]() |
![]() |
Właśnie. Kim Ki-duk tworzy zwiewną, magiczną atmosferę, jako narzędzi używając zwykłych, codziennych przedmiotów i czynności. Unika patosu, nie ucieka się do wykorzystywania elementów nadprzyrodzonych, choć z drugiej strony różnie można sobie tłumaczyć pewne rozwiązania fabularne stosowane przez Koreańczyka. Zdjęcia są estetyczne i stonowane, żadnych ekstrawagancji widz tu nie uświadczy. Nad wszystkim góruje ujmująca muzyka.
Filmów o miłości wyrażanej „między słowami” pojawiło się ostatnio dosyć sporo, ale Kim Ki-duk ukazał to w sposób, na dobrą sprawę najbardziej radykalny. Główni bohaterowie nie wymieniają między sobą ani słowa. Ograniczają się do spojrzeń, gestów, muśnięć. Ale to wystarcza. Wystarcza, aby uwierzyć i zatopić się w tym śnie, ich albo naszym, wszystko jedno. Nie potrzeba słów, żeby wyrazić uczucia – to najprostsza metoda, wyartykułować te kilka dźwięków, co zajmuje około dwóch sekund. Potem zająć się swoimi sprawami w poczuciu spełnionego obowiązku i za parę godzin powtórzyć ten dwusekundowy rytuał. A przecież, jak już gdzieś kiedyś pisałem, to co najważniejsze i najpiękniejsze tkwi w tym, co niewypowiedziane. Tae-Suk i Sun-Hwa doskonale o tym wiedzą.
„Pusty Dom” nie jest pozbawiony pewnej nienachalnej dawki humoru. W wielu filmach tego nie toleruję, jednak koreańskie dzieło sporo by straciło ze swego ulotnego ducha, gdyby zostało opowiedziane stuprocentowo poważnie, bez odpowiedniego dystansu.
Czy warto… oczywiście, że warto. To jeden z najpiękniejszych i zarazem najbardziej oryginalnych filmów o, nazwijmy ogólnie, relacjach „damsko – męskich”, jakie powstały w ostatnich latach. Można znaleźć pewne elementy wspólne z dziełami Kar-waia, „Last Life In The Universe” czy nawet „Między Słowami” Coppoli, ale w przeważającej części jest to jednak film przesiąknięty jedyną w swoim rodzaju „kimkidukowską” wizją. Nie jestem specjalistą od tego rodzaju kina, preferuję raczej trochę inne gatunki, ale nie mogę nie docenić tak wspaniałych obrazów jak „Spragnieni Miłości”, wspomniany „Last Life In The Universe” czy właśnie „Pusty Dom”. W obcowaniu z nimi moja spustoszona horrorami, thrillerami i filmami wojennymi dusza odkrywa nowe połacie subtelności i swoistego romantyzmu.












9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!